W świecie moich eLDe
~~~ 2 maja 2016 ~~~


Haha, co za sny.

Zaczęło się od snów, które po raz kolejny zabawiały się moją orientacją czasową. :P Przyszedłem do szkoły, zapominając o tym, że jest matura. Nie ubrałem garnituru, nie wziąłem długopisów, dowodu, niczego. Spojrzałem na godzinę - za 30 minut mieliśmy już znajdować się w salach i dostać arkusze. Po chwili intensywnych kalkulacji postanowiłem przebiec się do domu, wziąć wszystko co niezbędne i spróbować wrócić na czas. Biegłem ile sił w nogach, na szczęście sen pozwolił na płynny bieg. Aż przyjemnie było się spóźnić i delektować się tą szybkością. :P

Kolejne sny o tej tematyce zamąciły mi trochę w głowie - wstałem o parę minut za późno. Złapałem za kalendarz i zorientowałem się, że jest już czwartek. Byłem pewien, że przegapiłem maturę z polskiego, ale Slavia utwierdził mnie w przekonaniu, że mamy jednak poniedziałek.

Właśnie, Slavia. Miałem sen, w którym go odwiedziłem. Przedstawienie Slavii jako sennej projekcji było bliskie pierwowzoru, jednak sen pokusił się o dodatkowy element, wisienkę na torcie. Z rozmowy ze Slavią dowiedziałem się, że borykał się z wadą wzroku i nosił coś przypominającego przysłonięty obiektyw lustrzanki przytwierdzony do głowy. Mówił, że ma tylko "połowę oka" i trudno na jego miejscu wyhodować następne, stąd konieczność noszenia tego sprzętu.

Znajdowaliśmy się wówczas prawdopodobnie w jego domu, gdzie znajdowały się trzy pomieszczenia wypełnione przeróżnymi akwariami. Okazało się, że hodowla rybek była pasją z Slavii. Pokazywał mi różne morskie żyjątka, nie szczędząc mi najbardziej zawiłych, ale nadal polsko brzmiących nazw. Zaprezentował mi również kilka dziwnych mechanizmów, które służyły do ulewania wody z akwariów, jednak nie wiem w jakim celu.

W jednej z następnych scen spotkałem Efekt Specjalny - był to wykwintnie ubrany człowiek z wyższych sfer, który zamieszkiwał w bogatej rezydencji, łączącej elementy tradycyjne i nowoczesne. Oprowadzał mnie po salonie, pokazując różne smaczki życia po niezłym zastrzyku gotówki.

Na koniec trafiłem do mojego chrzestnego, gdzie tymczasowo zamieszkiwałem z rodzicami. Przyjechał do mnie Fallen wraz ze swoimi nowymi kolegami. Leżałem wówczas na kanapie, starając się zdrzemnąć przed maturami, podczas gdy pozostali obrzucali się jakimś piankowym gównem i próbowali mnie rozproszyć. Z trudem udało mi się wyperswadować Fallenowi, żeby się uspokoił. (Na myśl mi przychodzi faktyczna akcja, gdy Fallen wpadł do mnie z wizytą. Rano odpalił mu się jakiś fallenizm.exe i zaczął powtarzać w kółko: Płonie Solniczek w leeesie!)
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wiatr fallenową piosenkę nieeesie :D

bardzo lubię czytać Twoje sny!
''Zanotuj: nigdy nie powinienem w siebie wątpić.'' ~Dr House
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 5 maja 2016 ~~~


Dzisiaj wyśniłem motyw, który tak naprawdę towarzyszył mi od samego dzieciństwa, jednak dopiero teraz pojąłem jego możliwe znaczenie. Najogólniej, sen dotyczy "schodzenia do podziemi", gdzie z każdym przebytym metrem pojawiają się coraz silniejsze i wymyślniejsze stwory. Stoją za tym najpewniej gry gatunku RPG, których rozgrywka opierała się na podobnej zasadzie. Zwykle takie sny kończyły się w punkcie, w którym nie mogłem zwalczyć następnych potworów, stąd musiałem się skierować w stronę powierzchni. Podczas tej wędrówki towarzyszyło mi przeczucie, że zbliżam się do czegoś wielkiego, rosła ekscytacja, ale niebawem opadała, gdy zmuszony byłem zawrócić.

