NeuroWonderland
#61
Sen i podróż po planecie
28.08.2016


Chłopak jadący na rowerze przewrócił się i zasnął. Tak w ogóle wszyscy tam nagle zasnęli i on przewrócił się właśnie dlatego, że zasnął, a nie np. że stracił równowagę. Przeniósł się duchem na inną planetę i od tego czasu podróżował z miasta do miasta na tej planecie. W każdym mieście znajdowała go jego zmarła przyjaciółka, była duchem. Nie pokazywała się przez cały czas, ponieważ była uzależniona od jakichś elektrycznych urządzeń znajdujących się tylko w niektórych miejscach w miastach. Nie wiem czego poszukiwali, może tylko zwiedzali nową planetę. Chociaż wydaje mi się jednak, że musieli znaleźć sposób, aby się obronić, ponieważ zbliżali się najeźdźcy z kosmosu, a wszyscy wokoło śpią...

Później, było to chyba na przejściu dworcowym, opowiadałem komuś ten sen. I właśnie w takim jakby kółeczku zobaczyłem tą scenkę jak ten chłopak leży przewrócony przy rowerze i śni. Coś tam mi się jeszcze wydawało, że to była gra w którą naprawdę grałem i po obudzeniu się nadal przez chwilę wydawało mi się to prawdą.

Potem jeszcze śniły mi się takie cukierki malinki w różnych kolorach. Składały się z większych kuleczek niż prawdziwe. Wziąłem jedną z półki. Siostra powiedziała, że dla mnie to może być za twarde, ale i tak spróbowałem.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#62
Pralka wylała, ćwiczenia za karę
30.08.2016


Ubikacja z pralką znajdowała się w niezidentyfikowanym budynku, była kilka razy większa i wszystko było inaczej poustawiane. Nagle pierząca pralka się otworzyła i wylała się woda. Wyszedłem z ubikacji, ale i tak woda dotarła aż na zewnątrz, przez co zmoczyła mi nogi, a było tej wody trochę więcej niż do kostek. Razem z mamą musieliśmy zrobić z tym porządek.

Znalazłem się w rozległym pomieszczeniu, może w tym samym budynku. Kotka uciekła, gdzieś na środek. Byłem pewny, że ta część jest z wiązana z kościołem i nie powinienem się tam znajdować. Były tam jakieś brązowe krzesła. Zabrałem kotkę z jednego, na którym siedziała i uciekałem. Już chciałem wyjść stamtąd, ale zawróciłem (jak bym był świadomy tego, że to sen to bym nie wracał). Nauczycielka, bo to się okazało, że jest też tam szkoła, za karę zaprowadziła do salki znajdującej się piwnicach. Była tam gruba pani i trzech uczniów (też za karę). Zauważyłem kolegę z klasy policealnej. Mieliśmy za karę wykonywać jakieś taneczne ćwiczenia, ruchy trochę jak machający skrzydłami ptak. Nie wiedziałem czy będę umiał w to robić.

W innej części snu idę, gdzieś z mamą, chyba niedaleko przystanka i jakichś budek. Mama kazała mi kupić dwie małe butelki z wódką, więc kupiłem. Okazało się na dodatek, że miałem wódką, zamiast gorącą wodą, zalany kubek kawy. Wypiłem i zostały na dnie fusy z kawy. Możliwe, że coś potem działo się w autobusie.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#63
Powycinane drzewa
01.09.2016


Wyskoczyłem przez balkon, cofnęło mnie i znowu idę. Przechodząc przez żywopłot widzę jakby kopię balkonu jakbym znowu był na nim, ale widok szybko wyblakł i poszedłem dalej chodnikiem obok placu zabaw. Padał mocny deszcz, czułem jak spływał po mojej głowie. Byłem pewien, że zaraz mnie wywali ze snu, ponieważ w którymś śnie jak wyszedłem na deszcz to się od razu obudziłem. Zacząłem machać prawą ręką, co niby miało zapobiec wywaleniu. Zastanawiałem się w tym czasie czy nie wejść do tego bloku po prawej, ale pomyślałem, że nikogo tam nie znam, więc idę prosto przechodzę przez ulicę i przez parking, gdzie jest kosz do koszykówki. Przede mną z chichotem dwie dziewczynki wchodzą do ciemnego lasu. Wchodzę za nimi. Kilka razy skręcam wijącą się ścieżką, opieram się o drzewo i czuję na ręce pajęczynę. Niestety coś mnie wybudza.

