dreaming.log
#41
Scena z czegoś pomiędzy filmem a grą. W komnacie w zamku z kamiennymi ścianami siedziała czarodziejka w granatowej szacie. Razem z nią była druga, którą nazywali Gęsiarką, tamta była niewidzialna i co jakiś czas stawała się jakby narratorem-obserwatorem. Drzwi do komnaty były otwarte, ale zawsze przynajmniej jeden strażnik ich pilnował. Czarodziejka musiała jakoś odwrócić jego uwagę, potem rzuciła na niego urok, tak, że upadł na podłogę i zasnął. Czarodziejka wybiegła na zewnątrz i szybko zniknęła z pola widzenia. Gęsiarka stała na schodach przed komnatą. Wyglądała jak w grach - niewidzialna, ale widać było półprzezroczystą sylwetkę. Na dole chodzili mieszkańcy zamku, którzy chyba się zorientowali, że czarodziejka im uciekła.

==============================================

Oglądałam jakiś film dokumentalny o więźniach, którzy na czas jakiegoś święta zorganizowali masową ucieczkę. Grupa mężczyzn biegła przez łąki i takie ulice na pustkowiach, jakie widuje się w amerykańskich filmach. Scena, gdzie wskakiwali na motorówki z zamiarem przepłynięcia jakiegoś zbiornika wodnego, wyglądała bardziej jak gra, pod względem graficznym i proporcji. Ludzie byli ogromni w porównaniu z łódkami.
W tym momencie ją i ojciec pojawiliśmy się jakby w środku tego filmu i staliśmy nad brzegiem. Ojciec udawał przed czekającymi na swoją kolej więźniami, że jest jednym z nich. Jak któryś próbował z nim zadzierać, uderzał, wybijał zęby albo ściskał dłonie aż łamał im palce. Jeden długo bał się podać mu ręki, że też mu coś zrobi.

==============================================

Byłam w jakiejś dziwnej grze, gdzie ciągle trzeba było do kogoś strzelać albo zabijać mieczem. Albo człowieka atakowały psy, albo dziwnie rysunkowo wyglądający bandyci. Jednocześnie działo się to w lesie i na osiedlu w Warszawie. Doszłam w tej grze do poziomu, gdzie za rogiem znajdowało się rysunkowe bagno, tam czaiło się kilkunastu przeciwników. Wielokrotnie próbowałam to przejść i szukałam najlepszej taktyki, ale mi nie szło. Postanowiłam w końcu odłożyć to na później. Próbowałam tymczasowo zachowywać się normalnie, jakbym nie była w grze, ale było trudno. Kiedy próbowałam z kimś rozmawiać, ciągle pojawiały się stada psów i nas atakowały. Musiałam zamykać się na klatce schodowej, żeby dały mi spokój.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
# Mało zapamiętane, głównie pojedyncze sceny

Siedziałam teoretycznie, według scenariusza w lesie. Naprawdę nie było to tak daleko od drogi biegnącej obok tego lasu i od stojącego przy drodze domu z żółtymi ścianami.
Siedziałam na fotelu za rogiem tego domu. Za plecami miałam ogrodzenie. Przy dłuższej ścianie domu, obok mnie, rozciągnięty był sznur. Pod tym sznurem, wzdłuż niego, biegli mężczyźni, jeden z toporkiem, drugi z siekierą. Ten z siekierą był niewidomy i był raczej pozytywnym bohaterem. Mężczyźni biegli z przeciwnych stron i kiedy mijali się w połowie drogi, mogli próbować nawzajem się zabić. Miałam nadzieję za którymś razem, że ten dobry zabije złego, skoro siekiera była dłuższa. Jednak w końcu to on oberwał. Z toporkiem wbitym w mostek zaczął się zataczać. Kiedy znalazł się blisko, z koców i szmat zrobiłam coś w rodzaju barykady. Nie chciałam, żeby umierający sięgnął do mnie i zorientował się, że ktoś tu jest. Jak umarł, zaczęłam się zastanawiać, jakie konsekwencje grożą ukrywającym się świadkom morderstwa.
Jak już przestałam kryć się za domem i między drzewami, zobaczyłam, że jakiś człowiek w improwizowanym laboratorium chemicznym miesza kolorowe roztwory. Pokazał mi potem trzy cylindryczne naczynia że swoim nowym wynalazkiem. W każdym słoiku były jakby dwie warstwy lekko żółtawej cieczy z zawieszonym fioletowym pyłem. Warstwy nie były oddzielone w pionie jak w przypadku oleju i wody, ale w jakiś sposób obok siebie, dzieląc naczynie na pół. W kontakcie z moczem czy innymi płynami fizjologicznymi ciecz miała się zabarwiać. Efekt miał być znacznie wyraźniejszy w przypadku próbek od kobiet w ciąży. Wzięłam trzy słoiczki i zabrałam ze sobą do lasu. Postawiłam to przetestować. Trochę żałowałam, że nie ma obok jakiejś kobiety w ciąży bo wtedy mogłabym zaobserwować pełne działanie tych roztworów. Potem stwierdziłam, że chociaż kontrola negatywna będzie.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
# Niestety za długo zwlekałam i teraz pamiętam tylko fragmenty bliżej końca snu.

