W świecie moich eLDe
Urzekła mnie dzisiejsza garstka dziwacznych, wzajemnych powiązań we śnie.

Ale chyba najbardziej zaintrygował mnie fakt, że niejasnym torem fabuła snu poprowadziła mnie do jednego z podziemnych domów publicznych. Po dłuższych oględzinach okolicy zapłaciłem jednej z panien, ale wkrótce zasnąłem, jakby znudzony oferowaną przez nią usługą.

Obudziła mnie, gdy zrobiło się już jasno. Akcja stała się dynamiczniejsza. Dziewczyna mówiła mi, że musi się zbierać, jednocześnie dodając, że jeszcze nigdy nie spędziła z nikim takiej nocy, starała się to podkreślić poprzez założenie swojej ulubionej piżamki. Niestety, mimo wszystko musiałem zapłacić, ale ostatnie długie i mocne uściski wywołały we mnie ambiwalentne uczucia.

Czyżbym zakochał się w dziwce?
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Miałem dzisiaj jako takie LD.

Zostałem postawiony przez sen w absurdalnej sytuacji. Znalazłem się w dniu zjazdu godzinę przed zbiórką w Katowicach bez żadnego bagażu. Powoli doszedłem na dworzec, gdzie spotkałem całą ekipę, zdecydowałem się zrobić wówczas TR, ale bardziej jako potwierdzenie nieprawdziwości tego absurdu. Okres świadomości nie trwał długo, po pewnym czasie spędzonym na spacerze po serii pomieszczeń z przeszklonymi ścianami fallen wytoczył ciężkie działo w postaci swoich kmin - w efekcie moja uwaga na tym ucierpiała.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Miałem dzisiaj świetny, inspirujący sen przygodowy.

Jak co dzień w sennej rzeczywistości robiłem sobie piknik pod drzewami, w ogródku tuż przy sznurze niskich bloków. Poza kocykiem i żarciem znajdował się również grill, z którego jednak nie korzystałem. Codziennym introwertycznym posiedzeniom towarzyszył gwar grupki chłopaków szwendających się nieopodal garaży, których okazjonalne, lecz wyraźnie słyszalne przekleństwa zakłócały mój letni relaks.

Pewnego dnia podeszła do mnie znajoma z liceum, którą od razu rozpoznałem, trafnie kojarząc ją z teatrem i jej występami. Pokrótce opowiedziała mi o swoich nowych znajomych - w istocie były to te same osoby, które dotychczas dawały mi się we znaki. Tym razem cała ekipa podeszła rekordowo blisko, zajmując moją całą ogródkową przestrzeń. Poczułem się uciśnięty ze wszystkich stron.

Niebawem znane otoczenie rozpłynęło się. Znalazłem się przy ulicy w obcym mieście. Moja znajoma zapytała szczerze, choć niezobowiązująco, czy chciałbym się z nimi zaprzyjaźnić. Po szybiej kalkulacji w głowie i paru myślach wypowiedzianych na głos zgodziłem się i na przypieczętowanie nowej przyjaźni wziąłem lek wziewny mojej koleżanki. Nim się rozstaliśmy, zostałem zaproszony na spektakl teatralny - najnowsze, popisowe dzieło mojej rozmówczyni.

Wkrótce zasiadłem w teatrze z moim znajomym i przyglądałem się abstrakcyjnemu występowi. Kolejni aktorzy podchodzili bliżej widowni, prezentując różne typy osobowości, w tym tak zwane dzieci, o których nie należy mówić. Lektor pełnił niejako funkcję przewodnika, wyjaśniając niektóre kwestie, ale nie zdejmując przy tym abstrakcyjnej otoczki, która próbowała wmówić widzowi, że ktoś coś wyraźnie ukrywa. Dodatkowo utwierdzała mnie w tym przekonaniu postać właścicielki teatru, której wyraz twarzy wręcz krzyczał "Wszystko idzie jak po maśle".

Po ostatniej scenie poszedłem do toalety, żeby naradzić się ze znajomym. Oboje wiedzieliśmy, że coś jest nie tak i to, co miało być jedynie sztuką teatralną, wydawało się niesamowicie rzeczywiste. Gdy wyszliśmy, zobaczyliśmy, że lektor oprawadzał grupę widzów po sali, opowiadając przy tym o teatrze. Wydawało się, że celowo pomijał niektóre pomieszczenia. Gdy dotarliśmy do jednych z drzwi, te otworzyły się prezentując widok dzieci o zmęczonych, identycznych twarzach. Ktoś z tyłu powiedział zakłopotanym głosem, że to te, o których nie należy wspominać.

