dreaming.log
#11
Byłam w nadmorskim miasteczku, częściowo przypominającym scenerię z kreskówki. Wszyscy okoliczni mieszkańcy mieli świadomość, że wisi nad nami jakaś katastrofa, która miała nadejść w najbliższym czasie, skażenie czy coś podobnego. Budowano wysoki gliniany mur równoległy do linii morza, gromadzono zapasy. 
Ja i mój chłopak zaczęliśmy się kłócić, mieliśmy robić coś związanego z zapasami i przygotowaniem się na kryzys, co należało zrobić danego dnia, ale nie udało nam się dogadać i nic z tego nie wyszło. Byłam rozżalona i wściekła. Jakaś wiedźma-szamanka zaproponowała, żebym razem z nią przygotowywała się na ten kryzys. Trochę pomagałam też wznosić ten mur.
W którymś momencie weszłam do mieszkania na łodzi, zajmowanego przez moją mamę. Wszystko tam było przygotowane "na później", z założeniem "przed kryzysem nie tykać". Zastanawiałam się, czy to wszystko ma sens, skoro mieszkanie nie jest hermetycznie oddzielone od otoczenia i w momencie nadejścia skażenia nie pozostanie raczej sterylne.
Coś zaczęło dziać się z morzem. Fale uderzały jakby od obu stron muru, jakby po drugiej stronie plaży pojawił się dodatkowy zbiornik wodny. Razem z wiedźmą-szamanką zaczęłyśmy wspinać się na mur. Otoczenie w tym czasie zmieniało położenie i obracało się, jakby było scenografią w teatrze. Niewygodnie było wchodzić po pionowej, kilkunastometrowej ścianie z mokrej jeszcze gliny. Pomyślałam, że upadek nie skończyłby się dobrze, potem doszłam do wniosku, że lepiej skupić się na wchodzeniu, później będzie czas na podobne pesymistyczne wizje. Dotarłyśmy do punktu, oznaczonego wcześniej przez kogoś wbitymi w mur patykami. Razem z wiedźmą zaczęłyśmy wydłubywać w murze otwór, coś w rodzaju okna, żeby w nim usiąść. Miałam wrażenie, że zaraz spadnę, zmuszałam się, żeby o tym nie myśleć. Jakimś cudem się udało i wreszcie mogłam usiąść i chwilowo byłam bezpieczna.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Wydaje mi się, że podświadomość daje Ci do zrozumienia, że czujesz się jak w potrzasku bez wyjścia.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
# Z każdego snu pamiętam tylko fragmenty niestety...

Byłam w jakiejś zrujnowanej "posiadłości" z "ogrodem". Takie pomieszanie z miastem, za tandetnym ogrodzeniem ze zwykłej siatki były bloki i ulica z chodnikiem, jakiś tył kamienicy, ściana na której nie było okien. W tym "ogrodzie" też były chodniki, oprócz tego kilka studzienek ściekowych, z których od jakiegoś czasu wybijało szambo.
Słyszałam coś o tym, że poprzedni wynajmujący, mieszkający tu niedługo przed nami, dorabiał udzielając korepetycji dzieciakom z przylegającego osiedla, chyba tego od tylnej ściany kamienicy. Rzekomo miał tam drogę na skróty, czemu bardzo się dziwiłam, bo w tamtym miejscu ziemia była już mocno podmyta przez coraz mocniej wylewający się ściek. 
Moja mama przebywała w domu, prawie nie wychodziła. Ja krążyłam bez celu wokoło domu, w przerwach między kombinowaniem, jak by tu komuś (niestety nie wiem, kim byli "oni") zaszkodzić używając czarnej magii. Scenki, w których grzebałam w starych okultystycznych dziełach pojawiały się w przeskokach z momentami jak chodziłam po coraz bardziej zalanym szambem chodniku w "ogrodzie". 
W którymś momencie dla dramatycznego efektu, jak mi się wydaje, chodziłam z patykiem zakończonym kredą i zaczęłam pisać po chodniku coś w stylu "find commands to kill them, but how did I want to find THEM". Ciężko się pisało, bo przy chodniku wybijały kolejne źródła brudnej, żółtawej cieczy i wszystko zalewały. Ostatnie "THEM" nagryzmoliłam na prostokącie z czarnych desek, otaczającym jedną ze studzienek kanalizacyjnych. Wskoczyłam na tę studzienkę, bo była nieco powyżej poziomu gruntu, a teren wokół był coraz bardziej podmokły. Rozejrzałam się. Po prawej stronie miałam płot z rozpadających się desek pomalowanych na czarno. W miejscu, gdzie żółty syf tworzył już mini jezioro, dolne poziome deski odpadły. Górne też się słabo trzymały, ale nie mając wyboru postanowiłam przejść podwieszona pod nimi na rękach - te klimaty Raymana 2 :D
Oczywiście zaraz deski puściły i wpadłam do tego szamba. W rytmie dość równego pulsowania gęstej, lepkiej cieczy zanurzałam się głębiej albo wynurzałam, ale czułam, że zaraz zapadnę się całkiem. Widziałam w górze czyjąś sylwetkę, chyba mamy, ciężko było ocenić patrząc pod światło. Obudziłam się.

