Ostateczna Krucjata przeciwko Bogu, czyli Robaczkowa Księga Nalewy
#71
Sen #1: Okropne uczucie przeszywało mnie aż do szpiku kości. Czułem, że coś mnie obserwuje, coś tajemniczego, coś potężnego. Źródło tego wszytkiego znajdowało się tuż za moim oknem, na środku nieba. Tuż nad palącym się lasem wisiało wielkie, złote oko, przypominające te znajdujące się na hieroglifach egipskich.
Głoś w mojej głowie raczył mówić: "To wszechpotężne oko RA", lecz nie docierało to do mnie. Byłem jednocześnie przerażony i oszołomiony. 

Niebo wokół oka zdawało się co chwila zmieniać barwy, raz było niebieskie, potem różowe, zielone. Pulsowało i tak jakby oddychało wraz z okiem. Na ziemi prócz palącego się lasu nic nie odbiegało od normy. 

Po chwili, gdy ocknąłem się z szoku, usłyszałem głos telewizora. Prezenterka wiadomości mówiła coś o świętej wojnie, przeciwko europie. W tym samym momencie usłyszałem świst. Z mojego podwórka wystrzeliła rakieta, z wymalowaną na środku flagą islamską. Zmierzała w stronę wielkiego złotego oka. "Leć, jesteś ostatnią nadzieją ludzkości". Jednak pocisk stanął w polowie drogi, wycelował we mnie i ruszył z kopyta. Przy kontakcie z ziemią, wybuchł z siłą bomby atomowej, powodując tym samym moją śmierć.

Na tym nie koniec. Gdy mój umysł znajdował się w bezkresnej ciemności usłyszałem głos starego(?) człowieka. Biła od niego aura mądrości życiowej, budził w duchu zaufanie.
"Wy ludzie zasługujecie na nic innego nic unicestwienie. Cywilizacja poszła w złym kierunku."
Rzekł ktoś i się obudziłem.
Slavia napisał 01-11-2016, 22:43 :
Tytułuj tematy w sposób zrozumiały dla przeciętnego polskiego odbiorcy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#72
Sen #1: Siedzę na trybunach stadionu narodowego. Jestem świadkiem największej imprezy sportowej tego roku - meczu Legia v Real. W momencie w którym spojrzałem na tablicę wyników ujrzałem wynik 8:5 dla Legii. Czas meczu był ułożony z tych samych cyfr - była 85 minuta. Real w strojach Estonii natarczywie atakował drużynę ze stolicy ubraną w stroje polskiej reprezentacji. 87 siódma minuta - Ronaldo strzela bramkę na 8:6. Z racji tego, że strzał odbył się z odległości dalszej niż 18 metrów, zgodnie z zasadą koszykówki sędzia miast jednego doliczył 3 punkty. Stadion oszalał, wygwizdał sędziego. Przez niego Legia przegrywa 9:8. Jednak w 91 minucoe wydarza się cud. Bramkarz Warszawy - Jōnōichi-kun (dla zrosumienia przeciętnych polskich odbiorców nazwijmy go Jacek) wybronił znakomicie rzut karny. Sędzia z wrażenia przyznał za to Legii punkt i mecz zakończył się wynikiem 9:9, gdyby nie to, że chwilę później bramkarz z zadowolenia wrzucił piłkę do bramki. Real 10:9 Legia. Oto końcowy eynik meczu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#73
Spotted: Świat senny
Chciałbym serdecznie pozdrowić postać, która powiedziała mojej mamie że przeglądam i-Sen i przez to dostałem szlaban na komputer.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#74
Widzę nawiązania z Mitologii Marco
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#75
Że kogo? XD
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#76
Sen #1: Misja była najwyższego priorytetu. Nie było miejsca na błędy, każda minuta była cenna. Otoczeni czarnymi ścianami kanionu i w świetle pomaraczowego nieba kroczyliśmy grupą ku farmie kaktusów ciągnąc za sobą wóz. Zadanie było proste - ukraść jak najwięcej kaktusa i sprzedać potem na czarnym rynku. Nie rozumiałem dlaczego ludzie to ćpają i dlaczego mają po tym fazę, jednak kolega z który szedł obok mnie zapewnił, że roślina ta daje nieziemskie odloty.

Przeskoczyliśmy płot zrobiony z pali i naszym oczom ukazał się kaktusowy las. Czym prędzej wzięliśmy nożyczki i zaczęliśmy ścinać zielone złoto, poczym ładowaliśmy je na wóz. Jakoż że nie miałem w tym jeszcze wprawy moje kawałki były dosyć małe, ale moi współpracownicy jakie dryblasy potrafili wyciąć, łohoho, nawet do 3 metrów. Moje miały ledwo 10 cm. Nie wiem jak to robili. Po cięzkiej pracy grupa moja uzbierała 100kg towaru, z czego ja ledwo 60 porcji (gramów). 


Zaciekawiony co się stało z kaktusami, po obudzeniu postanowiłem wyśnić dalszą część snu.


Sen #2: Następnego ranka udałem się na łąkę, na mszę świętą połączoną z wiejską imprezą. Poszukiwałem mej dobrej przyjaciółki. Była piękna słoneczna pogoda a trawa nadzwyczajnie zielona, niebo bezchmurne. Po mozolnych poszukiwaniach i spytaniu się jakiejś babci gdzie ją mogę znaleźć, udałem się do pewnego dziecka. Od niego dowiedziałem się że ta osoba którą poszukuję siedzi obok niej. Cóż za zrządzenie losu, że znajdowała się tak blisko niego!

Następnie z przyjaciółką udałem się czerwonym dżipem do opuszczonej fabryki, do bazy kartelu. Niestety, podczas podróży nad naszymi głowami pojawiła się burza i dżip odmówił posłuszeństwa. Postanowiliśmy się ukryć w krzakach aby nas jakiś piorun przypadkiem nie walnął. Może i pioruny nas nie trafiały, ale trafiły w pobliski diabelski młyn, który się na nas potoczył, a nastęnie zmiażdżyło nas jedną z kabin.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wielka księga snów Skipperka Skipper 16 248 28-07-2017, 20:28
Ostatni post: Skipper

Skocz do:

UA-88656808-1