dreaming.log
#61
Super sny, ale co to jest horkruks i kto to jest Ati?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#62
Cytat:Horkruks (ang. Horcrux) – pojęcie stworzone przez Joanne Kathleen Rowling na potrzeby serii Harry Potter. Oznacza obiekt przechowujący fragment duszy czarodzieja, co daje mu uniezależnienie życia duszy od życia ciała: może on zostać zabity tylko wtedy, gdy najpierw zniszczone zostaną wszystkie horkruksy, a następnie jego ciało. Zaklętym obiektem może być zarówno dowolny przedmiot, jak i istota żyjąca.
Z https://pl.wikipedia.org/wiki/Horkruks
We are all of you in the future that is rapidly becoming the present.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#63
Dzięki a Ati?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#64
Tak, o te właśnie horkruksy chodziło. A to jest Ati → https://coppermind.net/wiki/Ati (albo w mojej wizji → https://www.deviantart.com/rootmad/art/I...-756740907) Z różnych powodów go uwielbiam, aż się dziwię, że wcześniej mi się nie śnił :)
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#65
Super :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#66
Ja, rodzice i jeszcze kilka osób byliśmy w dziwnej krainie w alternatywnym świecie. Przez sporą część roku panowała tam zima i noc polarna. Tradycją było tam świętowanie co roku początku wiosny, chociaż otoczenie w tym czasie nadal przypominało środek zimy. Jak zawsze mama otworzyła drewnianą klapę zakrywającą wlot jakby do szamba na środku naszego podwórka. Tym razem to ja miałam wrzucić do środka nieporęcznie duże opakowanie z płytą jako ofiarę dla bogów. Nie było to wygodne, prostokątny wlot był niewiele większy od tego opakowania. Za każdym razem istniała losowa szansa, że na chwilę uzyskamy od bogów dar, jakąś moc dającą wpływ na rzeczywistość. Jak dotąd nie udawało nam się ani razu, ale mama była uparta. Wierzyła, że ta moc pozwoli nam jakoś poradzić sobie z tymi długimi ciężkimi zimami. Było tak mroźno, że pozostawanie na zewnątrz z odsłoniętymi fragmentami skóry bywało niebezpieczne. Ja czułam się niepewnie z myślą, że akurat nie miałam rękawiczek.
W końcu pojawił się nad nami, jak w jakiejś grze, niepozorny czerwony napis, że znów się nie udało i żebyśmy spróbowali za rok.
Pytałam mamę, dlaczego właściwie klimat jest taki mało przyjazny do życia. Ona pokazała mi mapę świata. Kontynenty były strasznie zdeformowane i rozmyte, patrząc na to miałam świadomość, że jest to inne niż mapa w rzeczywistości. Te kształty były nieprzyjemne, oglądając je odczuwałam dość silny dyskomfort. Miejsce, w którym się znajdowaliśmy, było znacznie bardziej na południe niż myślałam. Część mapy była zakryta na czarno, jak w grach, mama jakoś ją odsłaniała, żeby mi pokazać, co jest dalej na północy. Na samej krawędzi kontynent kończył się prostą linią. Zastanawiałam się, czy to efekt niedoskonałości samej mapy, nieodkrytej części świata, czy może dowód na to, że ten cały świat został wygenerowany sztucznie przez jakąś wyższą inteligencję.

============================================

Byłam w budynku przypominającym szkołę i może trochę mój stary wydział. Ściany i podłogi w korytarzach miały nienaturalne tęczowe kolory. Całe otoczenie mniej lub bardziej wydawało się przesadnie jaskrawe, jak po zażyciu metocyny. 
Z grupką młodych ludzi ganialiśmy się po korytarzach. To było coś w rodzaju gry, trochę jak paintball albo coś w tym rodzaju, niby strzelanka, ale jakoś nie na serio, nie na śmierć i życie. Patrząc na te przytłaczające barwy wokół pomyślałam, że to sen.
Spróbowałam się zatrzymać, potem biec szybciej. Badałam stopień kontroli i realność odczuć. Nie miałam tyle jasności umysłu, żeby ustalić i wprowadzić w życie jakiś plan. 
Chciałam skorzystać z okazji i w pościgu zeskakiwać z kilkumetrowych wysokości, żeby zaoszczędzić czas i nie szukać schodów. Nie za bardzo wychodziło, opadałam w zwolnionym tempie, otoczenie za mną wtedy również osuwało się w dół jak mała lawina, przyczepione do moich pleców jakąś magnetyczną siłą.
# Nie miałam pewności, czy to był świadomy sen czy tylko sen o LD.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#67
Oczywiście, że był to świadomy sen skoro miałaś w nim świadomość, że śnisz - całkiem miły świadomy sen - gratuluję ld i w ogóle super snów
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#68
Byłam jednocześnie dorosła i jakoś młodsza niż w rzeczywistości. I chyba w tym alternatywnym świecie byłam (jeszcze) jedynaczką. Moja mama była w ciąży, już w końcowym stadium. Nie podobało mi się to, ale czułam, że nic nie mogę z tym zrobić, żeby zmienić bieg wydarzeń. Rodzice - dużo młodsi niż w realu - przyjechali do nowego mieszkania w dziwnym bloku, z wąską, stromą klatką schodową i ciemnawym, nieprzyjemnie żółtym oświetleniem. Ojciec, roześmiany, albo po prostu od emocji, albo pijany, leżał na posadzce w przedpokoju, przy otwartych drzwiach. Stojąc na klatce schodowej doskonale go widziałam. Mieszkanie było na drugim piętrze. Chciałam się tam jakoś dostać, ale schody między pierwszym a drugim piętrem zostały przeniknięte przez inne schody, biegnące w przeciwnym kierunku, tak się skrzyżowały i przecięły. Z innego mieszkania wyjrzała siostra mamy, jednocześnie starsza i młodsza niż w realu, i spytała mnie, czemu nie wchodzę na górę. Wyjaśniłam, że schody weszły w kolizję w czwartym wymiarze i nie dam rady. Ciotka poradziła, żebym poszła inną drogą. Jedyną "inną drogą" wydawała mi się pochyła krata-barierka, bardzo wąska, umieszczona mniej więcej równolegle do schodów. Jak zaczęłam po tym pełznąć, zauważyłam, że to żelastwo jest bardzo niestabilne, miałam wrażenie, że runie w dół klatki schodowej razem ze mną. Pomyślałam, że może dobrze byłoby uprzednio upewnić się, czy gdzieś nie było innych schodów.