Dzieci skupiły się w jedną, kolorową masę, która jak ameba wypełzła z pokoju i rozlała się po teatrze, nieustannie starając się mnie dogonić. Była jak plaga, konkretny typ zachowań, który niebawem miał pochłonąć każdego, kto znajdzie się w jej promieniu. Sen szybko postawił za zadanie wyrwanie się z tej planety, pomagając mi losowymi przedmiotami, które znajdowały się na drodze mojej ucieczki. Całkiem szybko skomplementowałem zestaw balonów wypełnionych helem, dzięki którym uniosłem się wysoko, poza atmosferę.

Dryfowałem wewnątrz młodego układu gwiezdnego. Wypełniała go kolorowa mgławica przypominająca rozpyloną farbę. W samym centrum znajdowały się dwie czarne dziury, w pewien sposób ze sobą połączone. Wokół nich orbitowały pomniejsze obiekty, wielkościowo wskazujące na asteroidy, choć traktowałem je jak całe planety z odrębnymi światami.

Dostałem od snu kolejne zadanie - miałem do dyspozycji kolejną, identyczną czarną dziurę. Musiałem umiejscować ją tak obok pozostałych, aby nie zaburzyć orbit planet. Zadanie okazało się trudniejsze, niż myślałem - każda kombinacja, jaką odkryłem, dokładała kolejną cegiełkę chaosu, ostatecznie prowadząc do wchłonięcia wszystkich obiektów przez centrum układu.

Poprzednia sytuacja powtórzyła się jeszcze parę razy, tym razem planetę atakowała plaga innej osobowości. Cel był zawsze ten sam - uciec w kosmos z pomocą losowo generowanych przedmiotów. Część z nich stanowiła zapomogę od obcej cywilizacji, zrzucanej w postaci futurystycznych sarkofagów z przydatnym ekwipunkiem. Część wymagała własnoręcznego dobrania lokalizacji upadku, zupełnie jakby gracz miał częściowy wpływ na mechanikę wydarzeń. Czasami trzeba było również wykorzystać z pozoru nic nieznaczące elementy otoczenia jak wrak samolotu wojskowego. W ostatniej chwili zasiadłem z kolegą na jedną z rakiet i odlecieliśmy, nim plaga pożarła całą planetę.

Najbardziej inspirujący był dla mnie widok animowanego systemu gwiezdnego, pełnego małych pastelowych planet. Nie były to odpowiedniki realnych światów, a raczej jedynie miniaturki, podgląd zawierający najważniejsze elementy danej lokacji. Układ świetnie sprawdzał się jako mapa, gdzie gracz mógł swobodnie latać pomiędzy planetami, oglądać je ze wszystkich stron i ostatecznie wybrać tą, na której chciałby przetrwać kolejną osobowościową plagę.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Magister czekał przy drzwiach z wyraźnie niezadowoloną miną. Student wiedział, że wodził za nim wzrokiem, od kiedy przekroczył potężne drzwi katedry. Chcąc dodać pikanterii swojej akademickiej przygodzie, młodziak przysunął do siebie ławkę magistra, blokując nią szklane drzwi do sąsiedniego zabudowania. Magister niezgrabnie ją podniósł i odskoczył zażenowany w bok na widok zbliżającego się starca. Osiwiała twarz profesora skierowała się na pełnego werwy studenta, podążającego na egzamin z C.
- O, gruby test! - rzucił stary, gdy w brzuchu zaświeciła mu katoda.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Byłem mieszkańcem dosyć dziwnego miasta.

Każdy metr kwadratowy tego miejsca wydawał się sztuczny, zaprojektowany przez kogoś, tworząc ułudę idealności. Budynki miały proste, kanciaste kształty, stały obok siebie w mniej więcej równych odległościach. Trawnik składał się z małych, identycznych kęp paproci zasadzonych tak, że formowały rzadką, równomierną siatkę. Samochody jeździły w absolutnie przewidywalny sposób. Również kultura tego miejsca była dosyć unikatowa, prawdopodobnie po to, żeby wyeliminować jakikolwiek czynnik ludzki. Przechadzając się wieczorem po ulicy, widziałem twarze bez wyrazu i słyszałem słowa wypowiadane monotonnie, bez emocji.

