Od zera do Dominika Cobba
#71
12-13.08.2K18
Czas snu ok. 11h
Przed snem: słuchałem https://www.youtube.com/watch?v=uzCcaKlN...JQ&index=3


1) Świat Horego Portiera. Każdy z uczniów dostał zadanie dołączenia do jakiegoś bractwa w Horgwarcie. Ruszyłem wraz z tłumem innych adeptów po schodach na piętro bractw. Był to długi korytarz z wieloma drewnianymi drzwiami na których wisiały tabliczki z nazwą bractw np. "Bractwo Siły". Dotarłem do drzwi z napisem "Bractwo Pacyfistów". Ktoś z tłumu powiedział ,że to bardzo prestiżowe bractwo do którego można się dostać tylko jeżeli rozśmieszy się wszystkich jego członków. W tej chwili przepchnął się przez nas prof. Snape ,otworzył drzwi za którymi zobaczyłem siedzących przy stole działaczy. Stanął w drzwiach ,zrobił groźną minę ,odczekał chwilę i powiedział "Szyszka". Wszyscy w środku wybuchnęli gromkim śmiechem. Severus wszedł uśmiechnięty i zamknął za sobą drzwi. Prawie wszyscy uczniowie zaczęli dobijać się do wrót chcąc także dołączyć do tego stowarzyszenia. Wyszedłem z tłumu i ruszyłem w stronę ostatnich drzwi z napisem "Bractwo Sziszy". Liczyłem ,że zastanę tam prof. Slughorna który był mi potrzebny do rozwiązania jakiejś zagadki nie pamiętam już jakiej. Jedyną osobą jaką zastałem w środku był Ron Weasley. Znajdowałem się w niewielkim ,ciemnym pokoju. 
(...) Rozmyślaliśmy nad rozwiązaniem zagadki.
Nagle do pokoju wleciał ogromny ,magiczny świetlik wielkości pięści rozświetlający ponury pokój. Chciałem go sprzątnąć jakimś zaklęciem ale Ron mi przeszkodził mówiąc ,że zabity świetlik wybuchnie. Wziąłem więc koc z jednego łóżka i ruszyłem by złapać owada w moją zaimprowizowaną siatkę. Trochę mi zajęło schwytanie robala ale udało się. Ucieszyłem się ale po chwili przekląłem swój optymizm ,bo w chwileczkę po pojmaniu koc zapalił się od świetlika. Trzeba było szybko działać. Otworzyłem różdżką okno i wywaliłem koc wraz z pasażerem na dwór (...) ...


WBTB
Nie pamiętam czy obudził mnie alfa budzik czy zwykły ,który nastawiłem w razie niepowodzenia pierwszego.

2) Wszedłem wraz z grupą znajomych do zdezelowanego domu na zalesionym wzgórzu. Większość rzeczy było rozwalonych i walało się na podłodze. Naszą szczególną uwagę przykuła lodówka ,która działała i pełna była świeżych produktów. Uświadomiło nam to ,że ktoś tu mieszka pomimo iż obecnie nikogo prócz nas tu nie było. Inną ciekawą rzeczą nad którą dywagowaliśmy było to iż drzwi owej lodówki były przecięte w pionie ,zostało ich może 1/3 z całości ,więc bez problemu widzieliśmy co jest w środku nawet bez ich otwierania. Już mieliśmy wychodzić gdyż uznaliśmy ,że lepiej żeby nas tu nie było gdy wróci właściciel chaty. Jednak dostrzegłem biblioteczkę i nie mogłem się powstrzymać i musiałem sprawdzić czy nie ma czegoś ciekawego do przeczytania (w realu też tak mam  :D ). Moją szczególną uwagę przykuły trzy wielkie tomy "Indiana Jones" oraz dwa miesięczniki "Świat Wiedzy". Ktoś powiedział ,że jeśli tak mi się te papiery podobają to niech je sobie wezmę. Stanowczo odmówiłem argumentując ,że w końcu jest to czyjaś własność. Wyszliśmy z domu ...


WBTB x2
Obudził mnie dźwięk kosiarki. Nie zamierzałem jeszcze jednak wstawać więc zamknąłem okno i poszedłem w kimę.

3) Stałem w jednym z dwóch szeregów na baczność. Byłem rekrutem radzieckiej agencji kosmicznej. Pomiędzy szeregami przeszło dwóch kosmonautów idących w stronę rakiety ,która miała z nimi wystartować. Byli ubrani w dziwne skafandry bez osłony na twarz. Jeden z nich powiedział nam ,że mogą zginąć więc jeśli to się stanie prosi byśmy o nich nie zapomnieli. Gdy wystartowali nasi dowódcy wysłali nas do niebieskiego autobusu w których przewieziono nas do nieodległej bazy szkoleniowej. Gdy opuściliśmy pojazd każdy został zaopatrzony w karabinek AKMS (Kałacha). Przydzielono nas do baraków i kazano iść spać ,więc poszliśmy ,ja ze swoją bronią pod kołderką. Obudziła mnie muzyka ,powiedziałem "Co ulicha?" i próbowałem ponownie zasnąć. Po chwili podbiegł do mnie nowo poznany dnia wczorajszego towarzysz mówiąc żebym wstawał. "Co jest ku*wa ? Atakują ? Nie ? To daj mi spać do cholery!" Odparł ,że chłopaki z baraku obok robią imprezę i spytał czy idę. "Oczywista oczywistość". Obudziłem pozostałych którzy jeszcze spali ...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#72
13-19.08.2K18
Nie spałem w tych dniach jakoś dobrze (bądź w ogóle nie spałem) dlatego i sny trochę mizerne.


1) Wraz z dwoma osobami goniliśmy kogoś niedaleko wybrzeża. Jak to zwykle bywa gdy kogoś gonisz i chcesz tą osobę złapać to oczywiście ... naparzasz do gościa z armaty ,bo czemu nie. Ja to robiłem z https://pl.wikipedia.org/wiki/105_mm_arm..._Schneider. Oddałem kilka salw ,niestety żadnej celnej. Gość zwiał ,już mieliśmy brać dupę w troki z tego miejsca ale podjechały do nas dwa pickupy wypełnione terrorystami. Pomimo iż mieli chusty przez które nie widziałem twarzy ,to wiedziałem ,że ich miny nie są przyjazne. Każdy z nich miał kałacha a do tego na jednym samochodzie ustawili ciężki karabin maszynowy. Ich szefuńcio z bujną siwą brodą powiedział do nas "Nie macie szans uciec ,możemy was też teraz zabić albo zaproponować przyłączenie się do nas". Uznaliśmy ,że z ołowiem w głowie ciężko się zwiewa a z ich szeregów może nadarzyć się okazja. Zapakowaliśmy się na auta i po dojechaniu do ich bazy zaczęło się "szkolenie". Czyli bieganie ,bicie ,poniżanie. Taki tam trening według terrorystów. Później staliśmy (rekruci) na baczność i słuchaliśmy jak dziadek/szefuńcio gada o wyższych celach jego organizacji. Ja zaś opracowywałem plan ucieczki ,który zakładał zakradnięcie się w nocy do magazynu uzbrojenia wzięcie czegoś co strzela oraz tylu granatów ile zdołam unieść. Następnie miałem je porozrzucać po obozie co wywołałoby chaos a ja bym sobie niezauważony wyszedł po angielsku. Do niczego jednak nie doszło gdyż sen się sko...