#Zauważyłam, że motyw przechodzenia po niestabilnych, grożących runięciem w dół drabinach, hakach w ścianach i siatkach pojawia się w moich snach zastanawiająco często.

Graliśmy w jakąś grę multiplayer, do której jakoś fizycznie dało się wejść. Widziałam, że w drużynie jest około dziesięciu osób, chociaż miałam wiedzę, że jest nas czternastu. Byliśmy na swego rodzaju wyspie otoczonej oceanem - nie wiem, czy zawierającym wodę, czy jedynie szarawą pustką, do której można było wpaść jeżeli nieostrożnie podeszło się do krawędzi. Na szczęście było tylko kilka miejsc, gdzie dało się podejść do brzegu wyspy, większość obwodu i tak otaczały góry.
Przy trzech z tych miejsc, tam gdzie prowadziły ścieżki, znajdowały się pomosty, wysunięte nad ten ocean-pustkę. Nasza drużyna dostała wiadomość, że na jednym z nich losowo pojawi się duch Atiego i powinniśmy tam przyjść, żeby zaczaić się i go schwytać. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić dalej, na razie mieliśmy go po prostu złapać, może wtedy dostalibyśmy dalsze instrukcje.
Wyszliśmy na pomost po wschodniej stronie wyspy, jedyny na tej stronie. Ktoś napisał na czacie, że lepiej byłoby, żeby tutaj zamiast pustki była nieskończenie głęboka woda. Jego wiadomość pojawiła się na szarym tle, takim w kolorze mokrej tektury, jakby napisana ręcznie, niebieskim długopisem. Odpisałam mu, że nie musiał przypominać mi o niczym związanym z nieskończoną głębokością, bo sama myśl o tym wywołuje we mnie przerażenie i mdłości ze strachu. Zaraz potem jakoś tak się stało, że Ati pojawił się trochę dalej na pomoście i prawie natychmiast zniknął. Ktoś z drużyny wkurzył się, że tak głupio zawaliliśmy misję, ktoś zaproponował, żeby szybko obstawić któryś z pozostałych pomostów, zanim Ati pojawi się tam. Powiedziałam, że lepiej się rozdzielić, tak, żeby część została tu, a reszta znalazła się na kolejnych mostach, w końcu było nas wystarczająco dużo. Ostatecznie skończyło się, że zostałam sama na tym pierwszym pomoście.
Miejsce zaczęło się zmieniać w pomost na podwórku moich rodziców, przy granicy z podwórkiem dziadków, tam, gdzie siatka ogrodzenia urywała się obok pochylonego drzewa, coraz bardziej zapadającego się do stawu. Było tam jeszcze nieistniejące w realu drewniane ogrodzenie. Wzięłam jakiś patyk, moczyłam go w wodzie ze stawu i pisałam po tym ogrodzeniu runy i magiczne słowa. Miałam świadomość, że i tak woda wyschnie w tym słońcu i napisy wkrótce znikną.
Od strony pomostu nadeszła moja mama. Z niesmakiem powiedziała, że naprawdę mogłabym zrobić coś bardziej konstruktywnego niż marnować życie na głupie gry i że dorosłym ludziom to nie przystoi. Odparowałam, że ona chyba woli dorosłych ludzi jako śmiertelnie poważnych ponuraków z depresją i spytałam, czy naprawdę wolałaby, żebym i ja taka była.

