Od zera do Dominika Cobba
#31
15-16.05.2K18
Czas snu ok. 5h

Krotki sen.

2)Znalazłem się na małej piaszczystej wyspie pośrodku oceanu. Mniej więcej 5 na 50 metrów. Miała ona dwa poziomy wysokosci. Pierwszy przy samej wodzie a drugi jakieś 4 metry nad nim. Podparty był na piaskowych kolumnach lecz cały piasek na wyspie był sypki więc coś takiego w realu nie mogłoby mieć miejsca. Jakieś sto metrów od wysepki na której się znajdowałem była druga troszkę większa ,okragła ,także piaszczysta jednakże z kilkoma palmami. Nie robiłem wiele podczas snu. Przechadzałem się po moim odludziu oraz patrzyłem na pewien mały fragment wyspy ,który był cyklicznie ostrzeliwywany z dział przez jakiś rosyjski okręt wojenny. Po kilku salwach spostrzegłem za sobą na drugim końcu wyspy ,drewnianą łódkę z kilkoma osobami w środku ,która odpływała w stronę wysepki obok. Szybko do niej podbiegłem i dosłownie w ostatniej chwili udało mi się na nią wskoczyć...

Przez kilkanaście sekund po przebudzeniu ,pamietałem urywki z pierwszegi snu ale te szybko wypadły z mojej pamięci. Paradoksem jest to ,że zrobiły to w momencie gdy próbowałem przypomnieć sobie coś wiecej.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#32
18-19.05.2K18
Czas snu ok. X+Y=7,5h + ok. 1h

Otóż tak. Miałem kulturalnie pójść spać o normalnej dla mnie porze ,mieć wspaniały sen ,wyspać się ,wstać do WBTB następnie LD itd. Jednakże jak to zwykle bywa ,co jeden człowiek zaplanuje inny pokrzyżuje czy jakoś tak. Zostałem podstępnie zachęcony do zagrania "jednego" meczyku a ,bo weekend i tak się wyśpię ... no i tym oto sposobem poszedłem spać po drugiej w nocy ,od razu po tym jak wstałem od komputera. To nie mogło się dobrze skończyć. Cytując klasyka "i cały misterny plan w pi...''. Jednakże po co ja to piszę ? Otóż postanowiłem się nie poddawać i dzielnie się afirmowałem licząc na cud. I moje afirmacje zostały wysłuchane ,zdarzył się cud i miałem wspaniałe sny ... szkoda ,że ich nie zapamiętałem  ...  no może oprócz kilku mglistych urywków. Nie zapamiętałem także bym obudził się do WBTB ,lecz po przeprowadzeniu wnikliwego śledztwa okazało się ,że musiałem w nocy wstać gdyż mój telefon leżał w innym miejscu niż w tym w którym go położyłem ,a stopery znajdowały się na szafce równiutko ułożone. Podobną sytuację miałem kilka dni temu gdy także położyłem się późno spać (tym razem nie z mojej winy ,no połowicznie nie z mojej...) wtedy również telefon rano znajdował się w innym miejscu niż wieczorem. Wracając do głównego wątku po obudzeniu się postanowiłem ponownie położyć się i spróbować wejść w objęcia Morfeusza. Uprzednio oczywiście odwiedziłem świątynię do której król chodzi piechotą. Przez dość długi czas nie mogłem zasnąć i myślałem ,że taki stań rzeczy utrzyma się dopóki nie postanowię ruszyć swojego leniwego zadka z mojego mięciutkiego legowiska. Lecz ku mojemu zdziwieniu nagle zasnąłem...

sen) Szedłem wraz ze słowiańskimi rodzimowiercami (sen o tej tematyce na sto procentiko dlatego ,bo wczoraj dowiedziałem się iż w ogóle coś takiego istnieje i trochę o tym poczytałem) gdzieś na leśną polanę. Robiło się już ciemno.  Ogólnie byłem szpiegiem w ich szeregach ,miałem ukrytą kamerę i zlewałem wszystko co mówią skupiając się jedynie żeby wszystko dobrze nagrać i nie zostać wykrytym. Doszliśmy do ogniska siedliśmy wokoło niego. Nastała noc ,ciemno jak w du... jedynie ognisko dawało jakieś światło. Ktoś zaczął odprawiać jakiś słowiański obrządek natomiast inna osoba poczęła opowiadać jakąś legendę. Nagle w oddali pojawił się ogromny niedźwiedź idący w naszym kierunku. Wszyscy się obsrali ,ja też. Tylko ,że ja od razu zacząłem myśleć jak wybrnąć z takiej sytuacji natomiast rodzimowiercy z którymi byłem okazali się kompletnymi ciotami (nie ,że gejami tylko zapłakanymi, strachliwymi osobami które dałyby się zjeść temu przerośniętemu ,włochatemu bydlakowi bez jakiejkolwiek próby walki czy też ucieczki) ,takie określenie mi wtedy przyszło do głowy. Nie mogłem liczyć na moich "towarzyszy" ,ucieczka też nie wchodziła w grę ,bo wiedziałem ,że niedźwiedzie biegają dużo szybciej od ludzi. Pozostało walczyć. Znalazłem nieopodal grubego ,mocnego drągala. Zacząłem krzyczeć i warczeć żeby odstraszyć przeciwnika. Gdy podbiegł na odległość może dwóch metrów zaczął ze mną walkę kto mocniej warknie. Nie odpuszczałem i darłem się najmocniej jak mogłem jednocześnie wymachując badylem. Zrozumiał ,że ze mną nie będzie miał lekko więc postanowił obiec mnie i zaatakować jednego z cieniasów za mną ,lecz gdziekolwiek nie próbował pobiec zastępowałem mu drogę. Wkurzyło go to niezmiernie. W końcu rzucił się na mnie lecz przywaliłem mu swoją prowizoryczną maczugą prosto w gębę tak mocno ,ze wypadły mu niektóre zęby. Po tym ciosie nie był już skory do walki i zaczął uciekać. Dla pewności goniłem go do skraju lasu. Gdy wróciłem do grupki ludzi z którą tu przybyłem wszyscy zaczęli mi dziękować i rzucać się na szyję. Zaczynało już świtać. Powiedziałem wszystkim zebrany ,że trzeba jak najszybciej opuścić to miejsce ponieważ nadal jest tu niebezpiecznie ,lecz oni nadal mi dziękowali. W pewnym momencie zacząłem się wpatrywać w jedyną dziewczynę która mi nie dziękowała za uratowanie życia. Piękna blondynka ubrana w białą ludową suknię ,na głowie miała zaś wianek z kwiatów ,była boso. Za nią świeciło słońce które zdążyło wzejść już dość wysoko. Ona także patrzyła się prosto na mnie. Pomyślałem sobie ,że coś mi tu nie pasuje ,po chwili stagnacji głos w mojej głowie powiedział "TO JEST SEN" a ja już na głos "no tak to jest sen". Pierwszą moją wyćwiczoną myślą było to żeby nie obudzić się z wrażenia oraz to ,żeby zrobić TR. Już sięgałem ręką do nosa kiedy sen się skończył ...