Oglądałam coś w rodzaju latynoskiej telenoweli "na żywo". Sceny działy się wokół, widziałam bohaterów, czy raczej bohaterki bezpośrednio. Tylko końcowe sceny pamiętam - jedna z głównych bohaterek, młoda kobieta, była narkomanka, postanowiła odpokutować swoje winy poprzez akt samospalenia. W piwnicy swojego domostwa na stoliku usypała mały stos z patyków, zrobiła coś na kształt korony cierniowej i założyła sobie na głowę. W pozycji medytacyjnej usiadła na stosie. Patrzyła na nią jej córka, małe dziecko, ledwie potrafiące chodzić i jej matka. Matka mówiła, że powinna z tym jeszcze trochę poczekać, facetka stwierdziła, że ma wielką potrzebę już, natychmiast odkupić grzech narkomanii. Wyciągnęła z kieszeni probówkę i zaczęła wylewać jakąś zapalną substancję na stos przed sobą. Pojawiły się białe płomyki jak od spalania magnezu. 
Matka została oślepiona na dwa dni. Potem spytała, co się działo w tym czasie, mała dziewczynka jej wyjaśniała. Potem chyba miały sprzątać w piwnicy, ale ja znów się obudziłam...

Siedziałam na forum i miałam coś wrzucać do tego ukrytego działu. Pojawił się jakiś drugi ukryty dział, gdzie wrzucało się mamy, głupie żarty i mnóstwo screenów z jakiejś gry, celowo stylizowanej na starą, z kiepską grafiką. Ja w tym śnie miałam tę samą grę, więc postanowiłam nie być gorsza i też coś wrzucić. Jak się przyjrzałam, zobaczyłam, że w postach Slavii są zacenzurowane wulgaryzmy, potem zauważyłam, że poza wulgaryzmami, w większości z jakiegoś powodu zacenzurowano normalne słowa. Nie wiem, czemu...

# @High Contrast, ja bym się temu nie dziwiła. Ostatnio mam poczucie, że ten miesiąc, z powodu seminariów, zaliczeń i innych studenckich "atrakcji" to jakiś koszmar do przetrwania z zaciśniętymi zębami. Pewnie się negatywnie nakręcam ;)
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Koszmar jak z ulicy wiązów, bueno, uwielbiam takie poryte historie.
Nie wspominaj tylko o tym ukrytym dziale w którym wklejamy prześmiewcze memy o użytkownikach... ciii
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Znów film "na żywo". Tylko taki częściowo animowany, bohaterowie byli takimi brązowymi kukiełkami, w większości bez twarzy. Najpierw było coś o krwiożerczych kapitalistach, którzy wyzyskiwali dzieci w ciężkich fizycznych pracach. Główna bohaterka starała się to zmienić i ostatecznie wywalczyła dzień wolny w Dzień Dziecka, potem jeszcze w inne dni. Przy końcowych scenach było coś takiego, że dziewczyna stała na środku takiego animowanego miasteczka (coś w stylu scenografii z "Boba Budowniczego") i dzwoniła takim złotym dzwonkiem, a narrator w tym czasie mówił, że ostatecznie doszło do tego, że zakazano wyzysku dzieci.

# To zapewne dlatego, że ostatnio oglądałam "Sufrażystkę".

Potem ci ludzie-kukiełki byli zostawieni sami sobie. Zaczęli się kłócić, powstały gangi. Kilku włamywało się po nocach do szkół, członkowie wrogich gangów bili się między sobą. Jednego chłopaka jakoś sprowokowali i wpędzili w zasadzkę, że wdał się w bijatykę z jeszcze innymi, brutalniejszymi jednostkami. Ktoś tam kogoś zadźgał nożem, innemu ścięli głowę.

