Opowieści z nocnych przygód Szamana.
#11
Dawno mnie tu nie było :) nie mam ostatnio głowy do zabawy po nocach i pisania snów, ale żebyście o mnie nie zapomnieli to coś wrzucę :P 

Dzisiejszej nocy miałem fest zapchany nos i niebardzo mogłem odychać, co skutkowało kilkunastokrotnym zapadnięciu w płytkie LDki, jedno po*ebane OOBE i całkiem fajny LD.
Zacznijmy od najdziwniejszej rzeczy jaką zrobiłem, nawet nie wiem czy powinienem o tym opowiadać  [-( Spoiler dla tych mniej wrażliwych :D

Po kilku płytkich, ciemnych, świadomych snach, spadaniu w przestrzeń z łóżka i szukaniu niewiadomo czego, podczas paraliżu wyszedłem z ciała i przespacerowałem się po pokoju. Odwróciłem się w strone łóżka, widziałem swoje leżące ciało na materacu. Po poprzednim krótkim LD po głowie chodziło mi zaspokojenie seksualne tak więc postanowiłem sprawdzić, czy dam radę zrobić loda sam sobie, skoro nie ma w pobliżu żadnej życzliwej projekcji. Podszedłem, odwróciłem delikwenta na plecy i przystąpiłem do działania. Obudziłem się w trakcie. Odczucia bardzo podobne do loda robionego przez fikcyjne damy w LD, raczej nie czułem nic w ustach, bardziej samo odczucie w kroczu... Po przebudzeniu się, byłem zażenowany swoim zachowaniem i postanowiłem o tym nie opowiadać  Oesu 

W następnym śnie walczyłem z wielkimi potworami, różnym epickim orenżem, planowałem kolejne walki. Raz znalazłem się na statku, na środku morza gdzie moim przeciwnikiem był ogromny, skrzydlaty gad.

Po przemęczeniu się w sumie przez całą noc, zasnałem w końcu na dłuższy czas i dopiąłem swego. 
Ocknąłem się u znajomego w domu, na osiedlu. Od razu wiedziałem, że to LD. 
Otworzyłem szeroko okno i wyszedłem na zewnetrzny parapet. Uderzyła we mnie mocna, morska bryza, silne porywy wiatru. Szare chmury były bardzo nisko, między blokami, a zza nich prześwitywało różnymi kolorami słońce, światło było puszczone jakby przez pryzmat. W tle grała muzyka, jakiś solista na skrzypcach. Wciągnąłem mocno powietrze, doceniająć wyrazistość wszystkich odczuć, poczułem płynące szczęście, wiedziałem, że to jeden z tych LD na które warto czekać. Spojrzałem w dół, z jednej strony do ziemi było kilkadziesiąt pięter, a z drrugiej może jedno, pomyślałem, że to bardzo fajne złudzenie optyczne. Zamiast zerwać się do lotu, zeskoczyłem z parapetu robiąć salto do przodu, nie udało mi się wykręcić całego i spadałem na dół plecami ku ziemi, obserwując przy tym mijane okna bloku. Wylądowałem na miekkiej poduszce z powietrza. Skrzypce przestały grać więc wezwałem je ponownie bo muzyka dodawała świetnego klimatu do całej scenerii, wzleciałem do góry, przebijająć się przez szarą chmurę. Złapałem się rękoma o krawędź drugiego bloku i spojrzałem w strone prześwitującego słońca, było dziwne. W środku zamiast oślepiającego blasku było kilkanaście trójkątów, każdy miał inny kolor i dawał inną barwę światła. Przyglądałem się chwilę temu ładnemu zjawisku i odleciałem na pole dzielące moje osiedle z kolejnym. 
Na trawie, po pagórkach w porannym blasku chodzili ludzie. Wylądowałem między nimi, podniosłem leżące na ziemi królewskie berło. Stanąłem na najwyższym pagórku, uniosłem berło nad głowę i krzyczałem do ludzi:
- Czołgać się! 
- Biegać w kółko! 
- A wy róbcie pompki!!
Oczywiście ludki grzecznie wykonywały polecenia.
- HA HA HA !! Jestem królem świata!!!
Przypomniało mi się, że jest już dość wcześnie rano i ojciec pewnie wstał do pracy, usłyszy mnie i pomyśli, że jestem debilem. Od razu, zza kurtyny snu usłyszałem głoś zdziwionego ojca, pytającego czego dre tak morde.
Zapadła ciemność, obudziłem się (oczywiście fałszywie), wstałem, poszedłem się wylać, wróciłem do pokoju.
Wyje*ałem kota, który zawsze włazi do pokoju jak o 3 rano idę do kibla i czeka pod łóżkiem, aż zamknę drzwi, żeby móc w nie drapać zaraz po tym jak się położe z powrotem (wredny ch*j). I położyłem się spać dalej ucinająć sobie tym samym reszte LDka.