Wydaje mi się ,że nie obudziłem się dlatego bo LD i WoW nie wytrzymałem napięcia i wynikło to z wrażenia świadomego śnienia. Tylko sen i tak by się zakończył w tym miejscu czy bym się uświadomił czy nie. Przynajmniej takie mam odczucie.

Miałem tu coś jeszcze napisać ale widzę ,że i tak sporo zapisałem poza tym jest już późno więc idę spać ... nie chcę powtórzyć wczorajszego błędu. Dobranoc
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#33
Faktycznie, na podstawie motywu uświadomienia się można wnioskować, że tamten sen i tak by się w tym momencie skończył. Jeżeli jednak wypadłbyś ze snu z powodu emocji, to jest potem duża szansa, że wrócisz do tego snu od razu starając się zasnąć.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#34
22-23.05.2K18
czas snu ok. 2,5+5h

UWAGA! Mało w tym poście będzie niewiele o śnie raczej o jego braku ... tak tylko mówię .

Na początek kącik informacyjny. Od przedwczoraj piję sobie przed snem Melisę (wyczytałem na forum ,że pomaga w zapamiętywaniu snów) oraz od wczoraj także Yerba-Mate. Zamierzam także w najbliższej przyszłości zacząć pić Gotu-Kole. Liczę ,że to eksperymentowanie wpłynie pozytywnie na jakość oraz zapamiętywanie snu. Jeśli nie to cóż mówi się trudno ,stracę jedynie troszeńku kasy ,czasu oraz kubków smakowych. Pozdrawiam wszystkich koneserów owych ziółek ale dla mojego podniebienia nie jest to zbyt przyjemny smak. No ale czego się nie robi dla LD :) . Per aspera ad astra.


Idąc spać afirmowałem się krótko ale przekonywująco . 

Chyba odkryłem jak nastawiać swój alfa-budzik !! Od dość dawna mój alfa budzik nie działał. Może źle do tego podchodziłem ,nie byłem zbyt przekonywujący ,no po prostu nie udawało mi się obudzić samemu podczas snu albo tego nie zapamiętywałem ,bo po przebudzeniu się błyskawicznie zasypiałem. Jednakże dzisiaj postanowiłem zmienić strategię. Zauważyłem ,że gdy muszę wcześnie wstać ,bo czeka mnie coś ważnego to zawsze nastawiałem sobie 3 głośnie jak syrena okrętowa budziki. Kładąc się spać myślałem o tym co mnie spotka gdy się nie obudzę w porę i zaśpię. I owe budziki okazywały się niepotrzebne ponieważ zawsze wstawałem przed nimi błyskawicznie od razu wstając na nogi. Tą samą strategię przetestowałem dzisiaj. Afirmowałem się ,że jeśli nie wstanę w środku nocy to dostane wpier*ol ,zabiją mnie ,będę miał przerąbane itp. rzeczy ... I wiecie co ? Wstałem ! 

alfa budzik i sen) 
Spałem w swoim łóżku kiedy na jego rogu w małej postaci moja senna przyjaciółka(dziennikarka) ,zaczęła wywiad z jakimś politykiem na temat nowo wchodzącej ustawy. Dotyczyła ona dzieci więcej nie wiem. Leżąc popatrzyłem się na nią i zacząłem odczuwać nieodpartą myśl ,że muszę jej pomóc w wywiadzie a żeby to zrobić muszę się obudzić. W mojej głowie: muszę się obudzić , muszę się obudzić , muszę się obudzić !!! No i się obudziłem(już tak realnie) od razu wstając z łóżka nie pozwalając by sen wziął mnie z powrotem.
 Potem standardowo pićko coś na zagrychę i wracamy do łóżka mieć wspaniałe LD. Oczywiście jak to zwykle bywa gdy wszystko idzie bardzo dobrze coś musi się spierdo... Przed snem chciałem przewietrzyć pokój ... a głupi zapomniałem ,że mam alergię  facepalm . I cyk kater nie do wytrzymania  :)) . Wróciłem oczywiście do kuchni po leki ale te nie działają natychmiast. Na domiar tego jeden z moich domowników zaczął tak głośno chrapać ,że podłoga się trzęsła. Wtedy to już zacząłem być na maksa sfrustrowany (ciśnie mi się na usta bardziej niecenzuralne słowo). Dopiero zamknięte drzwi i stopery załatwiły sprawę ale usunęły możliwość przewietrzenia pokoju... Nie wiem ile czasu zajęło mi ponowne zaśnięcie.
Przez stopery nie usłyszałem budzika co zaowocowało tym ,że obudzony zostałem przez osoby trzecie co zaowocowało tym ,że zapamiętałem jedynie mgliste urywki ze snu pomiędzy WBTB a porankiem:

-)Wchodziłem na wiadukt znajdujący się w moim mieście (...) znalazłem się pod nim ,były ze mną jakieś dwie znajome osoby (...) przyjechał ktoś białym dostawczakiem przejęliśmy od niego wóz (...) gdzieś nim jechaliśmy ...


Na dzisiaj to wszystko pomimo ,że nie wszystko poszło dobrze to uważam noc za udaną ponieważ nauczyłem się czegoś nowego ...

Przypomniało mi się coś. Wynikiem tego ,że błyskawicznie wstałem w nocy mogły nie być moje afirmacje tylko 1/3 arbuza zjedzona pół godzinki przed snem :V
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#35
23-24.2K18
Czas snu ok. 7h

Przed snem:
Normalna afirmacja z zapamietywaniem snów coraz lepiej każdego dnia + wczoraj opisany sposób na alfa budzik + przypomniałem sobie cały dzień od tyłu(podobno pamięć wsteczna pomaga) =


Rano obudziłem się nie pamiętam jak. Czy to samoistnie ,przez budzik czy też ktoś mnie obudził. Nie obudziłem się też do WBTB ,być może byłem zbyt mało stanowczy dla mojego mózgu. Nad ranem nie udało mi się kompletnie niczego przypomnieć. Jednakże dwie godziny po przebudzeniu sny same o sobie dały znać ,nawet nie myślałem wtedy o nich ,od tak przyleciały. No spoko. Oto co udało mi się przypomnieć ,nie cały sen ale zawsze coś.