Całą rodziną wędrowaliśmy wzdłuż rzeki. Chyba to była rzeka Grabia, tylko szersza i ze znacznie łatwiejszym dostępem do brzegów od obu stron, mniej więcej wzdłuż całej długości. Słońce padało przez korony drzew, oświetlając rzekę tym charakterystycznym złoto-brązowym blaskiem.
Ja i siostra chyba byłyśmy jeszcze nieletnie i mieszkałyśmy z rodzicami. Niewiele miałyśmy w czasie tej wędrówki do gadania. Ciągle byłyśmy poganiane do dalszego marszu. Z jakiegoś powodu zarówno członkowie naszej rodziny, jak i towarzyszące nam zwierzęta i przyłączający się od czasu do czasu inni ludzie jednocześnie szli po obu stronach rzeki. Co jakiś czas budowaliśmy prowizoryczne mosty albo pełzaliśmy po linach przywiązanych do drzew nad rzeką, żeby następny odcinek trasy pokonać już po drugiej stronie, przy czym wtedy też inne osoby najczęściej chciały przemieścić się w przeciwną stronę. Czasem przenosiliśmy na drugi brzeg także psy i koty, które nam towarzyszyły. Rodzice bardzo ostrzegali, żebym uważała, kiedy przenoszę takiego małego, chudego, białego pieska. Że on się boi wody, że prąd go porwie i go nie znajdziemy. W końcu za którymś razem on sam z własnej woli wbiegł do tej rzeki. Zmienił się wtedy w coś w rodzaju traszki albo morskiego ślimaka. To coś było miękkie, przejrzyste i miało trzy pary dziwnych odnóży-płetw i długi płaski ogon. Jak wyjmowałam go z wody, to podkurczał te odnóża pod brzuch. Powiedziałam, że może on pływając też będzie trzymał się w pobliżu i nigdzie nie zginie.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
Gram razem z Se. w jakąś dziwną grę online. Gracze mogą mieć kilka kont, do każdego z nich przypisaną jedną postać. W niektórych momentach jakby mój punkt widzenia przenosił się do tej gry, wówczas moje postacie były dla mnie namacalne, jak plastikowe figurki. Se. zaczął w pewnej chwili wykorzystywać tę grę do przekazywania mi różnych istotnych informacji. W jakiś sposób przesyłam je ze swojego konta na jedno z moich.

