Światy Avallac'ha
#1
Witajcie :D
To już co prawda mój trzeci prowadzony na bieżąco dziennik snów, ale myślę, że nadmiar nikomu nie zaszkodzi :P
Postaram się wrzucać sny codziennie, ale raczej nie spodziewajcie się Bóg wie czego - rzadko kiedy zapamiętuję więcej niż 1 sen w ciągu nocy.

Warto wspomnieć, że moje przygody ze snami zaczęły się na dobrą sprawę dopiero niedawno, na początku tego roku. Wcześniej co prawda przywiązywałem jakąś wagę do snów, ale do tej pory traktowałem je wyłącznie jako ciekawe historyjki, tworzone raz na ruski rok przez moją mózgownicę. Teraz, oprócz dzienników prowadzę również "tabelę symboli", w której zapisuję wszelkie elementy pojawiające się w snach i mogące mieć jakieś znaczenie, a także tabelę wszystkich snów, jakie pamiętam. Na te chwilę jest ich niecała setka. To i tak sporo, biorąc pod uwagę, że jeszcze tydzień temu pamiętałem
ich może 50 :) Ale jak widać, przy odrobinie wysiłku można sobie przypomnieć nawet sny sprzed kilkunastu (!) lat.

Oznaczenia kolorystyczne, których będę używał:

SEN - sen zwykły (nieświadomy)
SEN - fałszywe przebudzenie
SEN - sen świadomy (LD)
SEN - dodatkowe uwagi


Na dobry początek, w ramach rozgrzewki, opiszę baaardzo stary sen, który wyjątkowo dobrze zapadł mi w pamięć. Myślę, że będzie to dobre "Intro" do mojego Dziennika ;)

--- Nartnik ---
Najstarszy sen, jaki pamiętam. Wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że uznałem za słuszne zapisanie go w postaci historyjki obrazkowej na kartce A4 :P Miałem max. 6 lat.
Wracałem z przedszkola do domu. Nagle, w oddali ujrzałem wielkie tornado. Było czarne i bardzo cienkie, a wewnątrz niego latały jakieś dziwne punkciki. Jeden z nich spadł na ziemię, i wtedy tornado znikło. W budynku szkoły, przyklejonym do przedszkola, zobaczyłem przez okno paru żywo dyskutujących ludzi. Poszedłem do nich. Okazało się, że to naukowcy. Byli tam właśnie w sprawie dziwnego tornada, odkryli, że coś przedostało się z kosmosu na ziemię.
Teraz nie pamiętam, co się działo, aż do kolejnej sceny tego samego snu.
Był już wieczór, za oknem bardzo ciemno. Leżałem w łóżku, gdy nagle usłyszałem jakiś odgłos. Podniosłem się, i ujrzałem siedzącego na parapecie wielkiego nartnika. Ciało miał długie na pół metra, rozpiętość nóg na około metr. Nie wystraszyłem się go. Podszedłem do niego, a on oznajmił, że chce mnie zabrać w niezwykłą podróż. Nie używał głosu (chyba), to było raczej komunikowanie się telepatyczne. Wyszedłem przez okno i chwyciłem jego tylne nogi. A on wtedy... Poleciał. Sunął przez powietrze tak, jak normalne nartniki po wodzie. Polecieliśmy w kosmos. Byłem niesamowicie oczarowany pięknem otoczenia, wierzcie lub nie, ale do dziś pamiętam niesamowitą magię tego kosmosu ze snu. Nartnik odwiózł mnie później do domu. Całego następnego dnia nie pamiętam, wiem dopiero, co działo się kolejnej nocy (sen był długi na 2 pełne doby!).
Znowu przyleciał po mnie nartnik, ale tym razem nieco większy. Chciałem wiedzieć, co się stało z tym wczorajszym, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Do teraz nie wiem, czy to było inne stworzenie, czy to samo. W każdym razie wiedziałem już, co mnie czeka, i z radością wyruszyłem w kolejną kosmiczną podróż. Tym razem zatrzymaliśmy się na jakiejś asteroidzie, a później ukazał mi się widok, który również pamiętam dokładnie nawet dzisiaj. Mała planetka (jak z Małego Księcia), nie kulista, lecz w formie wielościanu foremnego. Na każdej ściance, jak na ekranie telewizora, wyświetlały się sceny z postaciami z bajek Disneya. Planetka była niesamowicie kolorowa i urokliwa, taki tęczowy punkt zagubiony w czarnym kosmosie. Chodziłem po niej i bawiłem się razem z Nartnikiem.