1)Byłem wraz z ciocią ,wujkiem oraz ich 8 letnim synem w ciemnym niezbyt przyjemnym miescie (...) Poszliśmy na dworzec kolejowy żeby pojechać do domu. Doszliśmy do niego ale okazało się ,że kasa biletowa znajduje się w małej drewnianej budce koło bocznicy kolejowej. Udaliśmy się więc tam. Miejsce wygladało tak: po lewej z 15 szyn ustawionych równolegle do siebie do nas natomiast prostopadle. Kończyły się na niewysokim betonowym murku który biegł prosto do wspomnianej budki z biletami. Na prawo od tego przejścia była tylko ziemia i drzewa. Dodam ,że była zima i wszedzie leżała gruba warstwa śniegu. 
Gdy znaleźliśmy się w zasięgu wzroku owej chatki z biletami. Mój brat cioteczny złapał mnie za rękę i pociagnął biegiem w jej stronę. Nie mogłem jej puścić. Nagle z dużą prędkością nadjechał pociąg ,myślałem ,że w nas wjedzie lecz ten zatrzymał się kilka centymetrów przed murkiem po którym biegliśmy. Gdy myślałem ,że już jest dobrze i nic nas nie przejedzie ,niewiadomo skąd nadjechał drugi. Pendolino tylko ,że pomalowane na biało czerwono a nie niebiesko. Nie zwalniał a wręcz przyśpieszał. Mój braciszek tego nie zauważył i biegł dalej. Rzuciłem więc jego oraz siebie na ziemię. Wylądowaliśmy na miękkim śnieżnym puchu. Za to kilka metrów przed nami pociąg wbił się w mur z impetem orząc wszystko na swojej drodze. Gdy w końcu się zatrzymał ,przewrócił się o mało nas nie przygniatając. A my jak gdyby nigdy nic wstaliśmy i poszliśmy dalej. Weszliśmy do budki ,w środku znajdowały się dwie panie. Jedna normalnie przy biurku druga natomiast siedziała za parawano-osłoną zrobioną z dwóch otwartych okien. Wyglądało to dosyć komicznie gdy mówiła zza okiennej szyby. Okazało się ,że jest panią od informacji a ta przy stole sprzedawała bilety. Po chwili doszła do nas ciocia z wujkiem i wspólnie kupiliśmy bilety do domu. W międzyczasie przybyła jakaś babeczka potrzebująca informacji (...) jechaliśmy ciemnym pociągiem coś się działo ...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#36
25-26.05.2K18
Czas snu ok. 10h

Alfa nie obudził mnie do WBTB ... chyba.
Sny przypomniałem sobie jakąś godzinę po obudzeniu się.

1) Byłem w mieście ...

2) Znalazłem się gdzieś w lesie. Przez cały sen była noc. Uciekałem przed kosmitami. Nadmienię ,że przec cały sen ani razu ich nie widziałem jedynie słyszałem oraz czułem ich przysłowiowy oddech na karku. 
No więc uciekając po leśnej piaszczystej drodze dotarłem na dużą leśną polanę na której stała farma w stylu amerykańskim. Spotkałem na niej jakieś cztery osoby. Starego farmera ,prawdopodobnie jego syna i córkę w moim wieku oraz kogoś kogo nie zapamiętałem. Postanowili mi pomóc. Wyruszyliśmy w drogę inną ścieżką ,nie pamiętam czy samochodem czy pieszo. (...) Dotarliśmy do dwóch dużych ,białych dostawczaków ustawionych przy drodze. Jeden był pusty ,natomiast drugi pełen rożnych papierów ,książek i bibelotów. W tym momencie zaczęła dobijać się do mnie świadomość bo bardzo wiele z tych rzeczy może wszystkie mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zacząłem je rozpoznawać i chyba nawet przypomniałem sobie usłyszaną kiedyś ciekawostkę ,że wszystkie rzeczy we śnie(w orginale twarze) kiedyś widzieliśmy w życiu przynajmniej przez chwilę. Mam pewne przeczucia ,że zrobiłem sobie w tym momencie TR z nosem ale ten kompletnie nie wyszedł. Co do tych dwóch rzeczy nie jestem pewien i ręki nie dałbym sobie uciąć ale mam ...hmmm mam pewne podejrzenia ,że tak mogło być. 
Kontynuując to co wiem na pewno to to iż zacząłem to wszystko przeglądać ,wyjmować i odkładać na kupkę co ciekawsze pozycje. Wóz był tym wypchany po brzegi. Pomagała mi moja ekipa. Wybieranie co lepszych rzeczy trwało bardzo długo jak na sen ale gdy w końcu skończyłem i powiedziałem żebyśmy już szli z tym co mamy stało się:

a) coś czego nie pamiętam a potem punkt b
b) przeniosło nas z powrotem do momentu gdy dochodzimy do tych dwóch ciężarówek. Od razu wiedziałem ,że już to przeżyłem ale nie uświadomiłem się. Pobiegłem na prędce do drugiego dostawczaka i zacząłem znowu grzebać w tym co się w nim znajdowało. Szybko mi szło ,bo wiedziałem już gdzie co leży. Nagle gdy już kończyłem. Zaczęliśmy słyszeć charkanie i bulgotanie. Dziewczyna powiedziała ,że to kosmici i ,że znajdują się zaraz za pierwszym pustym dostawczakiem. Wszyscy schowali się przy naszej ciężarówce a ja począłem na prędce wybierać to czego potrzebowałem ze sterty śmieci. (...)
Uciekaliśmy przez las najpierw pieszo potem gdy dobiegliśmy do vana ,to także nim. Za nami biegli kosmici ,wiedziałem ,że są blisko lecz nie odważyłem się obrócić ...

3) Jechałem samochodem terenowym po wąskiej jednopasmowej drodze. Sceneria górzysta ,pogoda zachmurzenie. Wiozłem dla kogoś jakąś paczkę. Raz wieżdżałem na górkę po chwili z niej zjeżdżałem ,po chwili na kolejną i znowu i znowu. Potem dość dużo zakrętów w lesie a ostatnie co pamiętam to przejeżdżałem koło pięknego górskiego jeziora ...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#37
26-27.05.2K18
Czas snu 7h

Afirmowałem się żeby zapamiętać wszystkie sny oraz by po ich skończeniu obudzić się. Nie pamiętam bym wstawał w nocy. 