===============================================================

Oglądałam wielkie domy bogatych ludzi. Chodziłam po pokojach, wyobrażając sobie alternatywną rzeczywistość, w której byłabym dzieckiem bogatych rodziców mieszkających w takim domu. Potem nastąpił przeskok do domu, w którym mieszkali jacyś artyści, piosenkarze, słynący z kontrowersyjnego wizerunku. Zarówno facet jak i jego żona pozowali na agresywnych satanistów. Ktoś kręcił program dokumentalny o nich w tym domu. Na kanapie stali dwaj ich kilkuletni synowie, też stylizowani na stereotypowych metalowców. Mieli dziwne długie czarne włosy, wyglądające nienaturalnie, jak farbowane albo peruka. Jak przeprowadzali z tymi dziećmi wywiad, na dole ekranu pojawiał się pasek z ich nazwiskami i dopiskiem "młodociany satanista". Pomyślałam wtedy, że jacy oni sataniści, po prostu ofiary głupoty rodziców...
Kolejny przeskok. Tym razem ja i siostra, chyba nieco młodsze niż w realu, jesteśmy z wizytą u dalekiego krewnego w podobnym wielkim domu. Czekam na siostrę, wiem, że jej autobus może się spóźnić. Wychodzę na podwórko. Zauważam, że idzie za mną jastrząb i cudownie zmartwychwstały dawny pies rodziców. Zaczynam szybkim krokiem się oddalać, próbuję im umknąć. Chowam się pomiędzy drewnianymi elementami parawanu, tworzącymi częściowo zamkniętą i zadaszoną strukturę. Widzę jak jastrząb kręci się przy wejściu pomiędzy drewniane ścianki, ale nie wchodzi tam za mną. Zaczynam rzucać w niego kamykami, myślę sobie, że to może będzie tak jak w grach ze strzelaniem do przeciwników zza rogu, nie wystawiając się na atak. Jastrząb gdzieś znika, kiedy przyjeżdża siostra. Dawny pies rodziców traci swoją chęć ataku. Wychodzę z ukrycia, witam się z siostrą. Mówię jej, że zwierzęta chyba zjadły część naszego prowiantu, ale chyba dla nas wystarczy. Kiedy idziemy w stronę domu, myślę sobie, że wszystko jest nie tak, że w moim życiu wszystko poszło nie tak jak trzeba, że powinno się dać cofnąć czas, żeby to naprawić. Próbuję tłumaczyć to siostrze, ale nie wiem, czy mnie rozumie.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
Odtwarzano początkowe sceny pewnego filmu science-fiction. Cesarz miał wysłać parę osób w przeszłość, aby strzegli dziewczyny, która miała zostać jego matką. Sam, mniej więcej dziewiętnastoletni, stał za jakąś szybą, tak, że on widział sceny  przeszłości, a tamtejsi ludzie jego nie. Początkową sceną była jakaś wielka bijatyka pod szkołą, walczyły ze sobą ze trzy strony i trudno było się połapać, kto jest kim. Pomyślałam, że to przeznaczenie jest zabawne, dlaczego akurat matką przyszłego cesarza ma zostać osoba, która ciągle pakuje się w niebezpieczne sytuacje.

===============================================================

Ja, siostra i kilka osób, chyba moi dawni koledzy z którejś szkoły, przebywaliśmy w takiej staroświeckiej willi. Był tam bardzo długi korytarz, na końcu miał drzwi wyjściowe, po obu stronach rzędy drzwi do pomieszczeń. Ja przebywałam praktycznie cały czas w małym pokoiku przy drugim końcu. Przebywała tam też dziennikarka, ona swobodnie tu przychodziła, albo opuszczała dom. Kręciła się od pokoju do pokoju, wypytywała siedzące w nich osoby o różne rzeczy. W jakiś sposób dowiedziała się, że ja straciłam krew. Zaczęła mnie o to wypytywać, i ile razy umarłam. Odpowiedziałam, że cały czas byłam i jestem żywa. Ona upierała się, że na pewno kilka razy chociaż musiałam.

