Pochłaniacz
#11
Ale w momencie, w którym to jest przestrzeń w Twojej wyobraźni/śnie?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Bardzo ciężko mi się myśli w tej przestrzeni. Przeraża mnie brak jakichkolwiek wrażeń. Moje ego czuje się zagrożone.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
Ego? Możesz rozwinąć?

Może ciężko Ci się myśli, bo skupiasz się na braku wrażeń, który kojarzy Ci się z zagrożeniem (?). A gdyby spróbować docenić spokój, przestrzeń na myślenie (np. o tym co dalej), jaka jest w takim miejscu? Brak wrażeń pozwala przestać się rozpraszać.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Poczekam, aż Inces przyjdzie. On wie, czym jest ego.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Haha, wiem czym jest ego. Nie wiem jak można mieć zagrożone ego przez to, że znajdujesz się w ciemnym miejscu. Stąd prośba o rozwinięcie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
W końcu mam chwilę, żeby podzielić się swoim podsumowaniem i paroma rozkminami :D


>> Podsumowanie sierpniowe (od 9.08 do 31.08)

Na razie nie poluję na pełnoprawne LD, bo skupiam się na wyrobieniu poprawnych nawyków i porządnym zapamiętywaniu. Jednak, ponieważ miałam wcześniej naturalnie występujące LD, czasem jakieś się trafi, lub coś, co jest mu bardzo bliskie (LD szybko zakończone, LD od połowy snu, sen ze zwiększoną świadomością, sen o LD, etc). Dlatego dla uproszczenia wszystko wrzucam do jednego wora i nazywam “epizodami LD”. Gdy moim celem będą LD, zacznę to sobie rozróżniać.

Ogółem snów: 29
Epizody LD: 4
Max zapamiętanych snów jednej nocy: 4
Puste noce: 5

Jeśli chodzi o wzory (powtarzające się tematy, osoby, etc), znalazłam tylko jeden, poza tymi, o których pisałam wcześniej. Bardzo często pojawiają się w tych snach dwie osoby. Wiem dlaczego. Nie bardzo mi to pomaga, bo sny mówią mi tylko o charakterze relacji, a tego jestem świadoma. Tylko jeden ze snów wniósł coś więcej do stanu mojej wiedzy o tej sytuacji - kiedy zrozumiałam, że przeceniam rolę jednej z tych osób w moim życiu, bo mam do niej słabość. Nie brzmi jak duży krok, ale dla mnie to jak krok w milowych butach.


>> Dziennik snów - strona techniczna

Próbowałam różnych sposobów, które pozwoliłyby mi wyciągnąć ile się da z samego dziennika przy zapamiętywaniu snów. Czytałam o różnych opcjach, głównie opierających się o skojarzenia i nawyki, czyli nic bardzo skomplikowanego. Zastanowiłam się też nad systemem, który pozwoliłby mi szybko i sprawnie opisywać sny, a także uprościć ich znalezienie w zeszycie.


Nawyki i skojarzenia

Wiadomo, że przydaje się mieć ten jeden specjalny zeszyt, w specjalnym miejscu, najlepiej ze specjalnym długopisem. To  - przynajmniej teoretycznie - ma pomóc skojarzyć czynność zapisywania snów z ich lepszym zapamiętywaniem.

Sprawdziłam jak się mają linie vs kratka. W linie łatwiej trafić zaspaną dłonią, to tyle :D Wypróbowałam też intensywny kolor, fakturę (np. faktura okładki, naklejka) oraz dodatek do dziennika czyli “kotwicę” (przedmiot, który ma się kojarzyć ze światem sennym).

Zaczęłam od zeszytu o neonowym kolorze. Uznałam, że jeśli spojrzę na taką “latarnię” na szafce nocnej, bodziec będzie na tyle charakterystyczny i mocny, że ciąg skojarzeniowy pofrunie prosto do wyśnionych historii. No cóż, gdy budziłam się rano i patrzyłam na neonowy kolor, nic to nie zmieniało. A gdy budziłam się przed porankiem, koloru i tak nie było widać... Poza tym, moje oczy, właśnie obudzone, były zbyt otępiałe na jakiekolwiek bodźce tego typu.