Żaden późniejszy sen nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia. Rzecz jasna, wrażenie to jest pewnie spowodowane faktem, że byłem jeszcze bardzo mały, nie miałem doświadczenia ani w życiu, ani w ciekawych snach. Mimo wszystko Nartnika do teraz traktuję jako swojego przewodnika sennego i wypatruję go każdej nocy :)
LD - 11
FA - 17
Wszystkich snów - 443
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Nadzwyczaj osobliwy totem :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Świetny sen :) Ja z dzieciństwa pamiętam niestety tylko 1 koszmar :P
Znajdź Nartnika w LD, z pewnością pokaże Ci równie niesamowite widoki :)
Dreamweaver - break your chains and make your move
Or you might just see a dreamweaver's fall
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
18.03.2015

Wiedziałem, że dobrze robię z tym trzecim dziennikiem. Pamiętam z dzisiejszej nocy 3 dość wyraźne sny :P

--- Wataha ---
Jechałem z kimś samochodem, była noc. Wokół gęsty las, i całkowita cisza. Był to chyba świat post-apokaliptyczny, ludzie zmienili się w zombie a zwierzęta całkiem zdziczały (nie, nie oglądałem jeszcze poniedziałkowego Walking Dead :P). Uciekaliśmy przed watahą psów, czy może wilków. Nagle straciliśmy kontrolę nad pojazdem, samochód wjechał do przydrożnego rowu, zaczął dymić. Nie mieliśmy wyboru - trzeba było wysiąść. Biegliśmy trochę pieszo, ale psy nas dogoniły, otaczając zwartym kręgiem. Nie zaatakowały jednak. Jeden z nich, chyba lider stada, spojrzał na mnie mądrym wzrokiem i oznajmił, że nie zrobią nam krzywdy, bo my jesteśmy dobrzy. Nie musimy się ich więcej obawiać.

--- Nieudany strzał ---
Byłem w Śremie, pod blokiem mojej babci. Na podwórku, które w śnie było znacznie większe niż w rzeczywistości, trwał jakiś nocny festyn. Wśród ciżby ludzi spotkałem między innymi ojca swojej koleżanki lub kolegi. Sam nie jestem pewien, czyim był ojcem, lecz wiedziałem, że wyrządził on niedawno koleżance / koledze jakąś straszną krzywdę, niegodną prawdziwego ojca. Nawiązała się między nami dyskusja, której szczegółów nie pamiętam, w każdym razie ostro się pokłóciliśmy, doszło do poważnych gróźb. Bałem się go, ale wiedziałem również, że nie mogę pozostać w tej sprawie bezczynny. Postanowiłem działać.
Rankiem następnego dnia ww. koleżanka / kolega był razem ze mną w mieszkaniu babci. Nie zauważył/a, kiedy podwędziłem mu/jej sprzed nosa malutki łuk (!) i poszedłem z nim na balkon. (Balkon znajduje się na 2 piętrze, jest z niego dobry widok na podwórko). Pod blokiem ujrzałem "złego ojca", bawiącego się beztrosko z jakimś dużym psem. Cicho, ostrożnie, nałożyłem strzałę na cięciwę. Napiąłem łuk, z zamiarem zabicia psa. Wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie to, że strzała zatrzymała się tuż po zwolnieniu cięciwy, uderzając w jeden z prętów balkonowych facepalmfacepalmfacepalm
Brzdęk był tak głośny, że "zły ojciec" go usłyszał i spojrzał na mnie. Obrzucił mnie paskudnym, pełnym nienawiści spojrzeniem. Ja uciekłem do środka jednym susem, zatrzaskując za sobą drzwi balkonowe.