===============================================================

# Mimowolna drzemka koło południa

Przenosi mnie nagle do jakiegoś domu. Trochę podobnego do domu rodziców, trochę do mieszkania cioci, tylko praktycznie wszędzie ściany pomalowane są na żółto. Czułam cały czas dyskomfort z ciała. Pomyślałam, że skoro już zasnęłam i jestem we śnie, to może to wykorzystam. Ciężko było się poruszać, jak próbowałam się skupić, traciłam kontrolę. Chciałam wejść do pomieszczenia, które odpowiadało staremu pokojowi kuzynki. Wtedy prawie całkiem straciłam wzrok, tylko dotykiem czułam ścianę i otwarte do połowy drzwi. Przerzuciło mnie do jakiejś furgonetki z otwartymi po obu stronach przednimi drzwiami. Obok kręcili się dwaj albo trzej mężczyźni wyglądający na komandosów. Próbowałam znów przejąć kontrolę nad snem i wygramoliłam się na zewnątrz.
Przeskok, tym razem sen nieświadomy. Przeglądałam gazetę, w środku był jakiś psychotest. Pytania były na dodatkowej, bardzo długiej rozwijanej stronie. Przeglądając to, zauważyłam, że celem tego testu jest chyba udowodnienie, iż ateiści to ludzie z problemami. Przypomniałam sobie, że kiedyś taki podobny rozwiązywałam, to teraz mogę znowu, żeby udowodnić autorom tych testów, że stawiają błędne hipotezy. Spojrzałam na pierwsze pytanie. Było to coś w stylu "Masz problem z Bogiem? Większy problem z Bogiem czy z samym tym problemem?". Miałam zaznaczać pola w takich dwóch tabelkach, potem zobaczyłam, że punkty na koniec będą liczone jakoś dziwnie, inaczej dla kobiet, inaczej dla mężczyzn. Próbowałam to rozkmninić.
Przeskok do FA. Wydawało mi się, że półprzytomna wstaję i idę przez pokój. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest znów sen, OOBE czy inny stan. Weszłam na niski stolik i skoczyłam na łóżko, tak, że plecami wpadłam na ścianę i osunęłam się po niej jak w kreskówkach. Pomyślałam, że to dziwne, że czuję taką bezwładność i miękkość i to na pewno musi być dalej sen.
W końcu obudziłam się naprawdę.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
# Ostatnio słaba pamięć snów - głębszy sen ze zmęczenia natłokiem ostatnich spraw.

Miałam zdobyć coś ukrytego w gospodarskich budynkach na podwórku mojego dziadka. Te budynki były nieco większe niż w realu. Była ze mną dziewczyna, która jednocześnie była moją siostrą i nie. Ona tylko mi towarzyszyła i przypominała, że musimy się wyrobić do rana, ja miałam odwalać brudną robotę. Większość tych budynków była pusta. Na koniec weszłam do kurnika. Musiałam się w tym celu przecisnąć przez bardzo małe kwadratowe okienko, bo drzwi były zamknięte. Miałam wątpliwości, czy zdołam to zrobić, ale wolałam udawać przed tą niby-siostrą pewną siebie. Jakoś weszłam do środka. Wewnątrz wyglądało trochę jak w lochu na początku gry TES: Oblivion. Rozejrzałam się. Weszłam po drewnianej drabinie na piętro, wróciłam. W stercie słomy pod ścianą, służącej chyba za gniazdo, coś znalazłam. Nie było tego momentu, kiedy widziałam, co to właściwie było. Odwróciłam się, zobaczyłam, że na środku głównego pomieszczenia zwisa z sufitu sznur z brudnych pajęczyn oblepiony odrażającym brudem, kurzem i martwymi owadami. W tym momencie niby-siostra zajrzała do kurnika przez okno i powiedziała, żebym się pospieszyła, bo niedługo świt. Pomyślałam wtedy, że jeśli V. mnie tu nakryje, będzie wielka kompromitacja. Zawołałam do niej, że zaraz wyjdę, tylko muszę usunąć obrzydliwą pajęczynę. Jakoś się tego pozbyłam przy użyciu krótkiej deski. Kiedy stanęłam przy tym oknie, okazało się, że zrobiło się jeszcze mniejsze i przejście tędy jest niemożliwe. Szybko się rozejrzałam, znalazłam umieszczone wyżej większe okno z wybitą szybą. Jakoś się wydostałam.