Znajduję się obok boiska. Są tam poucinane kawałki drzew, widać napis wycięte drzewa. Gdzieniegdzie widać rosnące drzewa. Spotykam jakąś dziewczynę. Pytam się, w którą stronę do lasu. Coś odpowiada, co rozumiem, że ona nie wie. Pytam się jak ma na imię. Rusza ustami, ale nic nie słyszę. Mówię, aby powiedziała głośniej, aby było słychać, znowu to samo, tylko rusza ustami. Potem trafiam, gdzieś niby niedaleko lasu. Jest jakaś sala. Pani każe dziewczynie coś opowiedzieć o swojej pracy artystycznej. Podnoszę rękę, że to niby ja i się chowam pod ławką. Podchodzi do mnie i mówi, że skoro tak to mam ją ocenić. Daję jej ocenę 5. Potem się okazuję, że maksymalnie było 13 punktów, tłumaczę się, że chciałem dać więcej. Jest druga dziewczyna, coś tam robiła z mapkami, pokazane było na smartfonie. Ponoć lubię takie mapki, więc powiedziałem się, że podoba mi się.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#64
Uwięziony, złe krasnoludki
11.09.2016


Znalazłem się w zupełnie mi nieznanym miejscu, gdzieś na dworze, pełno ubitego piachu, kilka kępek trawy i nie ma wyjścia. Wiedziałem tylko, że ci z którymi byłem odlecieli na odległą planetę i mnie zostawili. Byłem zamknięty w jakiejś szklanej budce bez dachu. Idę wzdłuż ścian i tylko te wielkie okna są. Nie przeskoczę, bo za wysoko. Pod spodem, pod ramą też nie, bo za mała dziura była. Okrążam kilka razy i okazuje się, że przejście pod ramą okienną powiększyło się na tyle, że mogę się przedostać. Wychodzę z zamknięcia. Zrobiła się noc. Biegnę i wysoko podskakuję, powoli opadam. Przede mną kilka postaci, jakby na drabinkach się wspinają czy innych konstrukcjach. Budzę się, ale prawie natychmiastowo wracam do snu. Wmawiam sobie, że to ten sam sen, ale jestem już w innym miejscu, idę ciemną ulicą.

Spod bloku, gdzie się znajdowałem, wybiegła grupka strasznych małych ludzików, takich można by powiedzieć krasnoludków. Wiedziałem, że tego kto wpadł w ich pułapkę chwytali i jakoś dotykali jego czoła zamieniając w zombie, które kontrolowali. Uciekałem, jeden na mnie skoczył, ale się mu wyrwałem. Biegłem chyba z innymi osobami, okrążyłem bloki, dziwne ludziki daleko w tyle. Zatrzymuję się i widzę, że jednak się zbliżają. Tam, gdzie biegną drogą, błyska jakby piorun. Szybko opowiadam o tym sklepikarzowi, ale on nawet nie zwraca na mnie uwagi, pewnie myśli, że to jakieś głupoty. Idę, więc dalej. Nie wiem nawet kiedy, przyłącza się do mnie dziewczyna, nawet ładna. Wchodzimy do klatki schodowej. Ona chce wejść już do mieszkania ze mną. Mówię jej, że pójdźmy wyżej schodami i tam odpocznijmy, bo mam dwa wafelki czekoladowe, jak zjem to wejdziemy do domu...
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#65
Złe miejsce
17.09.2016


Jest noc. Przez okno od strony balkonu obserwuję niebo, jest częściowo zachmurzone. Widać trochę gwiazd i coś co interpretuję jako księżyc, jest niewiele większy niż gwiazda, jakby w głębi za chmurami.

Już w dzień spotykam dawnego kolegę z podwórka. Chodzimy gdzieś, najpierw u mnie chyba na balkonie, potem u niego w pokoju, później przechodzimy do innej części jego mieszkania, zupełnie inaczej wyglądającej niż w rzeczywistości to wyglądało, przychodzi jego mama, mówię jej dzień dobry.

Pustkowie niedaleko lasu. Jakiś dziwny starzec stoi przed swoją chatką. Nagle tak śmiesznie podskakuje i nas woła, coś chyba chce nam sprzedać. Obok niego na tle chatki widać menu jak z gry. Na górze jest intro jak od introwertyk, reszty menu nie pamiętam.