Sny były niezapisane, także dużo pewnie brakuje, ale było intensywnie :)
Co do ojca, to nie spałem u rodziców, więc nie mogło go tam być :D kota też nie :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Świetny sen. Ten ocenzurowany opis jest cudowny :)
404 body not found
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
Super ld miło takie czytać - szczególnie zainteresowały mnie efekty świetlne bo czytam teraz Sparrowa - oby więcej takich :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Właśnie się obudziłem, śniło mi się, że postanowiłem jechać odwiedzić panienkę w Krakowie. Wczoraj z nią rozmawiałem przez telefon stąd pewnie indukcja snu. We śnie mi wyszło, że mam do Krakowa 560km, a że jeżdżę 2,5 litrową V6 w benzynie to nie opłaca mi się chyba jechać autem... Obudzilem się i myślę, że to przecież odległość wyssana z palca, chyba, że mam ku*wa senny internet.

Sprawdzam...


yea yea yea
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Hehe rasowy kierowca ma google maps i tachometr w podświadomości :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
Jadę wyczynowym rowerem przez ośnieżoną okolicę, krajobraz się trochę zmienia co jakiś czas. Raz jest śnieg, a za chwile  jakby wydmy przez które się przedzieram. Jazda po piasku bardzo mnie wyczerpuje. Zauważam samochód na drodze z blondynką za kółkiem, która zamiast na drogę to patrzy w telefon. Kobieta wpada w lekki poślizg, staje prostopadle do drogi blokując cały ruch ale zupełnie się tym nie przejmuje i dalej grzebie w telefonie. Tworzy się korek ale nikt z kierowców nie reaguje tylko czekają. Krzyknąłem więc -Ty głupia debilko! blokujesz całą ulicę!
Wszyscy kierowcy spojrzeli na mnie z nienawiścią, powysiadali z samochodów i  zaczęli mnie gonić.
Uciekam więc na moim rowerku przed wściekłym tłumem, wjeżdżam w jakiś las lub do parku, kluczę między drzewami, omijając korzenie. Trafiam na jakiś masyw skalny, nie da się tamtędy przejechać więc zostawiam rower i ruszam szczelinami między głazy. W okół pojawia się dziwna, zielonkawa mgła, coraz więcej skał było obrośniętych mchem.
Wyszedłem z między szczelin na rozległe pole skał, mgła unosiła się wszędzie dookoła, zasłaniała widok. Zrozumiałem, że śnię. Obok stał duży posąg, wyglądał jak z jakiegoś filmu o Aztekach, przyglądałem mu się dłuższą chwilę i poszedłem zwiedzać dalej. Spotkałem blondynkę z samochodu, kłóciliśmy się przez chwilę, olałem ją i ruszyłem dalej. Doszedłem do urwiska skalnego, przede mną rozpostarł się piękny widok, po sam horyzont w dole były skały spowite zielonkawą mgłą. Poczułem ogromną, otaczającą mnie przestrzeń, widziałem krzywiznę ziemi. Jednak czegoś mi brakowało, wiedziałem, że to nie LD „pełną gębą” gdzie przeżyje jakąś euforyczną chwilę.
Miałem na sobie plecak, postanowiłem więc wykorzystać go jako spadochron.
Skoczyłem z urwiska, spadałem niespodziewanie szybko czując pęd powietrza.
Pociągnąłem za pasek od plecaka, jednak spadochron się nie otworzył. Z wielkim impetem uderzyłem w skałę na dole, skała była miękka, jednak szok wystarczył żeby sen się rozmył i skończył.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#17
2 krótkie i dość płytkie LD dzisiaj nad ranem, udało mi się wykonać senny quest miesiąca, zadany przez @Rebeliusz :)

