Od zera do Dominika Cobba
#91
Wolałbym nie.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#92
23-24.10.2K18
Czas snu ok. 6h 

Kontynuowałem przed snem lekturę "Na zachodzie bez zmian" Erich'a Remarque'a. 


1)  Nie wiem czy to co się wydarzyło ,wydarzyło się we śnie czy na jawie. 

  Przed oczyma mam brutalne obrazy jakieś bitwy. Wkoło wybuchy ,czołgi ,strzelanina i ogólnie śmiertelna sieczka. Nie zapamiętałem dokładniejszych szczegółów. Po środku tego wszystkiego ja dławiący się i kaszlący jakbym miał zaraz wypluć płuca. Krztuszę się bez opamiętania. Wydaje mi się ,że się budzę ale nadal kaszlę. Po chwili znowu powracają obrazy śmierci i wojennego okrucieństwa. Przelatują mi przed oczami po czym znów leżę jakby w swoim łóżku. Chcę wstać ,lecz nie mam siły. Boli mnie gardło ale nie przestaję się dusić i krztusić. Brzmi to strasznie jakbym walczył o każdy haust powietrza jednocześnie próbując wypluć płuca. Wtulam się w kołdrę. Chcę zasnąć by przestać się dusić. Chyba wracam do snu ,lecz to nie jest wybawienie. To powrót do straszliwej wizji rodem z powieści jaką czytałem. Nadal się krztuszę a piekielny ogień wypełnia mi płuca. Obrazy mnie leżącego w ciemnościach mego pokoju ,na łóżku i mnie pośrodku piekła na ziemi przenikają się coraz częściej. W końcu łączą się jakby w jedno. Nie wiem czy śnię czy to dzieje się na prawdę. W końcu wizje ustają. Potworne duszenie się także. Leżę w ciemnościach ,spocony i zmęczony. Jest mi niedobrze. Myślę ,że jest już jakaś piąta rano i zaraz wstanę kończąc straszną noc. Gdy jednak sięgam po telefon ukazuje mi się godzina druga czterdzieści jeden. Dwie godziny czterdzieści jeden minut po położeniu się spać. Boję się ponownie zasnąć ,lecz zmęczenie bierze górę i osuwam się w senną otchłań...



24-25.2K18
Czas snu ok. 5h

Skończyłem książkę.

1)  Taka sama sytuacja wydarzyła się również tej nocy. Na szczęście ,prawdopodobnie z powodu małej ilości snu oraz jego niedoboru z poprzednich dni ,nie zapamiętałem jej tak dobrze jak poprzedniej. 
  Podobnie jak dnia poprzedniego tak i dzisiaj leżenie w łóżku i przerażające krztuszenie się ,przeplatane było z jakąś straszliwą wizją (której nie zapamiętałem). Albo całe zajście było krótsze od poprzedniego albo nie zapamiętałem go całego ... i w sumie dobrze ,że nie. 


Na tym zakończyła się (mam nadzieję) przygoda z sennymi potwornościami spowodowanymi lekturą powyższej książki. 
  Jedyne co mnie nurtuje to czy polecać komuś to dzieło literatury. Wyśmienicie napisana i poruszająca temat piekła jakim jest wojna ,przedstawionego oczami jej uczestnika jest według mnie (i milionów innych osób) warta przeczytania ,nawet jeśli nie za bardzo interesuje cie co działo się z ludźmi sto lat temu. A już na pewno warto by przeczytały to osoby ,które wojnę uważają za w sumie coś dobrego i deklarują wszem i wobec ,że gdyby dano im broń do ręki i pozwolono zabijać robiliby ,to z chęcią ponieważ "tych i tych" trzeba wytępić do nogi. A znam wielu takich ludzi.
  Jedyne co jest mankamentem owej księgi to to ,że bardzo wciąga w swój świat. Jak widać po tym co opisałem powyżej ,mnie wciągnęła aż za bardzo.