Obecnie te sny są bardziej nostalgiczne, mało w nich tego dawnego uczucia, które kazało brnąć naprzód pomimo niebezpieczeństwa nie do pokonania. Ostatniej nocy pamiętam moment, w którym znalazłem się na samym dnie jaskini - przeczuwałem, że to musi się źle skończyć. Istotnie, gdy zapaliło się światło, ujrzałem zgraję potworów o nieregularnych kształtach, która zbliżała się do mnie... a przynajmniej powinna. Czas się zatrzymał, a akcja przypominała grę SUPERHOT, w której czas płynie tylko wtedy, kiedy się poruszasz. Dokładnie tak samo było tutaj, więc z łatwością manewrowałem między przeciwnikami, docierając na sam koniec, o którym tak marzyłem za bajtla...

Moim oczom ukazał się alternatywny świat - piękny, kolorowy, jak z 5 centimeters per second, ale znacznie żywszy. Spotkałem tam żyrafosłonia, który okazał się nie być kolejnym mobem. Zaprzyjaźniliśmy się. Pomimo ciepłej, radosnej atmosfery, którą to miejsce emanowało na każdym kroku, nadal czułem się nieswojo i przeczuwałem, że to jedynie kolejny poziom podziemi. Po krótkich oględzinach odnalazłem właz, który prowadził do niewielkiego, ukrytego w ziemi mieszkania. Uznałem, że to idealna kryjówka, było nawet jedzenie i światło w lodówce! Przeszedłem do salonu, stanąłem obok kanapy i zaprosiłem parę panienek z filmów dla dorosłych (sen kontroli?). :P
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 23 maja 2016 ~~~


Pora odświeżyć stare śmieci.

TL;DR Zaciekawiła mnie projekcja, której opowiadałem wydarzenia z opisanego niżej snu. Gdy szukałem jakiegoś słowa po angielsku w głowie i próbowałem je zwizualizować, machając rękami, mój rozmówca z łatwością mi je przypomniał. Jak najbardziej trafnie. :P

Początek snu był dosyć monotonny. Stanowiłem część jakiejś gry, a miasto, w którym przebywałem, zostało odgrodzone na rogach różnymi barierami tak, żeby uniemożliwić mi wyjście poza mapę. Poczułem się przytłoczony i szukałem sposobu na wydostanie się stąd. Po przejściu całego terenu dookoła w końcu wpadłem na obiecujący pomysł. Trafiłem wówczas na dach jednego z budynków. Stamtąd udało mi się przeskoczyć na kolejny dach, znajdujący się już poza obszarem gry. Aby zejść na dół, przeszedłem kawałek po rynnie, w połowie drogi odskoczyłem od niej i złapałem się liny, po której zjechałem na sam dół, tym samym lądując naprzeciw kościelnych drzwi. Spostrzegłem tutaj grupę robotników, jeden z nich trzymał drabinę. Sprytnym ruchem wyrwałem mu ją z rąk i pobiegłem najdalej, jak mogłem. Przy kolejnej barierze szybko ustawiłem drabinę i przeskoczyłem na drugą stronę, jeszcze bardziej oddalając się od obszaru gry.

Znużony tą gonitwą wstąpiłem do pobliskiego baru. Powitałem gospodarzy, którzy okazali się mówić po angielsku. Nie zważając na to, zacząłem opowiadać historię, która wydarzyła się przed chwilą. W pewnym momencie umilkłem, zapominając angielskiego odpowiednika drabiny. Próbowałem zwizualizować ten przedmiot ruchami rąk. Mój rozmówca natychmiast skojarzył, co miałem na myśli, i podał mi odpowiednie słówko (jak najbardziej trafne).

Niestety, nie udało mi się dokończyć historii. Gospodarze musieli prawdopodobnie wrócić do swoich obowiązków. Wyszedłem na zewnątrz z ich synem, któremu chciałem opowiedzieć resztę.

Zaczęło padać. Jedynym miejscem, pod którym mogliśmy się wtedy schować, był drewniany, dziurawy dach. Nie uniknęliśmy zmoknięcia - co chwilę przez szczeliny między deskami wydostawała się kolejna struga deszczu.