Sen który dzisiaj miałem był dłuuuugi cholernie długi. Zapamiętałem z niego chyba wszystko gdyż po przebudzeniu od razu go pamiętałem. Byłem w wielu miejscach ,czułem różne uczucia ,ogólnie było bardzo realistycznie choć nie wszystko trzymało się kupy ale to w końcu sen więc ... 


1) Otóż tak. Na początku byłem czarodziejem coś w stylu Harrego Portiera (pozdrawiam fanów J.K.R też ją lubię) ale gdzieś po dwóch scenach byłem już normalnym chłopakiem bez całej tej magicznej otoczki. Dodam iż znajdowałem się na terenie Korei Północnej co jest dość istotnym faktem zważywszy ,że cały sen kręcił się wokół tego iż próbowałem z niej uciec. Na początku myślełem iz robię to tylko dlatego ,bo Korea Północna nie jest zbyt dobrym miejscem zamieszkania ale później okazało się ,że ... nie uprzedzajmy faktów  ;) . Poznałem spoko dziewczynę ,strażniczkę graniczną która postaniwiła mi pomóc. Najlepszym wyjściem było przebranie mnie także za strażnika i wyjechanie wraz z innymi na wartę po czym wyskoczenie w miejscu najbliższym granicy i na piechotę do wolności. Ubrałem się w strój strażnika. Czarne spodnie i żółta jak słońce marynarka. Strażnicy jeździli w grupach przy granicy po torach na czymś w rodzaju elektrycznych drezyn. Ruszyliśmy za innymi próbując trzymać się w pewnej odległosci i to nas zgubiło ,bo za przejeżdżającymi zamykały się wielkie metalowe drzwi uniemożliwiające ucieczkę. I właśnie jedna z takich bram z racji tego ,że byliśmy oddaleni zbyt mocno od peletonu zamknęła się nam dosłownie pod nosem. Przestraszyliśmy się niezmiernie ponieważ byliśmy otoczeni przez skały i szanse na ucieczkę był marne. Jednakże udało mi się znaleźć dość dużą szczelinę przez którą można przejść. Najpierw zrobiła to ona potem rzuciłem jej plecak i sam wczołgałem się do tunelu. 
Tak na marginesie nie opisuję tu szczegółowo moich uczuć oraz przebiegu rozmów z tą dziewczyną ,choć przyznam ,że bardzo przyjemnie mi się z nią rozmawiało ,gdyż musiałbym pisać do wieczora. 
 Po wyjściu ze szczeliny znaleźliśmy się w jakimś mieście. Szybko przez nie przeszliśmy i udaliśmy się do dużego ,długiego przejścia podziemnego. Gdy z niego wyszliśmy znaleźliśmy się w mieście w którym aktualnie mieszkam. Zdziwiło nas to ,że w ogóle nie było tu śniegu choć przed wejściem do tunelu mocno pruszyło. Przypomniałem sobie wtedy ,że moja babcia ma dzisiaj urodziny dlatego też udaliśmy się do kiosku po jakiś prezent. Pani w kiosku poleciała mi kartki z wróżbą. Lecz nie były to zwykłe kartki. Pani pokazała nam ich działanie. Brało się małą świeczkę z pudełka i odpalało w palcach ta zaczynała się palić jak wulkan fajerwerkowy i gdy wypalała się w srodku z tego co zostało powstawała kartka z wróżbą. Na spróbunek tekże jedną odpaliłem ,prawie sobie przy tym  przypaliłem palce. Na pięknie ozdobionej kartce było napisane "poślubisz (jakieś imię męskie chyba Bernardyn)" nie przejąłem się tym ponieważ odpaliłem świeczkę dla pań. Uszczęśliwiony działaniem tego ustrojstwa kupiłem od razu dwa pudełka. Udaliśmy się do babci i wręczyliśmy jej prezenty. Zacząłem wraz z dziewczyną (nie przypominam sobie by podawała mi swoje imię) zastanawiać się co począć i jakim sposobem wydostać się z kraju. A opiszę ją czemu nie. Piekna brunetka z długimi włosami ,wzrostu niewiele niższa odmnie jakieś 170 kilka centymetrów. Żółta marynarka idealnie leżała na jej kobiecym ciele. Z charakteru miła i mądra(przyjemnie się z nią rozmawiało) pomocna i odważna (pomogła mi) oraz umiała walczyć (w końcu strażnik graniczny) oraaaaaaaz umiał grać w unihokeja. A dlaczego to takie ważne ? Otóż ja też to potrafię a akurat w moim śnie w Korei Północnej odbywała się Olimpiada. Tak tak zapisaliśmy się na nią od tak bez problemu #SNY. Co jeszcze lepsze mogliśmy grać ,jako obcokrajowcy w drużynie polskiej. Akurat odbywał się finał naszej dyscypliny. Trener wystawił nas pomimo ,że w ogóle nas nie znał. Drużyny były koedukacyjne tak więc grałem wraz z moją nową koleżnką ,ubraną w obcisły strój sportowy  ;) :D ( ͡° ͜ʖ ͡°) . Drużyny były po 3 w polu + bramkarz ponieważ brakowało zawodników. Zmierzyliśmy się w wielkiej sali gimnastycznej wraz z reprezentacją a jakże Korei Północnej. Bezproblemowo wygraliśmy. Po meczu trzeba się było jeszcze pięknie ukłonić Kim Dzong Unowi oraz innym wielkim osobistościom z innych państw. Wszyscy oni siedzieli na plastikowych ,składanych ,turystycznych krzesełkach.
Zwycięscy zawodnicy udawali się do drugiej ogromnej sali gimnastycznej gdzie zbierali się wszyscy co coś wygrali. Po wejściu pogratulowałem jakiemuś Polakowi lekkoatlecie oraz Chince złotej medalistce a potem zobaczyłem ich !!! Lewandowskiego i Trenera Nawałkę. Podbiegłem do nich i zacząłem gratulować złota na olimpiadzie i życzyć sukcesów na mundiali w Rosji. Ależ ja byłem wtedy podekscytowany. Po chwili zaczęli rozmawiać ze mną na normalne tematy. Dodam ,że gdy koło nich stałem Pan Nawałka wydawał się wysoki na jakieś trzy metry natomiast Lewy był niziutki na około 160 cm. Po kilku minutach rozmowy powiedziałem im ,że muszę uciec z Korei Płn ponieważ mam ważną misję przekazania brutalnych zdjęć/dowodów terroru jaki się tu odbywa. Pokazałem im kilka z nich. Chcieli mi pomóc ale nie mieli jak ponieważ autokar którym przyjechali jest szczegółowo sprawdzany. W tym momencie kamera przeniosła się na północno koreańską filiżankową tancerkę. Już tłumaczę. Tancerka na łyżwach lub rolkach jeździła wokoło wielkiego stołu na którym była masa filiżanek i innej porcelany. Podczas przejazdu widowiskowo skakała ,żonglowała talerzami ,grała na kubkach. Wyglądało to świetnie ale w pewnej chwili tak się zestresowała ,że przewróciła się i rozbiła wiele rzeczy znajdujących się na stole. Pomyślałem sobie wtedy ,że ma przechlapane. 
W następnej scenie jechałem z nową przyjaciółką taksówką. Rozmyślaliśmy nad sposobem ucieczki. Dojechaliśmy do kopalni koło której znajdowały się tory wspomnianej wcześniej kolejki strażników granicznych. Przebaraliśmy się w strażnicze uniformy i udaliśmy tym razem do kopalnianego wagonika. Niestety po drodze zatrzymała nas kobieta żandarm ubrana w granatową marynarkę i zaczęła wypytywac o to co tu robimy. Poznała dziewczynę z którą byłem i przepuściła ją natomiast do mnie zaczynała nabierać coraz większych podejrzeń. Gdy już wiedziała ,że jestem tu nieproszonym gościem który chce uciec i sięgała po alarm ... moja koleżanka strzeliła jej lepe na ryja i znokałtowała jednym uderzeniem. Pomyślałem sobie o ku*wa z nią nie ma żartów. Pobiegliśmy do wagonika i ruszyliśmy nim niczym Indiana Jones w świątyni zagłady ,ku wolności. Całe zajście widzieli inni strażnicy którzy puścili się za nami w pogoń 
Uciekaliśmy ...