Dlatego na okładce umieściłam naklejkę - uznałam, że trik haptyczny będzie skuteczniejszy. Naklejka była 3D, w dość wyraźnym kształcie cukierka. Po obudzeniu byłam tak zaspana, że nie jak przez mgłę docierało do mnie, że jest jakieś wybrzuszenie na okładce, ale bodziec był zbyt rozmyty, by z czymś się skojarzyć.

Zmieniłam więc zeszyt na taki z materiałową naszywką na okładce. Tu już nie miał znaczenia kształt, tylko faktura. Prymitywniejszy bodziec, ha-ha! Okazał się bezużyteczny, tak samo jak pozostałe.

Zrezygnowałam z dalszej zabawy z zeszytem i spróbowałam kotwicy. Wybrałam przedmiot, który wygląda jak wyjęty z opowieści fantasy - gdziekolwiek się go nie postawi, nie będzie tam pasował ze względu na swój czarodziejski, hardo kiczowaty charakter. To mały, ażurowy, złoty globusik wysadzany kryształkami Swarovskiego (nie pytajcie, skąd go mam). Jak się uprzeć, obraca się z cichym piskiem. Wpatrywałam się w niego co rano przez kilka dni. Obracałam w palcach. Nic.

Wniosek taki, że (przynajmniej dla mnie), tego typu triki nic nie wnoszą. Zdziwiłam się, bo jestem osobą o dużych symbolicznych inklinacjach (lubię, kiedy rzeczy mają znaczenie) i przykładam do tego nadanego znaczenia dużą wagę. A tu się okazuje, że wystarcza mi - tak po prostu- zeszyt z dlugopisem przy łóżku.


System zapisu

Na razie najbardziej sprawdza się pisanie dat zawsze na prawej kartce, nawet jeśli sny z poprzedniej nocy kończą się wcześniej - przeglądając potem zeszyt łatwiej wyszukiwać daty.

Obok daty (kolorowym mazakiem, każdy miesiąc ma swój kolor), w formacie typu 9.08, umieszczam kilka symboli (zwykłym długopisem). Wygląda to np. tak: 9.08 II LD *. To oznacza, że tej nocy zapamiętałam dwa sny (rzymska cyfra, nie myli się z datą), miałam epizod LD oraz sen, który ma potencjał stać się opowiadaniem (gwiazdka). Później przy snach dopisuję kolorowym mazakiem “LD” lub “*”, tam, gdzie występował epizod lub przy śnie, który chcę później opisać. Ten prosty system indeksowania ułatwia mi pisanie podsumowań i znalezienie rodzaju snów, które mnie interesują.

Samym snom zawsze robię nagłówek, np. SEN III DZWONKI, który potem zakreślam dookoła. Jak widać, sny mają numerki rzymskie i tytuły.

Pod spodem zostawiam miejsce na szybki zapis (np. w środku nocy); jeśli nie jest wykorzystany, od razu piszę zgodnie z kilkoma pomocniczymi pytaniami. To kwestia tego, że kiedy próbowałam zapisywać sny w formie ciągłej, zajmowało mi to zbyt dużo czasu. Gdy przerzuciłam się na punkty, często istotne informacje ulatywały. A te pytania pomagają sobie przypomnieć treść snu, uporządkować go i zapisać w przejrzystej formie - bardzo szybko. Pytania to: kiedy, gdzie, kim jestem, z kim; po nich następuje “akcja!”.

Przykład (autentyczny zapis nocy):

10.09 II

(SEN I SUPERMOCE)

KIEDY? Czasy nowoczesne
GDZIE? Jakieś spore miasto
KIM JESTEM? Główną bohaterką snu, perspektywa pierwszej osoby
Z KIM? Większość mieszkańców miasta
AKCJA!
- każdy wybiera supermoc
- ja wybieram latanie
- w zasadzie nikt w mieście nie porusza się normalnie

(SEN II SUPERMOCE 2)

KIEDY? Rok 2017
GDZIE? “Mój” dom (ale żaden konkretny)
KIM JESTEM? Główną bohaterką, perspektywa trzeciej osoby
Z KIM? Sama
AKCJA!
- gram w grę, w której wybieram supermoce dla swojego awatara
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#17
>> Sen świadomy (8.10). Shinol Mayor

Widzę przed sobą wielki, kolorowy, migający neon, który dumnie ogłasza: "Shinol Mayor". Wisi nad wejściem do jakiegoś sporego budynku. Wiem, że budynek należy do mnie - chcę koniecznie wejść do środka, żeby zobaczyć, co tam jest. Uznaję jednak, że najbardziej zależy mi na zapamiętaniu tej nazwy.

