dreaming.log
#41
Scena z czegoś pomiędzy filmem a grą. W komnacie w zamku z kamiennymi ścianami siedziała czarodziejka w granatowej szacie. Razem z nią była druga, którą nazywali Gęsiarką, tamta była niewidzialna i co jakiś czas stawała się jakby narratorem-obserwatorem. Drzwi do komnaty były otwarte, ale zawsze przynajmniej jeden strażnik ich pilnował. Czarodziejka musiała jakoś odwrócić jego uwagę, potem rzuciła na niego urok, tak, że upadł na podłogę i zasnął. Czarodziejka wybiegła na zewnątrz i szybko zniknęła z pola widzenia. Gęsiarka stała na schodach przed komnatą. Wyglądała jak w grach - niewidzialna, ale widać było półprzezroczystą sylwetkę. Na dole chodzili mieszkańcy zamku, którzy chyba się zorientowali, że czarodziejka im uciekła.

==============================================

Oglądałam jakiś film dokumentalny o więźniach, którzy na czas jakiegoś święta zorganizowali masową ucieczkę. Grupa mężczyzn biegła przez łąki i takie ulice na pustkowiach, jakie widuje się w amerykańskich filmach. Scena, gdzie wskakiwali na motorówki z zamiarem przepłynięcia jakiegoś zbiornika wodnego, wyglądała bardziej jak gra, pod względem graficznym i proporcji. Ludzie byli ogromni w porównaniu z łódkami.
W tym momencie ją i ojciec pojawiliśmy się jakby w środku tego filmu i staliśmy nad brzegiem. Ojciec udawał przed czekającymi na swoją kolej więźniami, że jest jednym z nich. Jak któryś próbował z nim zadzierać, uderzał, wybijał zęby albo ściskał dłonie aż łamał im palce. Jeden długo bał się podać mu ręki, że też mu coś zrobi.

==============================================

Byłam w jakiejś dziwnej grze, gdzie ciągle trzeba było do kogoś strzelać albo zabijać mieczem. Albo człowieka atakowały psy, albo dziwnie rysunkowo wyglądający bandyci. Jednocześnie działo się to w lesie i na osiedlu w Warszawie. Doszłam w tej grze do poziomu, gdzie za rogiem znajdowało się rysunkowe bagno, tam czaiło się kilkunastu przeciwników. Wielokrotnie próbowałam to przejść i szukałam najlepszej taktyki, ale mi nie szło. Postanowiłam w końcu odłożyć to na później. Próbowałam tymczasowo zachowywać się normalnie, jakbym nie była w grze, ale było trudno. Kiedy próbowałam z kimś rozmawiać, ciągle pojawiały się stada psów i nas atakowały. Musiałam zamykać się na klatce schodowej, żeby dały mi spokój.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
# Mało zapamiętane, głównie pojedyncze sceny

Siedziałam teoretycznie, według scenariusza w lesie. Naprawdę nie było to tak daleko od drogi biegnącej obok tego lasu i od stojącego przy drodze domu z żółtymi ścianami.
Siedziałam na fotelu za rogiem tego domu. Za plecami miałam ogrodzenie. Przy dłuższej ścianie domu, obok mnie, rozciągnięty był sznur. Pod tym sznurem, wzdłuż niego, biegli mężczyźni, jeden z toporkiem, drugi z siekierą. Ten z siekierą był niewidomy i był raczej pozytywnym bohaterem. Mężczyźni biegli z przeciwnych stron i kiedy mijali się w połowie drogi, mogli próbować nawzajem się zabić. Miałam nadzieję za którymś razem, że ten dobry zabije złego, skoro siekiera była dłuższa. Jednak w końcu to on oberwał. Z toporkiem wbitym w mostek zaczął się zataczać. Kiedy znalazł się blisko, z koców i szmat zrobiłam coś w rodzaju barykady. Nie chciałam, żeby umierający sięgnął do mnie i zorientował się, że ktoś tu jest. Jak umarł, zaczęłam się zastanawiać, jakie konsekwencje grożą ukrywającym się świadkom morderstwa.
Jak już przestałam kryć się za domem i między drzewami, zobaczyłam, że jakiś człowiek w improwizowanym laboratorium chemicznym miesza kolorowe roztwory. Pokazał mi potem trzy cylindryczne naczynia że swoim nowym wynalazkiem. W każdym słoiku były jakby dwie warstwy lekko żółtawej cieczy z zawieszonym fioletowym pyłem. Warstwy nie były oddzielone w pionie jak w przypadku oleju i wody, ale w jakiś sposób obok siebie, dzieląc naczynie na pół. W kontakcie z moczem czy innymi płynami fizjologicznymi ciecz miała się zabarwiać. Efekt miał być znacznie wyraźniejszy w przypadku próbek od kobiet w ciąży. Wzięłam trzy słoiczki i zabrałam ze sobą do lasu. Postawiłam to przetestować. Trochę żałowałam, że nie ma obok jakiejś kobiety w ciąży bo wtedy mogłabym zaobserwować pełne działanie tych roztworów. Potem stwierdziłam, że chociaż kontrola negatywna będzie.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
# Niestety za długo zwlekałam i teraz pamiętam tylko fragmenty bliżej końca snu.

Całą rodziną wędrowaliśmy wzdłuż rzeki. Chyba to była rzeka Grabia, tylko szersza i ze znacznie łatwiejszym dostępem do brzegów od obu stron, mniej więcej wzdłuż całej długości. Słońce padało przez korony drzew, oświetlając rzekę tym charakterystycznym złoto-brązowym blaskiem.
Ja i siostra chyba byłyśmy jeszcze nieletnie i mieszkałyśmy z rodzicami. Niewiele miałyśmy w czasie tej wędrówki do gadania. Ciągle byłyśmy poganiane do dalszego marszu. Z jakiegoś powodu zarówno członkowie naszej rodziny, jak i towarzyszące nam zwierzęta i przyłączający się od czasu do czasu inni ludzie jednocześnie szli po obu stronach rzeki. Co jakiś czas budowaliśmy prowizoryczne mosty albo pełzaliśmy po linach przywiązanych do drzew nad rzeką, żeby następny odcinek trasy pokonać już po drugiej stronie, przy czym wtedy też inne osoby najczęściej chciały przemieścić się w przeciwną stronę. Czasem przenosiliśmy na drugi brzeg także psy i koty, które nam towarzyszyły. Rodzice bardzo ostrzegali, żebym uważała, kiedy przenoszę takiego małego, chudego, białego pieska. Że on się boi wody, że prąd go porwie i go nie znajdziemy. W końcu za którymś razem on sam z własnej woli wbiegł do tej rzeki. Zmienił się wtedy w coś w rodzaju traszki albo morskiego ślimaka. To coś było miękkie, przejrzyste i miało trzy pary dziwnych odnóży-płetw i długi płaski ogon. Jak wyjmowałam go z wody, to podkurczał te odnóża pod brzuch. Powiedziałam, że może on pływając też będzie trzymał się w pobliżu i nigdzie nie zginie.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1