Niestety nie pamietam co było dalej ,wydaje mi się też ,że podczas zapisywania snu mogłem zapomnieć część tego o czym pamiętałem. Jednakże i tak zapamietałem większość. A sceny które zapisałem były dłuższe niż to się może wydawać podczas czytania. Czułem pod czas nich wiele emocji i uznaję ten sen za bardzo realistyczne zjawisko.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#38
06.06.2K18
Czas snu ok. 3h

Położyłem się na 15 minut drzemki ,bo strasznie mnie zmogło zmęczenie ,ostatnio spałem dość słabo więc mózg pewnie domagał się dodatkowych godzin regeneracji i jak to zwykle bywa te 15 minut przerodziło się w 3 godziny. Jednak dobrze się stało ponieważ przynajmniej raz zostałem obudzony i możliwe ,że przez to miałem LD albo sen o LD. Nie wiem które ,bo tego drugiego nie miałem jeszcze ani razu(a przynajmniej nie zapamiętałem nigdy) ale po opisaniu wszystko powinno się wyjaśnić. Dodam ,że sen był bardzo płytki ,czułem to gdy już się uświadomiłem ,że bardzo lekko śpię. No i jeszcze nie od razu po przebudzeniu pamiętałem sen. Dopiero jakieś pół godziny po tym ,podczas gdy nalewałem wodę do Yerba Maty (tak nadal piję to świństwo oraz meliskę[rozplanowałem ,że Yerbę na 1-2h a meliska zaraz przed pójściem spać] chociaż tak właściwie przesadzam gdyż już nawet przyzwyczaiłem się do ich smaku). Tak więc nie zapamiętałem wszystkiego ,chociaż to czego nie to bardzo mgliście wiem ,że tam było...
UWAGA! Podczas pisania przypomniałem sobie jeszcz jeden sen ale opiszę go jako drugi z numerkiem 1