Uświadomiłem się w Tesco albo jakimś podobnym markecie, przede mną szła stara babka w niebieskim płaszczu,  pchała przed sobą pusty koszyk na zakupy. Po mojej prawej stronie zauważyłem lustro, zamiast swojego odbicia zobaczyłem w nim młodą, blond dziewczynę - wyglądała jak Ciri z Wiedźmina (nie ta z gry, tylko z książek). Włożyłem więc rękę w lustro, złapała moją dłon i wyciągnąłem ją z tafli szkła do wnętrza supermarketu. Przybiła mi piątkę i odeszła, a sen zaczął się rozpadać. 
Po przebudzeniu się, przypomniałem sobie, że sennym questem miesiąca było wchodzenie do lustra, a nie wyciąganie z niego ludzi. 
Przysnąłem, tym razem pojawiłem się na osiedlu koło sąsiedniego bloku. Najdziwniejsze, że na horyzoncie widziałem ośnieżone szczyty gór - szybki TR dla potwierdzenia, sukces.
Rozpoczynam szybko poszukiwania lustra, na ścianie bloku były tylko jakby skrawki lustrzanych kawałków. Podszedłem do jednego i z pomocą magii (w ostatnie 3 dni obejrzałem dwa sezony "The Magicians", stąd pewnie próba rzucania czarów xD) chciałem rozciągnąć lustro do rozmiarów zdolnych pomieścić człowieka, niestety nie udawało się, widocznie zaklęcie było złe :)) . Spieszyłem się bo wiedziałem, że sny nad ranem są bardzo płytkie i krótkie. 
Podleciałem do pierwszego z brzegu okna z nadzieją, że w czyimś pokoju będzie szafa, w środku okazało się, że jest. Na szafie wisiało pęknięte w trzech miejscach, duże lustro, widziałem w nim dokładnie swoje odbicie. Wkładam do środka głowę - nic, ciemność. Wchodzę więc dalej, z nadzieją, że coś się zmieni. Pojawiają się jakby drgania materii, szare fraktale migoczące w przestrzeni. 
Spoglądam w górę, nade mną wirują deski i półki szafy, mają dziwne kształty. Poruszają się w każdy możliwy sposób niezależnie od siebie, obiektów jest dużo, tworzą jakby czterowymiarowy labirynt ciężki do ogarnięcia. Bardzo trudno to opisać, wyglądało podobnie do wnętrzą Gargantuy z Interstellar. Widok wzbudza we mnie dreszcz podniecenia, jest piękny. Lecę powoli do góry, zwiedzając otwierające się i zamykające korytarze, wszystko ciągle wiruje i się zmienia, kolory są dość stonowane, dominuje brąz jako że to wnętrze szafy. Przeżycie jest bardzo ciekawe, choć niezbyt intensywne i przejrzyste. Po kilku chwilach oglądania niemożliwego fizycznie obiektu sen rozmywa się, robię jeszcze udany TR w ciemności ale to juz mnie nie ratuje przed pobudką.

@Rebeliusz dzieki za tą misję, nie spodziewałem się takiej fajnej przygody :D

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#18
Alicja w krainie czarów :-) Nie spotkałeś króliczka?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#19
Cieszy mnie to niezmiernie ,że ci się podobało. Fajnie też ,że podzieliłeś się z nami tym snem. Jednak dziękować powinieneś przede wszystkim @Neurocosmic'owi  ,którego podróż do wnętrza lustra zainspirowała mnie do zadania takiego questa.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#20
Zrobiłem dziś nieplanowane WBTB, całkiem niechcący :P dawno nie miałem LD więc postanowiłem to wykorzystać.
Usypiam więc robiąc MILD-a.

Dochodzi mnie dźwięk szeleszczącego, foliowego papierka. Wstaję przekonany, że to kot znalazł jakąś folię i ją zżera po czym wyrzyga ciało obce w jakimś kącie, szukam bydlaka... siedzi i miętoli opakowanie po czekoladowym grześku, na mój widok zaczyna uciekać w panice, ganiam go dłuższa chwilę po mieszkaniu po czym kot porzuca zdobycz i oddala się. Podnoszę papier, idąc do śmietnika budzę się w łóżku.
Jestem zły na siebie bo dałem się nabrać i zamiast LD miałem pogoń po chacie. 

Ponownie robię MILD i usypiam... do moich uszu znów doszedł dźwięk szeleszczącej folii.
-HA! Tym razem się nie dam zrobić w konia (tudzież kota :P)! Wyskakuję z łóżka i od razu taranuje zamknięte okno czy też ścianę, wylatując z mieszkania.
Na zewnątrz jest środek dnia, bardzo ładna pogoda, bezchmurne niebo, słońce miło grzeje ale trochę razi po oczach.
Z dedykacją dla Incesa, który ostatnio wspominał, że nie czerpie już przyjemności z latania postanawiam trochę poszaleć w przestworzach. Z dużą prędkością wznoszę się do góry czując przy tym pęd powietrza uderzający w moje ciało i szum w uszach wywołany prędkością. Robię kilka szybkich zwrotów, beczek i innych akrobatycznych sztuczek lotniczych, jestem niczym sportowy odrzutowiec na zawodach. Z dużej wysokości robię ostry zwrot w dół i pikuję z pełną prędkością ku ziemi, przebijam się głową przez podłoże bez żadnego oporu, wpadam pod tekstury, z dołu wygląda jakbym wpadł w jakiejś grze w buga pod mapę. Nie ma tam nic ciekawego więc szybko wylatuję z powrotem do góry. Nie mając żadnego wcześniej ustalonego scenariusza i rzeczy, które chciałbym zrobić - stawiam więc na destrukcję.
Ląduje na ulicy, przed pędzącym samochodem, zapieram się nogami i jedną reką zatrzymuję auto, które rozbija się o mnie jak o litą skałę. Słyszę przy tym głośny huk gniecionej blachy i czuję siłę uderzenia. Rozwalam jeszcze tym sposobem kilka aut, świetnie się przy tym bawiąc. Kolejny jedzie kabriolet, podlatuję, staje na jego masce, wyciągam faje i szczam na ludzi siedzących w środku.  :)) Sen zaczyna trochę tracić swą klarowność, sprawdzam sposób opisany mi kiedyś przez @Freskum, robię kilka fikołków. Jakość i ostrość od razu się polepszają, stwierdzam, że to świetna technika.