Innego dnia
  

2) Byłem na statku ,który płynął. ŁAŁ statek ,który płynie. No nie do końca to takie zwyczajne ,bo w pewnym momencie statek zamiast płynąć do przodu zaczął płynąć w dół. Dowiedziałem się o tym chyba jako ostatni ponieważ gdy już ta chwila nastała oprócz mnie na pokładzie została tylko grupa dzieci oraz zero szalup ratunkowych ,nosz po prostu super. Dodam iż była noc ,lekka mgiełka a statek wyglądał 1:1 jak MS Piłsudski 
,oprócz malowania które w moim śnie było całe białe. Swoją drogą Piłsudski też zakończył swą służbę przez zatonięcie ,znaczy się statek a nie marszałek  :D nevermind. Kontynuując fabułę zaprowadziłem dzieciaki na drewniany trap przy którym na nasze szczęście stał jeszcze ostatni wielki ponton. Szybko zapełniliśmy go i gdy już miałem odpalać silnik żeby odpłynąć od tonącej kupy stali ... W sekundę albo dwie jakiś gość w zielonym stroju posiadający supermoc poruszania się z zawrotną szybkością wskoczył na nasz ponton uśmiechnął się ,powiedział "Uf już myślałem ,że nie zdążę ,no to elo" po czym ten JEB**Y KAR***N zrzucił nas do wody i w ułamku sekundy zniknął wraz z naszą ostatnią szansą ratunku za horyzontem. Byłem wściekły a jednocześnie miałem taką minę 

I na rozmyślaniach co się właśnie stało ,sen...


3) Byłem w jakimś parku z rodziną ,która nie jest moją rodziną w realu. Szliśmy ścieżką przez polanę w stronę niewielkiej górki gdzie mieliśmy zjeść lunch. Wokół nas roiło się od Wielkich stóp/Sasquatch-y czy jak kto woli Goryli Podlaskich  :D . Dopóki do nich nie podchodziłeś nie robiły problemu ale gdy tylko się zbliżyłeś zaczynały wrzeszczeć i machać łapami. Dotarliśmy na szczyt gdzie matula rozkładała żarcie ja natomiast wybrałem się na przechadzkę ,podczas której spotkałem płaczącą Wielką stopę. Siedział przy drzewie i szlochał. Postanowiłem się zbliżyć. Gdy byłem już naprawdę blisko zobaczył mnie ale nie zaatakował. Podszedłem jeszcze bliżej  ,poklepałem go po ramieniu i powiedziałem coś miłego. Od razu się rozchmurzył. Wstał i uściskał mnie jak starego znajomego. Następnie podniósł z ziemi leżące truchło jelenia którego najpewniej upolował kilka dni temu i dał mi żebym spróbował. Nie chcąc zrobić przykrości mojemu nowemu znajomemu spróbowałem i powiem wam ,że smakowało jak kurczak. Chciałem go pokazać mojej rodzince dlatego poprosiłem by zemną poszedł. Prawie dotarliśmy...


Wczoraj


4) Z fabuły snu nie zapamiętałem zbyt wiele oprócz tego ,że jakaś była. Pamiętam natomiast wspaniałe góry ,zwłaszcza jedną na ,którą prowadziła zakręcona ścieżka. Mam nieodparte przeczucie ,że już ją kiedyś w śnie widziałem ale to potrafi być mylne uczucie. Nad ścieżką w pewnym miejscu stał skalny łuk a przy innym jeziorko. 


19-20.08.2K18
Czas snu ok. 9-11h
Przed snem zrobiłem tak jak napisał towarzysz Onejronauta w swoim dzienniku snów. Czyli uspokoiłem się ,zrelaksowałem i oczyściłem umysł. Poszedłem też dziś spać dwie godziny wcześniej niż zwykle (w wakacje). Afirmowałem się by obudzić się podczas pierwszego snu.


1) Przez długi czas nie mogłem zasnąć a gdy już mi się udało to miałem (chyba) hipnagogi. Przedstawiały one wydarzenia z gry w którą grałem niedługo przed pójściem w kime. No i tak byłem podczas nich świadomy ale myślałem ,że to moje myśli i jeszcze nie śpię. Do tego budziłem się co chwila na sekundę otwierałem oczy i ponownie zasypiałem. W końcu zasnąłem troszkę głębiej i hipnagogi trwały przez dłuższy czas. Nagle zostałem wyrzucony ,obudziłem się tak całkowicie. Ucieszyłem się ,bo w sumie tego chciałem afirmując się oraz nie było przyjemnym budzenie się co chwila.
  Zegar wskazywał dwie godziny od momentu ,w którym położyłem się do łóżka. Dodam (nie wiem czy to istotne) miałem straszne pragnienie oraz bolały mnie wysuszone oczy. Przy późniejszych przebudzeniach nie miałem tego problemu ale nie uprzedzajmy faktów. 
  Rozmyślałem podczas czuwania czy nie za krótko spałem by WBTB zadziałało ale w końcu uznałem ,że nie i postanowiłem się afirmować by przywołać Reksia (LD).


2) Świat Star Wars ale nie do końca. Byłem sobie w chyba szkole lub innym dużym budynku. Przechadzając się bez celu po dużej sali zauważyłem ich ,rebeliantów. Próbowali coś stąd wykraść. Zaoferowałem im swoją pomoc. Na początku byli niechętni ale sami nie mogli sobie poradzić więc się zgodzili. Zaprowadziłem ich do jakiegoś gabinetu gdzie dałem im jakiś niebieski kamień którego potrzebowali. Podziękowali i odeszli nie zabierając mnie ze sobą. Ja jednak pobiegłem za nimi na pole gdzie zaparkowali swój pojazd i jeszcze raz zaoferowałem swoje wsparcie. Stanowczo odmówili ale w tej chwili od strony budynku ktoś zaczął do nas strzelać ,więc chcąc nie chcąc musieli mnie wziąć do swojego Vana albo mieliby mnie na sumieniu. Jadąc zaprzyjaźniłem się z nimi i pozwolili mi zostać. Pierwszym moim prawdziwym zadaniem było ubranie się w duży ,gumowy ,pomarańczowy strój a następnie wejście do zakażonego czymś miejsca. Oprócz mnie wysyłali tam jeszcze kogoś. W środku miałem czekać na dalsze instrukcje. Prawie dojechaliśmy do celu...


Obudziłem się ponownie ale natychmiast zasnąłem.


3) Zapamiętałem jedynie tyle ,że jechałem z kimś tym samym niebieskim vanem co w poprzednim śnie ,przez wiadukt w moim mieście. Rozmawialiśmy o tym kiedy do kin zawita Shrek 8.


Ponownie wstałem. Za oknem było już jasno. Zacząłem w afirmacjach wołać Reksia ale nie zadziało ,bo szybko zasnąłem.


4) Byłem we Włoskim lub Hiszpańskim mieście. Szedłem ulicą. Zauważyłem tłum gapiów. Podszedłem. Jakiś chłopak leżał na ulicy ,oczywiście nikt mu nie pomagał. Ruszyłem więc na pomoc. Nie oddychał. Zadzwoniłem po służby ratunkowe i rozpocząłem RKO. Po kilku dramatycznych chwilach dzieciak zaczął oddychać. Pomyślałem "No przynajmniej tym razem się udało". Ludzie zaczęli mi bić brawo ,nadbiegła też zdyszana matka dzieciaka ,która okazała się moją ciocią. Zaczęła mi dziękować...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#73
20-25.08.2K18
 
Przez te pięć dni nie zapamiętałem ani jednego snu. Powodem mogło być coś co wydarzyło się 20 sierpnia wieczorem choć jestem dość sceptycznie do tego nastawiony ,może opiszę to w innym temacie. Bardziej prawdopodobne jest to iż przez te kilka dni podczas zasypiania myślałem o czymś innym niż zazwyczaj przez co mój nieprzyzwyczajony do tego mózg zinterpretował to jako niechęć zapamiętania snu.


25-26.08.2K18
Czas snu ok. 10h

Pojechałem na Podlasie ,na wieś a raczej głębokie zadupie do rodziny. Cisza ,spokój ,świeże powietrze a do tego ciemno jak w du*ie (wiem była pełnia ale także gęste chmury). Idealne warunki do spania ,nie to co w tym rozświetlonym ,je*iącym smogiem mieście. Poza tym przyjazd rodziny i nie zrobienie popijawy alkoholowej nie wchodził w grę więc idąc spać byłem na gazie. Ludzie ,jak mi się dobrze spało to wy nawet nie wiecie. Nie pamiętam już kiedy tak dobrze spałem. Akurat tego zazdroszczę ludziom ze wsi. No i przerwałem swoją pięciodniową złą passę.


1) oraz 4) Były to średniej długości sny ,które niestety umknęły z mojej głowy zaraz po przebudzeniu ale przynajmniej pamiętałem ,że je miałem więc progres.