2) Jechałem wraz z moją szkolną paczką kolegów Alex ,Maciek ,Konrad pociągiem. Średnio pamiętam co w nim robiliśmy. Jakieś rozmowy śmieszkowanie i tyle. Dojechaliśmy do jakiejś pipidówy. Skończyły nam się bilet a kasy na następne nie mieliśmy. Zastanawialiśmy się co robić. Najpierw szliśmy razem przez miasto a potem rozdzieliliśmy się. Zostałem sam z Alexem a reszta poszła gdzieś w swoją stronę. Rozmawialiśmy ,śmieszkowaliśmy jak na codzień ,normalka. Kilka budynków wyglądało jak żywcem przeniesione z Gdyni(w której spędzałem częściowi długi weekend :) )zwłaszcza z głównej ulicy a reszta to przypadkowe podniszczone budowle. Dotarliśmy do ratusza który wygladał jak ten z gry Man of War ,dla tych co nie wiedzą (czyli pewnie dla wszystkich)  :P  szeroki niski budynej ,parter i pierwsze piętro ,w mojej sennej wersji bardzo zniszczony. Weszliśmy tam ,z braku kasy na bilet prosiliśmy ludzi o pomoc ale nikt nam nie chciał pomóc. W końcu ktoś nam powiedział ,że jest pewna możliwość na darmowy bilet. Trzeba było wejść na pietro i włorzyć rękę przez dziurę w podłodze w której na suficie parteru kręciła się piła łańcuchowa wokół własnej osi jak wiatrak .Należało zbliżyć i odciąć sobie obie dłonie ,zapewnił nas ,że odrosną. Chyba ,że podczas kręcenia się piła będzie również włączona to wtedy kaput i nie ma rączek. Kolega zapytał jeszcz...(no dobra ja zapytałem ,nie oceniajcie :"> ) czy odcięte przyrodzenie również odrasta. Odpowiedź była negatywna. Alex zaczął panikować jak to ma w zwyczaju ,mówić ,że to szalony ,poryty pomysł. Natomiast ja pomyślałem sobie : no kur*a co może się nie udać. Udaliśmy się na piętro zobaczyłem ową dziurę w podłodze oraz kręcącą się na linie piłę. Sprawdziłem czy nie jest włączona iiiii. Włożyłem powoli rękę ponieważ zacząłem się zastanawiać czy to na pewno był dobry pomysł. Jednak nie było już odwrotu ,meska duma nie pozwoliła mi uciec gdy inny osobnik tej samej płci patrzył. Piła powoli zaczęła odcinać mi dłoń poczynając od palców i powiem wam ,że zaczęło sprawiać mi to nieopisaną przyjemność. Było to coś jakby łaskotanie oraz przyjemne drapanie w tym samym momencie. Dźwięk który temu towarzyszył porównać mogę do krojenia plasterków szynki na maszynie w miesnym. Gdy jedna dłoń była już ucieta zrobiłem to samo z drugą. I znowu to przyjemne uczucię. Gdy i z nią skończyłem. Dostałem od gościa bilet oraz jakiś mały bonusik. Dodam ,że podczas krojenia nie leciała mi krew z ran. Próbowałem namówić kolege ale za żadne skarby nie chciał się zgodzić. Gdy wyszliśmy z ratusza powiedział ,że to co zrobiłem było chore a ja jestem je*niety na ryj ,z uśmiechem skwitowałem iż teraz wyglądam jak Jim Petarda. Podczas spaceru odrosły mi ręce. Przy starym ceglanym domku spotkaliśmy Konrada popalającego fajka. Powiedział ,że sprzedał jedną z paczek cygaretek i ma kase na dwa bilety. W tym momencie nadszedł też Maciek który też skądś zdobył bilet. Wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy do portu. Chcieliśmy znaleźć zatrudnienie w jednym z doków. Już byliśmy oprowadzani po naszym miejscu pracy przez szefa gdy nagle uświadomiłem się. Zrobiłem TR z nosem który wyszedł pozytywnie JEJ LD ale czy aby na pewno ?? Po zrobieniu TR pomyślałem sobie ,że teraz to się zabawię wysadzę tą budę i gdzieś polecę albo najpierw polecę a potem albo ... przekląłem się w duchu ,że nie pomyślałem w realu co zrobić gdy już mi się uda LD. Postanowiłem improwizować ale zacząłem mieć wątpliwości czy uda mi się zrobić to co chcę ,postanowiłem ,że na razie nie będę ingerował w sen a dalej się zobaczy. Później również chciałem ze dwa razy zrobić coś "magicznego" w śnie ale postanowiłem "niech się dzieje wola ..." i tylko biernie przyglądałem się temu co serwował mi mózg. Tak więc nie wiem czy to LD czy tylko sen o LD ... kontynuując świadomy obecniści w śnie ale nie kierujący nim postanowiłem wraz z paczką jednak nie zstrudniać się w tym miejscu. I znowu powstał problem biletu na pociąg. Rozdzielilismy się. Znowu zostałem z Alexem w mieście bardzo podobnym do poprzednego. Postanowilismy znowu pojechać do ratusza. Tym razem udaliśmy się na rowerach zrobionych z metalowej barierki drogowej. Gdy wsiadłem na ową konstrukcję przypomniałem sobie iż niedawno oglądałem w realu film gdzie pewien gość jechał na czymś podobnym. Po drodze przedzieraliśmy się przez tłum ludzi co przypomniało mi niedawny pobyt w Gdyni. Gdy dojechaliśmy od razu udałem się na piętro(ratusz wyglądał tak samo tylko był bardziej brudny i obskurny od poprzednego). Zamiast jednej były dwie kręcące się piły. Gdy przyszliśmy akurat jakiemuś gościowi ucięła rękę przy łokciu ponieważ zapomniał jej wyłączyć. Trochę się scykałem nawet bardziej niż wcześniej. Zaczęło mi obcinać końcówki palców. Już nie było tak przyjemnie jak wcześniej chyba nawet czułem ból. Gdy nagle nie wiadomo skąd pojawiła się moja mama i odciągnęła mnie od tego użądzenia. Zaczęła na mnie krzyczeć: że co ja robię ,zabiję się ,w ogóle nie myślę ,za jakiś bilet ucinam sobie rękę. Próbowałem się bronić mówiąc ,że to bezpieczne ,palce odrosną ale zarzuciłem te działania. Już miałem sprobować sprawić żeby zniknęła ale to też odpuściłem sobie argumentując: ch*j z tym na co dzień też jej jakoś słucham i żyję  :D . Uciekłem od niej na piechotę. Znalazłem się na polanie pomiedzy ulicami gdzie akurat odbywały się pokazy pirotechniczny. Najpierw jedna grupa odpaliła rakietę wygladającą jak myśliwiec. Potem druga też coś wystrzeliła. Pierwsza odpowiedziała wystrzeleniem rakiety zrobionej z wielkiej metalowej beczki po piwie która po kilkudziesięciu metrach zaczęła spadać i trafiła przez dach w automat z pluszakami które wyciąga się metalowym chwytakiem. Powiedziałem wtedy "no to mamy nową zabawkę w automacie". Kilka osob się zaśmiało...

1) Pierwszy chronologicznie sen. Byłem służącym angielskiej rodziny królewskiej. Swoją pracę wykonywałem z wielkim oddaniem i dbaniem o szczegoły. Bardzo szanowałem i wręcz miłowałem rodzinę Wettynów co dość mocno kontrastuje z moim podejściem do tego w realu ,nie byłbym na pewno taki szczęśliwy usługując ludziom którzy swoją pozycję zawdzieczają urodzeniu się w dobrej rodzinie. Jednakże w śnie niemal ich kochałem i próbowałem wykonywać swoją pracę jak najlepiej. A robiłem wiele od usługiwania przy stole przez pomoc w ubraniu się do składania reczników. Zaprzyjaźniłem się z jedną księżniczką która wygladała jak Selena Gomez. Była dla mnie bardzo miła i pomagała mi odnaleźć się w pałacowej etykiecie. Reszta nie była do mnie zbyt przekonana przynajmniej na poczatku ,jednak gdy zobaczyli z jakiem pracuję oddaniem również i oni się do mnie przekonali. Sen składał się z kilku nie zwiazanych ze sobą szerszą fabułą scenek. Ostatnią jaką pamietam to do użędujacej w pałacu  rodziny przyjechał car Mikołaj 2 z żoną Aleksandrą ale bez dzieci. Wszyscy ulokowali się w sali która w realu jest stołowym w domu jednej z moich babć. Przez okno zobaczyłem nadchodzaca burzę ,zamknąłem je więc ...

Już późno czas na meliskę ...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#39
09-10.06.2K18
Czas snu ok. 8,5h


1) (...) Uciekałem przed kim albo czymś. Dobiegłem do meksykańskiej granicy od strony USA. Na bezkresnej pustyni stały wbite w ziemię paliki a pomiędzy nimi rozpostarta była niebieska wstążka. Ot cała granica ,przekroczyłem ją i pobiegłem dalej. Po kilkuset metrach natrafiłem na miasteczko ,uznałem ,że łatwiej będzie mi się w nim schować przed tym co mnie goni. Jednak gdy do niego dobiegłem ,okazało się iż jest to atrapa\plac ćwiczeń dla meksykańskich komandosów. Zauważyli mnie ,próbowałem uciekać ale szybciutko mnie dopadli. Jakiś oficer powiedział ,że zabierają mnie na brutalne przesłuchanie ...