===============================================================

# Przypadkowa drzemka

Jechaliśmy samochodem, mama, ja i siostra. Raz byliśmy w mieście, coś podpowiadało mi, że to Piotrków, raz jakby pod miastem, między polami. Niebo było pomarańczowe, miało zachodzić słońce. Ja siedziałam na środku tylnego siedzenia, czując ciężkość i dyskomfort
# Bodźce z ciała, skoro przysnęłam na wpół siedząc?
Postanowiłam się zdrzemnąć. Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę. Czułam, jak moje ręce same się przemieszczają. Zastanawiałam się, czy to realny ruch, czy iluzja OOBE. Kiedy miałam zasypiać, obudziłam się w realu.

===============================================================

Ja siostra i ojciec czekaliśmy w kolejce do toalety w domu rodziców. Siostra ciągle miała do mnie jakiś interes, ja myślałam tylko, żeby dała mi trochę prywatności jak już pójdę do toalety. W końcu coś tak się stało, że wypadły drzwi. Siostra uznała, że wystarczy je tylko oprzeć o ścianę i będzie ok. Ja zdenerwowałam się i powiedziałam, że wolę je znów przymocować do zawiasów. Podniosłam je, czując się trochę głupio i założyłam. Kiedy weszłam do toalety i zamknęłam drzwi, czułam, że siostra stoi po drugiej stronie. Miałam wrażenie, że jestem osaczona, chciałam uciec albo zamknąć się na klucz.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#47
# Zbiór fragmentów snów z ostatnich dni

Coś w rodzaju filmu animowanego, którego bohaterami są pluszowe psy, w dodatku część z nich wyglądała jak moje i siostry zabawki z dzieciństwa. Główny bohater, stary cyniczny pies postanawia uciec z miejsca, w którym dzieje się akcja, zabierając ze sobą młodą suczkę, która z jakiegoś powodu była tam ważną zakładniczką. Kiedy uciekają, ona ma na sobie kaganiec. Pyta swojego towarzysza, czy mógłby jej go zdjąć. On odpowiada, że na razie to nie ma znaczenia i nawet lepiej, bo podczas ucieczki powinni być cicho.

============================================

Do połowy oglądam jakaś dziwną wersję "Śpiącej Królewny" do połowy w niej uczestniczę. Oglądam aktorów z bliska. W tej wersji królewna jako dziecko nawiązuje znajomość z dziwnym chłopcem, bardzo podobnym do mojego dawnego kolegi z gimnazjum. Kiedy chłopiec chodzi po dziedzińcu zamku, zauważam, że ma spodnie rozdarte na tyłku i widać mu przez to majtki z pasków, jak z jakiegoś sex-shopu.
Piszę potem recenzję tego filmu. Bazgrzę wyjątkowo nieczytelnie czarnym długopisem. Muszę się jakoś zmieścić w górnych dwóch trzecich kartki A4 bo poniżej jest coś wydrukowane i pod spodem ma być miejsce na coś innego. Na koniec, ledwo się mieszcząc, dopisuję, że ten chłopiec w filmie był właśnie tym złym towarzystwem, przed którym zawsze ostrzegają rodzice.

============================================

"Budzę się". Jest nadal dość ciemno. Wszystko widać lekko niebieskawe. Czuję, że ktoś jest w pokoju. Kładę się, próbuję spać, ale zaczynam wirować. Widzę samą z siebie jakby z boku. Myślę, że to paraliż senny i początek OOBE, zastanawiam się, czy teraz już zawsze tak będzie, kiedy tylko się położę.
Budzę się, tym razem naprawdę.

============================================

Mam zanieść jakieś torby do Centrum Zdrowia Dziecka. Kiedy tam jestem i idę korytarzami z ostro żółtymi ścianami, z czego w niektórych rośnie las iglasty, zdaję sobie sprawę, że to musi być sen. Odwracam się, patrzę na ścianę. Czas wyraźnie zwalnia do tempa bardziej zbliżonego do normalnego. Czuję jakiś dyskomfort w związku z niesionymi torbami. Z jakiegoś powodu nie mogę ich zostawić. Postanawiam je telepatycznie gdzieś odesłać, zanim stąd wyjdę, wracając przez korytarz z drzewami. Idę przez pomieszczenia przypominające kącik kuchenny dla sprzątaczek, dalej jest toaleta. Stwierdziłam, że tam nikt nie będzie przeszkadzał. Położyłam rzeczy z toreb na niskiej ławce pod ścianą. Zaczęłam na nie dmuchać, przez co one jakby topiły się jak lód i wsiąkały w ławkę. Oczywiście jacyś ludzie musieli stanąć w drzwiach, więc przerwałam i je zamknęłam. Kiedy próbowałam to skończyć, obudziłam się.