Jakiś przeskok, jestem już obecna we własnej osobie. Z babcią i siostrą jesteśmy w naszym rodzinnym domu. Siedzę w "gabinecie" mamy. Wchodzi siostra, niesie na takim szerokim opakowaniu, jak od dużych delicji coś co wygląda jak słone precelki i zamrożone na kamień sushi. Siostra wyjaśnia, że to luksusowa karma dla gryzoni z górnej półki. Kupiła to niby dla swoich szczurów, ale jak usiadła, zaczęła sama to jeść. Próbowałam ją za to ochrzanić, ale dość szybko zrezygnowałam.
Przeszłam do kuchni. Siedziała tam babcia. W pomieszczeniu było nieprzyjemne, męczące żółte światło, znacznie bardziej wkurzające niż w realu. Babcia coś do mnie mówiła, ja nie zwracałam na to uwagi. Nie wiadomo skąd wzięłam plastikową niebieską laskę. Koniec laski rozwarł się i przybrał kształt uproszczonej głowy smoka (coś trochę podobnego jak w obecnym logo Kali), potem, z pustego w środku wnętrza paszczy wyszła druga taka głowa, tylko mniejsza, z niej jeszcze kolejna i tak następne kilka razy. Zaczęłam w lekko nieprzyjemny sposób odczuwać absurd.

# Nie wiem dokładnie, w którym momencie się na chwilę uświadomiłam - zakładając, że to naprawdę chociaż przez chwilę było uświadomienie, a nie sen o LD.

Przeszłam do salonu, myśląc, że to wszystko musi być sen, coraz bardziej byłam o tym przekonana. Postanowiłam wyjść na zewnątrz. Rozpędziłam się i przeskoczyłam przez szybę w drzwiach od tarasu. Starałam się, żeby w końcu (chyba po raz pierwszy) gładko przeniknąć szkło a nie jak zwykle roztapiać je w plastyczną masę, przez którą przechodzi się z dużym oporem. Udało się :D
Na zewnątrz była noc. Staw dziadka znajdował się znacznie bliżej niż w realu, zajmował sporą część mojego podwórka.
Szłam po trawniku, co jakiś czas unosiłam się w górę na jakieś dwa metry, zawisając tak nieruchomo - taki mój już prawie standardowy sposób poruszania się w LD, zwłaszcza, kiedy otoczenie jest mało stabilne i przy każdej myśli zmienia się łatwo jak wizje po psychodelikach (czyli zazwyczaj).
Próbowałam przypomnieć sobie te questy, ale szło mi dość opornie.

# Rano na jawie też łatwo nie było jak próbowałam się sprawdzić :P

Pierwsze co mi przyszło do głowy to zadanie z delfinem. Ale jak spojrzałam na staw, od razu się zniechęciłam. Gdzie tam na delfinie płynąć i dokąd?
To druga myśl, jakoś tak mimowolnie prawie sama mi przyszła, że chociaż na koniu pojeździć mogę. Nie mogłam sobie przypomnieć, czy było jakieś zadanie z koniem. Znów wzniosłam się w powietrze i spróbowałam zmaterializować konia. Na chwilę pojawił się niewyraźny obraz konia, w standardowo-kreskówkowym brązowym kolorze. Jak miałam opaść niżej i usiąść na nim, zniknął. Wylądowałam na nogach na trawniku. Chyba w tym momencie był to już bardziej sen o LD.

# Potem były jakieś FA, że niby obudziłam się z LD. Kilka poziomów, jak zwykle kiedy wpadam w taki mindfuck. Za którymś razem pomyślałam (ale to prawie na pewno nie był moment LD), że i tak się nie obudzę, póki normalnie ciało się nie obudzi i co najwyżej będzie kolejne FA :D Trudne do ogarnięcia te przeskoki, z tego praktycznie nic nie zapamiętałam, poza przypadkowymi lokacjami, jakimiś pokojami z pomarańczowymi i czerwonymi zasłonami, w których się "budziłam".
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
Przed zaśnięciem na chwilę odpłynęłam jak w przyspieszonym WILDzie. W tym śnie byłam jakby w moim pokoju. Nie było żadnego światła poza tym zza okien, ale mimo to nie było całkiem ciemno. Jakiś chłopak (możliwe, że to był V.) siedział przy moim biurku i patrzył na mnie, ja stałam pośrodku pokoju. Poczułam, jakbym wychodziła z ciała czy coś, poruszanie stało się skomplikowane, czułam, że lewą rękę mam wykręconą i jakaś siła ją ciągnie. Rozglądałam się po tym pokoju w półmroku, mówiąc sobie, że skoro OOBE nie istnieje, to musi być sen. Zresztą zwróciłam uwagę, że w tym pokoju zamiast mojego normalnego regału i szaf stały biblioteczki z nienaturalnie równo ułożonymi książkami jak scenografia z kreskówki.
Trwało to bardzo krótką chwilę, zanim się obudziłam.