I to tyle. Później akcja stała się trochę bardziej chaotyczna - rozmówca polecał mi słowa, których nie dawało się wymówić; pojawił się kolega z klasy, któremu podpierniczyłem batona; oglądałem jakiegoś faceta udającego pociąg, żeby zaimponować przypadkowym dziewczynom. :P
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 31 maja 2016 ~~~

Znajomy zaprosił mnie na lot swoim prywatnym helikopterem. Po wejściu do środka poinstruował mnie w kwestii zasad bezpieczeństwa i pomógł uporać się ze skomplikowanym mechanizmem pasów. Nie mogłem się doczekać startu.

Zostałem jednak oszukany.

Odczułem, jakby akcja działa się w przyspieszonym tempie. Sen przygotował dosyć zaskakującą fabułę, wrzucając mnie w rolę ojca. Byłem zmuszony niańczyć dziecko, które "zrobiłem" z byłą dziewczyną. Z niewiadomych przyczyn opuściła mnie i byłem teraz z inną, która okazywała mi więcej troski.

Sen w piękny sposób symulował różne aspekty przyjęcia nowej roli w rodzinie, oddając przy tym realistycznie emocje i myśli. Najbardziej widoczna była złość, spowodowana luką w pamięci. Nie mogłem dociec, dlaczego zostałem uwikłany w tak badziewną sytuację. Trudno mi było uwierzyć, że była dziewczyna, której znajomy obraz przewijał mi się przez głowę, mogła zostawić mnie na pastwę losu. Kryłem jednak tą urazę, żeby nie psuć nastrojów rodziny.

Pewnego dnia sytuacja się skomplikowała, gdy wspomniana moja była przyszła w odwiedziny, prawdopodobnie ze swoim chłoptasiem. Atmosfera zrobiła się napięta, co omal nie zaowocowało zdewastowaniem mieszkania. Podczas gdy wszyscy byli zajęci rzucaniem sobie groźnych spojrzeń, stałem obok, pilnując dziecko.

Innym razem zrobiliśmy rodzinny wypad do Las Vegas... a raczej marnej imitacji, stworzonej przez rzucane projekcje i fioletowe podświetlenie. W pewnym momencie zorientowałem się, że dziewczyna zostawiła dziecko na pobliskiej kanapie. Czym prędzej do niej wróciłem i zająłem się malcem.

Kilka dni później spacerowałem po moim osiedlu, gdy ktoś podszedł do mnie z jakimś holografem, na którym wyświetlały się ostatnie informacje w formie tabelki. Wskazał na jedną z nich. Osłupiałem. Złożyłem wątki do kupy i doszedłem do wniosku, że również musiałem zostawić nasze dziecko. Znowu dotknęła mnie luka w pamięci, ale chwilę później popadłem w rozpacz. Mój syn nie żył.

Co to, do cholery? Test na tacierzyństwo?  wat

Co zabawne, w następnej scenie opowiadałem ten sen Fallenowi, próbując odwzorować tą emocję i wzbudzić w nim współczucie. Ten jednak stał niewzruszony, koncentrując się na dokończeniu swojego wywodu.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
"Odczułem, jakby akcja działa się w przyspieszonym tempie"
Też mam tak często w snach, tylko dodatkowo pojawia się 1000 myśli na raz i wszystko jakby pod wpływem ogromnej adrenaliny, nie wiem jak to wytłumaczyć w sumie.. Tak jakbym chciał zrobić 1000 rzeczy na raz i kłócił się z własnymi myślami od środka. Ogólnie muszę nadrobić chyba twój dziennik :)
"Na ja­wie świat jest dla wszys­tkich je­den i ten sam; ale we śnie każdy ucieka do włas­ne­go świata."



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
@Rulez, mój dzisiejszy sen jest nieporównywalny, z tym co opisujesz, ale miewałem również i takie, w którym cała akcja wydawała się skompresowana do niewielkiego odcinka czasu. W jednym z nich przed oczami przewijała mi się masa różnych nieprzyjemnych obrazów, z czasem coraz szybciej, aż w końcu nie dało się odróżnić pojedynczych wizji. Oesu
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Mój spokojny pobyt na wsi został zakłócony przez zbliżającą się burzę. Tamtejsi ludzie uciekli w kierunku swoich domów, gdy dało się słyszeć z oddali pierwsze grzmoty, jednak jeden z nich mieszkańców został, wyraźnie zainteresowany gwałtownym zjawiskiem pogodowym. Podszedł do mnie i zaczął dzielić się swoimi teoriami dotyczącymi zmieniającego się klimatu na ziemi, spowodowanego 'kołowrotem' ziemskim. Próbowałem odwieść go od dalszego wysnuwania błędnych wniosków, ale bezskutecznie, mój rozmowca był skrycie podekscytowany atrakcyjnością swoich pomysłów.

