W świecie moich eLDe
~~~ 9 czerwca 2016 ~~~

Spałem trochę zbyt głęboko, ale nie przeszkodziło mi to w zapamiętaniu kilku ciekawych snów. Niestety, najlepsze motywy jestem zmuszony zachować dla siebie.  :x

Nalewa zaprezentował na czacie nową technikę świadomego śnienia zaczerpniętą z rosyjskiego forum. Jej opis był zagmatwany i zawierał mnóstwo niezrozumiałej terminologii. Technika bazowała na WBTB, ale reszta czynności przypominała bardziej programowanie komputera niż wywoływanie LD... a może?

Ujrzałem wizualizację techniki. Nalewa ujawnił się jako Haker Snów, gotowy do przeprowadzenia operacji. Przed oczami miałem mnóstwo kulek i ciągnących się za nimi grubych kabli. Te ciemniejsze odpowiadały za sny zwykły, natomiast jaśniejsze - sny świadome. Nalewa wziął grupę "świadomych" kulek i poprzeplatał je z sąsiednimi kablami, tworząc swego rodzaju "spiralę świadomych snów". Nie rozumiałem, jak to działa, ale byłem pod wrażeniem jego hakerskich umiejętności.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 12 czerwca 2016 ~~~

Lekcje religii w pewnej szkole były przeprowadzane przez I-Sen.

Na jednej z nich katecheta przygotował zestaw forumowych kart, dotyczących głównie zagadnień religijnych (czyt: Incesa i pochodnych). Kolejne osoby podchodziły do tablicy interaktywnej i spośród listy różnych tekstów wybierały te, które uważały za prawidłowe. Jeśli ktoś popełnił błąd, katecheta poprawiał go, żywo i zabawnie gestykulując.

Nie było krzeseł, siedzieliśmy na podłodze w kółku, część pod ścianą, część pod oknem. Tylko Quadia stanowiła wyjątek, ponieważ zamknęła się w lodówce.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hehe widzę, że forum na stałe zagościło w twoich snach :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 27 sierpnia 2016 ~~~
PROLOG

Mijało kolejne leniwe popołudnie spędzone u mojej babci. Znużony ciągłym siedzeniem przed telewizorem wyszedłem na balkon, chcąc zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Gdy przekroczyłem próg drzwi, widok omal nie zwalił mnie z nóg. Przed moimi oczami ciągnął się lustrzany ocean, który z powodu słabo zarysowanego horyzontu sprawiał wrażenie bezkresnego. Jego tafla odbijała pojedyncze, górzyste wysepki wyrastające gdzieniegdzie z jego powierzchni. Przy jednej z nich stała spora, atramentowa latarnia morska. Zauroczony nieziemskim widokiem postanowiłem czym prędzej włączyć aparat w telefonie i zrobić zdjęcie… jednak gdy odwróciłem na chwilę wzrok, wieża wyparowała. Wkrótce pozostałe elementy krajobrazu zaczęły znikać, pozostawiając lustrzaną pustkę. Obraz ściemniał, a ocean poszarzał, symbolizując nadciągający sztorm. Nieoczekiwanie balkon stracił stabilność, przewracając mnie na betonową podłoże. Próbowałem doczołgać się z powrotem do środka, ale fale wzburzonego morza ciągnęły mnie w przeciwną stronę.

Nagle usłyszałem dzwonek telefonu. Spojrzałem na ekran i dostrzegłem, że dzwoni… Mariusz. Nie był to najlepszy moment na rozmowę, ale nie mogłem zignorować telefonu od głowy Ruchu Oneironautycznego. Odebrałem. Mariusz wyjaśnił, że właśnie odbywa się zebranie i wszyscy członkowie już na mnie czekają. Zaparłem się mocno nogami o barierkę i pokrótce przedstawiłem moją sytuację. Poprawił mi się humor, gdy w odpowiedzi usłyszałem śmiechy zebranych.

ŚWIADOMOŚĆ

Uświadomiłem się w końcu najprawdopodobniej po FA. Wykonałem nawykowo kolejny test rzeczywistości z godziną i ku mojemu zdziwieniu – okazało się, że się śnię. Od dawien dawna uświadomienie nie było tak intensywnym doświadczeniem. Niesamowity realizm snu zmusił mnie przeprowadzenia kolejnych TRów: spojrzałem na ręce – przypominały te typowo senne z nieproporcjonalnymi palcami, zatkałem nos – mogłem swobodnie oddychać, zrobiłem to ponownie – rezultat identyczny. Gdy byłem już prawie pewny swego, zainspirowany poprzednim snem postanowiłem wyjrzeć przez okno. Choć lustrzany ocean zniknął, moim oczom ukazał się niemniej przyjemny dla oka pejzaż. Przede mną rozpościerał się górzysty teren pokryty w całości lasem, spośród którego spontanicznie przebijały się pojedyncze zabudowania. Wbrew typowym snom nie był to obraz jednolity i nudny, a wręcz przeciwnie – „pozwalał się odkrywać”. Jednym z ciekawszych elementów krajobrazu był wysoki pagórek, na szczycie którego mieściła się rozległa fabryka.