  Chyba ,że jest jeszcze druga opcja. W szkole obecnie omawiamy "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego ,gdzie trup też ściele się gęsto ,więc to może przez to dzieło mam straszne nocne przeżycia.  :P


26-27.10.2K18
Czas snu ok. 10h

DZIESIĘĆ GODZIŃ SNU ,ależ się dzisiaj porządnie wyspałem.

Ogólnie po obudzeniu się pamiętałem aż pięć snów. Jednak próbując je wszystkie spamiętać trzy mi odleciały i nie wróciły. Natomiast te trzy zapamiętane także nie pozostały całkowicie w mej pamięci.  W układaniu nocnych podróży nie pomogła też moja kochana matula ,która chyba uznała ,że "ten Paweł to już chyba za długo śpi i pewnie chciałby już się obudzić ale nie może ... a włączę sobie suszarkę ,pralkę i radio na pełnej mocy".  :D


1)  Druga wojna światowa. Na szczęście nie była to straszna ,realistyczna tudzież naturalistyczna wizja jak podczas poprzednich nocy ,lecz czułem się jakbym oglądał film sensacyjno wojenny. Wojska Hitlera oraz Mussoliniego atakowały niewielkie ,malownicze ,skąpane w słońcu i otoczone polami pszenicy ,włoskie miasteczko ,w którym bronili się amerykanie. 
  Przez chwilę widziałem sztab główny państw osi ,w którym Włoski dyktator zrobił jakąś głupią rzecz. Skwitowałem to śmiechem oraz słowami "Głupi Mussolini". 
  Wróciłem do miasteczka. Ostrzał się nasilał. Większość domów leżała już w gruzach. Wtem zobaczyłem Naszego obecnego prezydenta Andrzeja Dudę oraz jego żonę wyszli z miasteczka i skierowali się w stronę niewielkiego pagórka. Na szczycie stały tylko dwa śmietniki. W obu pośród śmieci leżało po jednym bobasie. Okazało się ,że naziści chowali do śmietników małe nieniemieckie dzieci ,żeby wychować je jak Niemców (WTF). Para prezydencka wzięła jedno (drugiego nie zauważyli) i ruszyła do miasta. Odprowadziłem ich wzrokiem. Odstawili je do szpitala (nie ,to nie jest tekst propagujący kogokolowiek ani jakąkolwiek partię  :> ) ,pozajmowali się nim chwilę pomogli innym rannym. A TU JEB!!! Na szpital spadł wielki pocisk i rozniósł w puch cały budynek razem ze wszystkimi przebywającymi w środku. Pobiegłem na pagórek i wziąłem drugiego dzieciaka ze śmietnika w celu odniesienia go w jakieś bezpieczne miejsce...