2) Warszawa ,lato ,gorąco ,zmyślone miejsce. Jeździłem na wózku inwalidzkim ,czekałem na autobus. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś gość i zaproponował żebym zrobił jakąś zboczoną rzecz(nie pamiętam jaką) na pewnym konkursie. Początkowo się zgodziłem ponieważ w czasie rozmowy odjechał mój autobus a następny dopiero za 20 minut. Zaprowadził mnie do miejskiego parku stanęliśmy pod samolotem Douglas c-47 (taki sam jest w filmie Madagaskar) który zawieszony był na trzech wielkich drzewach. W około było wielu bardzo dziwnych ludzi. W tej chwili rozmyśliłem się z robienia jakiejkolwiek rzeczy w tym podejrzanym miejscu ,z podejrzanymi ludźmi. Wyczekałem odpowiedniej chwili i szybciutko opuściłem to dziwne miejsce na swoim wózeczku. Na szczęście szybko przyjechał mój autobus. Usiadłem z przodu i wpatrywałem się w pasek pokazujący następny przystanek który gdy tylko na niego patrzyłem przestawał wyświetlać to co powinien ...



3) 2 wojna światowa okres prawdopodobnie 3 bądź 4 wielkiej deportacji Polaków do ZSRR(1940-41 r.). Wnioskuję po zaistniałej sytuacji którą zaraz opiszę ,pewnych szczegółach oraz tym ,że Niemcy współpracowali z Rosjanami. Na początku snu był wiosenny lub letni dzień później zaczęło się robić ciemno aż na koniec nastała całkowita nocna ciemność. A więc tak ,byłem prowadzony wraz z ok. 30 innymi ludzi ,cywilami na wywózkę bądź rozstrzelanie przez krasnoarmiejców. Obstawiałem tą drugą opcję ,dlatego postanowiłem za wszelką cenę uciec. nie było to łatwe ponieważ cały czas otaczali nas wrodzy żołnierze. Lecz w pewnym momencie gdy szliśmy koło niewielkiej rzeczki obok opalających i kąpiących się tam ludzi wyskoczyłem z kordonu i pobiegłem ile sił w nogach do wolności. Rosjanie zaczęli do mnie strzelać co wywołało panikę postronnych ludzi ,co zaowocowało chaosem który pozwolił mi się oddalić. Skoczyłem do rzeki i jak najszybciej potrafiłem przepłynąłem ją i uciekłem w las. Gdy trochę odbiegłem uświadomiłem sobie ,że znalazłem się po niemieckiej stronie granicy lecz nie oznaczało to ,że nie muszę się ukrywać. Szedłem dalej. Nagle zobaczyłem nadjeżdżającego po leśnej drodze Niemca w Kubelwagenie. Szybko upadłem w błoto i schowałem się za drzewem jednak ten zauważył mnie i celując do mnie z P-08 kazał mi wstać i podejść do siebie(nadal siedział w samochodzie). Zrobiłem to ,gdy byłem już pół metra od niego odwrócił się żeby zawołać idących za nim żołnierzy. Wykorzystałem tą okazję i wyszarpnąłem saperkę przymocowaną do auta. Zdzieliłem nią mojego oprawcę a następnie wbiłem w oponę wozu. Uciekłem w las. Od tego momentu biegłem po lesie na czworaka ,bo uznałem ,że tak będzie szybciej przedzierać się pod gałęziami oraz moja sylwetka będzie mniejsza. Dodam ,że w tej pozycji biegłem nienaturalnie szybko a mówiąc szybko mam na myśli to iż popierdzielałem jak Sonic po mefedronie. Biegnąc dalej na mej drodze stanął czołg MS-1 lecz nie zdążył mi nic zrobić gdyż biegłem zbyt szybko. Po jakimś czasie stanąłem w miejscu zastanawiając się co począć. Postanowiłem ukryć się gdzieś w lesie lecz podczas mojej podróży nie znalazłem ani jednej dobrze osłoniętej miejscówki. Nagle nie wiadomo skąd nadjechał Polski partyzant na koniu ,zasalutował mi i odjechał. Po chwili dostrzegłem grzybiarzy których spytałem o drogę do jakiegoś bezpiecznego miejsca. Kazali mi iść w stronę z której przyjechał partyzant. Znowu biegłem na czworaka. Dobiegłem do dużego ścierniska na skraju lasu. Było już kompletnie ciemno więc wyjąłem swoją współczesną latarkę i zacząłem iść. Po chwili wyłączyłem ją gdyż uznałem ,że jestem z nią zbyt widoczny. Nagle gdy byłem już jakieś 100 metrów od lasu wybiegły z niego dwie osoby kierujące się w moją stronę. W pierwszej chwili myślałem ,że to moi prześladowcy mnie znaleźli ale nim skończyłem myśleć ci byli już przy mnie. Okazało się ,że to byli ci sami grzybiarze których spotkałem niedawno ,chłopak oraz dziewczyna. Postanowili mi towarzyszyć w podróży. Zgodziłem się jednocześnie każąc im wyłączyć latarki. Ruszyliśmy w drogę ...

Ogólnie podczas snów czułem wielki niepokój a w 1 oraz 3 uczucie zaszczucia i strachu.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#40
12-13.06.2K18
Czas snu ok. X godzin

1) Byłem w jakimś central parku. Gdzieś we wschodniej Europie sądząc po wyglądzie miasta. Przez większość snu siedziałem na dość dużej górce i podziwiałem ogromne wesołe miasteczko zajmujące całą wolną przestrzeń. Wszystkie atrakcje były nienaturalnie duże oraz niespotykane w rzeczywistości. W końcu postanowiłem z jednej skorzystać. Nie musiałem płacić przy wejściu. Siadłem w gondoli która zaczęła latać na różne strony ,podtrzymywana przez wysięgnik zaprzeczając jakimkolwiek prawom fizyki ale i tak było super. Gdy wysiadłem ktoś zawołał mnie. Podszedłem na skraj parku i zacząłem rozmawiać z grupką ludzi ubranych na czarno pod postsowieckim blokiem. Nie pamiętam kim byli oraz czego chcieli. Gdy skończyliśmy pogawędkę poszedłem pozwiedzać różne stoiska z jedzeniem ,napojami itp. rzeczami. Po chwili przechadzki zauważyłem ,że wszyscy zaczynają składać manatki. Zreflektowałem się szybko ,myśląc sobie iż skorzystałem tylko z jednej atrakcji. Pobiegłem szukać czegoś na czym mógłbym się zabawić ...