--- Matura dla średniowiecznego inżyniera ---
Znacie grę Medieval Engineers? Jeśli nie, a interesujecie się grami komputerowymi, to szczerze polecam. W każdym razie, poniższy sen niesie w sobie całe mnóstwo nawiązań nie tylko do tej gry, ale również przeróżnych moich myśli i czynności z wczorajszego dnia. Był straszliwie długi, ale postaram się opisać go w miarę krótko.
Przed chwilą napisałem próbną maturę z matematyki. Wyszedłem na szkolny korytarz, gdzie przebrałem się w zwykłe ubranie. Garnitur schowałem do wielkiej szafki wiszącej na ścianie. Wróciłem do domu. Włączyłem komputer, by zagrać w Medieval Engineers razem z moim kolegą. Już wewnątrz gry, latałem po prostokątnej arenie, otoczonej wysokim, kamiennym murem, pisząc z kolegą przez Steama. Widok był pierwszoosobowy, po prostu sam stałem się postacią z gry. Kolega pokazywał mi nowe elementy, które zostały dodane poprzedniego dnia przez twórców. Pamiętam, że dotykałem każdego z nich i fizycznie czułem fakturę. Powiedziałem nawet do kolegi coś w stylu: "Tekstury są brzydkie, ale za to jakie to wszystko miłe i aksamitne w dotyku!".
Co jednak najważniejsze, okazało się, że dodano do gry nowy tryb - średniowieczny. Idiotyzm, bo przecież gra dzieje się tylko w średniowieczu! Aby wejść do świata średniowiecza, trzeba było przejść przez szereg kilku zamkniętych pomieszczeń. Były one małe i ciemne, odgrodzone od siebie grubymi drzwiami. W każdym szukałem palcami włącznika światła, ale nie mogłem znaleźć. Jakoś jednak udało mi się wreszcie wyjść na otwartą przestrzeń. Nie pamiętam, co się później działo, aż do momentu, gdy razem z kolegą zeszliśmy do jakichś wielkich podziemi, gdzie walczyliśmy z mechanicznymi czarodziejami (nawet ciekawy motyw :D). Poza tym, podziemia były tak naprawdę jakimiś zapomnianymi katakumbami, zrujnowane ściany, rozwalone filary i ostrołuki nad naszymi głowami sprawiały całkiem malownicze wrażenie.
Teraz sen przeskoczył do kolejnego dnia. Był ranek. Jadłem śniadanie przed szkołą, patrząc na niezapisaną kartkę leżącą przede mną na stole. Wiedziałem, że to sprawdzian z języka angielskiego, który będę dzisiaj pisał. Do kuchni weszła mama. Była zirytowana, i uświadomiła mi, że to nie sprawdzian, a kolejna próbna matura, a ja nawet nie jestem w połowie przygotowany. Gdy przyjrzałem się kartce uważniej, zauważyłem, że faktycznie ma ona wiele stron i formę arkusza maturalnego. Mama cały czas stała nade mną i narzekała, jaki to jestem nieogarnięty i nieskupiony na niczym. Poczułem panikę. Pozostała godzina do matury, a ja musiałem jeszcze jechać z rodzicami do sklepu (!), przygotować i włożyć garnitur (nie wiem czemu, przecież został w szkolnej szafce), i... Znaleźć coś ważnego w tych podziemiach w grze. Wiedziałem, że muszę to znaleźć przed wyjściem, za wszelką cenę, a potem jeszcze wrócić z powrotem przez cały średniowieczny świat i szereg ciemnych pokoi (to jedyny sposób na "powrót" do świata realnego). W końcu zrezygnowałem z zakupów. Rodzice pojechali sami.
LD - 11
FA - 17
Wszystkich snów - 443
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
19.03.2015

Dzisiaj miałem lekcje wyjątkowo na 11:20, więc stwierdziłem, że można pobawić się ze snem. Miałem zamiar spać od północy 4,5 h, następnie półgodzinne rozbudzanie, 1,5 h spania, znowu półgodzinne rozbudzanie i tak dalej, aż do 9. W rzeczywistości wyglądało to tak, że obudziłem się po 3.5 h, krótko po jakimś bardzo długim i szczegółowym śnie, którego... nie pamiętam. Zapomniałem bardzo szybko, właściwie w parę minut po przebudzeniu, nie zdążyłem nawet sięgnąć po długopis i zeszyt. Szkoda.
Później miałem dość nieprzyjemne fałszywe przebudzenie, ale poza tym nic. Nad ranem budziłem się co pół godziny, aż wreszcie dałem sobie spokój koło 7.