2) Wujek ,który najbardziej szalał z alkoholem na biesiadzie w stodole dnia poprzedniego przedstawiał mi swoją kolekcję wypitych trunków leżących na stole. Było jakieś 50 różnych rodzajów i firm. Krótki sen.


3) Fałszywe przebudzenie. Do pokoju w ,którym spałem weszła moja mama i szepcząc obudziła mnie mówiąc żebym wstawał. Gdy wyszła postanowiłem położyć się "na jeszcze pięć minut'. Rano okazało się iż nic takiego nie miało miejsca.


26-27.08.2K18
Czas snu ok. 8h
Już w swoim Zaśmierdziogórogrodzie.

1) Coś jakby gra strategiczna. Ktoś odebrał mi jedno z moich pól ,które próbowałem odzyskać jednocześnie bacząc by nie stracić innych. Tyle pamiętam.


2) Byłem Jack-iem Sparrow-em. Wraz ze swoją załogą kilku rzezimieszków zrobiliśmy coś zaje*bistego ,chyba napadliśmy na wielki statek z którego ukradliśmy jakiś skarb. Niestety ta część snu umknęła z mojej głowy. Jednak dalej pamiętam już dobrze. W tle zaczęła grać muzyka https://www.youtube.com/watch?v=yRh-dzrI4Z4 . Znajdowaliśmy się w chyba jakimś domku na morzu. Zaraz pod spróchniałymi deskami robiącymi za podłogę chlupotała morska woda. Było ciemno jedyne oświetlenie dawała pochodnia zawieszona na ścianie. Ogólnie wszystko wyglądało jak żywcem wyjęte z filmu o wspomnianym piracie ,brud i nieporządek to dobre określenie scenerii. Zatrzymałem moich żołdaków którzy nieśli jakąś skrzynię. Wygłosiłem płomienną jak mi się wydawało mowę w której gratulowałem piratom za wyśmienite wspólne zwycięstwo. Na koniec przemowy powiedziałem "A teraz ruszamy na supermarket". Cisza ,żadnego odzewu. Nagle wychodzi jakiś stary wiekiem pirat ,po paru krokach w moją stronę odwraca się i mówi "chodź Mieciu" XD. Po czym zdejmuje Flintę z pleców i strzela w podłogę tworząc wielką dziurę. Następnie wskakuje do wody z zamiarem popełnienia samobójstwa. Po chwili z tłumu wychodzi Mieciu ,także jakiś stary wysoki pirat. Patrząc się na mnie przykłada pistolet do głowy zagryza ciastko dla psów w kształcie kości i strzela sobie w łeb. Jego truchło wpada do dziury i znika w odmętach wody. Po skończonym "spektaklu" mówię tylko "Ruszamy na supermarket". Krzycząc wbiegam do ciemnego korytarza na którego końcu znajduje się nowiutki ,czyściutki ,schludny supermarket niepasujący klimatem do poprzedniego pomieszczenia. Za mną biegną moi piraci. Wbijamy do sklepu i rozpoczynamy grabież klientów. Każdej napotkanej ofierze mówię "Witam nazywam się kpt. Jack Sparrow a to coś co już nie będzie ci potrzebne" i zdejmuję jej drogie zegarki oraz naszyjniki. Po jakichś trzech ograbionych osobach przenoszę się do ciała innego młodego pirata próbującego otworzyć kasę fiskalną ,lecz jedyne co mi się udaje to włączyć alarm. Krzyczę do wszystkich ,że zaraz będą tu gliny i trzeba spier*alać. Uciekam z budynku. Znowu przenoszę się do innego ciała ,tym razem piratki. Wyłamuję kasę kopniakiem i ładuję hajs do worka foliowego. Słyszę syreny nadjeżdżających radiowozów więc szybko wstaję i zabieram dupę w troki do wyjścia. Za późno ,jestem otoczony/a. Myślę sobie ,że to już koniec kiedy niespodziewanie przybywa mój wybawca na czarnym motorze ,gość który włączył alarm. Czym prędzej wskakuję i odjeżdżam pośród strzałów ,ryku silnika i nawoływań policjantów do poddania się. Przejeżdżamy ze dwa kilometry po których dojeżdżamy do niewielkiego mostku zablokowanego przez niebieskich. Z braku dobrych opcji mój kierowca kieruje się na skarpę. Skaczemy z niej wraz z pojazdem w pełnym pędzie i wpadamy do wody...obudziłem się
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#74
27-28.08.2K18
Czas snu 5+6h


1)  Starożytny Rzym. Byłem kimś ważnym. Rozpoczęło się gdy siedziałem na uczcie w posiadłości jakiegoś ważnego rzymianina. Drewniany stół oraz misy ,pomieszczenie oświetlone pochodniami i masa pijanych mężczyzn pijących wino ze złotych kielichów. Szata graficzna snu jakby żywcem przeniesiona z filmu "Upadek cesarstwa rzymskiego". Rozmawiałem o różnych sprawach z gospodarzem biesiady ,który wyglądał podobnie do Menelaosa z filmu "Troja". Miło nam się gaworzyło i dawało w gaz. Obraz ściemnił się na chwilę. Południe ,słońce oświetla swym gorącem me skacowane ciało ,od głowy aż po stopy zanurzone w piasku. Niestety ,co dostrzegam dopiero po chwili przebijania wzroku przez słoneczne światło ,piasek na którym stoję nie znajduje się w piaskownicy czy na pustyni. O nie. Stoję otóż w samym środku Amfiteatru Flawiuszy. Nic wam to nie mówi ? Podam więc bardziej znaną nazwę. Koloseum. 

A ja stałem w samym jego środku obok trzech uzbrojonych po zęby gladiatorów. Ja natomiast ... nie miałem żadnej broni https://www.youtube.com/watch?v=1XLwK0qAaA8 ani zbroi. Ubrany byłem jedynie w subligaculum (taka przepaska na biodra). Trybuny zaś były pełne krzyczącej widowni domagającej się krwi. Po prawej mej stronie stał gość ,z którym niedawno biesiadowałem. Zaczął przemawiać do tłumu. Z tego co zapamiętałem to wczorajszej nocy dopuściłem się jakiejś haniebnej zbrodni przeciwko Rzymowi i teraz muszę za to zapłacić. Nie skończył jednak swej przemowy gdyż z wejścia na arenę dla gladiatorów zaczęły wybiegać rozjuszone słonie szarżujące w naszą stronę. Nie było jak ich ominąć. Przestraszony stałem jak słup soli czekając na stratowanie zaś mówca po prawej próbował nieudolnie wspiąć się na trybuny... Obudził mnie budzik ,w samą porę.

WBTB po 5 godzinach od zaśnięcia.
Po ok. dziesięciu minutach oczekiwania wróciłem do łóżka. Robiłem VILD-a. Chciałem znaleźć się na tej samej plaży ,na której byłem ponad rok temu gdy podczas kursu udało mi się pierwszy ...i jak na razie ostatni  :( raz uzyskać pełne długie LD. Myślałem iż takie pozytywne wspomnienie z udanego przywołania Reksia sprawi iż tym razem także się uda. Kolejną wydawałoby się motywującą mój mózg do LD rzeczą było to iż pragnę w końcu spojrzeć w niebo i znaleźć to coś. Nadal o tym pamiętam @Neurocosmic . Przez dobre pół godziny nie mogłem zasnąć a gdy w końcu się udało to okazało się ,że mózg nadal ma me zalecenia w dupie i żadnego LD-ka nie zamierza mi podsyłać.