W tym momencie budzę się, zapisuję nazwę dziwnego miejsca w dzienniku snów, a potem kładę się z powrotem i wracam do snu z pełną świadomością - z nastawieniem, że dam się zaskoczyć, żeby było ciekawiej.

Znowu stoję przed wejściem do budynku. Pod głównym neonem dostrzegam drugi, mniejszy, o treści: "Experiments". Cieszę się jak głupia i myślę: "Czyżbym śniła o posiadaniu i zarządzaniu placówką naukową zajmującą się na przykład AI? Ale super!". Pewnie wchodzę do środka, chcąc jak najprędzej zobaczyć nad czym trwają - na pewno wzniosłe - badania. W środku rzeczywiście trwają eksperymenty... nad nowymi modelami seks-zabawek. Sala jest wypełniona ludźmi wypróbowującymi kolejne prototypy, pomiędzy nimi kręcą się naukowcy w kitlach i robią dokumentację. Oczy mi się szerzej otwierają i z przekąsem mówię: "Seeeriooo?". Jestem równocześnie rozbawiona i poirytowana, że sama siebie zrobiłam w jajo.


>> Podsumowanie wrześniowe

Coraz lepiej idzie mi "obserwacja" snów. I nie mam tu na myśli tylko analizowania ich znaczeń (zwykle łatwo jest mi wskazać źródła różnych motywów i powody ich połączenia). Chodzi też o ich budowę, mechanikę, no i tego jak mój stan na jawie, albo okoliczności w jakich się znajduję, wpływają na ich jakość i treść. Spontaniczne epizody świadome zdarzają się nieco częściej. To też daje mi poczucie kontroli, w jakimś sensie. A jednocześnie nie zabiera możliwości obserwacji.

Ogółem snów: 47
Epizody LD: 6
Max na noc: 5
Puste noce: 6


Spostrzeżenia

1. Własna senna mitologia
Moje sny czasem tworzą własną "mitologię": przysłowia, przypowieści, systemy moralności, religie, a nawet rangi militarne. Wtedy te elementy są w pełni naturalne i oczywiste dla mnie i projekcji we śnie. Czasami np. we śnie oceniam swoje czyny z pomocą systemu moralności ze snu, a nie tego, który wyznaję na jawie. A więc, jeśli śnię o świecie, w którym największym honorem jest zginąć w walce z równym sobie przeciwnikiem, to do tego będę dążyć w tym śnie. Innym przykładem może być smaczek ze snu, który opisałam w tej notce.

2. Wiarygodne postaci
Projekcje z moich snów często, oprócz charakterystycznego wyglądu i osobowości, mają też swoje miejsce w opisanej wcześniej "mitologii snu", a także swoje imiona i nazwiska, które zapamiętuję i zapisuję w dzienniku. Niektóre z tych postaci powtarzają się w niezwiązanych ze sobą snach, czasem przybierając inne role. Trochę, jakbym miała katalog NPCtów do snów :D

3. Więcej agresji
Czasem zarówno ja, jak i otaczający mnie ludzie, jesteśmy wobec siebie otwarcie agresywni. Na jawie nie spotykam się raczej z otwartą agresją i sama staram się jej nie stosować - chociaż są momenty, w których bardzo bym chciała. Jestem praktycznie pewna, że te sny to mój sposób na "odreagowanie".

4. Sny ślepca
Ludzie niewidomi śnią tak, jak żyją, czyli bez obrazu (podpieram się tutaj tym, co opowiada ten miły niewidomy pan: How Blind People Dream). I chociaż nigdy nie miałam problemów ze wzrokiem, miewam sny, w których brakuje obrazu. Zwykle wtedy rozmawiam przez telefon, albo o czymś rozmyślam. 