Ludzie, mimo wszystko, byli elementem najbardziej wadliwym w tej perfekcyjnej konstrukcji. Zdarzało się, że ktoś pozwolił sobie na zbyt wiele w stosunku do obowiązujących reguł - w efekcie był zapraszany na "spotkanie". Kończyło się ono zazwyczaj brutalną egzekucją, o której typowy mieszkaniec pozbawiony jakiejkolwiek ciekawości nie mógł wiedzieć.

Skraj miasta otaczały wysokie, strome wzniesienia pokryte żwirem i starymi drzewami. Były one w zasadzie jedynym elementem, który nie pasował do całej układanki. Słyszało się opowieści o nowym świecie, przekazywane przez osoby bardziej przejęte swoim losem. Dzięki niektórym z nich udało się zebrać również dość przydatne informacji dla ewentualnych uciekinierów - na szczycie wzniesienia stał wysoki mur zakończony drutem kolczastym. W pewnym miejscu znajdowało się odpowiednie drzewo, na które można się łatwo wspiąć, a później skacząc i trzymając się jednej z grubszych gałęzi, bezpiecznie wylądować po drugiej stronie.

Podobno nocami przechodziły tędy patrole, ranek z niewiadomych przyczyn również nie był odpowiedni. Najlepszą porą do ucieczki było najpewniej popołudnie.  Doba była krótka, więc trzeba było się śpieszyć. Próbowałem nakłonić do ucieczki parę osób, które uznawałem dla mnie jakkolwiek istotne, ale ze względu na cenzurę musiałem do nich mówić w mniej bezpośredni sposób. Prawdopodobnie udało mi się przekonać jedną czy dwie osoby.

Gdy naszedł ten czas, zacząłem wspinaczkę po zboczu, szukając najbardziej schodkowatego terenu. Na podstawie opowieści innych szybko zlokalizowałem odpowiednie drzewo i niedługo potem znalazłem się po drugiej stronie. Miałem wrażenie, że o tym już słyszałem - był tutaj gigantyczny, kwadratowy tunel, który pożerał całe światło naszego miasta. Przy odległym, ledwo widocznym suficie zwisało skomplikowane rusztowanie.

Perspektywa się zmieniła - widziałem teraz wszystko z góry i powoli sunąłem przez tunel, jak gdyby sen chciał przyspieszyć ten żmudny etap. Tunel powoli prowadził do góry, co jakiś czas załamując i łącząc się z sąsiednimi kanałami. Podstropowa konstrukcja ciągnęła się dalej, aż do punktu, z którego można było bezpośrednio ruszyć w górę z samej podłogi. Wtedy sen oddał mi moje ciało, na moment przed chwilą kulminacyjną.

Otwierając cokolwiek, co zakrywało ten skrawek terenu, do moich oczu trafiło świeże, mocne światło dzienne, na widok którego poczułem fascynację. Gdy wyjrzałem na zewnątrz, zacząłem szybko przeskakiwać wzrokiem dookoła. Świat, który widziałem, składał się z wielu różnych, znanych, lecz niepoukładanych komponentów, emanując nowością. Chodziłem jak zauroczony i obserwowałem różne kształty wzniesień, parę różnokolorowych kłód rozrzuconych obok mnie, żółtą, wyschnięta trawę ze sporadycznym kwieciem o soczystych kolorach. Między pagórkami ciągnęła się również droga, po środku niej w miękkim żwirze zanurzony był żółty kawałek metalu. Podążając za nią trafiłem do miasteczka, na które składał się w miarę znany układ budynków, ale wszystko zostało pokryte fioletową i czerwoną farbą.

To było śmieszne uczucie - coś kompletnie prostego i zwyczajnego z punktu widzenia normalnego człowieka było wtedy jak spełnienie skrytego marzenia, czy wręcz ulga od wszechogarniającej sztuczności.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Zmagając się z zasypianiem od dłuższego czasu, w mojej głowie narastały typowe senne myśli podyktowane zmęczeniem. Resztkami przytomności próbowałem wyjaśniać sobie irracjonalność niektórych słów wypowiadanych w głowie, ale te wciąż wracały, a pomimo przytłaczającej senności nie mogłem zasnąć. Ostatecznie udało się, ale sen sprytnie podchwycił ten motyw i zaproponował charakterystyczną dla niego kontynuację.

