W świecie moich eLDe
Hehe znam to, moje suche sny przekształcają to w żucie gumy z opony samochodowej, tak ciepłej i lepkiej, że nie da się odróżnić od tkanek jamy ustnej, co tworzy dojmującą sensację pełności o obrzydliwym, słonawym smaku :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiaj noc bardziej pod znakiem świadomości. Udawało mi się zauważać senne fakty, które przeczyły świeżej pamięci z jawy. Dla przykładu, widziałem, że rodzice wyciągnęli w moim pokoju stare łóżko, na którym miałem spać z kuzynem, gdy ten przyjedzie. Szybko zdałem sobie sprawę, że tego łóżka już nie ma. Sen próbował nadgonić i zmienił ten wadliwy element, jednak znów się pomylił, wstawiając stare materace. Wiedziałem, że już ich nie ma, ponieważ się przeprowadzałem. Zacząłem wtedy myśleć, czy to sen, a utwierdziły mnie w tym przekonaniu kolejne testy. Godziny na zegarkach zmieniały się przy każdym spojrzeniu, trochę wprowadzając mnie w zakłopotanie. Pamiętałem, że przed snem postanowiłem nie spać zbyt długo, żeby wstać wcześniej i pouczyć się na egzamin. Jednocześnie oprzytomniałem, mówiąc sobie, że przecież nie będę kończył LD tylko dlatego, że zegarki wysypują jakieś randomowe godziny. Opamiętałem się i poprosiłem sen o aktualną godzinę, ten zwrócił 11. Faktycznie po kilku kolejnych snach obudziłem się o 11, zrobiłem więc swego rodzaju senny alfabudzik xD

Pamiętam jeszcze zabawny obraz toalet na dworcu w Gliwicach. Przekraczając drzwi opatrzone odpowiednim znaczkiem wskazującym płeć, pojawiał się sporych rozmiarów pokój wypełniony stanowiskami z prysznicami, pisuarami lub nawet pojedynczymi kratkami w podłodze. Wszystko miało jednolity, ostry wystrój - metalowe, matowe elementy przylepione do cienkich odgradzających ścian wyrastających z kremowych płytek podłoża. Ta surowość otoczenia wzmogła trochę niepokój.
(Ale serio, sen czerpał ten obraz z faktycznego automated kibla w Gliwicach, gdzie nawet woda sama się spłukiwała po zakończonym odcedzaniu kartofli. xD)
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Powrót do gimnazjum. Schodząc przez kolejne piętra widziałem coraz młodsze grupy dzieci, co natchnęło mnie do rozmyślań o przemijającym czasie i wymianie pokoleń. Ta chwila zadumy popchnęła też resztę akcji - pojawił się Fallen i HC, którzy pochłonięci jakąś kminą zmierzali na koniec korytarza, gdzie medytowali dwaj buddyjscy mnisi w czerwono-żółtych szatach. Fallen śmieszek podszedł do jednego z nich i wystawił rękę w geście przybicia piątki. Mnich musiał odczytać to inaczej - podniósł swoją dłoń i zetknął swój palec z palcem Fallena. Do pewnego stopnia przypominało to Stworzenie Adama.

Okazało się, że powodem przybycia mnichów do szkoły było oddanie hołdu jakiemuś pracownikowi, który został zesłany na ciężkie roboty na Księżyc. Świadczyło o tym chociażby to, że siedzieli na specjalnie przygotowanym skrawku podłogi imitującym księżycowe skały.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Suchości w gardle ciąg dalszy.

Akcja snu rozgrywała się wewnątrz jakiejś gry, gdzie poszczególne serwery były osobnymi planetami, zawieszonymi gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Każde przejście z jednej rozgrywki na drugą wyrzucało mnie w ów kosmos pełen delikatnych, nierzucających się w oczy kolorowych akcentów przypominających galaktyki, miejscami nawet imitującymi ludzkie tkanki. Dawały one tło dla garstki małych metalowych kulek, które opowiadały właśnie poszczególnym planetom.

