dreaming.log
#31
Ja i siostra należałyśmy do jakiejś organizacji, częściowo w podziemiu. Przez większość czasu żyliśmy jak anarchiści z Woodstocku, szykując się do jakieś akcji. Z rana musieliśmy zrywać się i biec na autobus.
Ja i siostra byłyśmy głodne. Ja miałam przy sobie prowiant, powiedziałam więc, że jak siostra usiądzie obok, będziemy mogły zjeść w spokoju. Szłyśmy przez autobus do tyłu. Czerwone siedzenia były rozmieszczone dziwnie, po trzy, niektóre po cztery ustawione jak narożna sofa. Usiadłyśmy naprzeciwko siebie, ona tyłem, na jednym z trzech siedzeń obok siebie, ja na pojedynczym, umieszczonym dziwnie na środku.

==============================================

Zamierzałam zrobić sobie kolejny tatuaż. Oglądałam w gazecie zdjęcia kobiet w bikini z całymi wytatuowanymi brzuchami i plecami. Potem jakoś stało się tak, że miałam chyba te tatuaże, bo miałam opatrunki na lewym ramieniu i nad prawym łokciem.

==============================================

Ja, siostra i kilka koleżanek stałyśmy w czymś w rodzaju poczekalni. Wyglądało to trochę jak lotnisko albo nowoczesny dworzec kolejowy. Pod ciemnoszarą ścianą stało nowoczesne marmurowe biurko. Miała to być rejestracja na porodówkę, ale nikogo poza nami tam nie było. Nad biurkiem wisiał ekran, na którym na zmianę wyświetlały się reklamy i informacje. Najczęściej pojawiały się tam jakieś wielkie sumy pieniędzy, zawsze ta powyżej była ze dwa rzędy wielkości większa od tej niżej, chociaż ktoś powiedział, że ta druga to 10%. Miały to być jakieś odszkodowania, ta większa suma dla lekarzy, mniejsza dla pacjentek. Pojawiały się też inne sumy, pojedynczo. Któraś z dziewczyn powiedziała, że tyle płacą za zdjęcia z sali operacyjnej i że to się opłaca i możemy robić te zdjęcia i dorobimy się na tym. Ja pytałam, czy na pewno chodzi o zdjęcia a nie prześwietlenia, bo tego nie będziemy umiały zrobić. Ona na to, że na pewno nie, bo jakby chodziło o prześwietlenia, to powiedzieliby to wprost.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#32
Przeprowadzaliśmy w dużej grupie osób, w większości byli to członkowie bliższej i dalszej rodziny, jakiś dziwny rytuał albo czarną mszę. Na środku pokoju, na stołku ustawiony był złoty relikwiarz, obok niego i na podłodze stały świeczki, w większości takie płaskie w metalowej obudowie, jakie można kupić w artykułach do urządzania wnętrz. Na początku ja osobiście byłam w to mało zaangażowana.
Jakiś chłopak, najwyżej dziesięcioletni (ktoś pomiędzy synem sąsiadów jak był dzieckiem a moim dalekim kuzynem sprzed paru lat) podczas pierwszych rytuałów wpadł w szał, jakby został opętany. Rzucał się i miotał po podłodze i coś wykrzykiwał. Ten stan ustępował stopniowo.
Potem ja siedziałam przy blacie pod ścianą pokoju i pisałam coś na komputerze. Chłopiec siedział po mojej prawej stronie, moja ciotka po lewej. Zapisywałam to, co ten chłopiec mi opowiadał. Im bardziej powracał do normalnego stanu umysłu, tym mniej chaotycznie i bardziej logicznie mówił, ale część rzeczy zaczął mówić po rosyjsku i niemiecku, tym częściej, im bardziej był przytomny. Odwróciłam się do ciotki i powiedziałam jej, że chyba coś w tym jest, zwłaszcza, że dzieciak nie znał tak normalnie rosyjskiego ani niemieckiego. Zasugerowałam czysto hipotetycznie, że to przypomina przypadki ludzi z przebłyskami z poprzedniego życia, ale zastrzegłam, że nie wierzę w reinkarnację. Potem stwierdziłam, że spróbuję się bardziej zaangażować w kolejne rytuały, to może sama doświadczalnie coś odkryję i będę wiedzieć więcej. 
Następnym razem opętało mnie. Miotałam się po podłodze, przemieszczając między różnymi punktami pokoju i słyszałam, jak starsze pokolenie obserwujące mnie wyraża niepokój i oburzenie. W którymś momencie doczołgałam się do stołka na środku pokoju i zaczęłam bić czołem przed relikwiarzem. Trochę przypominał on monstrancję w kościele, tylko był krzywy i koślawy. Potem interweniowała ciotka, której najwyraźniej przeszkadzało, że ja tak się miotam. Ciągnęła mnie za rękę, przeciągając po podłodze. Znalazłam się za miejscem, gdzie gęsto rozstawione były świeczki w słoikach. Przemknęło mi przez myśl, że to niezbyt rozsądnie, żebym leżała tak blisko nich, skoro miotając się, mogę sobie zrobić krzywdę. Byłam niezadowolona, że ktoś w ogóle ingeruje w mój trans. Czułam, że to niesprawiedliwe, skoro tamtemu chłopcu wcześniej pozwolono swobodnie uczestniczyć w rytuałach aż samo mu przeszło.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#33
Byliśmy całą grupą w Jaskini Nerdów. Było tam ze trzy razy więcej miejsca niż w rzeczywistości, sala była też w znacznej mierze pusta, umeblowana tylko pod ścianami. Coś zamawialiśmy, jakieś żarcie na wynos z dostawą. Potem ja wyszłam gdzieś z budynku na zewnątrz. Usiadłam na hamaku, który jednym końcem przymocowany był do ściany kiosku i zaczęłam pracować przy jakimś ekranie. Robiłam coś z takimi biało-beżowymi dwuwymiarowymi wykresami, powiększałam je, oglądałam z różnych stron, potem przerabiałam je na obraz bardziej trójwymiarowy, coś jak powierzchnia o określonej grubości.