2)  Świat Stalkera. Idę wraz z towarzyszem przez miasteczko skąpane we mgle ,pełne ceglanych ,rozpadających się ruin oraz drewnianych domeczków. Oczyszczamy sobie drogę z mutantów. W jednym domu załatwiliśmy mięsaka ,na polu ominęliśmy po cichu błądzącego zombiaka ,natomiast w jakiejś chatce zostałem zaatakowany przez coś jakby połączenie snorka i nibypsa. Na szczęści za moimi plecami stał ubezpieczający mnie towarzysz. 
  Byliśmy wyśmienicie zgrani. On uzbrojony w strzelbę ja zaś w bardziej wyszukaną broń. Miałem karabin ,do którego zamiast nabojów ładowało się zielony maziowaty płyn ,skutecznie a co ważniejsze po ciuchu zabijający większość przeciwników na strzała. Wadami jego były niewielki zasięg oraz to ,że gdy w magazynku już kończył się płyn to trzeba było przechylać broń by trafił do komory nabojowej.
  Szliśmy sobie więc przez zonę w poszukiwaniu artefaktów ,nieniepokojeni przez nic oprócz kilku mutantów ,anomalii nie spotkaliśmy żadnej. Wtem z mgły wyłonił się przyjaźnie nastawiony do nas stalker. Powiedział ,że wybiera się na zebranie główne stalkerów ,bo jest jakaś ważna sprawa do omówienia. Gdy dowiedział się ,że pierwsze słyszymy o tym spotkaniu to ,uwag cytuję "To żeśta kur*a jekie głuche ili głupie jeno choćta ze mną ,patemu będą w dupe je*ańcy pytać gdzieśta zasrańcy byli a ja skażu paplacz żem was widział i nic nie skazał". No więc ruszyliśmy za nim.    Przeszliśmy jakieś sto metrów i dotarliśmy do niedużej wierzy. W środku na ostatnim piętrze w niewielkim pokoiku gnieździło się ze dwudziestu chłopa. Wchodząc powiedziałem luzacko "NO SIEEEEEEEEEMA" ,lecz wszyscy byli strasznie poważni i pozdrowili mnie oschłymi słowami. 
  Rozmawialiśmy jak to stalkerzy a jakże o artefaktach. Wszyscy się chwalili jakich to perełek nie odkryli i czego to oni nie znaleźli ale jak przyszło co do czego ,to nie było komu pokazać skarbów ,bo a to gdzieś zostawili plecak by nie taszczyć go na zebranie albo już sprzedali itd. (pierdo*enie o szopenie mówię wam).
  Rozmowy przerwało wejście ważnego stalkera ,który gdy tylko potrzeba było zjednoczenia w szeregach stalkerów to zostawał przewodnikiem/dowódcą. Powiedział ,że jest problem któremu trzeba zaradzić. Niestety od tego momentu pamiętam zdarzenia jak przez mgłę. Chodziło o zaatakowanie kogoś. Pokazał mapę ,rozdzielił zadania i wyruszyliśmy (...) ...


3)  Musiałem pojechać po coś do centrum warszawy. Wsiadłem więc w samochód i ruszyłem. Jechałem alejami Jerozolimskimi wyglądającymi nieco inaczej niż w rzeczywistości. Było piękne ,słoneczne popołudnie. No więc jadę ,jadę i nagle uświadomiłem sobie ,że nie mam prawa jazdy oraz ,że w ogóle nie wiem jak prowadzić samochów.
[Sen pewnie spowodowany tym ,że niedługo będę miał swoją pierwszą jazdę szkoleniową]
  Zacząłem panikować ,tracić panowanie nad autem ,widziałem przed oczami jak się rozbijam albo zostaję złapany przez policję. Zwolniłem do jakichś dwudziestu kilometrów na godzinę co i tak wydawało mi się zawrotną prędkością. Minąłem skrzyżowanie z ulicą Łopuszańską i zjechałem na pobliski parking. Stanąłem ,ręczny ,silnik stop. "O krva żyję".
  Gdy chwilę odetchnąłem po "ekstremalnej" jeździe pomyślałem "o kurva co ja powiem matce" Zabrałem jej samochód bez pytania ,nie mogę nim wrócić ,będzie musiała autobusem po niego pojechać gdy wróci z pracy. Ale będzie opier*ol. Wyjąłem telefon ,zastanowiłem się chwilę jakby się tu wytłumaczyć ,po czym wybrałem jej numer. Już miałem dzwonić kiedy uświadomiłem sobie ,że to sen i nie muszę się martwić. Wystarczy poczekać aż się obudzę. Czas oczekiwania spędziłem chodząc po parkingu. 

Pewnie teraz powiecie. REBELBEBEl skoro miałeś LD ,to dlaczego zmarnowałeś je na chodzenie po pustym parkingu ?
Otóż NIE MIAŁEM LD.  facepalm
Jak to powiedział kiedyś pewien sławny człowiek "TO JEST DRAMAT KU*WA" ,że nawet gdy już sobie uświadomię iż śnię to się nie uświadamiam. Wszystkie afirmacje i TR-y idą w piach ,bo nawet nie potrafię się uświadomić we śnię.
  Dzięki mózgu ,że zamiast przyjemnego LD mogę liczyć jednie na zwykłe sny ,które często są koszmarami. 