# Takie mam wrażenie, że w którymś momencie tam bardzo mi się świadomość obniżyła.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#48
Przyjechałam do kilkupiętrowego domu, będącego w części willą, w części blokiem. Właściciel, gruby facet przypominający trochę postać z komedii powiedział, że niektóre części domostwa można wynająć. Stwierdziłam, że skorzystam z tego. Właściciel i któryś z jego krewnych, którzy kręcili się po pokojach powiedzieli, że mogę się rozejrzeć. Kiedy próbowałam wejść na pierwsze piętro, okazało się, że schody prawie nie istnieją, bo w znacznej części wniknęły, czy też wtopiły się w ścianę, pozostawiając może kawałek szeroki na kilkanaście centymetrów i poskręcaną balustradę. Obejrzałam najwyższe piętro. Tam pomieszczenia były najlepiej umeblowane, wystrój wyjątkowo nie był zebrany z różnych losowych zestawów, jeden pokój przypominał nieco mój w mieszkaniu. Jak zeszłam na parter, faceci powiedzieli mi, że mogą mi zaoferować najwyżej pomieszczenia na dole, bo najwyższe piętro zarezerwowane jest dla jakiejś damy, jej nastoletniej córki i paru dalszych członków ich rodziny. Krył się w tym jakiś podtekst, że większość tamtej rodziny, jeśli nie wszyscy, to jakieś wampiry, upiory czy inne stwory z horroru. Byłam niezadowolona, że nie mogę zająć pokoju tamtej córki, który wydawał się najlepiej urządzony w całym tym domostwie.

===============================================================


Dwaj mężczyźni walczyli ze sobą, dopóki jeden z nich nie zapadł w śpiączkę. To na jakiś czas uwolniło go od prześladowania przez tego drugiego, który czegoś od niego chciał, jakichś informacji dotyczących nielegalnych interesów. Ten w śpiączce leżał na hamaku nad czarną otchłanią, drugi co jakiś czas przychodził i sprawdzał, czy nie odzyskał świadomości. Jak już naprawdę się wybudził, udawał, że nadal jest w śpiączce, żeby uniknąć konfrontacji. Po paru dniach ten drugi zaczął coś podejrzewać. Wtedy z niewyjaśnionych powodów jakaś mroczna złośliwa dziewczynka straciła cierpliwość do tej farsy, opętała tego wybudzonego swoją duszą i sprawiła, że mężczyźni zaczęli się szarpać na tym hamaku aż obaj spadli w tę nieskończoną przepaść. Sprawa miała być jasna i zamknięta. Dziewczynka czuła, że może wpaść w poważne kłopoty, jeśli ktoś dowie się, że miała w tym udział. Musiała uczyć się opanowywać mowę ciała i mimikę oraz udawać obojętność w rozmowach o tym, co się stało.