# Znów sporej części snu/snów z początku nie pamiętam. Tylko mgliste wspomnienie pływania kajakiem po bujnie zarośniętej wodorostami rzece.

Byłam jakby w mojej kuchni, ale znacznie powiększonej - zwłaszcza na wysokość. Sufit znajdował się ileś pięter w górze, powierzchnia była wystarczająca, żeby pomieścić tam grupę Nerdów w prawie pełnym składzie. 
Rozmawialiśmy o czymś związanym właśnie z tymi poprzednimi kawałkami snów, o jakichś plemionach tubylców i ich tradycjach. Potem ja z jednym z nich, chyba z X., weszliśmy na drabinę, stojącą mniej więcej w miejscu, gdzie powinna być lodówka. Coś tam robiliśmy kilka metrów nad podłogą, przypinaliśmy coś do ściany. Dalej rozmawialiśmy o tych plemionach, ale w coraz bardziej psychodeliczno-abstrakcyjny sposób, już jakby w innym systemie pojęć, jak na haju czy coś podobnego. X. coraz bardziej się wkręcał, potem ja malowałam mu na twarzy wzory granatowym i ciemnoczerwonym atramentem. Jak zeszliśmy na dół, X. z rozpędu zaczął mówić w ten sam psychodeliczny sposób, niemal mówił samymi nieartykułowanymi sylabami, z entuzjazmem próbując coś wytłumaczyć pozostałym. Wszyscy zaczęli się śmiać i dogadywać. 

===========================================

# Potem się obudziłam (przeziębiona jestem i co jakiś czas nie mogę oddychać), było chyba po siódmej. Jako, że mogłam dzisiaj spać do dziesiątej, poszłam do łazienki i wróciłam do łóżka. Przykryłam się kołdrą cała z głową i usiłowałam zasnąć.

===========================================

Na chwilę wrzuciło mnie do snu jak w przyspieszonym WILDzie. Pojawiłam się w "gabinecie" mamy w domu rodziców. Unosiłam się w powietrzu, tak częściowo byłam we śnie, a częściowo czułam się gdzieś obok. Mało stabilne to było. Pomyślałam, że pewnie coś paskudnego zobaczę i wychyliłam się zza futryny na korytarz. No i miałam rację - przed lustrem na szafie stała moja siostra, ale jej ciało kończyło się poniżej ramion. Nie odcięte, ale po prostu nie miała głowy, ramion i górnej części klatki piersiowej, jak te uszkodzone płody na zdjęciach medycznych. Aż mnie wywaliło z tego płytkiego snu.

===========================================

# Potem leżałam półprzytomna - ale chyba pełnego paraliżu nie miałam. Jak chciałam zmienić pozycję, mogłam to zrobić, chociaż reakcja była z opóźnieniem od podjęcia decyzji. Nie wiem, czy to kwestia odcięcia nerwów, czy po prostu półprzytomny umysł albo nawet zaburzenie odczuwania czasu. Było nieźle psychodelicznie, jakbym się naćpała. Halucynacje słuchowe, miałam wrażenie, że po domu biega paru ludzi, w tym moja mama, krzycząca najgłośniej z nich. Wydawało mi się, że jest jaśniej niż naprawdę (miałam zamknięte oczy), czułam nad sobą jakiś ruch, jakby ktoś mnie dotykał. Myślę, że niech tylko bezgłowa siostra zerwie ze mnie kołdrę, to zacznę krzyczeć. Potem sobie tłumaczę, że to przecież halucynacje, więc fizycznych obiektów nie ruszą. 
Ale akcja niezła :D Niby przytomna byłam i wiedziałam, skąd to się bierze, ale myślenie mniej trzeźwe niż po psychodelikach i spora podatność na wkręty.