X) Oprócz tego co zapiszę pamiętam ,że miałem jeszcze dwa sny ,z których niczego nie zapamiętałem. W ogóle to co zapiszę wydaje mi się jakby były trzema osobnymi snami lecz fabuła wskazuje inaczej więc zapisze to jako jedno.
  (...) Jechałem wózkiem kopalnianym z tatą przez jakieś pola ,następnie obok niewielkiego nasypu. Chyba ktoś nas gonił. Zatrzymaliśmy się niedaleko Drewnianego schroniska. Prowadziła od niego szeroka brukowana ulica ,wiodła obok niewielkiego jeziorka i szła dalej w las. Gdy wysiedliśmy z naszego pojazdu podjechała pod nas kobieta przy tuszy podobna do mojej cioci. Przedstawiła się jako Danuta i powiedziała ,że potrzebuje mojej pomocy. Wsiadłem do 

i odjechaliśmy z tego miejsca. 
------ granica snu
  Zatrzymaliśmy się w mieście przy budynku wyglądającym trochę jak ,kościół. Było ciemno i trochę strasznie... na razie tylko trochę. Weszliśmy do owego budynku. Przeszliśmy kilka pustych pomieszczeń ,w końcu dotarliśmy do docelowego. Wewnątrz znajdowała się córka pani Danuty. Ładna blondynka w moim młodym wieku ,lecz było w niej coś dziwnego ,niepokojącego była bardzo miła i uśmiechnięta gdy podawała mi rękę na przywitanie jednak jej oczy przedstawiały coś innego. Czułem się jakby chciała się na mnie rzucić i pogryźć na śmierć. Przeszliśmy do pomieszczenia obok ,tylko ja i pani Danuta ,która zamknęła szczelnie drzwi za sobą i zaprosiła do skromnego stołu. Opowiedziała mi ,że jej córka została porwana 15 lat temu przez potwora albo potwornych ludzi. Coś jej w tym czasie robili chyba jakieś eksperymenty lub tortury dlatego jest jaka jest. Pani Danuta także została porwana trzy lata temu ,już przez kogoś innego. W niewoli odnalazła córkę i uciekła z nią od swych oprawców. Prosiła mnie bym zbadał sprawę zaginięcia jej córki piętnaście lat temu ,kto za tym stoi. Podała mi jeszcze kilka szczegółów. Zacząłem zastanawiać się nad sprawą. (...)
------ granica snu
Cofnąłem się w czasie do tego feralnego dnia. Noc ,zima ,śnieg pod stopami ,blokowisko ,ja w szarym płaszczu ,dziewczynka trzydzieści metrów przede mną w kurteczce z niebieskim tornistrem na plecach. Psy nie wiadomo skąd raz ujadają raz nie. Ogólnie creepy sytuacja (takie określenie przyszło mi do głowy od razu po przebudzeniu) ,boję się jak cholera ale powiedziałem pani Danucie ,że rozwiążę sprawę więc nie mogę się teraz wycofać. Obserwuję zmierzającą w stronę domu dziewczynkę niespodziewającą się tego co za chwilę się wydarzy. Staram się nie stracić jej z okczu jednocześnie bacząc by mnie nie zauważyła. Na chwilę znika za jednym z bloków ,podbiegam szybko do krawędzi ,za którą zniknęła by dalej ją śledzić ,zajmuje mi to jakieś 3 sekundy. Jednak ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu nigdzie jej nie ma. Nawet jakby biegła to nie zdołałaby schować się za niczym ponieważ najbliższy blok był trochę oddalony. Teraz to już mam stracha całkowitego. Jestem sam ,wokół przenikliwa ciemność oraz cisza a do tego w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła dziewczynka ,którą miałem mieć na oku. Czułem ,że zaraz zdarzy się coś strasznego już czekałem na jump scare-a. Me rozmyślania przerwał koniec snu... w samą porę już drugi raz dzisiaj.


Te trzy sny składające się na jeden sen były dłuższe niż to opisałem ,niestety trochę fabuły mi umknęło gdy próbowałem ją uporządkować oraz zapamiętać dwa inne sny ,których ostatecznie i tak nie zapamiętałem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#75
Od ostatniego wpisu była ogólnie chuj*ia ze snami i z samym spaniem także. Nie mogłem codziennie przez długi czas zasnąć co przekładało się na sny. Niczego nie zapamiętałem.


01-02.09.2K18
Czas snu ok. 6h
Dziś spałem w pewnym lubelskim mieście z dumnym dzikiem w herbie. Niestety i tym razem ,nie wchodząc w szczegóły ,nie mogłem zasnąć przez długi czas. Nawet udało mi się podczas próby zaśnięcia przypomnieć część snu z poprzedniej nocy ale ostatecznie znowu go zapomniałem facepalm. Jednakże pomimo złego startu udało mi się co nieco zapamiętać.


1) Długi drewniany korytarz z wieloma drzwiami. Wiedziałem co się za nimi znajduje. Wszedłem przez jedne z nich na chybił trafił i znalazłem się w małym pomieszczeniu bunkra atomowego. Wskoczyłem w ostatniej chwili ponieważ drzwi od razu się za mną zatrzasnęły. Dowiedziałem się ,że wydarzyła się jakaś katastrofa na zewnątrz. Nagle wnętrze wypełniło światło dobywające się nie wiadomo skąd. Powierzchnia mojego lokum miała jakieś 5x5x5 metrów ,które dodatkowe było ciaśniejsze przez wielkie skrzynie ustawione przy każdej z betonowych ścian. Zacząłem sprawdzać co było na nich napisane. Jedzenie ,woda ,jedzenie ,jedzenie ,telewizor plazmowy ,PS4 ,ucieszyłem się z fantów ,które znalazłem. Uznałem ,że te kilka lat ,które będę musiał tu spędzić w zamknięciu nie będą takie złe do przetrawienia...


2) Ten sam długi korytarz jednak tym razem w deskowanej podłodze było wiele dziur ,przez które widziałem kolejny korytarz pod spodem. Biegłem wraz z grupką ludzi do bunkrów. Zdążyliśmy znowu w ostatniej chwili. W moim oprócz mnie były jeszcze cztery osoby. Tu także sprawdziłem co jest w skrzyniach. Oprócz jedzenia i wody znalazłem tylko wielką skrzynię z kasetami VHS. Pomyślałem ,że nie jest tak źle ,przynajmniej mam towarzystwo...


3) Noc. Wyszedłem z buldogiem francuskim mojego brata na spacer. Przy okazji chciałem wyrzucić śmieci. Jakiś napakowany facet podszedł do mnie ,zabrał moje odpadki i wręczył mi swoje. Przywiązałem psa do słupka i ruszyłem w stronę śmietnika. Wyrzuciłem i wróciłem ,zajęło mi to max. 3 minuty. Gdy odpinałem psa od słupka samochodem podjechał mój ojciec i zrugał mnie za to ,że zostawiłem psa samego...


4) Króciutki sen. Byłem odmłodzony o kilka lat. Grałem wraz z moim kolegą równie młodym na plejaku w jego dużym i bogatym apartamencie w wieżowcu...


5) Leciałem na lotni ,obok mnie zaś kolega z poprzedniego snu. Lecieliśmy jakieś dwa kilometry nad dwoma tropikalnymi wyspami w kształcie sierpów. Jedna była dużo większa od drugiej ,która była wewnątrz sierpa większej. Na mniejszej z nich w samym centrum znajdowało się niewielkie miasteczko z trzema wysokimi na jakieś 100-150 metrów wieżowcami ze szkła. 
  Następna scena. Lecimy kilkanaście metrów nad piękną dżunglą większej wyspy a nad drzewami pięknie czerwone słońce wschodzi bądź zachodzi.
  Next scena. Lecimy nad miasteczkiem środkowej wyspy ,po chwili kierujemy się w stronę jednego z trzech wielkich apartamentowców z zamiarem wylądowania na dachu.
  NEXT SCENA. Okazało się ,że to ten sam apartamentowiec co ze snu nr. 4. Siedzimy wraz z kolegą i próbujemy znaleźć jakiś działający kanał na jego ogromnym telewizorze. Wszędzie szumy. Po chwili dochodzi do mnie dlaczego. Otóż to jest sen ,myślę sobie i dlatego TV nie działa. HURA Rebel miałeś LD brawo ,no właśnie 

Może to zabrzmi głupio ,nawet jak na to forum  :P XD ale uświadomiłem sobie ,że to sen ale we śnie tzn. SENNY JA wiedział ,że to co się dzieje w apartamencie to sen ale JA PRAWDZIWY nie. #INCEPCAincepcji. 
 No więc uśmiechałem się pod nosem patrząc jak mój kolega próbuje bezsilnie zdziałać coś pilotem. Po chwili szamotaniny uznał ,że pieprzy to i powiedział ,że idzie pograć na playstation... Niestety dalszej części snu nie poznałem gdyż zostałem obudzony. 