Obraz okazał się zbyt statyczny i uznałem, że potrzebuje zmiany. Stopniowo przekształciłem dzień w noc, a gdy ta nastała, zapanowała absolutna ciemność. Postanowiłem dodać parę gwiazd dla urozmaicenia, ale efekt wymknął się spod kontroli. Parędziesiąt niewyraźnych plamek falowało w niezsynchronizowanym układzie, tworząc ciekawą iluminację, jak gdyby grupa ludzi wycelowała latarki w niebo, starając się zainicjować jakiś układ. Do tego zdecydowałem się dodać drogę mleczną przecinającą niebo, ale efekt był mało imponujący. Rozmyta, pomarańczowa smuga przypominała bardziej kosmiczne wymiociny rozsmarowane na nieboskłonie, niźli faktyczny obiekt astronomiczny.

Odsunąłem się od tego widoku i postanowiłem zajrzeć w sąsiednie okno znajdujące się w kuchni. Zza szyby wyłonił się zwyczajny, wiejski krajobraz, przywodzący na myśl rodzinny film religijny. Uznałem taką scenerię za niezbyt interesującą i wycofałem się w kierunku drzwi.

Wyszedłszy na korytarz, skierowałem się w stronę windy. Nie musiałem długo czekać – już po chwili otworzyłem znane, metalowe drzwi i nacisnąłem przycisk okraszony numerem zero. W odróżnieniu do wielu moich sennych doświadczeń z tym środkiem transportu, winda działała bez zarzutu, mijałem piętra w odpowiedniej kolejności… był jednak mały defekt. Z czasem sufit i podłoga znajdowały się coraz bliżej, miażdżąc mnie niemal do rozmiarów krasnoluda. Nie odczuwałem fizycznie żadnych zmian, ale wizualnie byłem w stanie ocenić, że coś nie gra. W pewnym momencie pojawiła się obawa, że zostanę sprowadzony do swojego dwuwymiarowego odpowiednika, ale na szczęście kurczenie ustąpiło, gdy winda zatrzymała się na parterze.

Wysiadłem niespodziewanie na stacji metra, gdzie niezbyt inteligentne projekcje próbowały dostać się do zabawkowego pociągu. Podszedłem bliżej i okazało się, że ów pociąg posiadał równooddalone otwory na dachu, jarzące się na zielono lub czerwono. Doszedłem do wniosku, że stojąc na jednym z nich zostanę zassany do wnętrza kolejki. Wcieliłem myśl w sen, wskoczyłem na jeden z wlotów, ale szybko zostałem odepchnięty na bok. Otyły buntownik nieskładnie wyjaśnił, że „zassanie” odbywa się zupełnie losowo, a swoim krzywym spojrzeniem niewerbalnie zapewnił, że brak mi szczęścia.

Przeszedłem do sąsiedniego pomieszczenia, znajdując się tym samym w centrum handlowym. Mijałem różne sklepy i projekcje pochłonięte swoimi sprawami. Byłem pod wrażeniem prawdziwości otoczenia i z trudem klasyfikowałem przeżywane doświadczenie jako „po prostu sen”. Choć zdrowy rozsądek nie pozwalał mi myśleć inaczej, czułem się niemal jak w równoległej rzeczywistości, przepuszczonej przez jakiś magiczny filtr.

Przystanąłem na chwilę i uznałem, że muszę rozprostować kości. Gdy chciałem się wyciągnąć i spróbować dotknąć palcami niskiego sufitu, odczułem blokadę ze strony snu, tak jakby przygoda windzie zostawiła na mnie swoje piętno. Dyskomfort szybko zniknął, gdy odzyskałem pełną sprawność.

W pobliżu odnalazłem biedronkę, postanowiłem rzucić oko na senny asortyment. Mijając koszyk z sezamkami, zza moich pleców wyłonił się Slavia, oferując mi jedną paczkę. Zgodziłem się bez oporów, jednocześnie zacząłem się zastanawiać jak smakuje senne żarcie. Poprosiłem Slavię o przykład nietypowej potrawy, ale jedyne, na co udało nam się wpaść, to czekoladowa pizza.