===========================================

Sen nieświadomy niestety :( . Jestem niby w moim mieszkaniu, ale jakimś większym, jaśniejszym. Mama coś do mnie mówi z innego pomieszczenia. Przeszukuje jakieś zbiory pamiątek. Na myśl o tym, ja odruchowo zaczynam bawić się pierścionkiem z dziwnymi wzorami i z przejrzystym czerwonym oczkiem. Potem mama przyszła i przyniosła mi kawałek metalu z takim samym kamykiem jak w pierścionku, tylko to było bardziej podniszczone. Doszłam do wniosku, że to widocznie brakująca część. Mama zaczęła mi tłumaczyć, że tam w tym kamieniu widać jakiś symbol, przypominający atom - takim tonem tłumaczyła, jakby chodziło o wielkie okultystyczne sekrety rodem z Indiany Jonesa :) . Ja wzruszyłam ramionami i zdjęłam pierścionek. Po przeciwnej stronie miał otworek, przez który włożyłam ten dodatkowy drucik, tak, że kamienie znalazły się w jednej linii. Ustawiłam to pod światło, na stole pod spodem pojawiło się niebieskie (tak, niebieskie po przejściu światła przez czerwone kamyki :D ) pole a w nim ciemniejsze wzory. Na dole był schematyczny rysunek atomu, wyżej tworzyły okrąg inne symbole. Zaczęłam z rozbawieniem tłumaczyć mamie, że to emblematy instytucji, które parę lat temu organizowały tę konferencję, po której na pamiątkę rozdawali te pierścionki i żadnego mrocznego sekretu w tym nie ma.

# Po dzisiejszej nocy poczułam motywację do starania się o LD :)
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#17
# Z powodu ostatnich małych problemów z bezsennością sny z ostatnich dni pamiętam urywkami.

===========================================

Na jakimś trawniku za szkołą (przypuszczalnie gimnazjum), mającym być boiskiem, kilka grup chłopaków grało w piłkę. Ja chodziłam wokół i przyglądałam się. Czterej czarnoskórzy grający wydawali mi się bardzo sympatyczni. Chciałam patrzeć jak się śmieją, podobało mi się to, ale bałam się, że będę patrzeć zbyt nachalnie i wyjdę na rasistkę czy coś w tym stylu. Potem trzej z nich usiedli na takiej szerokiej drewnianej huśtawce, stojącej pod zadaszeniem na tyłach szkoły. Przysiadłam się do nich. Jak rozmawialiśmy, jakoś tak wynikło, że siedzący najbliżej przytulał mnie. Z jednej strony było mi miło, z drugiej bałam się, że ktoś patrzy z boku. Nie chciałam, żeby zarzucili mi uwodzenie nieletnich, a nie byłam pewna, za jak bardzo niejednoznaczną zostanie uznana ta sytuacja.

============================================


Jakaś pusta sala kinowa, w której trwa przygotowanie do konferencji czy podobnego spotkania. Wchodzi jakaś facetka w stereotypowym biurowym stroju - rozpięta marynarka, spódnica do kolan, jasna koszula. Usta pomalowane dość ciemną szminką.
Obraz pojawił się jakby był fazą przejściową między hipnagogami a snem, przybliżał się jak scena z filmu.

============================================

Ja i siostra chyba jeszcze jesteśmy niepełnoletnie i mieszkamy z rodzicami. Przyjeżdżamy na jakiś czas do starego domku na odludziu. Dom urządzony jak u starszych ludzi na wsiach, pod ścianami i w kątach stoją dziwnie krótkie łóżka, przywalone wysokimi prawie na metr zwałami pościeli i koców. Do jednego z tych łóżek praktycznie nie ma dojścia, zastawia je fotel i mała szafka. Stoję przez chwilę obok, próbując ogarnąć logikę takiego ustawienia.
Wchodzę na strych po staroświeckiej szerokiej schodo-drabinie z lakierowanego drewna. Widzę, że dach od spodu jest niewykończony, tak jak w realu w domu rodziców, widać wszystkie deski i podtrzymujące belki. Dach schodzi ukosem w dół, tak, że ściany tam mają niewiele ponad pół metra i stojąc w kącie trzeba przykucnąć. 
Podchodzę do kąta, zaczynam przegrzebywać pudełka. Wyciągam małe laleczki z tworzywa sztucznego, coś w rodzaju tych Polly. Te we śnie mogą mieć albo gumowe ubranka albo z materiału. Szukam jak najwięcej strojów dla pięciu laleczek. Z dołu słyszę głosy rodziców. Rozmawiają o czymś, co wprawia mnie w irytację - teraz nie pamiętam, co to było.
Siostra dołącza do mnie. Razem staramy się znaleźć ubranka, w których laleczki będą wyglądać jak bezwstydne kurtyzany. Ma to być z naszej strony jakaś forma złośliwości (?).
Później jakoś od tych laleczek zaczyna się historia, przedstawiana jakby na ilustracjach w takiej księdze-kreskówce. Narrator opowiada bajkę o tym, jak to Bill Gates był dzieckiem i jaki był wredny i złośliwy. Czasami obrazki z tej książki jakby nakładają się na scenografię tego domku, w którym siedzieliśmy.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#18
# Trochę przerwy w pisaniu z powodu choroby, alergii na leki i ogólnego braku czasu w ostatnich dniach. Teraz znów tylko urywki pamiętam, bez pewności, którego dnia konkretnie były dane sny.