5. Motyw wiadomości do odczytania
Na jawie często korzystam z komunikatorów tekstowych i chętnie piszę na papierze, więc i o tym śnię. Być może dlatego TR z czytaniem przestał dla mnie działać - miałam tyle snów, które wymagały czytania, że w końcu się go nauczyłam.

6. Motyw przygaszonych świateł
Ze swoich dziecinnych koszmarów pamiętam właśnie to: próby zapalenia światła w pokoju, do którego wchodzę, a w którym wiem, że coś się na mnie czai. Najczęściej prztyczki-elektryczki działały, ale słabe światło sączące się z lamp sprawiało, że klimat był jeszcze bardziej przejmujący dreszczem, niż w absolutnych ciemnościach. Cienie się wydłużały, kąty straszyły mrokiem. Teraz przygaszone światło jest raczej motywem pobocznym. Pojawia się w snach o czymś stresogennym. Na przykład czekają mnie jakieś ważne negocjacje i restauracja, w której jestem umówiona na spotkanie, jest zalana tym przygaszonym światłem, a mój partner wybiera stolik w najciemniejszym kącie. Wtedy już jednak nie skupiam się na strachu, towarzyszy mi tylko niepewność, gdzieś tam z tyłu głowy, ale i tak robię swoje. 

7. Sny-tasiemce
Zamiast przechodzić ze snu do snu przeskokami, przechodzę fizycznie np. otwierając kolejne drzwi w wielkim domu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#18
>> Będę tu pisać inaczej

Chwilę mnie nie było na forum. I z tych samych powodów, dla których tu nie wchodziłam, będę musiała zmienić nieco formę tego wątku.

Zrobiło się u mnie jeszcze więcej roboty, niż zwykle. Na szczęście uwielbiam swoją pracę, ale nadal - czasu mniej. Dlatego też, żeby zupełnie nie zarzucić dziennika snów, musiałam go sobie scalić z bullet journalem i po prostu zapisywać najistotniejsze elementy, odczucia i sceny ze snów oraz ich charakter (LD czy nie), co robię zaznaczając notatki małym półksiężycem. Pozbawiłam się też spiny na ilość zapamiętanych snów, czy tam LD, bo działała demotywująco. Skoro więc nie mam już szczegółowych zapisów i statystyk, w tym wątku będę mogła tylko sytuacyjnie opisać coś, co się będzie wybijało, albo jakieś wzory (powtarzające się motywy), które zauważę.

>> Sen zwykły. Pierwsze wyzwanie, pierwszy koszmar

Ostatni koszmar śnił mi się w wieku, może, 10 lat? Potem, co jakiś czas, miewałam sny nieprzyjemne (np. przedstawiające niemiłą sytuację z ludźmi, których znałam), ale nigdy, tak naprawdę, się nie bałam. Nie budziłam się z krzykiem, nie wypacałam stresu.

Aż do dzisiaj. Wiedziałam jednak, że to się stanie, bo... sama sobie to założyłam. Rzuciłam sobie wyzwanie.

Ale od początku. Od jakiegoś czasu oglądałam m.in. serial o Hannibalu. Zawsze kręciły mnie historie, które mają w sobie jakiś mrok o podłożu psychologicznym. Ten serial jednak tak mi się spodobał, że zaczęłam się zastanawiać, dlaczego sceny w nim przedstawione ani trochę mnie nie przerażają. Są fascynujące, ale się ich nie boję. Zapisałam więc sobie w głowie zadanie: poprzez sen dowiedzieć się, co może mnie przerazić. Bo nie wiedziałam (dlaczego nie wiedziałam to dłuższa historia). I przyśniły mi się ze dwa, może trzy sny, które "próbowały" mnie przestraszyć wykorzystując różne motywy (w tym te z Hannibala), ale im nie wyszło.