# To akurat wiem czym spowodowane, ostatnio pracowałam że zdjęciami mikroskopowymi do pracy magisterskiej.

Ktoś podszedł do mnie, podwinął mi nogawkę spodni i mówił z ożywieniem, że coś dziwnego tam mam. Trochę się zaniepokoiłam, spojrzałam sama, bo już spodziewałam się nie wiadomo czego. Miałam tam tylko taką sklejaną papierową opaskę jakie dostaje się czasem przy zakupie biletów i wejściu do niektórych miejsc. Ciemnozieloną, dość szeroką. Dwie inne, dwa razy węższe, miałam na rękach. Wyjaśniłam, że to nic takiego, że jak wtedy przywieźli nam jedzenie, rozdawali takie coś przy okazji.

########################################

Siedziałam jakby na środku mapy jakiejś jaskini z urwiskiem wzdłuż ścian. To była mapa gry komputerowej, w której raz byłam obserwatorem i narratorem, raz postaciami. Na tym urwisku znajdowały się portale, prowadzące do lokacji kolejnych poziomów. W grze pojawiał się wątek jakiejś sekty, która przez mroczne rytuały miała dostać się do innych wymiarów, zamieszkanych przez demony. W momencie jak byłam akurat obserwatorem i znów siedziałam na środku jaskini gdzieś zza pola widzenia głos babci spytał mnie, po co demoralizować ludzi taką grą. Odpowiedziałam zgryźliwie, że ludzie i tak już sami z siebie traktują ćpanie jako normę a sadyzm jako możliwą odmianę zachowań seksualnych. Mniej więcej właśnie takimi słowami.