==========================================

Coś jak WILD/OOBE. Wyciągało mnie z łóżka, unosiłam się w powietrzu poziomo, w ciemnościach.

==========================================

Byłam w jakiejś szkole, czymś pośrednim między Hogwartem a uniwersytetem. Czułam jakby to częściowo był film, zastanawiałam się nad tym, dlaczego bohaterowie serii "Harry Potter" akurat w tym momencie są dziećmi. Głównie siedzieliśmy na placu przed tą szkołą i rozmawialiśmy o nieistotnych rzeczach.

==========================================

# Sen, w który weszłam, o ile pamiętam, na tyle szybko, że wiedziałam, że to sen, chociaż nie był to WILD.

Stałam w jakimś parku miejskim. Byłam kimś w rodzaju Kobiety-Kot. Wiedziałam, że mam nadludzką siłę i zręczność - odczuwałam to tak, jakby była to gra, w której akurat jestem taką postacią o określonych parametrach. Postanowiłam z tego skorzystać i przeskakiwałam pomiędzy znacznie od siebie oddalonymi obiektami na jakie natrafiałam. W pewnej chwili pomyślałam, że może jak już jestem we śnie, to spróbuję realizować te questy, ale z drugiej strony doszłam do wniosku, że przecież to chyba pierwszy raz, kiedy już na wstępie LD jestem "ulepszona" bez żadnego własnego wysiłku w tym celu. Więc bawiłam się tak dalej i to był błąd, tak jak podążanie za fabułą i stopniowo przeszło to w sen o LD, a potem inne, zwyczajne sny.

==========================================

Przebywałam w mieszkaniu z moim chłopakiem. Zadzwoniła do mnie siostra, mówiąc, że zaprasza nas na trwającą właśnie imprezę do swoich znajomych. Zaczęliśmy uzgadniać szczegóły. W rozmowę wtrącał się jeszcze jakiś wesoły, być może już lekko podchmielony osobnik, utrudniając nam dojście do porozumienia. Czułam, że mój chłopak jest coraz bardziej zirytowany całą tą sytuacją. Irytujący człowiek zaoferował się, że może nas podwieźć w razie potrzeby, siostra podchwyciła ten pomysł. Mój chłopak przypomniał mi, że - z nieznanych dla mnie obecnie powodów - musimy już o określonej godzinie wieczorem wracać. Wychodziło więc na to, że pojawimy się na imprezie właściwie tylko przez chwilę i że w takim razie jest to raczej nieopłacalne. Przytaknęłam temu. Potem, wkrótce przed przebudzeniem, czułam z tego powodu dyskomfort i wyrzuty sumienia, że tak wyszło.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#19
Byłam w jakimś szpitalu czy przychodni. Prawdopodobnie gdzieś, gdzie pracuje moja ciocia, lekarka. Czekałam w jakimś gabinecie na końcu korytarza, przy otwartych drzwiach. Korytarz cały utrzymany był w kolorach żółto-pomarańczowych, poza beżowym sufitem. W końcu przyszła moja ciocia, oprócz niej jeszcze jakaś niska brunetka.