Pamiętam, że błądziłem od jednej do drugiej, aż w końcu trafiłem na taką, gdzie, jak zupełnie odrębne uniwersum, pojawiła się ekipa z i-senu. Początkowo cieszyłem się niezmiernie z możliwości spotkania się z wami w wirtualnej rzeczywistości, jednak chwilę później zacząłem odczuwać pierwsze mankamenty tego serwera - jebitna suchość w gardle. Znowu, niemal jak w poprzednim śnie eksperymentowałem z wodą, próbując załagodzić skutki suszy, ale zupełnie straciłem czucie w tamtym miejscu. Dopiero, gdy skierowałem się z prośbą do incesa, siedzącego na taborecie i sączącego jakiegoś browara, zaznałem ukojenia. Brodacz wyciągnął w moim kierunku swoją łapę, jak gdyby próbując przekazać mi część swojej energii, w efekcie stopniowo wróciło czucie w jamie ustnej.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Poziom abstrakcji osiągnął jeszcze wyższy poziom.

Dzisiaj było coś na kształt matematyczno-hackerskiego survival horroru. Historia opowiadała o wojnie hackerów, którą dane mi było obejrzeć w postaci filmu. Siedziałem wówczas z jakąś rodziną w ciemnym pomieszczeniu, a na ogromnej plazmie został wyświetlony seans. Oprawa była iście kinowa, dźwięk nieskazitelny, w niektórych momentach wybrzmiewał z taką mocą, że wprowadzał moje ciało w delikatne wibracje. W szczególności doznałem tego podczas jednego z jumpscare'ów - nagle zgasły wszelkie światła i nastała absolutna cisza. Parę sekund później ciemny pokój rozświetlił blask ekranu, a głośniki ryknęły niewyobrażalnie głośno. Serce podeszło mi do gardła i przez chwilę nie mogłem skupić się na ponownym oglądaniu filmu.

Wracając do historii, była ona dla mnie zupełnie niezrozumiała ze względu na ilość niejasnej terminologii. Przypominało to bardziej wypowiedź osoby, która była dobrze zorientowana w temacie i mogła posługiwać się jedynie obskurnymi akronimami i zagadkowymi schematami/logami.

Element survival horroru pojawił się w zasadzie wcześniej, gdy przechadzałem się z paroma znajomymi po ciemnych korytarzach opuszczonego mieszkania. Co jakiś czas zaskakiwały nas projekcje zmarłych osób, niektóre, wbrew pozorom, były całkiem atrakcyjnymi młodymi kobietami. Te z reguły oszczędzaliśmy, reszta dostawały baty... jednak owe projekcje były na wpół transparentne, przypominały kłęby dymu ukształtowane w ludzkie twarze, stąd żaden niezależnie od starań śrut nie był w stanie spowodować realnych szkód. Niedługo po tym pojawiał się ekran końca gry i zmuszeni byliśmy zaczynać od początku, choć w zupełnie innej lokacji.

Przypominam sobie jeszcze moment wspólnej burzy mózgów nad pojemnikiem, który zawierał dane zaszyfrowane jakimiś wielomianami. Dało się wyczuć, że praktycznie nikt nie miał pojęcia o tym, jak może funkcjonować ten mechanizm, mimo wszystko każdy wydawał się mieć własną, nienegowalną rację.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
O. Ja. Nie mogę.

Nie przypominało to zjazdu, ale zwykłe spotkanie z fallenem, sławkiem i incesem. Przechadzaliśmy się po ciekawej lokacji - po części reprezentującej okolice mojego gimnazjum, ale w zupełnie innej, leśno-moczarowej otoczce. Klimat podsycały brudne zbiorniki wodne i okazyjnie rozrzucone zardzewiałe żelastwo. Podczas snu nie byłem w stanie się tym zauroczyć, ale teraz, gdy została w mojej głowie zaledwie garstka obrazów, żałuję, że nie poświęciłem obserwacji więcej uwagi.

Pech chciał, że w trakcie naszej wędrówki nieźle się poharatałem, w efekcie łamiąc dwie kończyny dolne, a na dokładkę lewą rękę. Na szczęście nasz medyk zareagował odpowiednio szybko i już chwilę później obie nogi miałem w gipsie, a rękę w usztywniaczu.