# Jakieś dziwne przeskoki

Miałam przygotować jakiś projekt na chemię. W tym celu w słoiku przygotowałam roztwór. Pocierałam papierem ściernym jedną linię na ściance słoika, żeby w tamtym miejscu wykrystalizował octan ołowiu. Ciągle musiałam przechylać słoik, żeby roztwór, którego było tak mało na dnie, miał kontakt z tą linią. Mama powiedziała, że proces będzie i tak zachodził zbyt wolno i żebym dosypała tam soli, to przyśpieszy. Powiedziałam, że wtedy sól zacznie krystalizować i tyle z tego będzie, ale w końcu dosypałam. Wytrącił się jakiś mleczny biały osad, potem coś podobnego do rdzy. Kiedy tak potrząsałam słoikiem, w środku pojawił się pająk z plasteliny, naturalnej wielkości i żywy. To był pająk telepatycznie wezwany z innego wymiaru przez jednego z moich bohaterów z tej gry z poprzedniego snu. Jak mama i babcia zobaczyły tego pająka, znowu zaczęły narzekać. Mi on przeszkadzał, chciałam się go pozbyć że słoika z roztworem, ale za bardzo nie wiedziałam jak.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#34
Jakieś urywane scenki. Wspinam się na rury tworzące jakieś rusztowanie-ogrodzenie. Próbuję zawisnąć  na nogach na tej rurze głową w dół. Ktoś na trawniku na dole mówi mi, że coś mówili w wiadomościach, że nastąpił efekt jakby licznik się wyzerował. Że wszystkie partie polityczne muszą upaść i w końcu tak czy inaczej musi nadejść coś nowego.

########################################

Jeździłam na uczelnię, żeby załatwiać sprawy związane z przyjęciem na doktorat. Ze mną kandydowało kilka znajomych osób, chociaż te osoby były inne, nieco zmodyfikowane w stosunku do siebie z rzeczywistości. Za którymś razem jak tam byłam, przeszliśmy korytarzem na tyły naszego wydziału. Po prawej stronie było wąskie, niewielkie pomieszczenie z niewielkim basenem wypuszczonym w podłogę. Miejsce sprawiało nieprzyjemne wrażenie, jak sceneria z horroru o odkrywaniu opuszczonego od dawna budynku. Razem z innymi kandydatami weszłam do tego basenu.
Potem dowiedziałam się, że należy złożyć dokumenty w dziekanacie do 26 (sierpnia??) do godziny 10:00. Zaczęłam się rozglądać i zastanawiać, że chyba już jest 26. Ktoś mi powiedział, że owszem, jest. Pod dziekanatem stała już kolejka. Przeraziłam się, bo dokumenty zostawiłam w mieszkaniu. Stwierdziłam, że pojadę do mieszkania, wezmę je i wrócę. Zaczęłam szybko iść na przystanek autobusowy. W drodze wyjęłam z kieszeni telefon, żeby sprawdzić godzinę. Była za 9:50. Wpadłam w panikę i obudziłam się.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#35
Ja i siostra byłyśmy młodsze niż w realu. Chyba mieszkałyśmy jeszcze w domu rodziców. Było lato.
Mama zabrała mnie i siostrę do sklepu. Kupowała coś, co wyglądało jak surowe mięso, dziwnie pomniejszone, łatwe do zidentyfikowania różne części ciała kurczaka.
Jakoś w drodze do domu poznałam dziwnego człowieka. Mieszkał po drugiej stronie drogi. Droga między domem a szkołą i sklepami była jakaś dłuższa niż w rzeczywistości i po obu stronach znajdowały się głębokie rowy. 
Spotkałam się z tym dziwnym człowiekiem, zaczęliśmy rozmawiać. Wymyśliliśmy dziwną grę, trochę survival, trochę specyficzne RPG. Siedzieliśmy w rowie po jednej stronie drogi. To miała być dżungla, w której próbują się urządzić bohaterowie naszej dziwnej gry. Siedzieliśmy tam tak długo, że w końcu potrzeba nam było prawdziwego jedzenia, żeby nie zasłabnąć z głodu. Było też gorąco, a my nie mieliśmy nic do picia. Mieliśmy kilka butelek wody mineralnej, ale wtedy były już prawie puste. Ja pobiegłam do sklepu i przyniosłam kolejną torebkę pełną tych dziwnie pomniejszonych kawałków kurczaka. Zbliżał się wieczór. Wycieńczeni, łapczywie rzuciliśmy się na nową butelkę wody. Powiedziałam, że po godzinie 22 zaczną mnie szukać i zostało nam mało czasu.
Potem ja padłam na asfalt ciężko dysząc. Mniej więcej w tym samym momencie, kiedy na drogę wyszła mama i jakaś inna kobieta, będąca chyba moją i mamy daleką krewną. Najpierw zaczęły na mnie krzyczeć, że w ogóle zadaję się z tym podejrzanym człowiekiem, potem za to, że tak się przemęczam, chociaż nie jestem całkiem zdrowa. Czułam, jak bije mi serce i coś takiego, jakby w brzuchu biło drugie. Jak o tym powiedziałam, ta druga kobieta ze złością powiedziała, że się doigrałam i teraz nie wiadomo co się stanie. Miałam taką dziwną wiedzę, że to drugie serce jest mniejsze, zielone i bardziej okrągłe.

