NeuroWonderland
Podróżowałem razem z trzema żołnierzami, chyba też byłem żołnierzem. Każdy miał mała drewnianą łódkę. Płynęliśmy po rzece. Pogoda była pochmurna. Dalej szliśmy wśród leśnych zarośli piaskową drogą. Dotarliśmy do osiedla. Wszędzie coś wybuchało. Pobiegliśmy na lewo. Działo się tam coś złego, więc jednak zawróciliśmy i pobiegliśmy w odwrotną stronę. Zaczął zawalać się budynek. Przejście pod mostem zasypywało gruzem i ziemią. Oni trzej zdążyli się przedrzeć. Zatrzymałem się przed drzwiami bloku obok, jakby się rozjaśniło. Jakieś dziecko przyszło i coś mi dało. Zastanawiałem się nad tym, że mógłbym wejść do czyjegoś mieszkania i wyjść oknem z drugiej strony skoro przejście pod mostem zostało zasypane. Po jakimś czasie, prawdopodobnie zwiększyła się nieco moja świadomość, bo pomyślałem, że przecież mogę te wszystkie bloki obejść naokoło, a nie przechodzić koniecznie w tym miejscu i się zacząłem budzić.
Koniec Snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Na trawniku zamiast trawy rozsypane gęsto małe różnokolorowe kamyczki, nad którymi kucam i się im przyglądam. Kilka większych ładnych, w tym jeden niebieski, kładę na bok, a resztę mam grabić czy coś. Przychodzi sąsiad z góry i proponuje mi, abym pozbierał więcej kamyków, bo jak nie to będę później przekopywał ziemię w celu poszukiwania jakich kamieni. Jednak więcej nie zbieram, bo mi wcale do niczego nie są potrzebne.

W piwnicy jest mały stolik, a na nim ciasto na talerzyku, filiżanki z herbatą, i szklanka z wodą. Wypijam wodę, reszta nie jest moja i zabiera ją jakaś pani tam mieszkająca.
Koniec Snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Jestem w Nowym Jorku, chociaż tak wcale nie wygląda, nie jest to bynajmniej znane mi miejsce. Idę zatłoczonym placem. Wchodzę do nowo odbudowanej wieży World Trade Center. Na parterze jest apteka. Myślę sobie, że wypadało by coś kupić (ciekawe po co?). Aptekarka pyta się mnie najpierw po polsku i po angielsku, co podać. Jestem pewien, że to Polka. Odpowiadam, że chcę aspirynę. Tak na prawdę to nie wiem po co mi aspiryna, zazwyczaj nie biorę tego. W portfelu okazuje się, że mam złotówki zamiast dolarów, a dokładniej 100zł i drobne. Coś tam mówię nieskładnie po angielsku, że jednak potem przyjdę. Wpadam w panikę, bo nie wiem gdzie zamienić na dolary, po za tym, nie mam wystarczających pieniędzy na bilet powrotny samolotem i dziwię się, że od razu nie zakupiłem. Szybko wracam tym placem, nie wiem dokąd iść. Przechodzę białym chodnikiem kierującym się na prawo od placu. Coś mi się tu zaczyna nie zgadzać, bo skąd ja się tam w ogóle wziąłem w tym Nowym Jorku? Zatrzymuję się, robię TRa zaciskając nos, mogę oddychać. Co za ulga, to sen. Zadowolony, idę tam z powrotem. Tylko tym razem są tam dwa silnie umięśnione wielkoludy terroryzujące ludzi. W im znanym celu chcą się dostać do budynku. Wiem, że nic mi nie mogą zrobić. Podchodzę do nich i okładam z pięści. Nie robi to na nich żadnego wrażenia, stoją zastygnięci. Po chwili jeden się przewraca chrząkając. Zostawiam ich i wbiegam do wieży i do apteki. Zamykam drewniane drzwi (chyba koloru ciemnozielonego). Niestety z nimi był ich posłuszny sługa, raczej słaby, chudy i wysoki, mało mięśni, czyli zupełne ich przeciwieństwo. Jednak pragnie się im przypodobać. Włamuje się przez te drzwi. Przytrzaskuję go i wyrzucam na zewnątrz. Dalej nie pamiętam snu...
Koniec Snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Karuzela lub mały pojazd latający. Lecę gdzieś? Odbieram paczkę. Otwierając pojawiam się przed dużym białym domem, znajdującym się w otoczeniu zieleni. Paczka jest od cioci, myślałem, że dla siostry, ale jednak dla mnie. W środku po prawej stronie coś jakby wizytówka wykonana niby przeze mnie, którą ponoć dałem ponad 10 lat temu cioci. Siostra się dziwi, że co to, aż 10 lat temu? Na tej wizytówce ktoś, chyba ciotka, napisała "Michał", ale skreśliła, bo to przecież nie moje imię. Oprócz tego dorysowany był ludzik z kresek, pewnie przedstawiający tego Michała. W paczce znajdował się bardzo gruby plik papierów w formacie A4, na których znajdowały się różnego rodzaju wzory matematyczne i zadania do wykonania. Chyba się ucieszyłem. Był tam jeszcze drugi, grubszy dwa albo trzy krotnie plik, ale niestety nie zdążyłem sprawdzić co tam było. Potem wreszcie weszliśmy do tego domu, prawdopodobnie był to dom cioci. Był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości. Ja i jakieś dzieciaki zaczęliśmy się bawić. Zabawa polegała chyba na eksplorowaniu tego ogromnego domu. Właśnie wchodziliśmy schodami na samą górę. Interesowały mnie ostatnie ciemne drzwi. Chciałem sprawdzić co się za nimi kryje. Niestety pilnował ich wielki czarny wilczur. Jedno z tych "dzieci" wbiło mu w brzuch ostro zakończony patyk i wszyscy zbiegliśmy śmiejąc się. W połowie schodów odkryłem inne ciekawe drzwi. Wiedziałem, że to jest jakiś ukryty pokój wujka, o którym tylko on wie, że się tam znajduje. Wchodzimy tam. Pokój jest bardzo duży. Kilka razy skręcamy przechodząc do następnych części tego ciągnącego się pomieszczenia. Okazuje się, że jest to jakby wielka biblioteka. Mnóstwo półek, a na nich zamiast książek... alkohol. Różnego rodzaju wódki, wina, szampany, jest też piwo w puszkach (zauważam jedną koloru niebieskiego). Tego jest tak wiele i tak wiele rodzajów, że musiało być sprowadzane z różnych krajów. Jestem pewien, że jak nikt nie widzi, wujek się tam wkrada i zabiera ze sobą jedną buteleczkę i nikt jeszcze nie odnalazł jego sekretnej alkoholowej biblioteki. Dochodzimy do ostatnich drzwi, jest to przejście do jego właściwego pokoju. Usłyszał nas. Uciekamy. Zgaszam kilka świateł, resztę zostawiam zapaloną i wychodzimy stamtąd. Przed drzwiami siedzi ten pies (trochę teraz podobny do krowy), nadal z tym patykiem w brzuchu. Wyciągam patyk i opuszczam to miejsce. Później mam jeszcze jedną senną wizję z tymi alkoholami. Wydaję mi się teraz, że to było na korytarzu, gdzieś na zewnątrz. Wizja jednak szybko się rozwiewa.
Koniec Snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1