# Po snach z ostatnich tygodni stwierdzam, że chyba naprawdę za dużo ostatnio gram :D
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#69
Świetne masz sny, zacznę zazdrościć :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#70
Byłam w wielopoziomowym labiryncie, o ścianach częściowo ze skał, częściowo z siatki i szkła. Było tam tak nisko, że musiałam chodzić na kolanach. Wokół mnie krążyły czworonożne wielobarwne stworzenia, nieco większe od psów. Poruszały się na tyle szybko, że nie mogłam przyjrzeć im się z bliska. W jakiś sposób czułam, że one są wygenerowane jak wirtualna rzeczywistość.
W jakiś telepatyczny sposób mama powiadomiła mnie, że ojciec ma do mnie zadzwonić. Poczułam strach i niechęć. Zadzwonił do mnie, potem stało się jakoś tak, że pojawił się obok w tym labiryncie. Zaczęliśmy się kłócić. Irytował mnie fakt, że w tym miejscu cały czas musieliśmy siedzieć na ziemi albo klęczeć, taka pozycja odbierała mi powagę, kiedy na niego krzyczałam. Mimo tego starałam się krzyczeć mu w oczy prawdę, że go nienawidzę, nie potrzebuję i że zarabiam tyle i tyle, więc on nie ma na mnie haka i nie będę żebrać u niego o łaskę.

#Obudziłam się w czasie tej kłótni, być może wskutek emocji

======================================================

Byłam obserwatorem, unoszącym się nad trawiastym terenem z ogrodzeniami, kilkoma małymi budynkami i czymś w rodzaju placu zabaw w środku. Na tym domniemanym placu zabaw znajdowało się kilka metalowych konstrukcji pomalowanych na zielono.
Czułam, że mam wielki wpływ na ten teren i poruszających się po nim ludzi. Trochę jakbym była najwyższym bóstwem albo graczem nad planszą.
Mogłam w jakiś sposób bez problemu schwytać pomniejszych bogów. Zamknęłam Atiego i Lerasa wewnątrz sześciokątnej konstrukcji. Jako klatka miało to zbyt oddalone od siebie pręty, żeby być skutecznym więzieniem, ale jakaś inna niewidoczna siła musiała utrzymywać ich wewnątrz. Bogowie stali bardzo blisko siebie, niemal się dotykali, ale wyjątkowo nawet nie próbowali unicestwić się wzajemnie. Zamiast tego usiłowali oddziaływać na świat na zewnątrz, aby w ten sposób pośrednio się uwolnić. Ich próby za każdym razem wywoływały efekt w postaci generowania gdzieś w tym świecie-planszy magicznych substancji. To był właśnie powód, dla którego ich zamknęłam. Moi ludzie mogli wówczas zbierać te substancje i za ich pomocą osiągać nadprzyrodzone moce.
# Ha, wreszcie Ati żywy, nie tylko duch :D

=====================================================

Mieszkałam w domu rodziców albo w innej okolicy, bardzo podobnej. Uczęszczałam na jakieś zajęcia, które odbywały się bardzo wcześnie o świcie, tak, że zimą było bardzo ciemno. Czasem spoglądałam na tę drogę z lotu ptaka, pokrytą nienaturalnie równą warstwą śniegu, oświetloną żółtawym światłem latarni.
Kiedy przyszedł czas na podsumowanie tych zajęć, pojawiła się jakaś nowa nauczycielka, która nawet nie wiedziała, która kolumna na liście obecności oznacza którą osobę. Jak sama to zobaczyłam, zauważyłam, że albo nic nie jest w ogóle podpisane nazwiskiem, albo są same imiona. Dwie kolumny mogły oznaczać mnie, nauczycielka wahała się, którą mi przypisać. Spytała, ile miałam nieobecności i czy to było poniżej trzech. Powiedziałam, że chyba jedną, wtedy ona tak nagle doznała olśnienia i stwierdziła, że teraz to wszystko oczywiste. Zirytowało mnie to trochę, że wcześniej na to nie wpadła.
Krótkie FA, w którym było ciemno i spoglądałam na zegarek, niezadowolona, że jest tak późno. Potem przeskok i chyba sen o LD.
Wstawałam, wiedząc, że to nie jest prawdziwe ciało, z rozbawieniem pomyślałam o czasach, kiedy jeszcze wierzyłam w projekcję astralną. Szłam przez korytarz w domu rodziców w stronę kuchni.
# M. in. dlatego wydaje mi się, że to był bardziej sen o LD, bo raczej nie miałam świadomości, skoro nie pamiętałam, że nie zasypiałam w tamtym miejscu, ale u mnie, w Warszawie.
Poczułam jakiś rodzaj lekkiego zagrożenia, oderwałam się stopami od ziemi. Szybko zaczęłam obracać się, tak, że wisiałam głową w dół, zaczęło się to częściowo wbrew mojej woli, potem już sama dokończyłam obrót. Zaraz potem obudziłam się.
# Już nie jestem pewna, czy wtedy w końcu naprawdę czy znów FA.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1