Przeskok akcji przeniósł nas wszystkich do niewielkich rozmiarów mieszkania. Był środek nocy. Inces siedział, jak na moje sny przystało, na lichym taborecie, przeżywając jakiś kryzys. Na stole porozrzucane były opakowania po różnych lekach, które inces łapał garściami i wsadzał sobie do ust. Każda kolejna porcja była wizualizowana na suficie jako animowana wstęga, która ruchem owalnym zakreślała coraz większy obszar. Inces przy tym wyglądał na załamanego, ruchy, które wykonywał, były mimowolne, wydawało się, że tracił nad sobą kontrolę.

Kolejny przeskok akcji zasymulował moją drzemkę. Obudziłem się w tym samym miejscu, inces nadal siedział w tej samej pozycji. Wokół mnie rozrzuconych było kilka strzykawek. Przerażony zapytałem brodacza, co mi podał. Ten trochę zmieszany zaczął przeglądać kilka pustych strzykawek leżących na parapecie, ale jego przyćmiony umysł z trudem analizował przesyłane z oczów impulsy. Inces brał do rąk różne specyfiki, kilkakrotnie zmieniając swoje zdanie. Ostatecznie złapał za ostatnią, niepustą strzykawkę i niezgrabnymi ruchami starał się zaaplikować mi kolejną dawkę leku. Momentalnie się odsunąłem, oczekując w napięciu na dalszy rozwój sytuacji...
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hahaha toż to groteskowa wizja naszego ostatniego zjazdu :D Bez obaw, teraz nad wszystkim będę miał kontrolę :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wstałem wraz z budzikiem ustawionym na 9:00, byłem jednak zbyt zmęczony, żeby wyrwać się z łóżka. Kilkakrotnie przesuwałem godzinę pobudki aż w końcu, podczas jednej z drzemek, trafiłem do innego świata...

Otworzyłem oczy. Leżałem w obcym łóżku, w obcym miejscu, ale zaskoczył mnie fakt, że widziałem nad sobą znajome twarze. Sławek, Inces i paru innych, wszyscy siedzieli nade mną, prawdopodobnie oczekując na moment, w którym się obudzę. Nie mogąc uwierzyć oczom, czym prędzej wstałem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Byli wszyscy, łącznie ze znajomą, którą wczoraj zaprosiłem na zjazd. Zamieniłem z każdym z nich po zdaniu, dalej nie wierząc w wyjątkowość tej sytuacji. Miałem świadomość, że całkiem nie dawno znajdowałem się na własnym łóżku, a teraz trafiłem wprost do sielankowej scenerii wypełnionej wręcz wolffrazesonowym towarzystwem. (Wizualizacja sceny)

Tuż przy mnie w równych odstępach rozmieszczone były równoległe materace, każdy zajmowany przez jedną znajomą osobę. Zaraz po tym pognałem na zewnątrz, gdzie mieścił się dwupoziomowy taras, pokrywający wzgórze, na którym stał nasz domek. Niespodziewanie spostrzegłem znajomą z gimnazjum, z którą niebawem się przywitałem - ta jednak pozostała milcząca i niewzruszona. Gdzieś dalej wzdłuż drewnianej ściany budynku stał najprawdopodobniej PYTKA, który operował grillem, rozmawiając jednocześnie z lajkonikiem jarającym swoją e-faję. Zauroczony tym widokiem pobiegłem w ich stronę, stawiając moje kroki po drewnianych belach wątpliwej jakości. Lajkonik wypatrywał mnie od momentu, gdy wyszedłem na taras. Wkrótce zbiłem z nim grabę i wypaplałem coś na kształt Siema, stary chuju.

Okolica była wręcz idylliczna. Ciągnące się po odległe góry pagórki pokryte były połaciami złocistych pól i soczystych łąk, tworząc wspólnie iście senny i wyciskający łzy obraz. Nieopodal jednego z pól znajdowało się małe gospodarstwo rolne. Moje myślenie zeszło wtedy na boczne tory, wplatając do głowy wątki lokalnej ludności oraz znajomego Wietnamczyka, który kopał tu zawodowo doły.