Wkrótce świadomość zaczęła nieco kuleć, przez co wdarły się myśli dotyczące czasu trwania snu. Zalały one moją całą uwagę, nieuchronnie prowadząc do pobudki.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Po obudzeniu z LD byłem zbyt leniwy, żeby go zapisać, w efekcie zapomniałem większość. Nie miałem wyznaczonego celu, przechadzałem się pomiędzy różnymi lokacjami. Wpadłem przy tym na pomysł użycia monitora jako środka teleportacji - wpatrywałem się na ekran na tyle długo, aż objął on całe dostępne pole widzenia. Następnie wchodziłem do ustabilizowanej wizji, tym samym znajdując się w nowym miejscu.

Gdy byłem w swoim pokoju, przypomniał mi się mój stary plan, który od razu wcieliłem w sen. Przyglądałem się uważnie poszczególnym elementom otoczenia, jednocześnie oczeniając, które są mi znane, a jeśli tak, to z jakiego okresu. Biurko i półki były zagracone najróżniejszymi zabawkami, czekoladkami, modelami statków i samochodów. Podczas przeszukiwań zacząłem się zastanawiać, ile z tego sobie uroję i będę się śmiał po obudzeniu. O ile dobrze pamiętam, oceniałem całkiem trafnie, przypominam sobie podneszenie resoraka i oglądanie go z każdego kąta. Pomyliłem się jedynie przy próbie przywołania z pamięci obecnego wystroju pokoju - w głowie zakotłował mi się fałszywy obraz półek wypełnionych w połowie książkami. 
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Po serii pobudek przytrafił mi się sen, w którym od samego początku zacząłem kwestionować realność otoczenia.

Byłem u mojej babci. Moje wątpliwości pogłębiały dziwne zachowania projekcji członków rodziny. Miałem ochotę uwolnić się z ich otoczenia, które po pewnym czasie dawało mi się we znaki, i dla pewności wykonałem test rzeczywistości z nosem. Nie mogłem z początku uwierzyć, że śnię, ale gdy ten fakt w końcu do mnie dotarł, wyszedłem na korytarz, zatrzaskując za sobą drzwi.

W moje ślady podążył dziadek, który, jak się okazało, również przymierzał się do ucieczki do domu. Wspólnie zjechaliśmy windą z grupką studentów. Licznik nad rozsuwanymi drzwiami sugerował, że pokonaliśmy kilka tysięcy pięter. Wysiedliśmy przy siedemset którymś i ruszyliśmy przez labirynt korytarzy biurowych. Co jakiś czas zaczepiały nas namolne projekcje chcące pokrzyżować nam plany. Ostatecznie dotarliśmy do przestronnej restauracji, której szklane drzwi zaprowadziły nas na zewnątrz.

Dziadek zrezygnował z dalszej podróży, usiadł na rozłożonym przy ścianie leżaku i oddał się tutejszej sielankowej atmosferze. W międzyczasie zwiedzałem plac przed budynkiem. Przez środek przebiegał rów, który urywał się u podnóża metalowej wieży. Na kanciastym, betonowym piedestale stała rozwarta księga, którą jedna z projekcji nazwała jako "książka inżynierska".

Wracając w okolice wejścia do restauracji, zauważyłem dziwną parę - matkę fokę i jej ludzkie dziecko. Oboje zmierzali w stronę budynku, prawdopodobnie jednego z głównych wejść. Matka próbowała przekonać strażników, aby wpuścili ich do środka. Ci niechętnie przystali na jej błagania. Po otworzeniu drzwi foka powiodła swojego malca prosto do bufetu. Z zewnątrz dało się słyszeć szepty, a czasami nawet piski i krzyki.

Chwilę później spostrzegłem drogę, która zakręcała przy budynku. Pożegnałem się z dziadkiem i wyruszyłem. Po kilku metrach odsłonił się pełny obraz skrywany za wzniesieniem. Przypominało to górski krajobraz, ale skompresowany do kilkadziesiąt razy mniejszej powierzchni. Efektem były wysokie fałdy - swego rodzaju falowane góry, przez które prowadziła droga, miejscami stroma i niemożliwa do pokonania. Widok był okraszony w ciepłe, bajkowe kolory, które wzmagały klimat niesamowitości. Szczyty pokrywały drzewa i domy, gdzieniegdzie stały czerwono-białe słupy elektryczne. Nad wszystkim górował na niebie znak # utworzony z liści, przypominający starannie przycięty żywopłot. Zagłębiając się dalej w ten widok, struktura rzedniała, sprawiając wrażenie, jakby liście cofały się do okolicznych nagich drzew.