# Sporo zapomnianych fragmentów...

Szłyśmy z mamą i siostrą jakimś zaułkiem-korytarzem. Jedne ulice i pomieszczenia przechodziły w inne, większość miejsc wyglądała nieco postapokaliptycznie albo jak zaniedbane złomowisko. Za jedną z bram było miejsce podobne nieco do wnętrza cerkwi. Tam zaciągnęła nas mama, niecierpliwa, że spóźni się na jakieś nabożeństwo. Ja irytowałam się, że jestem zmuszona do uczestniczenia w tych obrzędach i będę się nudzić przez najbliższą godzinę.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#49
Dwie grupy, mężczyzn i kobiet, wypełniały formularze dotyczące ich udziału i funkcji, jakie mieli pełnić w zbliżającej się wojnie. Dokumenty te były wydawane wewnątrz stojącego na środku trawnika zdezelowanego brązowego autokaru, tam też po wypełnieniu były zbierane. Stało się coś takiego, że komuś odpowiedzialnemu za czytanie dokumentów i przydzielanie ludzi do odpowiednich zadań pomyliło się, i udział pewnego człowieka został pominięty. Za niego żołnierzem miała zostać kobieta, która zgłaszała się jako sanitariuszka.
# samych scen wojny nie pamiętam, jedynie urywki i fakt, że sporo osób zginęło
Po wojnie ta kobieta pisała wiadomość dla tego człowieka. Informowała go o losie ludzi, których on znał i którzy zginęli, mówiła mu, że ma szczęście. Najpierw pisała na wszelki wypadek w rodzaju męskim, potem zmieniła zdanie i przyznała się, że jest kobietą. Podała swoje imię - Natalia, Natalie albo Natasza. Pisała piórem z brązowym atramentem, na kilku kartkach rozrzuconych przed wejściem do jakiegoś publicznego budynku, w dość dziwny sposób. Kartki leżały rozłożone w poziomym rzędzie, ona pisała ciągiem od lewej do prawej, przechodząc na kolejne kartki a od ostatniej wracała do pierwszej i pisała w nowej linii. Na koniec napisała na środku "Gloria Arena" a pod tym "Gloria Victis".


===========================================

Byłam w pomieszczeniu, które jednocześnie było parkiem, jak patrzyło się od jednej strony, a jednocześnie moim wydziałem, w taki sposób, że istniało frontowe wejście i przynajmniej ta najbliższa część parteru, park zaczynał się gdzieś w połowie pierwszego piętra. Znajdowały się tam klomby ogrodzone betonowym cienkim murkiem, coś, co czasem spotykane jest przy chodnikach albo centrach handlowych. Starszy facet, technik, próbował dostosować do tego jakiś system nawadniający. Ja początkowo chodziłam tylko dookoła, potem z ciekawości chwyciłam przyłączony do jakichś urządzeń zwyczajny zielony ogrodowy wąż i spróbowałam te klomby podlewać. Jeśli puściłam odpowiedni strumień i trzymałam końcówkę pod odpowiednim kątem, sięgałam do 4/5 długości klombu a to było dobre dwadzieścia parę metrów.
Potem stałam oparta o jeden z filarów obok głównych schodów na pierwszym piętrze. Podeszła do mnie pracownica wydziału, podobna do jednej z nauczycielek z mojej podstawówki i zaczęła grzecznościowe gadki w stylu, że tyle lat nie miała ze mną kontaktu, że nieźle wyglądam... Potem powiedziała, że dobrze by było, jakbym zwróciła uwagę na najnowszą modę na wydziale, kupiła sobie modną kurtkę, wpięła we włosy kilkaset spinek. Pokazywała mi przy tym, jak powinnam mieć ułożone włosy, ja zdziwiłam się, jaki to ma sens, skoro bez tych spinek włosy same trzymają mi się tak samo. Jak już odchodziła, dałam wyraz mojemu zmęczeniu tymi bzdurami i osunęłam się po tym filarze na kolana na podłogę.

===========================================

Razem z koleżanką przeglądałyśmy stare rzeczy znalezione na strychu albo w jakimś domu po dalszej rodzinie. Przy okazji natrafiłyśmy na książki dla dzieci, z bohaterami dawnych animowanych filmów Disneya. Były przy nich całe długie listy tytułów każdej serii, okazywało się, że każda seria to 20 do 40 takich książek. Przypomniało nam się, że coś takiego było lata temu. Zmotywowało nas to do przeszukiwania rzeczy, aby znaleźć jak najwięcej książek. Pamiętałam, że w przeszłości i tak nie miałam ich wszystkich, więc i tak trzeba będzie gdzieś kupić je w antykwariacie i mieć nadzieję, że jakoś uda się odnaleźć wszystkie części. Skompletowanie serii stało się moim obsesyjnym celem.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1