Idę spać po WBTB, ciekawe, czy uda mi się zasnąć.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 7 czerwca 2016 ~~~

WBTB okazało się strzałem w dziesiątkę, a bezsenność spowodowana drażniącymi dźwiękami dopełniła dzieła. Zacznę od opisu LD które zmiotło mnie swoim realizmem. Niestety, po pewnym czasie rozproszyłem się i część szczegółów uleciała mi z pamięci.

Uświadomiłem się w moim mieście, w pobliżu pewnego ronda. Obraz nie był idealny, więc odniosłem wrażenie, że sen był dosyć płytki. Postanowiłem jednak, że nie zaufam fałszywemu wrażeniu i poświęciłem chwilę na "pogłębienie snu". Poruszałem się jedynie za pomocą myśli/intencji, nie z kolei bezpośrednio angażując moje senne kończyny. Pierwsze kroki musiały wyglądać komicznie, ale już wkrótce sen zyskał na jakości. Po pokonaniu zakrętu ujrzałem zupełnie inną część miasta, a klarowność obrazu i dokładność tekstur powaliły mnie swoim realizmem. Większość moich LD nosiła znamiona typowego snu, prezentując ubytki w krajobrazie lub uniemożliwiając obserwację przez nieostrą wizję. Tutaj czułem się niesamowicie podekscytowany faktem, że pomimo etykiety "To jest LD" wcale nie czułem się jak we śnie, a w alternatywnym świecie. Jeśli kiedykolwiek miałbym pomylić sen z jawą, to właśnie ten wpis będzie tego dowodem.

W rękach dostrzegłem otwartą paczkę czipsów. Zamierzałem się jej pozbyć, ale zamiast wyrzucać ją za ciągnący się obok mnie płot, postanowiłem podzielić się z nadchodzącymi projekcjami - dwoma dziewczynami o raczej azjatyckiej urodzie, ubranymi w jasne bluzki. Gdy wyciągnąłem do nich rękę z chrupkami w miłym geście, przypomniało mi się "odkrycie" Mariusza z Ruchu Oneironautycznego dotyczące projekcji. Uważał, że w większości jego świadomych snów napotkane osoby są przygnębione i niechętne do nawiązywania kontaktów. Nie zdziwiłem się jednak, gdy panny zareagowały inaczej - nie odmówiły poczęstunku, odpowiadając szczerym uśmiechem.

Azjatyckie rysy twarzy prawdopodobnie nasunęły dalszą lokację - wąskie uliczki, przy których stały małe, piętrowe, japońskie domki. Przyglądałem się z zaciekawieniem drewnianej architekturze, która choć prosta i niemal wiejska, stwarzała swoisty klimat. Brakowało okien w oczywistych miejscach, a jeśli już się jakieś znalazły, prezentowały dziwne wizje. Przy jednym z nich, na niewielkim tarasie stała matka ze swoja córką, obie okryte długimi, szarymi szatami. Za nimi, w oknie kołysało się drewniane wiadro, przyczepione łańcuchami do sufitu. Na jego brzegach siedziały czarne jak smoła wrony, wprowadzając je w ciągły ruch. Gdy wiadro wychyliło się pod odpowiednim kątem, dostrzegłem, że ptaki wydziobywały kawałki ludzkiej twarzy wprost z wnętrza. Dominowała atmosfera zagubienia pośród zimnej, bezwzględnej i gęstej zabudowy. To uczucie jak przy azjatyckich filmach, w których setki strzał przebijało się przez cienkie, bambusowe ściany, raniąc pozbawionych obrony wojowników. Ta kruchość wydawała się być tutaj motywem przewodnim, choć masywność ciemnego drewna podnosiła mnie trochę na duchu.

