Rdzeń ludzkiej motywacji
#31
Nie chodzi tu o komfort jako fizyczną wygodę, tylko o brak lęku właśnie - czyli spokój. Kiedy człowiek jest bogaty i ma władzę, to teoretycznie osiąga absolutny spokój - jest niezależny, nic nie musi. Myślę, że życie w którym ZAPEWNIONY jest ciągły przepływ emocji i adrenaliny, też można zaliczyć do KOMFORTOWEGO. Komfort jest w nim osiągnięty przez ćpanie dopaminy, jej brak to dyskomfort.
Ludzie, którzy chcą wygrywać, są zdesperowani, żeby być w czymś pierwsi. Ich motywacją jest potrzeba dominowania, duma w najczystszej postaci :) Niezależnie od tego, czy dążenie do sukcesu okupione jest pasjonującą walką czy żmudnym oczekiwaniem, będą to robić mimo dyskomfortu wynikającego z ich potrzeb. Liczy się tylko przyszłość, konkretnie fakt zwycięstwa nad resztą. Reasumując ( według mojego rozumienia słów tego ekonoma, właśnie go znalazłem - Robert Kiyosaki ) :
Jeżeli jesteś tym, który chce zwyciężyć, to poświęcasz komfort wobec tego droga do sukcesu musi być nieprzyjemna. Trzeba przygotować się na życie nudy, niepokoju, gniewu lub bólu przerywanego krótszą radością z pośrednich sukcesów. Tak samo komfort wynikający z sukcesu nie cieszy zwycięzcy.

I co, takiego sukcesu potrzebujesz? Czy może raczej rajcuje cię wygodne życie pozbawione nudy, jak wilka z Wall Street? W sumie nawet nie wiem, czy chodzi ci o sukces tego Alonso, czy styl życia :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#32
Trochę inaczej pojmowałem wygryw i komfort, ale ok, według tej definicji faktycznie preferuję komfort. Wydaje mi się to logiczne, że lepiej iść za praktycznym życiem i kierować się podejmowaniem decyzji w zależności od aktualnych potrzeb niż na siłę osiągać zwycięstwo, "bo tak". Mądry człowiek wycofa się, jeżeli gra jest nie warta świeczki, szkoda zasobów, tylko głupiec straci wszystko, aby osiągnąć "pozorne" zwycięstwo. Czasami przegrany jest wygranym ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#33
Czyli wygrany to człowiek szczęśliwy ;) Można być szczęśliwym i nie mieć nic.
Idźmy w to dalej. Może to ani komfort ani zwycięstwo nie są czynnikami stojącymi za twoją motywacją do zmiany. W którym momencie i dlaczego stwierdziłeś, że masz dość bycia ciepłymi kluchami, trzeba się rozwinąć i zacząć od zmiany nawyków? Ewidentnie samym pierwszym czynnikiem była negatywna krytyka siebie - poczułeś niechęć, pogardę do siebie. Chciałeś zmienić się w swoich oczach. A może w czyichś? Tak jak pisała System, ja też mam podejrzenie, że nie widzisz, czego tak naprawdę chcesz, na czym ci rzeczywiście w życiu zależy, co jest twoim osobistym zwycięstwem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#34
@incestus Gdybym wiedział to bym nie zakładał takich tematów :P No tak, chcę się zmienić, poczuć się dobrze, pewnie na nogach, jest w tym też nutka udowodnienia innym co to nie ja, ale nie jest to główny powód. Raczej właśnie ta przygoda mnie ciągnie i ciekawość, uczucie ekscytacji, w stylu "nie mogę się doczekać jak w końcu będę miał X, ale wtedy będzie fajnie" itp :P A na samym początku do przodu posuwałem się tylko chęcią ucieczki od bólu, rozpaczy i nędzy, bo w takim stanie byłem mniej więcej. No i się to zmieniło na + i teraz jestem tak lekko oszołomiony tym wszystkim, "urwał nać, to ja mogę być szczęśliwy, wow"

(06-06-2016, 18:46 )incestus napisał(a): Można być szczęśliwym i nie mieć nic.
To nie ja, nie ten typ.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#35
No dobra nikt inny się nie odzywa, więc powiem co faktycznie myślę - motywuje cię wizja ciebie jako doznającego przygód. Jesteś zafascynowany ludźmi, którzy mają energię i możliwości podejmować fantastyczne wyzwania lub spełniają swoje marzenia, chciałbyś taki być. Tylko, że oni mają cele i marzenia, bardzo konkretne, i tak jak zauważyłeś wcześniej - osiągają je czerpiąc przyjemność z samego dążenia ( nazwałeś ich Marianami bodajże :) ). Tobie brak tego celu, chciałbyś dążyć tak samo mocno i przyjemnie, ale nie wiesz do czego. Dlatego uważam, że to tylko słomiany zapał. Nie szukaj celu ostatecznego, znajdź coś co TERAZ chciałbyś lub lubisz robić i poszerz to.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#36
@incestus No i już się cieszę, że jednak założyłem ten temat, można poczytać ciekawe wnioski kogoś, kto ma ogląd z innej perspektywy. Niby każdy zna siebie najlepiej, ale czasami nie widzimy tego co mamy przed twarzą i uciekają nam oczywiste wnioski. Faktycznie brakuje mi takiego celu, bo tak to jedynie dryfuję bez sensu. Uświadomiłem sobie też, że niektóre z tych rzeczy chciałbym robić, ponieważ moje autorytety to robią/zrobiły etc. a nie z samej chęci doświadczenia. Coś jest na rzeczy z tą fascynacją. Ale czy to jest złe? Myślę, że nie, każdy powinien mieć autorytet, jakąś wizję siebie, niekoniecznie zgodną z tym co faktycznie ma miejsce. Co mnie jara tego nie wie nikt.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#37
O kurde, na dodatek trafiłem na przekaz, który idealnie puentuje całą tą dyskusję :
https://www.youtube.com/watch?v=7GYqeBtyWJo