Co jednak było najciekawsze, to towarzyszące temu uczucie pogłębiającej się przyjemności. Każdy ruch wydawał się wypełniać mnie wibrującym ciepłem, któremu towarzyszyły kobiece jęki rozkoszy. Serio, to było niemal orgazmiczne doświadczenie.

W pewnym momencie zmuszony byłem skręcić w stronę lasu, gdy napotkałem przed sobą niemal pionową ścianę jednej z fałd. Po przekroczeniu progu drzew znalazłem się w nieco innym klimacie. Stara, dżunglowa roślinność tworzyła naturalny tunel, przez który prowadziły tory oplecione lianami i korzeniami. Ten tajemniczy zestaw nasilił chęć odkrywania i żwawszym krokiem ruszyłem przed siebie...

I wtedy zadzwonił budzik. :)
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hehe piękna sprawa, pobudza fantazję :)
Jestem niemal przekonany, że liściasty hasztag na nieboskłonie był zainkubowany moją wcześniejszą wizją - " bluszczem w chmurach rzucającym kratkowaty cień ". Co nie? :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ja bym raczej obstawiał, że to przez ostatnie zabawy z programowaniem w C#, choć może faktycznie jakaś składowa tego obrazu czerpała z twojego opisu. :P
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Sen traktujący o zbliżającym się kolokwium z matematyki. Pierwsza stresowa sytuacja pojawiła się podczas oczekiwania na pociąg. Nie mogłem sprawdzić ani godziny, ani rozkładu jazdy, przez co kolejne sekundy mijały w narastający napięciu. Niebawem nastąpił przeskok akcji, który odsunął mnie od frustracyjnego motywu - właśnie wchodziłem na piętro, gdzie w jednej z sal miało odbyć się kolokwium. Rozglądałem się w poszukiwaniu znajomych twarzy, okrążyłem całe pomieszczenie, zanim odnalazłem właściwe drzwi... i nagle zrozumiałem coś dziwnego. Zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam, jak się tutaj dostałem. Typowo zacząłem podejrzewać, że śnię. W podekscytowaniu przemierzałem korytarz i próbowałem podzielić się z innymi tym faktem. Nie wpadłem jednak na to, żeby wykonać TRa.

Samo kolokwium okazało się zbieraniną losowych terminów i zadań z kilku przedmiotów. Potraktowałem je absolutnie poważnie, podczas gdy mój umysł dobrze się bawił, podsuwając mi coraz dziwniejsze polecenia. Mimo wszystko nie dominowała frustracja, byłem zbyt pochłonięty próbą wydedukowania rozwiązania w abstrakcyjnym gąszczu informacji.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Spotkałem się z Incesem w Zabrzu, przechadzaliśmy się wzdłuż drogi, rozmawiając o zbliżającym się sylwestrze. Miał się odbyć u Fallena, który, jak się okazało, mieszkał w jakiejś dziupli w pobliskich chaszczach. Umówiłem się z Incesem w konkretnym miejscu, z którego miałem go zgarnąć o umówionej godzinie i zaprowadzić na wspomnianą imprezę. Tymczasem zbliżał się wieczór, Inces zmętniał, a nasza rozmowa wzniosła się na wyższy poziom abstrakcyjności...

Przed oczami przelatywały mi losowe sceny z filmików na YouTubie. Jeden z nich, ku mojemu zdziwieniu, przedstawiał incesa na jakiejś domówce. Siedział na lichym taborecie, z piwem w łapie, w towarzystwie kilku ładnych panien. Wszyscy przebywali w kuchni żywcem wyjętej z PRL-u. Inces swym charyzmatycznym tonem i boskim uśmiechem czarował towarzystwo, wykonując przy tym niezgrabne, wskazujące na obecność procentów we krwi ruchy.


A inny sen, w oderwaniu już od reszty, miał iście ambientowy wymiar. Zadanie polegało na przetrwaniu nocy w lesie. Dzisiaj niesamowicie często pojawiał się motyw ściemniania, niemal w ciągu kilkunastu sekund następowały egipskie ciemności. Tym razem proces zachodził wolniej, towarzyszył temu niesamowicie relaksujący szum deszczowego lasu. Obserwowałem z zaciekawieniem okoliczną faunę. Niestety, przygoda skończyła się w momencie, kiedy chciałem zjeść sowę, żeby zaspokoić głód - moje plecy zostały zmasakrowane. Było mi dostrzec z trzeciej osoby jak bezwiednie opadam na grząski grunt.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1