--- Niechciani nocni goście ---
Wybudzenie było dość dziwne, bo nie pamiętam momentu, gdy obudziłem się i wstałem z łózka. Zaczęło się, gdy byłem już na nogach, choć za oknem wciąż trwała ciemna noc. Według mojego mniemania było coś koło północy. Do mojego mieszkania przyszli goście - 2 ciotki i kuzyn. Byłem potwornie zirytowany, chciałem już wreszcie pójść spać, bo wiedziałem, że każda minuta snu jest cenna (!). Nie mogłem, rzecz jasna, tego jawnie okazać. Oni zaś rozpanoszyli się na dobre, mama wstawiła wodę na kawę i herbatę, wyjęliśmy jakieś ciasto. Jedyne, o czym byłem w stanie myśleć to "Idźcie już sobie wreszcie, mam was dosyć!". W pewnym momencie stwierdziłem, że mam wszystko w czterech literach i poszedłem do łazienki przebrać się w lekkie ubrania do snu. Gdy spojrzałem w lustro, aż podskoczyłem ze strachu. Na moim czarnym nocnym T-shircie (dziwne, śpię niby bez koszulki...) widniał motyw z horroru "Klątwa", oraz jakby ślady dłoni na szkle, co również było nawiązaniem do horroru, tym razem do "Luster". Szybko się opanowałem, i przyjąłem do wiadomości dziwaczne spostrzeżenie, jakby nagle pojawiające się na T-shirtach obrazy były czymś całkowicie normalnym.
Wyszedłem z łazienki i przekradłem się chyłkiem do swojego pokoju. Jednak w samych drzwiach złapała mnie jedna z ciotek. Powiedziała, że już wychodzą (zrobiło mi się trochę głupio), i że chce mi dać prezent. Wcisnęła mi w ręce coś przypominającego gruby album fotograficzny z jakimiś obrazkami na każdej stronie. Pokazuje mi też, że jedna z kartek ma małą "kieszonkę" na samym dole, skąd można wyciągnąć kolejną, ukrytą dotychczas stronę. Dziwne, wiem. Ale jeszcze dziwniejszy jest fakt, że gdy ujrzałem tą ukrytą stronę, zaśmiałem się i powiedziałem coś w stylu: "Widzę że znalazłaś KOD HTML SNU". (!)
LD - 11
FA - 17
Wszystkich snów - 443
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
20.03.2015


Miałem tylko jeden sen, dziwny i strasznie długi. Jednak nie ma chyba sensu, bym go tutaj opisywał, gdyż stanowił on istną gmatwaninę przeróżnych scen, których nie łączyła ze sobą żadna głębsza fabuła czy chociażby wątek. Jedyną cechą wspólną było występowanie moich najbliższych przyjaciół we wszystkich scenach.
No nic, dzisiaj wreszcie piątek. Biorę się za WBTB na 4 cykle snu i porządnego WILDa.