Od tej pory to, co opisuję, odbywa się wyłącznie we śnie.

Męcząc się dalej z niemożnością zaśnięcia, zacząłem błądzić między półsnami, które angażowały mnie w różne, proste obrazy. Mimo wszystko szybko się z nich wybudzałem lub były wystarczająco mało zachęcające by samemu się z nich ocknąć. Jednym z nich był krótki świadomy sen umiejscowiony na wsi, na znanym mi podwórku. Panował pół mrok, chociaż mogłem dostrzec, że dookoła było nieskazitelnie czysto. Ciemne, odrzucające otoczenie przekonało mnie jednak, żeby się z niego wybudzić. Oczywiście, prosto do kolejnego fałszywego przebudzenia.

Miałem również wrażenie, że moje ciało staje się coraz lżejsze, zwiastując upragniony sen. Oddałem się temu, pogłębiając jeszcze bardziej uczucie relaksu. W pewnym momencie poczułem jednak, jakby ktoś ciągnął mnie za palec u nogi, unosząc mnie poza moje ciało. Wydało mi się to na tyle niepokojące, że postanowiłem znowu się obudzić.

Po tych doświadczeniach, leżąc dalej w łóżku, zacząłem tracić poczucie otaczającej mnie rzeczywistości. Nie byłem w stanie ocenić, czy faktycznie śniłem, czy może sen toczy się dalej. Spojrzałem na zegarek, było paręnaście minut po północy. Słusznie określiłem, że poszedłem spać później, ale moja zmęczona głowa z trudem mogła to do siebie przyjąć. Wstałem czując się nienaturalnie lekko. Błądziłem po własnym pokoju, orientując się po pomieszczeniu za pomocą samego dotyku. Trafiłem w ten sposób do swojego komputera, przypadkiem wciskając jakąś kombinację klawiszy. Udało mi się szybko wywnioskować (i trafnie), w jakim stanie go ostatnio zostawiłem i cofnąłem to, co zrobiłem. Na ekranie majaczyło parę okien, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Zdziwiły mnie jedynie pojedyncze piknięcia, których źródła nie mogłem namierzyć.

Wyglądając za swoje drzwi, zauważyłem, że dziadkowie jeszcze nie spali. W ich znacznie powiększonym pokoju stały dwie kanapy, w tym jedna była w połowie rozłożona. Od razu odczułem, że coś tu nie pasuje. Wracając do swojego pokoju do mojej głowy trafiła myśl, że skoro to jest sen, to może wydarzyć się wszystko, nawet wąż gryzący mnie w kostkę. Asekuracyjnie zbadałem tamto miejsce, ale było czysto.

Obudziłem się ponownie, zdziwiłem się, że moi rodzice spali zaraz obok mnie. Chciałem jak najszybciej zasnąć i tak się stało, ale prawdopodobnie obudził mnie telefon od mojej mamy. Z trudem rozumiałem, co do mnie mówiła, niektóre słowa brzmiały zupełnie obco. Chodziło o jakieś fotele, które wspólnie mieliśmy przenieść. Kiedy próbowałem dowiedzieć się więcej, usłyszałem tylko pełnie irytacji "A wal się".

Za oknem ciągnęły się tory razem z kontenerami. Na jednym z peronów świeciła się latarnia, przy której ktoś próbował nawrócić czerwonym seicento. Pech chciał, że chyba pomylił gaz z hamulcem i uderzył z dużą prędkością w jeden z kontenerów, zginając się jak kartka papieru. Towarzyszył temu satysfakcjonujący dźwięk łamania blachy, który był tak czysty, że można było usłyszeć pojedyncze uszkodzenia w karoserii. Pozostałe, skompresowane pół samochodu stoczyło się na tory i zakończyło swoją przejażdżkę.