W innej części snu wiele się dzieje, ale niewiele pamiętam. Wiem, że chodziłem z miejsca na miejsce w jakimś budynku, z kimś, albo sam. Przed czymś albo przed kimś uciekaliśmy. W jednej sali czy pokoju był ktoś straszny, on rządził całym światem i nie pozwalał na wiele rzeczy. Jacyś naukowcy wylecieli w kosmos i tam stworzyli kopię całej planety dla jakichś tylko im znanych eksperymentów. W którymś momencie spojrzałem w niebo i zaczął pojawiać się tekst, który oni tworzyli, to było prawdopodobnie to nad czym prowadzili badania. Przewijał się z góry na dół, były jakieś rozgałęziające się diagramy z różnymi opisami, może to był jakiś kod. Za każdym razem, gdy już myślałem, że to koniec było tego więcej i więcej.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#66
Zepsuty domofon
18.09.2016


Stoję w ubikacji i sikam. Nie wiem jak, ale wychodzi na to, że nie trafiłem, ale za późno zauważyłem, bo naokoło wielkie kałuże moczu, nawet na pralce. Ścieram, używam dużej ilości papieru toaletowego... Potem siedzę na kanapie z siostrą i mamą przed telewizorem i oglądamy serial. Dziwne, bo nie oglądam polskich, ani żadnych innych telenowel. Nawet mnie zainteresowało, aż dosłownie wciągnęło. Mało to miało z rzeczywistym serialem wspólnego. Aktor i aktorka idą razem górzystą łąką. Idę za nimi. Coś tam się dzieje, ale co to już nie wiem. Dalej znajduję się w środku ostatniej klatki schodowej bloku na przeciwko. Jest tam założony domofon podobny do tabletu. Niestety był tam zainstalowany Windows i został zainfekowany przez wirusa. Ciągle się restartuje i co chwilę włącza się program testujący, a potem naprawczy. Dochodzi do 100% albo i nie i znowu włącza się ten naprawczy program i znowu. Procenty za każdym razem pokazują się w innym miejscu i na innym tle z geometrycznymi kształtami. Mam zamiar na tym domofonie zainstalować Linuksa, żeby tak sytuacja z wirusami już się nie powtarzała, ale program ten cały czas się włącza od nowa. Wchodzi jakaś pani przez pierwsze drzwi. Myślę, że nie wejdzie, bo domofon zepsuty, ta jednak wpisuje kod i otwiera drzwi. Pokazuje się nawet jej imię i nazwisko, których to nie zapamiętałem. Nie wiem kiedy zmienia się sceneria. Jestem ponoć z kimś na statku kosmicznym, mamy lecieć, ale coś jest zepsute. Opieram się przy poręczy, przede mną chyba ekran komputera wisi. Mężczyzna, może po czterdziestce, idzie coś naprawić. Jest tam ubikacja bez ścian. Pokazuje mi, że brudna woda z rury wycieka i przez to cały papier toaletowy jest mokry i brudny. Odwracam się w inną stronę i idę. Na krzesełkach siedzą starzy ludzie jak przed sceną i na coś czekają.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#67
Duchy, pijawka
25.09.2016


Wchodzę do podziemnego poziomu nieznanego budynku. Szare ściany, widać cegły, nie pomalowane. Idę korytarzami, które często skręcają. Nagle widzę jakieś zjawy, widma ludzi idących w moją stronę. Macham ręką i powstała fala zdmuchuje ich i znikają. Za następnymi dwoma zakrętami powtarza się to samo, tylko że widma są coraz wyraźniejsze. Znowu się to dzieje, nie mogę ich już przegonić, nie są już duchami, wcześniejsze to były pewnie zapowiedzi teraz to naprawdę ludzie. Idzie znowu kobieta. Zauważam, że znajduję się w wielkiej sali, która jest na skrzyżowaniu dwóch korytarzy. Z czerech stron idzie tłum ludzi. Pamiętam, że kiedyś to mi się śniło, ale przestraszyłem się tych dziwnych ludzi i od razu obudziłem, teraz się nie boję, chociaż nadal wydają mi się jacyś dziwni, tamta kobieta co na początku szła, wyglądała jak z przeszłości. Pytam się Chińczyka, który szedł od strony drzwi, o co w tym chodzi, czemu tak ze wszystkich stron się ci ludzie schodzą, ale nic nie odpowiedział. Na środku stał stół z jedzeniem. Po prawej stronie był stolik z rysunkami. Wziąłem taki kosmiczny z gwiazdami, spojrzałem drugi raz, a na tym rysunku szła w deszczu dziewczyna z parasolką. Schowałem rysunek do plecaka. Usiadłem przy stole. W sałatce znalazłem wielką czarną pijawkę. Chciałem zobaczyć jak się przysysa do mojej ręki i ją przyłożyłem do ciała, ta od razu się przyssała. Jednak po chwili oderwałem ją dałem dziewczynie siedzącej obok mnie. Ta jednak zacisnęła i okręciła ciasno tą pijawkę wokół mojej ręki. Wyrwałem pijawkę i rzuciłem za stół. Miałem pobrudzoną rękę. Wszyscy zaczęli opuszczać tą salę. Szukałem ubikacji. Ktoś wskazał mi korytarz prowadzący do wc. Nie znalazłem. Był tam ktoś inny pytał się czy gram. Odpowiedziałem, że nie wiem, może. Wskazał mi następny korytarz, był pusty, nikt tam nie szedł. Zamiast plecaka miałem siatkę z tym rysunkiem. Wreszcie wszedłem do łazienki, za długo tam byłem i się obudziłem. Po obudzeniu stwierdziłem, że wcale mi się nie chciało...
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#68
Sypie się
27.09.2016