Ostatni sen był bardzo wyrazisty a widoki wyspy z lotu ptaka takie piękne iż postanowiłem je uwiecznić ,jednak dziś nie miałem na to czasu. Mejbi jutro.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#76
02-04.09.2K18

Kolejne dni gdy przez kilka godzin nie mogłem zasnąć pomimo zmęczenia fizycznego oraz psychicznego a także deficytu snu. Nie mam pojęcia co się ze mną działo. Oczywiście niczego nie zapamiętałem z tych krótkich chwil gdy spałem.


04-05.09.2K18
Czas snu 5+2+1h


Dzisiaj już jest dużo lepiej ,zasnąłem w mniej niż godzinę.


1) Bardzo wyraźny fotorealistyczny sen 4K. Rozpoczęło się gdzieś na porośniętej wysoką trawą łące. Przeskoczyłem małą rzeczkę i ruszyłem do lasu. Nie wiem kiedy dołączyli do mnie moi rodzice. Zmierzałem do kopalni ,w której odnaleziono jakiś bardzo cenny artefakt. Przedzierałem się przez piękny las aż dotarłem do większej rzeki. Niedaleko udało mi się znaleźć bród przez ,który przeprawiłem się na drugą stronę. Rodzice zostali przed przeprawą ponieważ nie chcieli się skąpać. Ruszyłem więc sam w iglasty las. Przyroda w tym śnie była bardzo piękna ,mogę ją porównać do tej z filmu "Zjawa" ,który obejrzałem wczoraj więc coś musi być na rzeczy. Z tym ,że w moim śnie nie było zimy raczej jesień bądź wiosna. 
  W końcu doszedłem do celu jednak nie mogłem wejść do dziury w ziemi ,która prowadziła do artefaktu pomimo iż zawarłem umowę ze znalazcą. Musiałem odejść niepyszny tak jak jakieś trzydzieści innych osób (głównie dziennikarzy) chcących zobaczyć to co ja. 
  Przeniosłem się do Forda Mondeo którego prowadził mój ojciec. Jechaliśmy obok długiej ,białej hali bądź magazynu. Nagle zza rogu wyjechał wózek widłowy z podczepioną dużą przyczepą pełną kartonów. Skręcił tak ostro i niespodziewanie ,że mało w niego nie wjechaliśmy. Sama przyczepa mało się nie przewróciła przez siłę odśrodkową podczas skrętu. My i gość w wózku zatrzymaliśmy się w ostatniej chwili. Odetchnąłem i powiedziałem "Ufff było blisko a byśmy go stuknęli". W tej chwili mój stary ruszył i objeżdżając przyczepę zahaczył o nią co doprowadziło do jej przewrócenia wraz z wózkiem. Popatrzyłem zszokowany na swego rodzica a ten tylko się uśmiechnął. Minęliśmy białą ciężarówkę...


WBTB 90 min.


2) Znalazłem się w domu mojej babci ,innym niż w rzeczywistości. Oprócz mnie i jej byliśmy sami. Ona robiła coś w kuchni a ja postanowiłem zasiąść do jej starego komputera. Na pulpicie znalazłem grę nieznanej mi nazwy ,ucieszyłem się ,bo była to moja (senna) gra dzieciństwa. Odpaliłem ją. Była to gra 2D ,w której musiałem odnaleźć ukrytą bombę na planszy. Przez kilka sekund szukałem jej jako gracz lecz już po chwili przeniosłem się do ekranu. Znalazłem się na tej samej planszy już w trzech wymiarach ,ok. 20x20 metrów. Krańce mapy były zamknięte przez szare ściany i sufit. Wewnątrz tego pomieszczenia znajdował się mały domek i ogródek. Pierwszą bombę znalazłem w ogródku obok krzaczka ,nie było trudno. 
  Przeniosłem się na drugą planszę taką samą architektonicznie ,lecz tym razem było ciemno a wszędzie była krew i kawałki ludzkiego ciała. Nie pamiętam gdzie odnalazłem ładunek wybuchowy.
  Trzecia plansza było to miasto za dnia. Poczułem się zmęczony więc wyszedłem z gry i położyłem do łóżka. Gdy wstałem okazało się iż przyjechali: mój brat ,tata oraz siostra cioteczna. Po przywitaniu pokazali mi swój środek transportu. Czarny Ford Mustang 1967 zaparkowany w salonie obok szafy. Powiedzieli mi ,że to piekielny wóz i takim się okazał ,dosłownie. Gdy do niego podszedłem i próbowałem otworzyć poczułem czyjąś obecność obok siebie ,była zimna i nieprzyjemna. Uniosła mnie ,brata i ojca metr nad ziemię a następnie zaczęła szamotać nami na wszystkie strony. Uderzyła mną o łóżko i wypuściła. Zapewne w tej sytuacji każdy zrobiłby to samo co ja czyli ... wyjął telefon i próbował napisać kolegom ,że mam złego ducha w domu. No właśnie ,próbował to dobre słowo ,bo gdy tylko odpaliłem messengera telefon samoistnie zaczął pisać na czacie wszystkie litery na raz. Próbowałem to kasować i napisać to co chciałem ,lecz duch mi na to nie pozwalał. Odpuściłem sobie. Chciałem zagrać ponownie w grę na kompie ,lecz coś mi w tym przeszkodziło.
(...)
  Kamieniołom. Uciekaliśmy przed kimś. Ja jechałem Wspomnianym wyżej Fordem Mustangiem a na holu za mną ciągnąłem resztę osób. Zacząłem wjeżdżać na wysoką górę piachu. Gdzieś w połowie drogi na szczyt moje auto zaczęło się zakopywać i mocno zwalniać tak ,że wydawało się iż nie wjedziemy. Ktoś z tyłu krzyknął "A mówiłeś ,że damy radę". No i daliśmy. Samochód ledwo zipiąc ale jednak wjechał...


WBTB x2 Miałem jeszcze trochę czasu na spanie więc ponownie się położyłem.


3) Nie mam pojęcia jak ale cały dzień pamiętałem ten sen bardzo dokładnie ,analizowałem oraz rozmyślałem nad nim jak nad dwoma poprzednimi ... i właśnie go zapomniałem  facepalm . Jeśli sobie przypomnę to zapiszę.


EDIT:


Szczęśliwie udało mi się przypomnieć ostatni sen dnia następnego czytając dziennik towarzysza Onejronauty. 

Centrum handlowe , bardzo podobne do warszawskiego Blue City ,tzn. duży otwarta ,okrągła przestrzeń ,wokół niej balkony a nad tym wszystkim wielka kopuła. 