Od dzisiaj też próbuję małej improwizacji z testami rzeczywistości. Będę robił TR-a z nosem za każdym razem, gdy znajdę się w nowej przestrzeni (wyjdę z domu, wejdę do sali w szkole, do sklepu itp. Ale nie tylko w życiu realnym, ale również w grach komputerowych, a może nawet filmach i książkach. Co o tym sądzicie? Wymyśliłem dzisiaj rano, a nigdzie jak dotąd nie spotkałem się z podobnym pomysłem. Sądzę, że jeśli wyrobię sobie taki nawyk, gdy tylko we śnie zmieni się otoczenie, wykonam TR-a :)
LD - 11
FA - 17
Wszystkich snów - 443
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
Ten pomysł jest znany w środowisku, pod postacią robienia TR w każdym nowym pomiesczeniu, głównie indukowany otwarciem drzwi. Ale wzbogacasz go o świat wirtualny, co jest dobrą innowacją i może nawet okaże się, że wielogodzinne granie na komputerze przyniesie pozytywny skutek w nocnych uświadomieniach się, a nie jak dotychczas negatywny :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
O, to dobrze wiedzieć, że takie coś już istnieje i może się sprawdzić :)
Znaczy się, dotychczas to ja miałem tylko jeden TR w śnie, i to całkiem spontaniczny. Zakończony pozytywnie, i był krótki LD. Ale poza tym nic.
A z tymi grami to i tak ostatnio mam bardzo mało czasu na gry :P
LD - 11
FA - 17
Wszystkich snów - 443
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
Fajny pomysł i mimo, że z tego co pisze inces wynika, iż sposób ten już gdzieś ktoś wykorzystywał, to ja nigdy o tym nie słyszałam. Chętnie spróbuję, może i u mnie zaowocuje LD :)
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
23.03.2015

Heh, cały weekend przeleciał bez ani jednego zapamiętanego snu, wychodzi na to, że mój mózg nadal robi sobie ze mnie jaja. No nic, przynajmniej dzisiaj poniedziałek i znów coś tam pamiętam ;) Kupiłem sobie też drugi zeszyt do notowania snów, tym razem bydlę Oxforda za 13 zł... Ponoć takie drogie "senne wydatki" pomagają w zapamiętywaniu :P

--- Dwaj Królowie ---
Była noc. Stałem na zadaszonym, olbrzymim tarasie jakiegoś zamku lub pałacu. "Taras" stał na palach, wychodził w morze, widziałem czarne fale ciągnące się aż po odległy horyzont. Po mojej prawej ręce stał (lub siedział, nie pamiętam dokładnie) król, a po lewej stało dwóch posłów. Pochodzili oni z dwóch różnych nacji, mocno ze sobą skłóconych. Zdaje się, że nie byli nawet ludźmi, pamiętam, że jeden miał ciemną skórę i chyba rybią głowę. Król miał rozwiązać jakiś spór między nimi. Mnie, nowo przybyłemu na zamek, rozkazano opowiedzieć się po jednej ze stron. Ten czarnoskóry polecił mi, żebym został tutaj i służył królowi, a także CODZIENNIE OPOWIADAŁ MU SWOJE SNY (!). Ten drugi zalecał coś innego, nie pamiętam już co. W każdym razie głowiłem się dłuższy czas, aż wreszcie zdecydowałem, że pójdę na kompromis. Udało mi się w jakiś sposób wykombinować, jak zadowolić obie nacje jednocześnie. Jednak nie przyjęli mojego pomysłu z radością. Powiedziałem coś takiego, ostrożnie dobierając słowa: "Szanuję was obu, i wydaje mi się, że taki wybór będzie najodpowiedniejszy dla wszystkich". Później obaj odeszli. Król zaś (dość młody, podobny do Kaspiana z Narni), podszedł do mnie i zaproponował przechadzkę po zamku. Nazwał mnie swoim przyjacielem i zdradził parę sekretów, między innymi to, że nie jest prawdziwym królem, a jedynie księciem. Króla poznam za parę dni, gdy wyjedziemy do stolicy.
Dotarliśmy do kompleksu bardzo ciemnych, drewnianych komnat, gdzie wśród ław i długich stołów książę szukał budy dla psa (!), twierdząc, że to bardzo ważne. "Budę" znalazłem wreszcie ja, w zasadzie niczym nie różniła się od dwóch przewróconych na siebie stołów. Wyszedł spomiędzy nich wielki pies bernardyn. Książę powiedział mi wówczas, że potrafi zmieniać się w psa (bezpośrednie nawiązanie do serialu fantasy "Dziesiąte Królestwo").
Nie pamiętam, co się działo później, sen wkrótce dobiegł końca.
LD - 11
FA - 17
Wszystkich snów - 443
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1