 ...chyba muszę złożyć jakąś ofiarę Morfeuszowi i  Fobetorowi w sumie też żeby przestał mnie nękać.

Enjoy
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#93
01-03.11.2K18

Przez te dwa dni byłem na kuracji u babci. Wyspałem się za wszystkie czasy ,oddychałem świeżym powietrzem oraz zjadłem zaje*iste ciasto tudzież barszcz. Czegóż chcieć więcej? Miałem sny nawet kilka jednej nocy ale sielanka udzieliła mi się tak bardzo ,że nawet nie chciało mi się ich zapisywać ani zapamiętywać. I tak nie były zbyt ciekawe (TAK WIEM ŻEBY MIEĆ LD TRZEBA ZAPISYWAĆ WSZYSTKO ITD. no ale cóż stało się). Do dzisiaj zapamiętałem jeden.


1) Druga wojna światowa. Noc ,jakowaś wioska gdzieś na zadupiu w Rosji. Byłem Niemcem i walczyłem z atakującymi nasze polowe fortyfikacje Rosjanami. I w sumie tyle. Pierwsze z czym mi się skojarzył ten sen ,po przebudzeniu ,to gra Red Orchestra 2. 


03-04.11.2K18 
Czas snu ok. 10h


Wróciłem do swojego Zaśmierdziogórogrodu. Smutek podyktowany tymże faktem umiliłem sobie tym ,że zasnąłem w full nowiusieńkiej ,świerzutkiej ,nieśmiganej kołderce ,tak więc było znośnie. 
Od ostatniego wpisu postanowiłem także zmienić jedną rzecz ,którą stosuję wsiadając do mego sennego pojazdu łóżkiem zwanym ,ruszając w podróż do sennego świata. Otóż jakiś tam internetowy artykuł przekonał mnie by zakładać skarpetki przed pójściem spać. No więc pomyślałem czemu by nie i powiem wam ,że jakoś tak przyjemniej się śpi. Może to tylko placebo ale chyba przy tym zostanę. Dodatkowo od wczoraj włączyłem ową czynność zakładania skarpetek na stópki do afirmowania się. Mówię do siebie ,że to nie jakieś tam wełniane badziewie za piątaka a magiczne amulety  :D . Prawa skarpeta to amulet zapamiętywania snów zaś lewa odpowiada za LD. Dziś w nocy zadziałał tylko ten pierwszy.


1) Lekcja historii. Nauczyciel dyktuje nam dwadzieścia zadań do wykonania. Gdy kończy dzwoni dzwonek.
(...) 
  Mija kilka dni. Siedzę z kolegą na stołówce szkolnej i jem obiadek. Okazuje się ,że po tej przerwie jest termin oddania wyników zadań. Oczywiście jak zwykle wszystko robię na ostatnią chwilę. Wraz z ziomkiem robię cztery zadania w czasie wcinania obiadu. Do zrobienia kolejnych wychodzę na korytarz. Piszę najszybciej jak się da. Dochodzę do dziewiątego punktu a brzmi on mnie więcej tak "opisz wybranego ,mało znanego żołnierza AK z okolicy szkoły i napisz dlaczego jesteś mu wdzięczny za to co uczynił" (innych pytań nie pamiętam choć prawie je sobie przypomniałem). Wyszedłem ze szkoły i spostrzegłem stary rozlatujący się ceglany budyneczek. Przeszedłem ulicę i wszedłem do środka. Okazało się ,że jest pusty ,nie ma żadnych pokoi ,schodów a nawet dachu. Puste miejsce osłonięte czterema ścianami. Jedyne co się tam znajdowało ,oprócz mroku ,który wywoływał niewielkie ciary na plecach ,to kamień nagrobny ,kwiaty i kilka wypalonych świec. Spojrzałem na napisy "Żołnierz AK A.Kraś ...". Ucieszyłem się ze znaleziska. Szybko zacząłem pisać i opisywać zadanie. Gdzieś w połowie zapisywania gdy byłem całkowicie skupiony na zapiskach niezauważenie podszedł do mnie od tyłu jakiś dziadek i powiedział głośnym acz zachrypniętym głosem "Witaj". Mało nie podskoczyłem wystraszony. Wstałem przywitałem się również a w odpowiedzi starzec ,pełen siwych włosów wystających spod beretu ,zaczął opowiadać mi swoją historię z młodości. Wspomniał coś o Antonim Krasiu. Spytałem go więc czy znał gościa tu leżącego. Odpowiedź była twierdząca. Idąc o lasce podszedł do nagrobka i kontynuował opowieść ,lecz z każdą chwilą stawała się coraz dziwniejsza. W końcu nie mogłem tego wytrzymać i uciekłem...