"Budzę się" w łóżku w pokoju siostry. Za bardzo się nad tym nie zastanawiam, pewnie zamieniliśmy się pokojami. Ale co to, coś się na mnie z góry sypie. Szybko wstaję żeby mnie nie przysypało. Sen znowu się rozpoczyna tak samo. Coś się sypie, ale skąd? Kilka razy tak się kończy i zaczyna, pewnie to fałszywe przebudzenia. Znowu sypie się coś mnie jakiś żwir czy gruz. Szybko wstaję. Szukam miejsca skąd to się sypie. Pewnie to gruz z mieszkania powyżej, sypie się przez sufit. Ale nie, nigdzie nie ma żadnej dziury, miejsca skąd to by się wydobywało. Wołam tatę, aby mi pomógł z odkopaniem tego gruzu, który zakopał część łóżka przy ścianie. Tata przychodzi. Następnym razem udaje mi się wyjść na przedpokój. Zamieniam się pokojami z powrotem. Dzieje się to tylko w pokoju siostry. Dochodzę do wniosku, że skoro nie ma tam nigdzie miejsca, przez które ten gruz by się przedostawał to zapewne ten pokój opanował jakiś złośliwy duch. Mówię to mamie. I, że ten duch przenosi gruz do pokoju za pomocą teleportacji.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#69
Ucieczka z zamku, bar
02.10.2016


Wewnątrz mrocznego zamku. Wchodzę po szarych kamiennych schodach na górę. Ze mną jest młoda kobieta. Na samej górze jest stół przy oknie. Kobieta siada do tego stołu. Znowu wchodzę na górę, tym razem z jakimś strasznym, a może raczej szalonym, mężczyzną, chyba ma ciemną karnację. Ma jakąś dziwną, zmieniającą się twarz, po chwili się stabilizuje. Ma w ręku długi zakrwawiony nóż, mówi, że był na polowaniu w lesie. Przechwalam się, że takich słabych narzędzi to nie używam, ja tworzę ręką falę uderzeniową i gotowe. Dosiadamy się do stołu, przy którym siedzi ta kobieta. O czymś rozmawiamy, ale nie pamiętam. Ta kobieta jest chyba jego. Po cichu wymykam się, schodzę bocznymi schodami, jest tam jego wielki pokój, sala. Po środku stoi jakieś urządzenie z robotycznymi ramionami i siedzenie jak u dentysty, na którym można leżeć. Wiem, że prowadzi jakieś eksperymenty z DNA. Chcę coś zabrać, jednak nie mam czasu na przeszukanie tego urządzenia, ponieważ słyszę jak tamten schodzi. Uciekam, znajduję drzwi po lewej stronie. Są tam podziemia. Ciemno, szaro, pełno kurzu i pajęczyn. Jestem pewien, że to będzie się ciągnęło kilometrami, ale okazuje się, że to tylko jedno wielkie pomieszczenie, po środku którego poustawiane są grubo zakurzone szafy z różnymi rzeczami. Okrążam to wszystko i znajduję białe plastikowe drzwi podobne do balkonowych. Otwieram je i widzę coś czego nigdy bym się tam nie spodziewał. Bo stoję chyba kilka kilometrów nad ziemią, w dole widzę wielkie morze i gdzie nie gdzie kawałki lądu. Muszę skoczyć, ale wiem, że będzie nieprzyjemne uczucie spadania. Jednak nieprzyjaciel jest coraz bliżej. Skaczę i dziwne, bo robi się bardzo nisko, łagodnie zsuwam się ze ściany kilka metrów w dół i już jestem w wodzie. Jest to raczej wielki basen niż morze. Wszystko wygląda jakoś futurystycznie i kolorowo. Z wody wystają takie granatowe mini wysepki, chyba plastikowe. I albo pomarańczowe rybki pływają w tej wodzie, albo to tylko obrazy na tych wysepkach. Czuję, że nie wolno mi się zatrzymywać, bo tamten jest panem tego miejsca i może mnie łatwo złapać. Płynę pomiędzy tymi wysepkami. W moją stronę płynie kilka osób, pewnie mają zajęcia w tej wodzie. Dopływam do jakiegoś wlotu, tunelu, jakbym przeniósł się do przyszłości. Tam jest pewnie ich szkoła. Przejścia są ciemno niebieskich materaców lub czegoś podobnego. Wyciągam takie materacowe drzwiczki i przechodzę dalej. Budzę się.