# Obudziłam się nagle, z gwałtownym uczuciem ulgi, że to tylko sen. Nie wiem, co dokładnie w tym śnie budziło we mnie taki strach.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#36
Obserwowałam jakąś próbę do Jasełek. Przedstawienie miało być przeniesione do bardziej współczesnej, miejskiej scenerii. Potem jakby częściowo akcja przeniosła się do rzeczywistości, na jakąś zwyczajną ulicę.
Zaczęłam rozważać, jakie mogłoby to mieć konsekwencje dla historii, gdyby Jezus narodził się w realiach XXI wieku. Wdałam się z kimś w dyskusję.

########################################

Stałam przed jakimś domkiem letniskowym, drewnianym, z niewielkim tarasem i schodami. Że środka wyjrzała mama. Stojąc na schodach zaczęła coś do mnie mówić. Ja powiedziałam, że to jest sen i jako dowód pokazałam mój długi szczurzy ogon. Potem cały czas ściskałam w ręce koniec tego ogona. Rozejrzałam się. Wokół były inne domki, między nimi szara pylista ziemia, nierówna, z wykopanymi dołami. W jednym z tych dołów bawiła się dziewczynka w różowym swetrze. Skądś wiedziałam, że to siostra albo kuzynka, tylko o wiele młodsza.