Gdy wszedłem do środka i korytarzem dotarłem do jednego z balkonów uświadomiłem sobie iż nikogo tu nie ma. Nie przejąłem się tym zbytnio i zacząłem robić to po co tu przyszedłem ,czyli czekać na kolegę. Dostrzegłem po chwili ,że nie ma ruchomych schodów ,po których mógłbym dostać się wyżej. Zamiast tego były czerwone ,okrągłe platformy o średnicy jakichś pięciu metrów ,które dzięki dużym podnośnikom pod nimi zabierały ludzi do dziury w podłodze piętro wyżej. Gdy już platforma znalazła się na piętrze wyżej odczekiwała kilka sekund aż pasażerowie zejdą a ci co chcą zjechać na dół wejdą ,po czym jechała w dół ,chwila na zejście i wejście ludzi a następnie znowu na górę itd. itd. Genialne. Tak mi się to spodobało ,że przejechałem się kilka razy w górę i w dół zachwycając się tym jakie to fajne urządzenie. Na szczęście byłem sam ,więc nikomu to nie przeszkadzało. Chyba to nawet opatentuję  :) jeśli nikt jeszcze na to nie wpadł ale no cóż nie sądzę by kiedyś to zostało wprowadzone gdziekolwiek do użytku. Dlaczego ? Otóż ... 
  W końcu przyszedł mój kolega. Ustaliliśmy ,że naszym celem jest wjechanie na ostatnie piętro gdzie coś mieliśmy robić. Znajomy wszedł na platformę , stanął obok mnie. Ruszyliśmy w górę. Momentalnie mój kolega się zachwiał ,stracił równowagę i spadł z platformy. Zjechałem na dół najszybciej jak się dało żeby mu pomóc ale nic poważnego mu się nie stało w porównaniu do kolesia ,który leżał obok i zwijał się z bólu. Chciałem mu pomóc ale ktoś jemu bliski powiedział żebym spadał ,bo to tylko skręcona kostka ,która została przygnieciona przez zjeżdżającą platformę.
  Odeszliśmy. 
(...)
Znaleźliśmy się na ostatnim piętrze centrum handlowego. Odbywała się tu jakaś impreza dlatego nikogo nie było niżej. Na balkonie tańczyło ze trzydzieści osób w rytm dubstep-u. Gdy podeszliśmy bliżej zobaczyliśmy jak ochrona wyrzuca jakąś bezdomną kobietę. Poszliśmy w głąb dyskoteki. Stanęliśmy obok syto zastawionego stołu. Przyglądając się ludziom tańczącym przed nami zaczęliśmy o czymś rozmawiać. Nagle do stołu podbiegła ta sama bezdomna co wcześniej. Szybko zapakowała za pazuchę tyle ciastek i tortów ile zdołała a następnie tak szybko jak się pojawiła tak szybko zniknęła...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#77
Elo

16-16.09.2K18
Czas snu ok. 9,5h

 Idąc spać byłem pijany. Poruszałem się na dwóch nogach (własnych dwóch nogach) więc nie byłem zalany w trupa ale z drugiej strony ,chodząc nie wybierałem najkrótszej drogi do celu (czyli na wprost).  :D Gdy już leżałem w łóżeczku przypomniałem sobie opowieści userów iSENu o pozytywnym wpływie ,procentów zawartych w wodzie ognistej ,na pamięć marzeń sennych. Zacząłem się więc afirmować "Będę mieć LD ,będę mieeee...". Przy okazji chyba znalazłem sposób na moje problemy z zasypianiem :D .


1) Gimbaza ,choć wyglądała jak moja licbaza. Uczniowie ,znajomi i nauczyciele byli pomieszani ,niektórzy z obecnej a inni z poprzedniej szkoły. Wychodzimy z szatni przy sali gimnastycznej przygotowani do WF-u. Na korytarzu mijają nas dziewczyny idące na dwór w dwóch szeregach. Panie ubrane były jedynie w bardzo skąpe bikini. Prowadzone były przez nauczycielkę i dziewczynę w stroju adamowym. Skłamałbym jeśli zaprzeczyłbym temu ,iż obejrzałem się za idącymi kobitkami. Po skończonym "seansie" zgrabnych nóg ,ruszyliśmy do sali robić bardziej wciągające rzeczy niż patrzenie na osobników płci przeciwnej ,ubranych na waleta. Czyli grać w gałę ,to chyba oczywiste.  ;)  Graliśmy jakieś pięć minut po czym podbiegł do mnie Hubercik z dziwnym ,małym ,czarnym ustrojstwem. Powiedział mi ,że to bomba ,którą położy na parapecie i będzie czekał w szatni aż wybuchnie. Skwitował to słowami "Ale to będzie zaje*isty prank jak to pierdo*nie i zaje*ie połowę naszej klasy" odpowiedziałem "No pronto mordo". (XD) Wyszliśmy z sali i wróciliśmy do szatni ,w której popsuło się światło. Po drodze minęliśmy wracające z dworu dziewczyny ,nadal idące tak ,jak je matki na świat wydały. Usiedliśmy w ciemnym pomieszczeniu i chichocząc czekaliśmy czekaliśmy na wybuch. 
  Zamiast niego do szatni wbił nauczyciel (w realu historii w śnie WF-u) i ze stoickim spokojem wręczył Hubercikowi tykającą kwadratową bombę mówiąc "Chyba czegoś zapomniałeś z sali". Obsraliśmy się jak nie wiem co i już mieliśmy spieprzać gdzie pieprz rośnie ale Huberto sprawdził swoje urządzenie i uspokoił mnie. Okazało się iż wybuchowy płyn wyparował dlatego ładunek nie eksplodował. Wymontowałem małą lampkę z IED świecącą na zielono jakby płynem fluorescencyjnym. Zacząłem się nią bawić. 
 Cytując moje poranne zapiski: "Bawiłem się tą lampką. Potem skakałem po całej szatni i zachowywałem się jakbym był pijany. Znowu wbił do nas XXXXXX (ten sam nauczyciel co ostatnio) i rozmawiał o czymś z Hubertem. Ja zaś nadal odpierdalałem jakiś szajs jak poje*any."...


2) Oglądałem końcówkę 13-ego odcinka ,5-ego sezonu ,serialu "Vikings" (polecam jeśli lubicie krew ,flaki i inne wnętrzności człowieka latające po ekranie) ,3-ci po przerwie środkowo sezonowej.
  Lagertha rozmawiała ze swym synem Björnem w lesie. Powiedziała mu ,że miał dobry plan ucieczki ,dzięki niemu przeżyli. Napisy. Odszedłem od telewizora wkurzony na siebie ,bo zapomniałem o obejrzeniu dwóch poprzednich odcinków. Postanowiłem pojechać do biblioteki w celu wypożyczenia jakiejś książki w tych tematach. Jechałem samochodem. Biblioteka wyglądała jak magazyn. Betonowa podłoga ,ściany z blachy a na środku tego wszystkiego drewniane regały zapełnione książkami. Wszystko to pod gołym niebem. Dotarłem do działu mitologia nordycka. Zacząłem czytać jedną z pozycji. Na stronie ,na której otworzyłem był wielki zielony smok. Zaczął siąpić deszczyk. Ruszyłem do kasy...


3) ...Ruszyłem do kasy... Coś jakby zemdlałem. Głos babci "Paweł ,PAWEŁ ,Paweł". Europa widziana z kosmosu ,ja zawieszony w próżni. Głoś mojej babci wytłumaczył mi iż wojska Putina i Baszara al-Assada zaatakowały miasto pacyfistów Neid...cośtamcoś (nie pamiętam dokładnej nazwy). Zacząłem więc szukać owego miasta na terenie ogarniętej wojną Syrii. Głoś powiedział mi "Patrzysz w złym kierunku głuptasie" *zacząłem powoli przybliżać się w stronę ziemi "Spójrz na Włochy" Dostrzegłem na obcasie buta półwyspu Apenińskiego dość spore ,płonące miasto ,do którego zbliżałem się coraz szybciej (Dokładnie w miejscu miasta Otranto). Głos powiedział "Musisz tam wyruszyć". Zbliżałem się coraz szybciej i szybciej ,spadałem. Będąc już nad samą ziemią wszedłem w ciało jednego z żołdaków pacyfikujących miasto. Stałem na jakiejś szerokiej ulicy pośród innych żołnierzy. Wokół mnie wszystko płonęło a co chwilę do mych uszu dochodził dźwięk strzałów bądź huk wybuchów. Zabudowa niska ,połączenie architektury śródziemnomorskiej z domkami ,które widuję na zdjęciach z miast w Nepalu (tak mi się skojarzyło). 
 Patrzyłem jak żołnierz przykuwa wieśniaka do słupa za pomocą złotego wisiorka zdjętego z jego szyi. Gdy skończył wyciągnął pistolet i już miał strzelić w tył głowy biedaka ale zamiast tego odwrócił się plecami do swojej ofiary ,by zażartować z wojakami. Miejscowy wykorzystał tą chwilę nieuwagi swego prześladowcy ,wykaraskał się z więzów i zaczął uciekać w dół w stronę morza. Zacząłem go gonić wraz z kilkoma innymi. Szaleńczy pościg po zrujnowanym mieście. Zbiegaliśmy a raczej zeskakiwaliśmy po wielu schodach (miasto było usadowione na wzniesieniu dobry kilometr od powierzchni morza). Pokonywaliśmy kolejne schody i kolejne. Lecieliśmy za nim na złamanie karku. Już prawie go miałem ,już prawie. Gdy nagle chłop skręcił i zamiast pobiec do kolejnych schodów przeskoczył barierkę i skoczył w przepaść o nachyleniu ok. 60 stopni. Przeniosłem się do jego ciała. Turlałem się w dół po piachu ,odbijałem od drzew i małych kopców z ziemi. Nawet fajnie się tak spadało i odbijało od wszystkiego co stanęło mi na drodze ,bo ból poczułem dopiero na dole. Gdy w końcu zatrzymałem się na dole i zacząłem odczuwać ból ,spojrzałem się czy nie gonią mnie żołnierze. Na szczęście nie. Ruszyłem przez zarośla do morza. 
  Przeniosłem się już do swojego ciała. Byłem przy starej ,zniszczonej od wybuchów świątyni niekontrolowanej przez wojska syryjsko-rosyjskie. Ruszyłem do środka. Przy wejściu jakaś zakrwawiona reporterka krzyczała do radia ,że w mieście zginęło już 16 osób. Pomyślałem sobie "Kurde tyle zniszczeń i tylko 16-u martwych". W środku znajdowało się pomieszczenie/bunkier (gdzieś 7 na 15 metrów) z trzema basenami. Oprócz mnie była tam moja ciocia i jej dzieci bawiące się w wodzie. Wszedłem do największego basenu ,w którym pływało kilka węgorzy. Woda była lodowata ,dlatego po jakichś dwóch minutach postanowiłem wyjść. Podszedłem do szyby mniejszego basenu pełnego Idolków Mauretańskich.