# podobna do tej ostatniej kobiety ze zdjęcia ezogrupy, które kiedyś wrzucałam na czat :D

Ciocia, rozmawiając z tą drugą kobietą, pokazała mi rzeczy leżące na metalowym wózku do transportowania leków i posiłków dla pacjentów. Była tam jakaś książka, coś w rodzaju psychologicznych porad podnoszących na duchu dla osób przewlekle chorych czy coś w tym stylu. Okładka stylizowana była na czarno-białe zdjęcia, z tyłu pomarańczowymi literami wypisane były w punktach podstawowe przesłania zawarte w tym dziele. W jednym z punktów było coś o zachowaniu nadziei i ufności wobec Boga i jego planów, w kontekście, że to miało niby napełniać otuchą. Jak ciocia zaczęła mi mówić, że w sumie ja też bym to mogła przeczytać, bo jest tam wiele wartościowych treści, zaczęłam protestować, że to nachalne narzucanie ludziom poglądów religijnych i znacznie lepsza byłaby psychologia wolna od światopoglądu. :D

============================================

Na łące, naprzeciwko miejsca, gdzie według fabuły snu mieszkałam, rozstawił się cyrk. W przerwach między występami mogłam rozmawiać z cyrkowcami i stopniowo nawiązywałam znajomość. W końcu spytałam, czy mogłabym chociaż na jakiś czas do nich dołączyć i pracować z nimi. Zgodzili się.
Zaczęłam gromadzić stroje, głównie clownów, jakieś szerokie spodnie w kropki i podobne elementy. Z jakiegoś powodu wnosiłam je do piwnicy, przeciskając się przez wąskie okienka metodą grotołaza. Potem trudno było mi je stamtąd wyciągać przed próbami, a zawsze dostawałam się tam tą samą metodą.
Raz jak miał być występ, z tego powodu się spóźniłam i potem było już za późno, żebym dołączyła, innym razem coś mi wypadło, chyba powiązanego z tym szpitalem z poprzedniego snu. Właściwie do końca snu, żaden mój występ z grupą nie doszedł do skutku, głównie tylko latałam z tym strojami w tę i z powrotem, a czasem któryś z cyrkowców stał z boku i patrzył, jak wchodzę przez to okienko do piwnicy.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#20
Byłam na jakiejś plaży, która jakby przenikała się z fragmentami domu rodziców. Między skałami na plaży kryły się kąty pokojów. W jednym z kątów przez podłogę zaczęła przeciekać woda, nie morska, ale jakaś głębinowa. Postacie, antyczni Grecy lub Rzymianie, zaczęli mieć nadzieję, że tej wody będzie więcej, to będzie można w tym miejscu założyć uzdrowisko. Ja z jednej strony chciałam mieć udział w ewentualnych zyskach, z drugiej niepokoiło mnie to, że ta woda musi akurat płynąć przez podłogę.
Do akcji wkroczyła jakaś starszawa kobieta, w stylu lekko starzejącej się wojowniczki z chińskiego/japońskiego filmu. Obwieszona bronią jak ninja chodziła po tej plaży, potem jakoś stało się wiadome, że ona jest niby czarnym charakterem. Pojawiła się więc druga, niewiele młodsza, wschodnia wojowniczka. Ta nosiła dwa łańcuchy zakończone żelaznymi szczękami. Kiedy używała tej broni, te paszcze na końcach jakby ożywały, łańcuchy płynęły w powietrzu. Raz z jakiegoś powodu walczyła ze mną, otoczyła mnie tymi łańcuchami, wtedy zdałam sobie sprawę, że ona jest znacznie silniejsza od "tej złej" i od razu by ją pokonała przy odrobinie wysiłku. Zaczęłam mieć nadzieję, że nie nastąpi to za szybko, bo wtedy wszystko się skończy. Jakoś moja wola odwlekała ostateczną rozgrywkę, tak więc do końca snu pozostało to nie rozstrzygnięte.


============================================

Ja i parę osób zakładaliśmy konta na GitHub. Oni chcieli, żebyśmy mieli razem konto, ja się nie zgodziłam i założyłam osobne. Chciałam być po prostu właścicielką konta i mieć ten czerwony pasek, który chyba pozwalał na pełną kontrolę. Ostatecznie część z tych osób jakoś się do mnie przyłączyła.

============================================

Jakiś nawiedzony starzec, podobny do złego stryja z "Księcia Persji" planował kogoś zabić. W swojej pustelni przygotowywał truciznę, która miała powodować uduszenie ofiary poprzez wytwarzanie piany w płucach. Testował to na ludziach, którzy zabłądzili na pustyni i znaleźli się w pobliżu.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1