Siedzę na krześle, nie wiem gdzie, w powietrzu? Jest to chyba jakiś bar. Ktoś kto siedzi obok mnie, coś mi pokazuje. Domyślam się, że to siedzenie kierujące na dół. Siadam, to siedzenie zsuwa się w dół i już jestem na niższym poziomie. Biegnę, nie wiem po co, w górę po drewnianych schodach. Na piętrze w korytarzu po lewej stronie siedzi na krześle chłopak, ma może dziesięć lat. Jest ubrany w ciepłą kurtkę. Chwytam go za rękę, aby go wyprowadzić, on nie chce. Czeka na kogoś. Odsuwam białą materiałową zasłonę i wchodzę do niewielkiej salki. Tam są dwie kobiety i dziewczynka w wieku tego chłopaka. Myślę, że jedna jest jego matką. Gdy patrzę na nią ona i ta druga także młodnieją. Są to teraz Japonki, które mają dwadzieścia kilka lat. Nie wiem dlaczego, ale chcę, abyśmy wyszli z tego budynku (może się pali czy coś?), a poza tym dopytuję się czemu jej niby syn jest ubrany w grubą ciepłą zimową kurtkę chociaż jest ciepłe lato? Jakoś ją obejmuję i podciąga mnie do okna, mocno świeci słońce. Biorę ją jednak za rękę i wyprowadzam na zewnątrz, pozostali podążają za nami. Po wyjściu chwilę się rozglądam, ponieważ jestem zdezorientowany, nie wiem gdzie się znajdujemy, nigdy tam nie byłem. Wybieram prawą stronę i idziemy. Cały czas trzymam ją za rękę. Nie wiem, gdzie tak dokładnie się udajemy, może one wskażą mi kierunek. Niestety budzę się.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#70
Czekoladki, na innej planecie
03.10.2016


Fragment dłuższego snu. Na tyłach, na zewnątrz pracowali chłopacy, układali torby ze słodyczami, w każdej były czekoladki o różnych kształtach z białej czekolady. Gdy kierowniczka odeszła, zaczęli zajadać się torbami czekoladek. Też wziąłem jedną torbę, były tam czekoladki w kształcie kółek, ale gdy zacząłem jeść, a brałem garściami, kształt zmienił się w gwiazdki. Coś się zbliżało. Schowaliśmy się w oszklonym korytarzu. Za drzwiami widziałem, że stoi niedźwiedź. Szybko otworzyłem drzwi i rzuciłem mu paczkę czekoladek, które i tak były dla mnie bezsmakowe i zamknąłem drzwi na zasuwkę. Po chwili zauważyłem, że go nie ma. Pewnie najadł się i sobie poszedł.

Na początku tego snu było coś o lądowaniu na innej planecie. Nie wiem kto tam był, skąd i dokąd lecieli, bo to wszystko było raczej abstrakcyjne trudne do opowiedzenia. Mniej więcej było tak, że ten statek kosmiczny się rozbił, ale zrobił się płynny jakby z błota, albo z kolorowej kałuży, może się rozpuszczał. Ktoś miał przybyć, aby go naprawić, ale nie przyleciał. Jeden element był cały, malutka piramidka, która miała teleportować. Niestety nie potrafiłem tego naprawić, ani odpowiednio złożyć i zrezygnowałem z czekania. Zostałem na tej planecie, była mniej rozwinięta, natrafiłem na miejsce ze straganami. Była ze mną dziewczyna, jechaliśmy rowerami, ale niestety się rozdzieliliśmy, ona pojechała dalszą ścieżką, równoległą do mojej. Goniłem ją, bo chyba nie mogła się zatrzymać i miałem ją złapać, aby się nie przewróciła i nie wpadła na coś.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1