# No niestety to był tylko sen o LD i nic w nim nie zrobiłam.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#37
Fabuła była akcją jakiegoś filmu science-fiction/sensacyjnego/katastroficznego. Bohaterowie byli studentami jakiejś akademii wojskowej z internatem. Z jakiegoś powodu większość studentów była dziewczynami.
To były ostatnie dni przed niewyjaśnioną katastrofą, po której bieg czasu się zapętlił i wydarzenia kilku dni miały się powtarzać w nieskończoność, do momentu przerwania tej pętli. 
Kilka razy jakby cała akcja się powtórzyła. Ciągle ktoś nagle i tragicznie ginął, wskutek głupich przypadków, jak w "Oszukać przeznaczenie". W scenie, gdzie kilku głównych bohaterów siedzi pod prysznicami za salą gimnastyczną, ja i koleżanka z liceum nagle wkroczyłyśmy do akcji w rolach dwóch głównych postaci filmu. Ja miałam być tą, która potrafi przepowiadać najbliższą przyszłość i ma pamięć powtórzeń w tej pętli czasu.
Grupa studentów ustawiła się na zbiórce na dużej sali. Kilka razy coś spadało z sufitu, zabijając kilka osób. Pod koniec koleżanka z liceum szła do końca tej dużej sali i tam gdzieś uderzał w ścianę miniaturowy samolot, którego części odcinały koleżance głowę. Ja próbowałam ją ostrzegać ale bezskutecznie. Za którymś razem, jak już miałam dość powtarzania się tych wszystkich scen, zaczęłam płakać ze złości. Powiedziałam kilku dziewczynom z akademii, że już nie wiem, co robić. Że muszę coś zrobić, żeby tym razem koleżanka nie zginęła. Musiałam powiedzieć im i udowodnić, że umiem przewidywać przyszłość. Spojrzałam na studentów stojących na zbiórce i próbowałam przewidzieć drobne wydarzenia tuż przed tym, jak następowały - to, że ktoś coś powie, że ktoś się zaraz potknie, że ktoś wyjdzie przed szereg. Na początku nie za bardzo wiedziałam, jak zrobić to na zawołanie, ale się udało. Potem powiedziałam, że moja koleżanka nie może zginąć, bo chyba ona jest jedyną osobą, która zdoła znaleźć sposób na przerwanie pętli czasu.
Potem nastąpił jakiś przeskok. Chciałam wrócić do tego filmu, aby doprowadzić go do końca. Szukałam tego filmu w gazecie. Była to jakby zwyczajną gazeta telewizyjna, z nałożonym na strony ekranem dotykowym, który działał jak wyszukiwarka Google. Wiedziałam tyle, że reżyserem był niejaki Marek Szczuras, pseudonim "Szczur". Niestety nie mogłam nic znaleźć.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#38
W mieszkaniu w Warszawie miał być remont. W częściowo opróżnionym dużym pokoju pod ścianami stały wiadra i pędzle. Widziałam to z góry, pionowo, tak, jakbym oczy miała ponad pół metra nad podłogą. Ściany miały jasnoróżowy kolor, taki trochę wchodzący w łososiowy. Słyszałam jak z innego pomieszczenia babcia głośno mówi o tym, że ktoś pozostawił wzorzec koloru farby, żeby było wiadomo, jakiej użyć. Zaczęłam szukać tego wzorca. Był to oderwany fragment tektury, pomalowany na różowo. W odcieniu trochę ciemniejszym niż ściana. Czułam, że ta różnica odcieni ma jakieś wielkie znaczenie. Babcia jakoś musiała widzieć to samo co ja, bo zaczęła narzekać, że właśnie tak, że ten kolor jest różowy i miało to oznaczać coś złego.
Dziwny przeskok i byłam w domu rodziców. Oglądałam na telefonie film komediowy w rodzaju "Misia". Jednocześnie do kogoś pisałam o czymś związanym z tym filmem.
W którymś momencie spojrzałam w dół, na swój brzuch. Coś mnie pogryzło i zaczęły mi się robić bąble, wyglądające jak wielkie kurzajki. Chciałam je zakleić plastrem. Miałam tylko taki dziwny kwadratowy kawałek plastra, bardzo duży. Przecięłam go na cztery części, próbowałam jakoś nakleić. Nie za bardzo chciał, więc próbowałam rogi przylepiać kawałkami plasteliny, ale też nie za dobrze się to trzymało. Jednocześnie znajomy, z którym pisałam o filmie, chciał, żebym w tamtym momencie coś mu przesłała.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#39
# Odmienne stany świadomości z pogranicza drzemki

Leżałam z zamiarem NIE zaśnięcia. Ale było tak duszno, że zaczęłam odpływać. Cały czas miałam gdzieś myśl, że leżę za blisko łóżka i chyba to wymuszało na mnie szczątkową czujność. Na przemian budziłam się i wtedy nic nie widziałam, albo śniłam o tym, że tam leżę z otwartymi oczami i że spadam z łóżka. Jednocześnie słyszałam mamę jak rozmawia z babcią w kuchni, a przecież w realu leżała w tym samym pokoju i spała. Słyszałam też głos ojca, którego w domu nie było. Znów obudziłam się, pomyślałam, że to były halucynacje i po raz kolejny odpłynęłam. Wydawało mi się, że staczam się z łóżka. Rozejrzałam się, leżałam głową od strony nóg łóżka. Czułam taką miękką bezwładność. Pomyślałam przelotnie, że jakbym nadal wierzyła w OOBE, to uznałabym, że właśnie udało mi się wyjść. Stwierdziłam, że jak to jest LD, to może spróbuję coś porobić. 
Nie mogłam wstać, najwyżej dało radę iść na kolanach. Poniżej nogi miałam jakieś miękkie i bezwładne. Coś jeszcze spadało na podłogę i próbowało zatarasować mi drogę. Klatka szynszyli rozpadła się, odpychałam ręką jej osuwające się pojedyncze boki. Gdzieś zsuwało się na podłogę coś białego, chyba zewnętrzna osłona kaloryfera.
Przeszłam na korytarz. Panował brązowawy półmrok, pole widzenia zaczęło mi się zawężać. W końcu nic nie widziałam. Szłam przez korytarz z ręką na ścianie. Czułam wyraźnie lewą dłonią jej fakturę.
Nastąpił przeskok. Jednocześnie czułam, że leżę na łóżku a jednocześnie, że tam idę, cały czas czułam dotyk ściany.