2) Drugi sen a raczej jego jego część przypomniałem sobie dzięki koledze ,który niedługo po przebudzeniu wysłał mi na Fb artykuł o jakimś księdzu pedofilu za karę wysłanym na Ukrainę.  :>

(...) 
  Widziałem całą akcję znad głównego głowy bohatera ,którym był jakiś młody Ukrainiec. Słonecznie ,ciepło ,polska wieś. Coś przeskrobał ten nasz sąsiad ze wschodu i teraz polska mafia chciała mu zrobić krzywdę. Związanego wraz z trzema innymi osobami ustawili na środku szerokiej ,piaszczystej drogi biegnącej przez wieś. Nie wiem na co czekali z wpierd*lem ale dało to gościowi czas na oswobodzenie się z więzów. Uciekł ubranym na czarno gangsterom w chwili ich nieuwagi. Biegł ile sił w nogach w stronę nieodległej granicy. Gdy przebiegł most oddzielający oba kraje uniósł ręce w geście zwycięstwa...


3) [Ten sen dedykuję użytkownikowi @sz4m4n ,który ostatnio narzekał]
#
(21-09-2018, 12:30 )sz4m4n napisał(a): Wchodzę tu zawsze z nadzieją, że Rebeliusz będzie mordował dziewczynki. Jestem zawiedziony ostatnio :(

Najlepiej zapamiętany sen. Bardzo ładny i realistyczny prawdopodobnie dlatego ,że odbywał się zaraz przed samym obudzeniem. Nie wiem tylko czy to od czego rozpocznę ,to rzeczywisty początek snu czy też działo się coś więcej wcześniej tudzież nie zapamiętałem tego.