Generalizując, poruszałem się głównie po miejskich obszarach, czasem węższych, czasem rozleglejszych. Pamiętam, że w pewnym ślepym zaułku znalazłem porozwieszane plakaty z angielskimi słówkami i ich tłumaczeniami, do złudzenia przypominającymi stronę mojego słownika. Choć brzmiały kompletnie dziwnie i nieznajomo, poświęciłem chwilę, by dokładnie je zapamiętać, a następnie sprawdzić po obudzeniu:

I jak się okazuje - żadne z zapamiętanych do teraz dwóch słów nie okazało się być trafne, choć nazwę "tunel osiem" skreśliłem już na samym wstępie, we śnie.

W pewnym momencie do mojej świadomości zaczął przekradać się ostatni plan na LD - stworzenie upragnionej wizji drewnianego miasta. Choć wprawdzie jedno z nich udało mi się już zwiedzić, nie zamierzałem spocząć na laurach. Przypomniałem sobie relację Incesa i podobnie jak on powtarzałem synonimy drewna w nadziei na odnalezienie drewnianego Graala moich snów. Poczułem napływające uczucie spełnienia, gdy zza zakrętu wyłaniał się kanciasty, drewniany budynek, przykryty niebieską plandeką, przypominający dwupiętrowy bar. Niestety, okazał się on być jedynym drewnianym elementem otoczenia - pode mną rozpościerał się brukowany plac, na krańcach którego stała ceglana zabudowa starego miasta. Wspomniany bar znajdował się w centrum. Po obejściu placu dookoła zauważyłem, że to nic innego jak sterta luźno ubitego drewna, imitująca jedynie uporządkowaną konstrukcję.

Warto nadmienić, że spacer po mieście okazał się nieefektywny przy tak dość sporym placu. Spróbowałem wznieść się w powietrze, starając przyspieszyć zwiedzanie lokacji. Udało się bez najmniejszych problemów, ale nie myślałem o wzbiciu się ponad chmury - byłem ciekaw tego, co kryje reszta miasta. Byłem zadowolony zarówno ze świetnej kontroli nad własnym ciałem, jak i perfekcyjnej klarowności obrazu.

Powoli zapadał zmrok. Mijałem pobliski sklep spożywczy, gdy nagle moją drogę zagrodziło dwóch miejscowych osiłków. Niestety, zamiast ominąć przeszkodę, wdałem się w niepotrzebną szarpaninę, która doprowadziła do spadku świadomości i zakończenia LD.

Nie ma co ukrywać, jestem mile zaskoczony.

Ale to nie koniec historii. Starałem się zasnąć z powrotem, jednocześnie przypominając sobie miniony LD szczegół po szczególe. Nie chciałem go zapisywać - liczyłem, że wrócę szybko do snu z zachowaną świadomością. Nie udało się, ale umysł podchwycił ostatnią myśl i dołożył wszelkich starań, aby zachować szczególny sen, haha.

Przesiadywałem na i-senie, zaraz po wstawieniu wpisu z domniemanym LD. W międzyczasie rozmawiałem na TeamSpeaku z Incesem, który właśnie wysłał mi prywatną wiadomość z listą pytań odnośnie mojego najnowszego wpisu. Rozmawialiśmy na początku o tym, jak funkcjonuje TS i opisywałem poszczególne kanały na naszym przejętym serwerze (we śnie było ich znaczniej więcej). Później przeszliśmy do wnikliwej analizy LD.

Kolejny sen, który chciałem zapisać na i-senie (tym sennym rzecz jasna), również zahaczył o postać Incesa, ale tym razem w bardziej pośredni sposób. Co najzabawniejsze, byłem przekonany, że wyśniłem ten sen podczas drzemki u babci i chciałem go koniecznie opisać. Nie wiedziałem jednak, że to efekt fałszywej pamięci, a cała akcja miała wydarzyć się dopiero za chwilę.

Inces wierzył, że odkrył coś przełomowego i potrzebował obiektu doświadczalnego. Dostałem zadanie porwania pacjenta z jego szpitala psychiatrycznego. Przemieszczałem się po korytarzach, próbując wtopić się w tłum lekarzy. Znalazłem po drodze nożyczki i postanowiłem ich użyć, żeby zaszantażować doktorków.