Dzisiaj jednak w końcu się udało. Zaczęło się od tego, że prowadzę sportowe auto (a więc z niskim zawieszeniem) przez jakąś boczną drogę, niemal polną. Jest noc, albo bardzo późny wieczór. Jadę dość szybko - na tyle, na ile pozwala mi nawierzchnia - i w pewnym momencie czuję wyraźny uskok. Pewna, że najechałam na jakiś kamień, albo śmieć, zatrzymuję auto i z niego wysiadam, dziękując sobie w myślach, że wzięłam poprawkę na kiepską jakość drogi. Niestety nie mam żadnej latarki, a z jakiegoś powodu reflektory nie oświetlają dobrze nawet najbliższej okolicy. Widzę więc tylko niewyraźny zarys czegoś dość okrągłego (czyli jednak kamień?). Podchodzę bliżej, żeby wziąć to coś w ręce i przekonać się czym jest. Pod palcami czuję miękkość... jakby skóry? Przesuwam ręką wzdłuż i wyczuwam włosy. Wiem już, że trzymam odciętą, ludzką głowę. Odruchowo wyrzucam ją z powrotem na drogę. Czując, jak rośnie we mnie panika, sprawdzam co znajduje się pod autem, pod którym boję się znaleźć resztę ciała. Niczego tam jednak nie ma - ktoś porzucił samą głowę na środku bocznej drogi.

Wsiadam do auta i pędem wracam do domu. Mieszkam ze współlokatorami, więc roztrzęsiona opowiadam im, co zaszło. Poddają całość pod wątpliwość, bo przecież było ciemno i równie dobrze mogłam wymacać zwitek szmat i futra. Postanawiamy, że na drugi dzień, w pełnym świetle, wrócimy na miejsce, żeby to sprawdzić. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Jadąc z nimi czuję, że narasta we mnie przerażenie - bo co, jeśli to naprawdę będzie głowa? Oczywiście mam nadzieję, że nie. Na miejscu jednak okazuje się, że miałam przeklętą rację.

Tutaj następuje przeskok i czuję, że siedzę w mieszkaniu, w fotelu. Mam świadomość tego, że wróciłam jakoś do domu z naszej "wycieczki", ale nie pamiętam drogi powrotnej. I w tym momencie uderza mnie wizja. Trochę, jak halucynacje, nagle widzę wszystko w odcieniach czerwieni. Kontrasty się wyostrzają, elementy otoczenia nabierają wyrazistych cieni wpadających w czerń. Widzę siebie wchodzącą do toalety w supermarkecie, chociaż jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę, że siedzę w fotelu, w mieszkaniu. Nie mogę jednak nic zrobić. Widzę, jak otwieram drzwi do jednej z kabin, a ze środka wytacza się na mnie czyjaś urwana ręka. Szybka zmiana krajobrazu - tym razem jestem na parkingu i wiem, że coś blokuje rurę wydechową mojego auta. Zaczynam w niej grzebać palcami i wyjmuję zwitki włosów, razem z kawałkami skalpu. Chcę krzyczeć, ale nie mogę, czuję tylko, jak ogarnia mnie obrzydzenie i niezgoda na to, co się wydarza. Znowu zmiana otoczenia - jestem ponownie na cholernej bocznej drodze. Tylko ja, moje auto gdzieś z boku, i porzucona na środku głowa. Coś przybliża mnie do niej coraz szybciej, chociaż wiem, że nie poruszam stopami. Widzę, jak się obraca, za moment zobaczę jej martwe oblicze, a moja twarz zostanie w nie wepchnięta. Tym razem udaje mi się krzyczeć - na tyle mocno, by się obudzić.

Zakładam, że to, co mnie przeraziło najbardziej to brak kontroli (ubezwłasnowolnienie?) oraz niepewność (chodzi o moment ze sprawdzeniem, co było na drodze - bo gdybym była pewna, co tam jest, mogłabym to zaakceptować - a tak, mogłam się tylko czegoś spodziewać i na coś mieć nadzieję). Po obudzeniu czułam jakąś formę ulgi - nie tyle dlatego, że koszmar się skończył, a raczej dlatego, że odniosłam wrażenie, jakby cały mój stres zbierający się codziennie został wyładowany w tym śnie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1