  Mecz battle royal lub igrzysk śmierci. Skłaniałbym się ku tej drugiej opcji ponieważ walczyliśmy tu osobiście na śmierć i życie. Zebraliśmy już drużynę do kupy i ruszaliśmy przez zielony ,iglasty las na spotkanie z przeciwnikami. Nagle na niewielkiej polance przy leśnej drodze zauważyłem jeepa oraz jakieś wyposażenie. Postanowiłem to sprawdzić. Poleciłem moim kilku kompanom poczekać na mnie i ruszyłem do nieodległych łupów. Nie znalazłem nic niezwykłego na co gorąco liczyłem. Jedynie trochę amunicji i jakieś leki. Już miałem wracać ale pomyślałem sobie ,że fajniej i szybciej byłoby podjechać zaparkowanym przy mnie jeepem. No więc wsiadłem ,usadowiłem się wygodnie ,chcę ruszać ale nie ma jak ,bo nie mam kluczyków. Pomyślałem ,że coś się zaraz zmajstruje. Schyliłem się i zacząłem grzebać w kabelkach w nadziei ,że uruchomię maszynę. Po chwili łączenia ze sobą różnych przewodów usłyszałem ciche warczenie silnika. Ucieszony z siebie i swej pracy uniosłem głowę spod kierownicy i już miałem ruszać... A TU NAGLE JEEEEEEEEEEEEEB !!! Nawet nie zdążyłem powiedzieć żadnego przekleństwa a już nie żyłem. Po chwili z lotu ptaka zobaczyłem powtórkę całego wydarzenia. Okazało się ,że nie słyszałem warkotu silnika mojej maszyny tylko samochód jednego z przeciwników jadącego z naprzeciwka. Nie zauważyłem go ponieważ patrzyłem w dół a gdy uniosłem głowę było już za późno. Jeszcze ten skurwy*yn zaraz przed uderzeniem odbił się od wyboju na drodze w taki sposób ,że wskoczył z impetem prosto w moją kabinę kierowcy samemu nic sobie nie robiąc.
  Zacząłem unosić się w stronę nieba. Obraz stawał się coraz ciemniejszy. Pogodziłem się już z myślą ,że nie żyję. Kiedy nagle obudziłem się obok wraku samochodu ,w którym zginąłem. Gdy doszedłem do siebie usłyszałem od kolegi iż zaniepokojony hałasem ,spowodowanym zderzeniem ,postanowił przybiec i sprawdzić co się ze mną dzieje. Dopiero teraz dostrzegłem nieopodal samochód ,który we mnie uderzył. Obecnie stał wbity w drzewo ,podziurawiony ołowiem a jego szyby były obryzgane krwią od wewnątrz. Pomyślałem "He He ch*ju". Ziomek pomógł mi wstać. Ruszyliśmy do naszej zniecierpliwionej grupy. Po drodze poprosiłem go o jakąś broń jako ,że swoją straciłem w wypadku. Niestety miał tylko rewolwer na zbyciu. Dał mi też zapas nabojów. Gdy sypał mi je do ręki słyszałem brzdęk miedzianych łusek oraz czułem ciężar metalu. Szczególnie ta kwestia utkwiła w mej pamięci.
  Już w grupie szliśmy dziarsko przez leśną gruntową drogę aż tu nagle ścieżkę zastąpiła nam inna drużyna ,niemająca wobec nas dobrych zamiarów. Zamiast zacząć do nich od razu naparzać ze wszystkiego co mamy to zbliżaliśmy się do nich powoli ,niczym kowboje w westernach. Będąc już jakieś pięćdziesiąt metrów od przeciwników spostrzegłem ,że od tyłu podjeżdża do nas kolejna grupa wrogów ,jeszcze groźniej wyglądająca i lepiej uzbrojona od tej pierwszej oraz od nas. Poinformowałem o tym wszystkich i zasugerowałem spierd*lkę na lepszą pozycję jednak ci szli niewzruszenie na spotkanie z przeznaczeniem. Gdy obie grupy podeszły już naprawdę blisko ,prawie nas otaczając. Spojrzałem na swój marny rewolwer i postanowiłem ,że pier*olę to nie ma szans żeby tu przetrwać. Pobiegłem do lasu. Mym śladem ruszyła jeszcze dwójka z mojej grupy. Postanowiliśmy poczekać aż tamci się powystrzelają po czym my wykończymy niedobitków. W czasie szukania dogodnej pozycji na okopanie się znalazłem AKS'a z pełnym magazynkiem trzydziestu naboi oraz obok drugi posiadający ich dwadzieścia siedem. Znalazłem też wgłębienie w ziemi wyglądające jak okop ,o średniej głębokości ok. dwóch metrów. Uznałem ,że będzie to doskonała pozycja strzelecka. 