# Niesamowite uczucie, pewnie w DayDreamingu na zawołanie się czegoś takiego nie wywoła :/

Na koniec przestałam to czuć. Tylko miałam wrażenie, że ręce inaczej leżą i coś w nich ściskam. Jak się poruszyłam, okazało się, że jedna naprawdę leży wzdłuż boku a druga na brzuchu.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#40
Byłam z wizytą w bibliotece w mojej dawnej szkole podstawowej. Z jakiegoś powodu przyszłam tam z Gawędziarzem, moim kolegą z liceum. Biblioteka miała kilka poziomów, jak u mnie na uczelni. Znów pracowała tu dawna, świętej pamięci bibliotekarka. Zaczęła mnie wypytywać, jak tam na studiach, czemu tak rzadko wpadam z wizytą. Ja powiedziałam, że w końcu oddam te dokumenty, które tak długo przetrzymywałam. Jak to oddałam, bibliotekarka wpisała coś do swojego dziennika i od tego przy okazji aktywowało mi się konto w bibliotece. Mogłam tamtego dnia wypożyczyć do dwóch książek. Jedną wzięłam jakoś od razu z biurka, drugiej powiedziałam, że poszukam. Weszliśmy z Gawędziarzem między półki. Wtedy akurat byliśmy na pierwszym piętrze. 
Gdzieś między półkami ludzie zaczęli krzyczeć i wołać o pomoc. Ktoś powiedział, że jakaś kobieta została postrzelona w brzuch i trzeba ją zabrać do szpitala. Po jakimś czasie z głębi biblioteki wyszli ratownicy z ranną na noszach. Ja i Gawędziarz wcisnęliśmy się w stoliki pod oknem, żeby zrobić im przejście. Jak przechodzili obok nas, spojrzałam z ciekawości. Dziwiło mnie, że nigdzie nie widać krwi. Ranną wyglądała jakby tylko spokojnie spała. Miałam dziwne wrażenie że to jest tylko jakaś odgrywana scena.
Potem siedzieliśmy z Gawędziarzem przy stoliku. Wyglądało to bardziej jak restauracja niż biblioteka. W końcu poszłam szukać tej książki. Było trudno bo przypominało to księgarnie sieciówki - mnóstwo poradników, albumów i innego badziewia a mało normalnych książek. Gdzieś natrafiłam na powieść kryminalną i przejrzałam opis na tylnej okładce. Pisali tam o tym, że po strzelaninie na terenie szkoły ofiara umiera w szpitalu. Sprawa wydaje się prosta, ale po kilku dniach ma miejsce kolejne zabójstwo. Pomyślałam, że to właśnie o tej kobiecie, którą wynosili z biblioteki.
Potem przeszliśmy dalej. Sporo książek było obłożonych w szary papier, na którym markerem napisano tytuły. Dotarłam do działu powieści przygodowych. Niektóre książki pamiętałam z dzieciństwa. Znalazłam taką pod tytułem "Biały dziób" i próbowałam sobie przypomnieć, czy to właśnie była ta, którą w przeszłości chciałam przeczytać i w końcu tego nie zrobiłam. Jako że znaleźliśmy się jakoś na innym piętrze, musieliśmy poszukać innego biurka i innych pracowników. Dotarliśmy do starszej pani, potem musieliśmy wyminąć biurko, przeciskając się między nim a szafką. Gawędziarz pierwszy tamtędy przeszedł, mi, z plecakiem, było trudniej. Starsza pani powiedziała, żebym poczekała i przesunęła część biurka, która tworzyła jakby furtkę. Kiedy byliśmy po drugiej stronie, zorientowałam się, że obok mnie idzie nie Gawędziarz tylko moja siostra. Spytałam ją jakim cudem to możliwe, że wobec tylu wspomnień z dzieciństwa jeszcze nie zaczęłyśmy płakać z rozpaczy. Ona powiedziała, że może nastąpić reakcja szokowa przesunięta w czasie.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1