Przesłuchaj sobie cały, a zdradzę ci tylko wydźwięk - każdy moment, w którym robisz coś dyskomfortowego, zbliża cię do znalezienia twojego osobistego celu. Więc tak trzymaj, i obserwuj kiedy niewygodne staje się wygodne z powrotem ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#38
@incestus To prawda, tylko jest jeden szkopuł - czasem trudno określić swoje granice. Bo tak się składa, że zbyt agresywne wychodzenie ze strefy komfortu może być trudne lub niemożliwe do przejścia (prowadzące do załamania). Również dlatego pytałam @High Contrast co jest skłonny poświęcić, bo cały ten proces może być bardzo nieprzyjemny, a poczucie straty przygniatające. Wiadomo, że nie da się przewidzieć wszystkiego, ale warto chociaż wziąć pod uwagę ryzyko. :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#39
(07-06-2016, 16:13 )incestus napisał(a): O kurde, na dodatek trafiłem na przekaz, który idealnie puentuje całą tą dyskusję :
https://www.youtube.com/watch?v=7GYqeBtyWJo

Przesłuchaj sobie cały, a zdradzę ci tylko wydźwięk - każdy moment, w którym robisz coś dyskomfortowego, zbliża cię do znalezienia twojego osobistego celu. Więc tak trzymaj, i obserwuj kiedy niewygodne staje się wygodne z powrotem ;)

Całkiem mądrze gada :)

On opisuję strefę dyskomfortu jako "szybsze bicie serca, adrenalinę, motylki w brzuchu" lol, "nienawidzę i kocham to". Jeżeli to jest dla kogoś strefa dyskomfortu to ja pasuje, I'm done, nara piątka xD Jeżeli tak to, jest to dla mnie easy, a nawet przyjemne, lubię to, strefa dyskomfortu jest jak bułka z masłem. Problem w tym, żeby właśnie poczuć te szybsze bicie serca, adrenalinkę, motylki w brzuchu... Uwierz lub nie, ale mało co mnie rusza. Nie będą pisał prawdziwych przykładów, ale wyobraź sobie jakąś ekstremalną sytuację typu ktoś Ci grozi nożem czy pościg 240 środkiem miasta, a u mnie nadal stoicki spokój i niedociśnienie 100/40. Prawdopodobnie u mnie ta strefa komfortu już całkiem znikła, a organizm nie może funkcjonować 24/7 w stresie, więc się na to uodporniłem w jakiś sposób, oczywiście kosztem czegoś, w moim przypadku emocji. W konsekwencji bardzo niewiele rzeczy mi sprawia przyjemność, jeżeli w ogóle. Stąd mój dylemat w jaką stronę iść, żeby coś poczuć.

(07-06-2016, 16:34 )System napisał(a): @incestus To prawda, tylko jest jeden szkopuł - czasem trudno określić swoje granice. Bo tak się składa, że zbyt agresywne wychodzenie ze strefy komfortu może być trudne lub niemożliwe do przejścia (prowadzące do załamania). Również dlatego pytałam @High Contrast co jest skłonny poświęcić, bo cały ten proces może być bardzo nieprzyjemny, a poczucie straty przygniatające. Wiadomo, że nie da się przewidzieć wszystkiego, ale warto chociaż wziąć pod uwagę ryzyko. :)

Jakieś hardkorowe, agresywne wyjścia ze strefy dyskomfortu praktykowałem, także nie jest to dla mnie kłopot, byłem w sytuacjach na granicy paniki i derealizacji. Mogę podjąć ryzyko, zależy mi tylko, żeby wysiłek nie poszedł na marne, tak jak zawsze. Co z tego, że wyjdę ze strefy dyskomfortu jeżeli nie umiem się w tym odnaleźć i zaznać spokoju ducha. Niewiem, może właśnie tak jak mówisz, zbyt ostro wychodziłem przez co dyskomfort był znacznie większy niż teoretyczna przyjemność, dlatego nie mogłem przechylić balansu na stronę komfortu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#40
@High Contrast Chyba inaczej definiujemy strefę komfortu. Ja przez nią rozumiem strefę, w której nie ma wyzwania, jest tylko to, co znasz. I nie chodzi tu nawet o super szybką jazdę (nie dla każdego musi to być wyjściem ze strefy komfortu), ale przede wszystkim konfrontację z czymś czego nie rozumiem, nie potrafię albo jest dla mnie, z jakiegoś powodu, niewygodne.

Na przykład pójście na spotkanie z rozmowami po francusku, chociaż ledwo potrafisz się przedstawić i rozumiesz co dziesiąte słowo. Albo podjęcie dyskusji z kimś o zupełnie innych poglądach i pozwolenie sobie na zauważenie, że w jakiejś istotnej dla siebie sprawie nie masz racji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1