  W międzyczasie dotarła do mych uszu zacięta wymiana ognia zwiastująca to iż niedługo ruszą w moją stronę ci co ją przetrwają tę sieczkę. Nie myliłem się. Niedługo później usłyszałem szelest zbliżających się kroków. Wychyliłem lekko głowę ,na której miałem duży ,brązowy ,amerykański kapelusz ,by rozeznać się w sytuacji. Nie zdjąłem go ponieważ miał zielone wszywki doskonale maskujące go w ściółce leśnej. Nie widziałem dokładnie kto idzie ale wiedziałem ,że to wróg. Postanowiłem poczekać ze strzelaniem aż będzie naprawdę blisko. Gdy wiedziałem ze słuchu iż ma ofiara jest jakieś dziesięć metrów ode mnie ,wychyliłem się i w mgnieniu oka wycelowałem po czym oddałem celny strzał skierowany w głowę ... dziewczynki. Niewielka może dziewięcioletnia dziewczynka w różowej ,pasiastej bluzeczce upadła bez życia na mech ,obryzgany krwią wydobywającą się z ciemnej dziury w jej głowie. Nie przejąłem się tym ,że zabiłem dziecko. Miała broń więc była celem ,który należało wyeliminować.
  Zacząłem rozglądać się za kolejnymi nieprzyjacielami. Patrzyłem ukryty w stronę ,z której najbardziej spodziewałem się ataku. Pokarała mnie ta krótkowzroczność ponieważ w pewnym momencie usłyszałem za sobą ,że ktoś wskoczył do mojego okopu. Odruchowo zrobiłem unik ,który uratował mi życie i strzeliłem szybką serię za siebie. Usłyszałem krzyk. Gdy się odwróciłem zobaczyłem dziewczynkę w wieku tej poprzedniej. Miała brązowe włosy zaplecione w warkocz ,bluzę w kolorze ni to zielony ni to niebieski (gdybym był kobietą pewnie bym wiedział :P ) oraz czarne dresy zabarwione krwią na czerwono ,poszarpane od mych kul. Pomyślałem "seria poszła za nisko" i ruszyłem by dobić dzieciaka. W połowie drogi usłyszałem dźwięk łamanej gałązki na godzinie piątej. Rzuciłem się przed siebie niczym w Hollywood'zkim filmie akcji i w locie odwróciłem się posyłając ołów w stojącego ,z wycelowanym we mnie glockiem ,chłopaka. Ten zachwiał się lekko i wpadł do środka rowu zabarwiając go na czerwono. Ja zaś upadłem na postrzeloną przeze mnie przed chwilą dziewczynkę. Wywołało to u niej jeszcze większy ból. Wstałem pospiesznie i z przyłożenia dobiłem ją rewolwerem. Ruszyłem transzeją na lepszą pozycję. Chciałem przeładować karabin ,który miał już tylko jedenaście nabojów ,lecz w żaden sposób nie mogłem odpiąć magazynka. Szarpałem się z bronią do czasu aż nie usłyszałem rozmowy za swymi plecami. Myśląc ,że to wróg więc od razu podniosłem broń do oczu gotowy natychmiast wystrzelić. Okazało się ,że to trupy bachorów ,których przed chwilą zastrzeliłem ,wstały i zaczęły ze sobą rozmawiać na temat Fortnite'a. Blade jak śnieg dzieci ,z dziurami w głowach ,nogach ,brzuchach i niezaschniętą jeszcze krwią usiadły obok siebie i gaworzyły o jakichś skinach do postaci. :| 
  Postanowiłem zmienić pozycję ponieważ gadające zwłoki zagłuszały potencjalnych oponentów.
Biegłem co sił w nogach do kolejnego wgłębiania terenu mogącego zapewnić mi ochronę ,gdy kątem oka zobaczyłem już dorosłego przeciwnika ,ubranego na czarno ,dzierżącego karabin w dłoni. On również mnie spostrzegł jednak byłem szybszy ,więc po chwili wąchał kwiatki od spodu ,jednocześnie podlewając je swą krwią. 
  Usłyszałem głośny komunikat mówiący iż jest to już przedostatni przeciwnik. Wtenczas zza kilku drzew wyszło pięciu moich pobratymców. Zdziwiło mnie to ,że przetrwali tamtą masakrę na drodze. Połączyliśmy się i szybko zlokalizowaliśmy ostatniego wrogiego gracza. Otoczyliśmy go i zaczęliśmy bić karabinami po głowie. Tak to też był dzieciak... Spojrzałem na swój licznik zabójstw i okazało się ,że wskazuje magiczną liczbę 37. Powiedziałem do wszystkich "To moja życiówka więc zaklepuje sobie ostatniego". Wyjąłem mołotova by zwieńczyć mecz spektakularnym kilem. Moja drużyna zaś ciągnęła go w miejsce gdzie rzucając koktajl nie spalę połowy lasu. Cieszyłem się ,że zaraz ma żądza krwi zostanie zaspokojona... 