Po wejściu na salę i urzeczywistnieniu planu, natychmiast pojawiło się kilku mężczyzn w białych kitlach, którzy rzucili mi gniewne spojrzenie. Uznając mój plan za porażkę, próbowałem wybrnąć z niekomfortowej sytuacji. Zapewniałem lekarzy, że to zwykły żart, jednocześnie powoli odkładając nożyczki na stół... cóż, nie zdążyłem. Chwilę później w moją stronę poleciała cała salwa metalowych przedmiotów. Moje starania okazały się daremne. Próbując ratować plan, rzuciłem się w rozpaczliwym geście na lekarzy.

Ocknąłem się przytwierdzony do szpitalnego łóżka. W mojej ręce znajdował się wenflon, do którego napływała przeźroczysta ciecz. Byłem zły na siebie, że nie wypełniłem tak ważnego zadania...
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
~~~ 8 czerwca 2016 ~~~

WBTB, 6+40min. Spodziewałem się, że po takim zestawie zaśnięcie może okazać się kłopotliwe... i tak w rzeczywistości było. Leżałem przez długi czas, aż w końcu prawdopodobnie zasnąłem. Ocknąłem się w momencie, gdy do mojej głowy wpadały różne wizje mojego pokoju, jednocześnie dalej czułem moje ciało na łóżku. Z czasem wszystkie obrazy ucichły, a ja, myśląc że jestem w trakcie WILDa, próbowałem stopniowo pogłębiać oddech na zasadzie huśtawki. Po kilku próbach przed moimi oczami pojawił się ciemny obraz pokoju. Siłą moich sugestii stawało się coraz jaśniej, aż w końcu nastał poranek. (Sen o WILD?)

Upewniłem się o fakcie śnienia TRem z nosem - pozytywny. Gdy wszedłem do sąsiedniego pokoju, napotkałem moją mamę, która zadała mi jakieś pytanie. Nie pamiętam już jego treści, ani tego, co odpowiedziałem. Przypominam sobie, że odprawiłem ją w łagodny sposób, uśmiechając się przy tym.

Przed WBTB zajrzałem do wątku z "Sennymi Questami Miesiąca" i postanowiłem sukcesywnie realizować tamtejsze cele. Skupiłem się zatem na pierwszym z nich:
Cytat:Podstawowy Quest I - Wyciągnij coś ze swojego tyłka, dosłownie. Opisz co znalazłeś.
Cóż, czemu nie? Zbliżyłem rękę do rzekomego miejsca, ale... no właśnie, czegoś takiego nie spodziewałbym się nigdy. Im bliżej ręką znajdowała się mojego tyłka, tym większe łaskotki odczuwałem w tamtym miejscu. Po przekroczeniu pewnej odległości po prostu nie mogłem wsadzić ręki dalej - coś mnie odpychało. Postanowiłem jednak, że nie będę brnąć w tą zabawę (prawdopodobnie gówno znajdę) i wyjdę na zewnątrz.

Uznałem, że tradycyjna droga prowadząca przez windę jest dla sennych lamusów, dlatego od razu skierowałem się na balkon. Nie miałem jednak zamiaru polecieć, a zrobić to, co nieraz chodziło mi po głowie - zejść na sam dół jak ninja. Gdy postawiłem nogę na moim balkonie, pojawił się nieodłączny element moich snów - konstrukcja zaczęła się łamać tuż przy ścianie, aż w końcu połączenie pękło i wylądowałem piętro niżej. Gdy wysunąłem głowę zza barierkę, okazało się, że byłem już na drugim piętrze - ominęła mnie zatem cała zabawa.

Niestety, dzisiaj klarowność trochę ubolewała, a po zejściu na ziemię - świadomość. Przeszedłem na pobliski parking, gdzie spostrzegłem w oddali zwierzę przypominające lwa, pomyślałem, że to świetna okazja na inny quest:
Cytat:Zaawansowany Quest II - Znajdź nowy kryształ, roślinę czy zwierzę i zapytaj kogoś jak się nazywa.
Niestety, chwilę później przygniotła mnie projekcja jakiejś grubej dziewuchy. Poczułem się całkowicie bezbronny. Tu ślad pamięci się urywa.

Miałem później sen, w którym rozmawiałem z koleżanką z gimnazjum na temat świadomych snów. Opowiedziałem jej pod koniec przerwy ostatni LD, jednocześnie utrwalając sobie najważniejsze wątki.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1