Otóż tak. Przez trzy dni miałem sny które były ze sobą powiązane. Zdarzyło mi się to pierwszy raz (a przynajmniej pierwszy raz to zapamiętałem) ,że sen był kontynuowany kolejnej nocy. Niestety nie miałem rano czasu by je zapisywać i jedynie próbowałem je zapamiętać. Co przy ich zagmatwaniu i chaosie nie było łatwe. Tak więc opiszę je ale nie daję gwarancji ,że wszystko jest chronologicznie dobrze ułożone. Lecz to co najważniejsze ,czyli to iż miałem te sny i były one ciągiem dalszym poprzednich wiem na sto procent. 
Kolorystyka mroczna ,do tego dużo krwi na ścianach ,drogach ,wszędzie. Gdyby to był film ,to byłby on horrorem bądź filmem grozy lecz podczas snu nie bałem się za bardzo. Raczej towarzyszyły mi inne uczucia. A no i ten sen krótko mówiąc był popierdzielony ,tzn. większość moich snów nie ma sensu ,ładu i składu ale ten był chorym wytworem mojej wyobraźni. Możliwe ,że mój opis nie odda tego wszystkiego o czym mówię.


13-14.06.2K18

1) Ciemno. Budzę się przy jakimś ceglanym domu. Na początku jestem sam lecz po chwili podjeżdżają do mnie moi znajomi mrocznymi gokartami. (...) misz masz dzieją się jakieś dziwne rzeczy coś nas goni później z czymś walczymy. Jest brutalnie dużo krwi ,kilku moich kompanów ginie w brutalny sposób. (...) Jedziemy gokartami po mrocznej drodze. Atakują nas ptaki które odpędzam łomem. Za nami biegną zoombie lecz nie dochodzi do konfrontacji z nimi gdyż wjeżdżamy do wielkiej mrocznej fabryki. Przejeżdżamy przez nią. Pełna jest ona pułapek oraz rożnych czających się w mroku potworów. Co chwila bucha z różnych miejsc ogień. Kilka osób ginie. W końcu udaje się nam z niej wyjechać ale po chwili dojeżdżamy do kolejnej tym razem całkowicie bezpiecznej. Wysiadamy z naszych pojazdów i idziemy na górę po metalowych schodach. Dochodzimy do pokoiku dla pracowników zakladu. Zamykamy się w nim. Znajdujemy kasetę wideo którą odpalamy na rzutniku. Jest na niej skrót całego snu. Wszystkie ciekawe akcje jakie się wydarzyły ,głównie walka i śmierci wielu osób. Bawi nas to. Na sam koniec jest scena gdzie jeden przestraszony gość który z nami jechał spada ze swojego auta w mrocznej fabryce ,później na czworaka próbuje uciekać po wielkiej rurze zawieszonej jakieś 10 metrów nad ziemią ,lecz ta wybucha i w obrzydliwie krwawy sposób rozczłonkowuje go. Przy tej scenie wszyscy zebrani przy rzutniku zaczynają się śmiać (ja też). Tak nas bawi scena śmierci tego gościa ,że postanawiamy ją puścić kilka razy. Za każdym razem wywołuje ona radochę wśród zebranych. Po skończonym seansie kopiujemy ową kasetę na dwie inne i postanawiamy ,że będziemy ją rozwozić i pokazywać innym ludziom. Ja dostępuję zaszczytu rozwożenia jednej z nich. pamiętam ,że pokazałem ją trzem grupkom ludzi których napotkałem na drodze jadąc moim wehikułem. Ostatni stali przy drzewie na polu pszenicy. Tak jak poprzedni wszystkich radowało oglądanie tego brutalnego widowiska a zwłaszcza ostatnia scena wywoływała wybuch euforii i zadowolenia ...



14-15.06.2K18

1) Jestem sam gdzieś na rozstaju polnych dróg. W ręce mam kasetę. Postanawiam ją obejrzeć lecz ze zdziwieniem dowiaduję się ,że nie ma na niej ostatniej sceny(śmierci gościa na wybuchającej rurze). Jestem załamany zastanawiam się jak to mogło się stać. Wtem podjeżdżają do mnie goście z którymi byłem we wczorajszym śnie w tym gość który miał jedną ze skopiowanych kaset. Oznajmia mi iż na jego sprzęcie także zniknęła ostatnia scena. Zaczyna się debata o tym czy ta scena w ogóle istniała. Większa część osób uważa ,że nie było tam żadnej sceny z wybuchającą rurą. Przypominam sobie jak wyglądała owa scena. Mówię wszystkim iż jestem pewien ,że ona istniała i postanawiam ją odszukać. Zabieram ze sobą kilka osób które wierzą tak jak ja w jej istnienie. Uznajemy iż jedyną nadzieją jest odnaleźć drugą kopię filmu. (...) Byłem w wielu miejscach podczas poszukiwań ,teleportowałem się dość często jednak zapamiętałem tą sekwencję snu jak przez mgłę i wiele więcej powiedzieć nie mogę ...


15-16.06.2K18
Czas snu ok. 9,5h

1) Stoję przy samotnie stojącym domu jednorodzinnym gdzieś na farmie. Dom jest biały ,drewniany i zbudowany w amerykańskim stylu. Przypominam sobie czego szukam ,kasety z filmem. Szybko przypominam sobie ostatnią jego scenę która nadal wywołuje u mnie śmiech. Wchodzę do domu. W środku zastaję dwóch towarzyszy którzy mi jeszcze zostali do pomocy w poszukiwaniach. Siedzą przy stole i coś piją. Nagle z ciemności (której wszędzie jest pełno) wyłażą potwory oraz pluszaki które ożyły. Szybko uciekamy po schodach na górę. Niestety jednego z moich kompanów dopadają i zjadają. Schody zaprowadzają mnie oraz ostatniego z ocalałych nie na strych lecz od razu na dach. Ze strachem w oczach patrzyłem jak różnorakie maszkary powoli wspinają się by nas dopaść. Jednak w pewnym momencie zatrzymały się przed światłem które padało z księżyca w pełni. Odetchnęliśmy z ulgą. Zeskoczyliśmy na murek z czerwonej cegły którego wcześniej nie zauważyłem gdyż był po drugiej stronie domu. Znaleźliśmy na nim dwie XVIII wieczne strzelby co nas bardzo ucieszyło ponieważ mieliśmy się czym się bronić przed czyhającymi wszędzie niebezpieczeństwami jak np. wrogo do nas nastawieni ludzie którzy zaczęli właśnie wychodzić nie wiadomo skąd i próbować zabić nas widłami. Nie było ich jednak wielu oraz nie współpracowali ze sobą więc z łatwością poradziliśmy sobie przy użyciu naszej nowej broni palnej. Zeskoczyliśmy z naszego muru obronnego i poczęliśmy zastanawiać się gdzie by się tu udać żeby znaleźć naszą upragnioną kasetę (...) ...


Dodam ,że nie afirmowałem się by w śnie kontynuować fabułę z poprzednich nocy.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1