Obudziłem się w tym momencie. Pierwsza myśl: Ale jestem popierdolo...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#94
Hehe a może to są odbicia kompetencyjnych gier MMO, w których większość oponentów to w końcu irytujące dzieciaki albo gimbaza ? :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#95
(04-11-2018, 22:44 )Rebeliusz napisał(a): 01-03.11.2K18

Przez te dwa dni byłem na kuracji u babci. Wyspałem się za wszystkie czasy ,oddychałem świeżym powietrzem oraz zjadłem zaje*iste ciasto tudzież barszcz. Czegóż chcieć więcej? Miałem sny nawet kilka jednej nocy ale sielanka udzieliła mi się tak bardzo ,że nawet nie chciało mi się ich zapisywać ani zapamiętywać. I tak nie były zbyt ciekawe (TAK WIEM ŻEBY MIEĆ LD TRZEBA ZAPISYWAĆ WSZYSTKO ITD. no ale cóż stało się). Do dzisiaj zapamiętałem jeden...

Jak mi brakuje czegoś takiego 8-> ...







Swoją drogą ten twój opis ostatniego snu czyta się jak opis typowej rundki w PUBG  ;) .
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#96
(04-11-2018, 23:36 )incestus napisał(a): Hehe a może to są odbicia kompetencyjnych gier MMO, w których większość oponentów to w końcu irytujące dzieciaki albo gimbaza ? :P
  Martwi mnie to ,że nie gram w takie gry ani nie znam środowiska więc na pewno nie tędy droga.
(04-11-2018, 23:48 )Dreamer napisał(a): Swoją drogą ten twój opis ostatniego snu czyta się jak opis typowej rundki w PUBG  ;) .
  Ściągnąłem sobie ostatnio PUBG'a na telefon by mieć co robić na nudnych lekcjach (czyli na większości :V) więc pewno dlatego taki sen.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#97
(05-11-2018, 00:02 )Rebeliusz napisał(a):   Ściągnąłem sobie ostatnio PUBG'a na telefon by mieć co robić na nudnych lekcjach (czyli na większości :V) więc pewno dlatego taki sen.

Hahha, jakbym siebie słyszał/czytał  :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#98
Eeeee co ? ;)
Te dwie odpowiedzi sobie zupełnie przeczą :P
Z tego co czytam PUBG to MMO, istotną kwestią jest czy podczas gry miałeś wrażenie, że rywalizujesz z niedojrzałymi graczami ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#99
haha :D dziekuję za dedykację! czekałem na czas, w którym psychopatyczne zdolności Twojej podswiadomości znów się ujawnią :D ostatnią noc też spędziłem na wojnie, konkretnie na froncie wschodnim w armii amerykańskiej, w czasie WWII. Tłukłem niemców i waliłem do czołgów z dział artylerii, nie mam niestety głowy ostatnio do kontynuowania dziennika, więc miło chociaż poczytać, że nie tylko ja walczę :D jednak brak u mnie dzieci do wyrżnięcia. 
Może masz jakiś uraz w tej kwestii, naoglądałeś się lub naczytałeś o przemocy w obec młodych istnien i dlatego podświadomość podsuwa Ci takie ofiary?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1