Kiedy obudziłem się już ze snu, tym razem na jawie, byłem zdezorientowany i pozostało przekonanie, że nie jestem w stanie stwierdzić, czy to faktycznie już koniec. Doskwierało mi uczucie braku stabilności i ponowne zasypianie było wręcz odstręczające. Ale w końcu się udało... tylko po to, żeby zanurzyć w kolejnym, paskudnym śnie...
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
fal len liif, jak ja go ku*wa nienawidze

Dzisiaj miałem sen, w którym spokojnie siedząc w domu lub czymś imitującym mój dom usłyszałem znajomy głos, który usilnie próbował wytłumaczyć jakąś zawiłą kwestię. Nie zdziwiłem się, gdy zobaczyłem poczciwego, długowłosego kminiarza. Zaskoczył mnie natomiast fakt, że tym razem za cel obrał sobie mojego tatę, który jakoś znużony natłokiem słów tępo spoglądał przed siebie. To już był ten etap, gdy świadomość zaczęła strajkować, odsuwając uwagę od źródła i kierując ją w o wiele przyjemniejszy niebyt.

Ostrzeżcie rodziny, bo jeśli mi się przyśnił sen proroczy, to wszyscy popadniemy w chocholi taniec.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(25-03-2018, 12:55 )CosmicKid napisał(a): Nie zdziwiłem się, gdy zobaczyłem poczciwego, długowłosego kminiarza.

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Popołudniowa drzemka przypomniała mi, dlaczego lubię sny.

Byłem podróżnikiem w czasie, który trafił do centrum swojego miasta z przyszłości. Poznałem tam jakąś dziewczynę, którą zapytałem o rok. Sen wydawał się jakiś mętny - to, co powiedziała, nie zabrzmiało w ogóle jak ludzka mowa. Była noc, wokoło stały znane mi budynki, ale wyciągnięte jakby parę kondygnacji wyżej. Wszystko spowijała gęsta warstwa smogu, która utwierdzała mnie w przekonaniu, że to niewątpliwie obraz z przyszłości. Jedynym elementem, który wydawał się kontrastować z tym zdaniem, były wciąż te same autobusy zatrzymujące się na przystankach - z tą różnicą, że zamiast cyfrowych wyświetlaczy widniały kartki odbijające pobliskie światła.

Im dłużej przyglądałem się otoczeniu, tym więcej szczegółów zauważałem - zupełnie jakby sen sam je upychał na bieżąco, zgadzając się z moim wyobrażeniem miasta przyszłości. Wkrótce zauważyłem przed sobą dwa szklane wieżowce. Nie mogłem oszacować ich wysokości - oba chowały się w chmurach/smogu/czymkolwiek, co wypełniało przestrzeń. Łączył je szklany most, który oceniłem jako podwieszany, choć widziałem jedynie jego spód. Po drugiej stronie pojawiła się z kolei jakaś futurystyczna konstrukcja, którą już ledwie pamiętam. Wokół panował półmrok, paliły się jedynie nieliczne światła gdzieś koło przystanku autobusowego.

Dziewczyna zaprowadziła mnie do centrum handlowego. Po jeździe windą w wieżowcu trafiliśmy do szerokiego, choć ciemnego korytarza. Okazało się, że cały budynek był co najmniej trzy razy większy, a każda z części miała osobną nazwę nijak związaną z tym, co znałem. Dobijał mnie bród i pustka tego miejsca.

W innym śnie byłem wewnątrz gry, która przedstawiała komputer z Linuxowym systemem. Poza dziwnym zachowaniem systemu, wyskakującymi okienkami z napisami typu "Nie może istnieć dwóch rootów" i kolorowymi błędami, również atmosfera się zmieniała. Cały pokój wydawał się być świadomy tego, co dzieje się na ekranie i odpowiednio reagował przyciemniając światła albo generując niepokojące dźwięki.

Po restarcie i wybraniu opcji z oldschoolowego menu wszystko wróciło do normy, w pokoju się rozjaśniło i zapanowała absolutna cisza. Wtedy zdecydowałem się wyrwać z tego miejsca, które okazało się wyglądać jak pierwsza lepsza gra stworzona w Unity - większość rzeczy była płaska i nieoteksturowana. Dopiero gdy wyszedłem na zewnątrz, sytuacja się poprawiła.