 Włączyłem latarkę w telefonie i zacząłem świecić. Rybki podążały za światłem. Rozbawiło mnie to. Chciałem to nagrać ale nie mogłem odnaleźć nigdzie w kieszeniach telefonu. Po minucie poszukiwań uświadomiłem sobie iż mam go w ręce  :)) ...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#78
19-20.09.2K18
Czas snu ok. 7+1h
Przed snem:
 Przed snem a dokładnie dziewięć godzin przed pójściem spać oddałem krew. 

  Zanim opowiem czy wpłynęło to jakoś na sen oraz sny ,chciałbym zaznaczyć iż jestem wielce rozczarowany i zawiedziony tym jak działa instytucja jaką jest Centrum Krwiodawstwa. Otóż pierwszą rzeczą ,do której muszę się przyczepić jest to iż grzecznie poprosiłem żeby upuścili mi jakieś dwa litry krwi. Oni by mieli więcej potrzebnego płynu a ja liczyłem na jakieś fajne halucynacje albo inny "odlot"  8-}  . Niestety byli nieugięci i mogłem oddać tylko 450 ml. To jakiś żart ,bo nawet nie poczułem zawrotów głowy ,nie mówiąc już o jakiejś śpiączce czy innych '"Sztucznych rajach"  . Kolejną rzeczą ,z której jestem niezadowolony to to ,że oddaną krew chciałem przekazać do Incestusowego instytutu badań nad snami i psychiką śniącego człowieka ale panie pielęgniarki powiedziały iż nie ma takiej opcji. :( Jednak nie ma tego złego ck by na dobre nie wyszło ,wychodząc zabrałem kilka woreczków soczystej ,świeżutkiej krwi ,tak więc pisz PW  ;) ,cena ta co zwykle.


  A tak całkiem serio to zachęcam do charytatywnego oddania krwi. Można komuś uratować życie. Jeśli to samo w sobie was nie przekonuję dodam iż w komplecie do szczęścia związanego z pomocą innemu przedstawicielowi naszego gatunku jest: osiem czekolad ,baton ,napój ,kupony do sklepów ,wolny dzień pracy/szkoły ,program lojalnościowy ,gadżety do wygrania podczas dni krwiodawstwa ,badania na hemoglobinę ,grupę krwi ,HIV i jeszcze kilka innych chorób o śmiesznych skrótach ,po oddaniu określonej ilości krwi można jeździć komunikacją miejską za darmo ,karta krwiodawcy (mając ją ,gdy np. pier*olnie Cie samochód i 5 innych osób bez tej karty to będziesz pierwszy w kolejce do ratowania i dostania krwi [w ogóle nwm jak im to powiem ,że ją mam podczas gdy będę broczył i dławił się własną krwią ale może się uda]) ,można dostać medal ,można wziąć zwrot kasy za dojazd do centrum ,w którym oddaje się krew i to wszystko na koszt państwa...czyli w sumie na nasz ,bo to my płacimy podatki. XD

 Polecam Rebelbebel


Czas przejść do snów. 
 Miałem dzisiaj cholernie długi i fajny sen podzielony na jakieś dziesięć segmentów ,tylko cholibka obudziłem się godzinkę przed planowanym wstaniem i przypominając oraz składając marzenie senne do "kupy" zasnąłem. Przeżyłem wszystko od nowa ,każdą scenę tak samo ,tylko jakby w przyśpieszonym tempie ale też było czadowo. Potem przed samym obudzeniem się miałem jescze jeden króciutki sen a następnie wstałem i ... prawie wszystko zapomniałem  <facepalm>  <wall> . Mało się nie rozpłakałem ,bo straciłem "TAKI" sen. No ale cóż ,życie. Coś jednak udało mi się przypomnieć.


1)
- Baza naszej hmmmm agencji/służby wywiadowczej/specjalnej ,coś jakby MI6 czy CSI. Wyglądała trochę jak sala w urzędzie ,w którym byłem wczoraj. A co się tam działo. Szczerze nie mam pojęcia ale wiem ,że coś się działo. Mgliście pamiętam ,że szedłem przez wypełnioną ludźmi salę z mężczyzną i kobietą. Coś się wydarzyło.
-(...)
-Dżungla bądź las. Dwa długie ,dosyć lichej jakości drewniane domki na podporach/nogach. Podłoga była jakiś metr nad ziemią. Może chodziło o to żeby w razie deszczów nie zostało zalane wnętrze. Byłem tam z facetem ,z którym szedłem wcześniej po sali naszej bazy oraz z kobietą ,blondynką i jej trzema ochroniarzami. Facet z brodą przywołał mnie do siebie i na obecności ,wskazując na kobietę powiedział iż mamy za zadanie ją wyeliminować gdy jest to wroga agentka czy coś w ten deseń ,lecz najpierw trzeba zająć się jej obstawą. Gdy mi o tym mówił blondyna wydawała mi się zła i odrażająca. Wiedziała o nas ale chyba nie przypuszczała ,że chcemy ją zabić. Brała nas za naukowców ,których udawaliśmy. Ruszyłem do drugiego domku pod pretekstem wzięcia jakichś fiolek do badań. Eskortował mnie jeden strażnik. W pewnym momencie przestał mnie obserwować i odpalił fajka. Wykorzystałem okazję i poderżnąłem mu gardło (i niech mi ktoś jeszcze powie ,że palenie nie zabija  :P ). Wtenczas gdy chowałem martwe ciało do szafy ,do domku wszedł niczego nie spodziewający się inny ochroniarz. Stanął w drzwiach oniemiały ,ja zaś także stałem nieruchomo jakbym liczył ,że sprawi to iż stanę się niewidzialny. Wpatrywaliśmy się na siebie przez chwilę ,która wydawała się wiecznością. Zrobił pierwszy ruch. Powiedział "Co jest kur*a" ,wypuścił (chyba) jabłko z dłoni i zaczął sięgać po pistolet zawieszony na pasie. Ja zaś puściłem ciało i czym prędzej skoczyłem w bok ,niczym rasowy bramkarz ,wyciągając się jak struna. W ostatniej chwili moje ciało znalazło się za jakąkolwiek osłoną nim nad głową przeleciały mi kule 9mm. Wiedziałem ,że drewniane biurko nie ochroni mnie długo ,muszę więc także zacząć strzelać. Wyciągnąłem gnata ,poczekałem aż napastnik wystrzela cały magazynek. Jednocześnie do mych uszu doszedł dźwięk strzałów z budynku obok a po chwili także krzyk bólu ,kolejny strzał ,krzyk zniknął. Nie było czasu zastanawiać się kto oberwał. Swój czy wróg. Miałem przed sobą przeciwnika ,który właśnie sięgał po kolejny magazynek do glocka ukryty w kieszeni przetartych czarnych dżinsów. Jednak byłem szybszy. Wychyliłem się zza rogu i posłałem celną serię strzałów w ścianę ,za którą ukrywał się nieszczęśnik. Usłyszałem ,że upadł. Musiał dostać ,cienka ,drewniana ścianka nie mogła zatrzymać pocisku nawet tak małego kalibru. Podszedłem powoli do ciała. Cały czas miałem je na muszce by wystrzelić w razie jeśli poruszyłoby się choćby o centymetr. Jednocześnie baczyłem by nie zostać zaskoczonym od tyłu przez drugiego strażnika. Nie poruszył się ,nie wydał także dźwięku gdy kopnąłem go w zadek. 