Trzeźwość myślenia częściowo wróciła, gdy znalazłem się znowu w domku. Zacząłem baczniej przyglądać się otoczeniu i dostrzegać coraz więcej wadliwych elementów. Jednym z sąsiadujących pomieszczeń do salonu była wiejska kuchnia w surowym stanie, wyglądająca trochę tak, jak gdyby ktoś wstawił meble do niewyremontowanego pomieszczenia. Dalej mieściła się pozbawiona drzwi łazienka w stanie podobnym co kuchnia. Tutaj surowość została wyniesiona na jeszcze wyższy poziom - podłużne pomieszczenie przypominało niemal magazyn na niekompletny sprzęt, najbardziej w pamięć zapadł mi prysznic, którego konstrukcja opierała się na pojedynczej rurze wychodzącej z podłogi. Zniechęcony tym widokiem, wróciłem do głównego pokoju. Dostrzegłem wówczas kolejny intrygujący element - przy wyjściu znajdowało się coś na kształt przebieralni. Był to kawałek starej firanki zawieszonej na zakrzywionej rurze wraz z lustrem przymocowanym zaraz za nią.

Cóż, analogicznie do wizji Ruchu Oneironautycznego w Wolffrazesonie - choć zewsząd otaczała mnie tandeta, atmosferę rekompensowała wspaniała społeczność i pogoda ducha bijąca od każdego.

Najbardziej urzekł mnie przednocny klimat tego domu. Będąc ostatnią nieśpiąca osobą, przechadzałem się po pomieszczeniach i przyglądałem się śpiącym uczestnikom zjazdu. Większość osób zajmowała łóżka w salonie, reszta spała w losowych miejscach w pozostałych pokojach. Szczególnie zastanawiający okazał się Inces, śpiący na leżaku z ręcznikiem pod głową imitującym poduszkę. Jego starannie ogolona twarz sprawiała wrażenie, że to zupełnie inny człowiek. Sen nieustannie przekonywał mnie, że właśnie ta postać to nikt inny jak Incestus. Mimo tego miałem wewnętrzne opory, żeby zaakceptować ten fakt.

Kolejny dzień przyniósł ze sobą istny erotyk. Nie zagłębiając się w szczegóły, podążałem za dwójką dziewczyn, które swe popołudnie spędzały na leniwych, autystycznych zabawach z patykami. Dalsze wydarzenia wynikające z kilku ponętnych spojrzeń rozgrywały się już w domku, w skrócie polegały na próbie odbycia stosunku pomimo innych osób co chwilę przewijających się po pokojach. ;)

***

Inny sen dotyczył faceta, który w wolnym czasie zamieniał się w papugę i dawał koncerty dla innych ptaków. W ten sposób przyciągał do siebie potencjalne ofiary, które później uśmiercał, zmieniając się ponownie w człowieka. Niesamowicie spodobał mi się flow tego snu - aby złapać przestępcę cofnąłem się w pewnym momencie w czasie. Dopłynęliśmy wspólnie na statku do lodowca, w którym mieściło się ukryte centrum handlowe. Żeby się do niego dostać, musieliśmy przetransportować się rurami, które przepychały nas coraz głębiej. Poczułem się dosłownie jak kawałek żarcia w przełyku. xD
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Jest i prorocza część z moim ogolonym ryjem :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Fizyka snu jest czasami rozbrajająca.

Śniłem dzisiaj, że jeździłem pociągiem, który na swojej drodze napotkał kilka przeszkód. Tory zagrodziła garstka pojazdów, w tym koparka. Będąc pewien, że przód zostanie zgnieciony, wycofałem się w stronę tyłu pociągu. W momencie uderzenia pociąg całkowicie wyhamował, a ja przeleciałem pół wagonu, lądując niezgrabnie na ziemi. Miało to jak najbardziej sens, gdyby nie fakt, że pociąg pozostał nienaruszony i brnął dalej, a pasażerowie jak przywiązane kukły dalej zajmowali swoje miejsca.

Niczym w grze pociąg pod koniec swojego żywota zaklinował się na wystającym kawałku betonu. Wówczas wszyscy pasażerowie zgodnie zebrali się po jednej stronie wagonu tak, żeby ten przewrócił się na bok. I jeszcze raz. I kolejny raz. Pociąg koziołkował, opuszczając powoli niebezpieczną strefę, gdzie mogło dojść do zderzenia z innymi pociągami.

Gdy wysiadłem, zauważyłem, że kawałek toru był szerszy wzdłuż jednego z zakrętów. Prowadziło to do śmiesznych sytuacji typu driftujące pendolino albo wylatująca z torów pojedyncza lokomotywa.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1