Byłem na opustoszałym osiedlu domków jednorodzinnych. Słoneczny dzień dodał mi energii i postanowiłem pobiegać. Wkrótce dotarłem do okolicznego lasku, gdzie na drodze stanęły mi krzaki i gałęzie, które musiałem sprytnie omijać. W tym samym czasie zmysł wzroku podupadł i moje pole widzenia zalała od góry do dołu czerń. Musiałem mocno skupić się na uczuciu moich nóg dotykających podłoże, żeby odratować tą sytuację.

W końcu mogłem kontynuować bieg. Czułem się wyjątkowo lekko - nie męczyłem się ani trochę, a każdy skok przez wystający z ziemi korzeń był sztucznie przedłużany jak w niskiej grawitacji. Byłem zachwycony jakością otoczenia i jak skutecznie imitowało realne elementy. Mimo wszystko postanowiłem się obudzić, bo byłem przekonany, że już długo śpię i warto byłoby wstać.

Kiedy się obudziłem, doszedłem do wniosku, że to musiał być świadomy sen. Nie czułem się zrażony podjętą decyzją, bo faktycznie było już po 13. Za moment, w którym wskoczyła mi jasna świadomość, uznałbym ten, kiedy pokój się rozjaśnił po restarcie systemu. W sumie dosyć tematycznie połączone.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiaj nostalgia motzno.

Prosto z zabawy w rzucanie magnesowymi dartami do tarczy i innymi rozrywkami ze znanymi dzieciakami sen wywiał mnie gdzieś na wybrzeże Barcelony. Przypominało to jednak spore jezioro aniżeli Morze Śródziemne. Mimo tego woda była lazurowa, w oddali widać było pojedyncze miejskie wieżowce. Obraz dosyć typowy, ale w tamtym momencie siedziałem zauroczony kolorem wody, jakby był najdoskonalszym, co spotkałem do tej pory na swojej sennej ścieżce.

W rozmowie z kimś z rodziny sen zasięgnął do pamięci innych snów i wykorzystał je jako realne wspomnienia, np. opowiadałem o pobycie na wsi, podczas którego mój kuzyn wsiadł do jakiegoś blaszanego składaka na kszałt dragstera i wystrzelił do przodu, robiąc efektowne fikołki i rozbijając się gdzieś na pobliskim zboczu. W śnie jakoby dopowiadałem sobie mechanikę tego pojazdu, wyjaśniając z czego go skonstruowaliśmy i jak działał.

No i był też epizod programowania gdzieś pomiędzy. Komputery w moich snach wydają się mieć jakieś magiczne właściwości, przez co pasjonuję się ich tajemniczością na każdym kroku - od desktopu, poprzez enigmatyczne struktury folderów, kończąc na faktycznych aplikacjach. Wszystko, co po obudzeniu wygląda całkiem oczywiście, we śnie jakby nabiera drugiego znaczenia - kod przypomina magiczne zaklęcia, gry wciągają, ale w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale też odkopują fałszywe wspomnienia, nieważne jak absurdalne.

Dzisiaj we śnie, dla przykładu, grałem w coś przypominającego grę dla dorosłych o tajemniczej grafice. Każdy z graczy czy botów był postacią kobiety, która wraz z kolejnymi rundami, będącymi innymi grami barowymi, traciła część ubioru albo wydawała jakieś średnio kuszące, niedopracowane dźwięki. Fascynowałem się tym jak głupi, choć sen najpewniej bazował na innej grze przeglądarkowej i w dość bezpośredni sposób zmodyfikował znaczną część jej elementów, zostawiając jedynie samo uczucie towarzyszące rozgrywce. To dawało mi jakieś poczucie wieku tej gry - mały ekran z prostymi sekwencjami 3D, gdzie toczyła się rozgrywka, otoczony półstatycznym interfejsem, gdzie od czasu do czasu postacie wykonywały jakiś gest albo pojawiała się nowa informacja.

Lubię, że sny to takie filtry na informacje, które pozwalają ci przeżywać dane zagadnienie w konkretny sposób, a dopiero po obudzeniu zyskujesz szerszy obraz sytuacji, nierzadko rozbijając tą magię w pył.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik Zmorą Żyjący czyli Przygody Freskum w świecie snów i paraliżu Freskum 50 8,488 10-09-2018, 17:52
Ostatni post: Onejronauta

Skocz do:

UA-88656808-1