Po chodniku jedzie kilku chłopaków na deskach, w czapkach. Za nimi podąża grupka młodych dziewczyn.
Jeden ze skejterów pyta mnie czy chciałbym wziąć którąś z dziewczyn, tłumaczy mi, że ta z lewej to miała już w ustach 1200 ku*asów, a ta druga, z prawej to tylko jednego ale często używanego. Mówę im, że za takie "dziewczynki" to ja dziękuję, wykopuje typowi deskę spod nóg i ruszam dalej. Próbuje zrobić zapobiegawczo jeszcze kilka salt i fikołków, ale nie chcą się udać, dopiero któreś salto z kolei wykręcam do końca, następnie zawisam w powietrzu i podejmuje próbę rozpalenia swoich dłoni jak mag ognia. Jak zwykle przy tej próbie jest totalna klapa, staram się jeszcze zapalić siłą woli pobliskie drzewa i pojazdy również bez powodzenia. Postanawiam skupić się na tym co już mi się udawało. Wytężam swój umysł w celu stworzenia wielkiej burzy, powodzi, a nastepnie kilku tornad. Oczywiście nic nie dzieje się od razu, najpierw z wysiłkiem przywołuje deszcz, napływają ciemne chmury, pada coraz mocniej i mocniej, ulice zaczynają z wolna spływać potokami wody. Jadące auta zatrzymują sie i toną już w rwącej rzece. (wykonałem tutaj poniekąd senny quest miesiąca z przywołaniem powodzi :) ) Biorę się więc za tornada, wymaga to ode mnie dużo więcej skupienia i siły woli niż deszcz. Trwa to dłuższą chwilę jednak w oddali, po lewej stronie widzę formujące się tornado, kolejne pojawiają się po prawej stronie, wszystkie są dość daleko ode mnie.
W szalejącej burzy, deszczu i zawiei widoczność spadła prawie do zera, latam chwilę w tym żywiole, na twarzy czuję uderzenia rozpędzonych kropli deszczu. Wydaje mi się, że wzleciałem dość wysoko w górę, znajduje jakiś czubek wieży z małym oknem, chwytam się go i zatrzymuje na chwilę. Z dumą obserwuje nawałnicę, którą stworzyłem.

Z bloku na przeciwko sąsiad świeci na mnie zielonym laserem, za blokiem widzę wysoki kościół, porównuje swoją wysokość z wieżą kościoła i wychodzi, że faktycznie jestem wysoko. Szalejące żywioły pozbawione mojej atencji tracą na sile, tornada rozpraszają się, deszcz ustaje, a pogoda zmienia się na pochmurną bez opadów.
Spoglądam w dół - jestem 2 metry od ziemi. Usmiecham się pod nosem bo wydaje mi się to bardzo zabawne.
Schodzę z wieży na ulice, płyną jeszcze resztki usychających już potoków. Siłą umysłu, używając jakby telekinezy próbuje rozerwać asfalt, bardzo mocno się skupiam, krzycząc przy tym. Ulica w końcu się poddaje i w rytm uderzeń serca rozrywa się coraz mocniej, za każdym razem wyzwalająć ogromną siłe i mocno odczuwalne wstrząsy. Powstała wyrwa nie jest duża ale wypływa z niej lawa, chciałem wsadzić tam rękę i rozerwać ulicę mocniej już siłą mięśni jednak przestraszyłem się oparzeń i zrezygnowałem z tego pomysłu. Sen kończy się, a ja spokojnie się wybudzam.



To był jeden z dłuższych LD w moje karierze, tak długi ze po obudzeniu się miałem problemy z przypomnieniem sobie wydarzeń z początku. Sporo jednak umknęło bo z lenistwa zapisałem sen tylko kluczem :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1