  Miałem zagwozdkę czy szturmować budynek obok czy poczekać i zobaczyć jak sprawy się potoczą ,może zawołać by sprawdzić kto gryzie piach. Z rozmyślań wyciągnął mnie krzyk kompana. "Co ty tam jeszcze robisz ? Rusz tu dupsko do mnie trzeba się zająć tą kur*ą". Ruszyłem więc. W środku zastałem podobny widok co przed chwilą. Przestrzeliny ,drzazgi i zakrwawiony trup leżący na podłodze. Jedyną chyba różnicą był agent trzymający kobietę za włosy i ręce.  Zaprowadziliśmy ją do trzeciego domku ,którego nie dostrzegłem wcześniej. Przykułem blondynę kajdankami do piekarnika. Włączyliśmy palniki na kuchence i piekarnik na maxa. Agent powiedział "Zdychaj kur*o a ty chodź ,musimy spadać ,bo jej przełożeni już wiedzą o strzelaninie i zaraz tu będą". Odpowiedziałem ,że musimy wziąć jeszcze pochowane dokumenty ,które mogą się przydać. "Dobra tylko się pośpiesz" i wyszedł. Szperałem jakieś 3 minuty po szafkach i pułkach szukając ważnych papierów. Gdy usłyszałem dźwięk śmigłowca schowałem wszystko do plecaka i już miałem wychodzić. Kiedy nagle w drzwiach stanęła moja szefowa z agencji wraz z kilkoma uzbrojonymi po zęby żołnierzami. Zaczęła mi gratulować dobrze wykonanej misji. Okazało się ,że byłem tu wysłany żeby chronić tą kobietę i nie dopuścić do jej zabójstwa podając się za współpracownika tego gościa z brodą. Okazało się ,że on jest "tym złym". Popatrzyłem na blondynę. Gdy ją przykuwałem do piekarnika wydawała mi się wcieleniem zła ,taką Cruellą De Mon a teraz wyglądała na niewinną ,dobrą istotę.
-(...)
- Uciekałem z ową kobietą po zniszczonej drodze z płyt betonowych. Po lewej mieliśmy post sowieckie bloki po prawej zaś pola wysokiej trawy. Biegliśmy lekkim truchtem. Nagle kobitka zatrzymała się i wskazując palcem na niebo powiedziała "Wróg nadlatuje". I to nie byle jaki a sam Antonov An-225.

 Nie wiem skąd ale w mych rękach znalazł się karabin maszynowy M60 ,z którego zacząłem naparzać do lecącego w naszą stronę samolotu.

 Jakimś cudem udało mi się go uszkodzić. Zaczął spadać. Wydawało mi się ,że kolos spadnie prosto na nas ,chciałem uciekać przed siebie. Babka zatrzymała mnie. Gdyby nie ona wbiegłbym prosto w strefę ,na którą spadł samolot. Uderzenie w ziemię zakończył pięknym ,efektownym grzybem wybuchu. 
  Stało się jednak coś dziwnego. Statecznik Antonova odpadając odleciał na znaczną odległość i ugodził w lecący za nami mały śmigłowiec ,o którym nie wiedzieliśmy. Ten spadł niedaleko nas. Roztrzaskał się ,lecz nie wybuchł. Podbiegłem sprawdzić co z pilotem. Okazało się ,że był nim mój (senny) brat. Zacząłem szlochać nad jego ciałem. Blondyna złapała mnie i odciągnęła od ciała ,powiedziała mi żebym się opamiętał ,bo i tak już go nie uratuję a uciekać trzeba. Pobiegliśmy dalej.
- Mgła
- Mgła
- Nic
- Nie 
- Pamiętam
- A szkoda
- Jakieś bloki ,opustoszałe miasto
- (...)
- Byłem gdzieś w górzystej bazie. lotnisko i port morski (tak w górach port #SNY). Wokół dżungla na szczytach.
O czymś rozmawialiśmy. (...)
 Animacja 3D. 
Pokazali nam rzekę Nil. Najpierw opowiedzieli o tym jak krokodyle wchodzą do Nilu później do tuneli pod rzeką i wychodzą po drugiej stronie rzeki. Następnie pokazali jak wieloryby wypływają z delty Nilu i kierują się przez morze ,ocean a następnie przepływają obok jakiejś plaży gdzie jest bardzo płytko żeby wpłynąć do innej rzeki ,którą gdzieś muszą dotrzeć ,chyba na okres rozrodczy. Ktoś ważny powiedział ,że musimy popłynąć lub polecieć i pomóc przedostać się tym ogromnym ssakom (Tak wieloryby to ssaki ,nie ryby. Nie tylko w śnie) przez mieliznę. Przenieśliśmy się do stołu ,na środku którego stała miniaturowa wersja naszego statku ustawiona na czterech sprężynach gdzie planowaliśmy równe rozmieszczenie ładunku. Jeśli gdzieś było za ciężko dana sprężyna uginała się. Gdy moi towarzysze kontemplowali nad zanurzeniem i wypornością okrętu ja wskoczyłem na niego by "poserfować" na jego sprężynach...Wyje*ałem się prawie natychmiast. Ktoś powiedział "koniec tych zabaw trzeba ruszać". Wybiegliśmy z hali i ruszyliśmy po płycie lotniska do już uruchomionych śmigłowców Black Hawk. Miały przetransportować nas na statki...
-(...)


2) Jakaś nowa userka iSEN-u napisała na czacie coś w stylu "Szybko ,przeczytajcie mój sen ,link* i oceńcie go ,napiszcie coś o nim" i tak ze trzy wpisy. Odpisałem jej ,żeby się tak nie piekliła ,bo na tym forum są sami leniwi ludzie i zanim coś przeczytają trochę czasu minie a poza tym pewnie i tak wszyscy śpią.  :D


Podsumowując. Zapisany sen 1) to tylko ułamek tego co przeżyłem dzisiaj w nocy. 
Czy upuszczenie krwi jakoś wpłynęło na sen ? Z jednej strony miałem długi ,ciekawy sen (to ,że nie zapamiętany w całości to inna sprawa) a z drugiej nie czułem się jakoś inaczej. Już miałem długie ,ciekawe sny. Poza tym ubytek 450ml krwi gdy jest się dużym ,rosłym chłopem nie wpływa chyba za bardzo na wewnętrzny metabolizm. Tak więc ,chyba wnioski nasuwają się same. Chyba...
 Jednakowoż każdy może się przekonać sam czy coś takiego wpłynie na sen. Może będziecie mieli LD stulecia  :>  . Gorąco zachęcam do przetestowania.

ENJOY
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#79
O kurde, też miałem dzisiaj wyjątkowo długi sen jak nigdy, o podobnych motywach spiskowo - kryminalnych. Pamiętam, że głównymi postaciami byli kobieta i dwaj młodzi mężczyźni. Też była jakaś organizacja z demoniczną matroną na czele ( u mnie akurat była to kierowniczka z serialu Office ). Tak samo jak u ciebie w momencie granicy przebudzenia, cały żłożony do kupy sen rozleciał się w pamięci...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#80
Wchodzę tu zawsze z nadzieją, że Rebeliusz będzie mordował dziewczynki. Jestem zawiedziony ostatnio :(
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1