NeuroWonderland
Podróżowałem razem z trzema żołnierzami, chyba też byłem żołnierzem. Każdy miał mała drewnianą łódkę. Płynęliśmy po rzece. Pogoda była pochmurna. Dalej szliśmy wśród leśnych zarośli piaskową drogą. Dotarliśmy do osiedla. Wszędzie coś wybuchało. Pobiegliśmy na lewo. Działo się tam coś złego, więc jednak zawróciliśmy i pobiegliśmy w odwrotną stronę. Zaczął zawalać się budynek. Przejście pod mostem zasypywało gruzem i ziemią. Oni trzej zdążyli się przedrzeć. Zatrzymałem się przed drzwiami bloku obok, jakby się rozjaśniło. Jakieś dziecko przyszło i coś mi dało. Zastanawiałem się nad tym, że mógłbym wejść do czyjegoś mieszkania i wyjść oknem z drugiej strony skoro przejście pod mostem zostało zasypane. Po jakimś czasie, prawdopodobnie zwiększyła się nieco moja świadomość, bo pomyślałem, że przecież mogę te wszystkie bloki obejść naokoło, a nie przechodzić koniecznie w tym miejscu i się zacząłem budzić.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Na trawniku zamiast trawy rozsypane gęsto małe różnokolorowe kamyczki, nad którymi kucam i się im przyglądam. Kilka większych ładnych, w tym jeden niebieski, kładę na bok, a resztę mam grabić czy coś. Przychodzi sąsiad z góry i proponuje mi, abym pozbierał więcej kamyków, bo jak nie to będę później przekopywał ziemię w celu poszukiwania jakich kamieni. Jednak więcej nie zbieram, bo mi wcale do niczego nie są potrzebne.

W piwnicy jest mały stolik, a na nim ciasto na talerzyku, filiżanki z herbatą, i szklanka z wodą. Wypijam wodę, reszta nie jest moja i zabiera ją jakaś pani tam mieszkająca.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Jestem w Nowym Jorku, chociaż tak wcale nie wygląda, nie jest to bynajmniej znane mi miejsce. Idę zatłoczonym placem. Wchodzę do nowo odbudowanej wieży World Trade Center. Na parterze jest apteka. Myślę sobie, że wypadało by coś kupić (ciekawe po co?). Aptekarka pyta się mnie najpierw po polsku i po angielsku, co podać. Jestem pewien, że to Polka. Odpowiadam, że chcę aspirynę. Tak na prawdę to nie wiem po co mi aspiryna, zazwyczaj nie biorę tego. W portfelu okazuje się, że mam złotówki zamiast dolarów, a dokładniej 100zł i drobne. Coś tam mówię nieskładnie po angielsku, że jednak potem przyjdę. Wpadam w panikę, bo nie wiem gdzie zamienić na dolary, po za tym, nie mam wystarczających pieniędzy na bilet powrotny samolotem i dziwię się, że od razu nie zakupiłem. Szybko wracam tym placem, nie wiem dokąd iść. Przechodzę białym chodnikiem kierującym się na prawo od placu. Coś mi się tu zaczyna nie zgadzać, bo skąd ja się tam w ogóle wziąłem w tym Nowym Jorku? Zatrzymuję się, robię TRa zaciskając nos, mogę oddychać. Co za ulga, to sen. Zadowolony, idę tam z powrotem. Tylko tym razem są tam dwa silnie umięśnione wielkoludy terroryzujące ludzi. W im znanym celu chcą się dostać do budynku. Wiem, że nic mi nie mogą zrobić. Podchodzę do nich i okładam z pięści. Nie robi to na nich żadnego wrażenia, stoją zastygnięci. Po chwili jeden się przewraca chrząkając. Zostawiam ich i wbiegam do wieży i do apteki. Zamykam drewniane drzwi (chyba koloru ciemnozielonego). Niestety z nimi był ich posłuszny sługa, raczej słaby, chudy i wysoki, mało mięśni, czyli zupełne ich przeciwieństwo. Jednak pragnie się im przypodobać. Włamuje się przez te drzwi. Przytrzaskuję go i wyrzucam na zewnątrz. Dalej nie pamiętam snu...
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Karuzela lub mały pojazd latający. Lecę gdzieś? Odbieram paczkę. Otwierając pojawiam się przed dużym białym domem, znajdującym się w otoczeniu zieleni. Paczka jest od cioci, myślałem, że dla siostry, ale jednak dla mnie. W środku po prawej stronie coś jakby wizytówka wykonana niby przeze mnie, którą ponoć dałem ponad 10 lat temu cioci. Siostra się dziwi, że co to, aż 10 lat temu? Na tej wizytówce ktoś, chyba ciotka, napisała "Michał", ale skreśliła, bo to przecież nie moje imię. Oprócz tego dorysowany był ludzik z kresek, pewnie przedstawiający tego Michała. W paczce znajdował się bardzo gruby plik papierów w formacie A4, na których znajdowały się różnego rodzaju wzory matematyczne i zadania do wykonania. Chyba się ucieszyłem. Był tam jeszcze drugi, grubszy dwa albo trzy krotnie plik, ale niestety nie zdążyłem sprawdzić co tam było. Potem wreszcie weszliśmy do tego domu, prawdopodobnie był to dom cioci. Był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości. Ja i jakieś dzieciaki zaczęliśmy się bawić. Zabawa polegała chyba na eksplorowaniu tego ogromnego domu. Właśnie wchodziliśmy schodami na samą górę. Interesowały mnie ostatnie ciemne drzwi. Chciałem sprawdzić co się za nimi kryje. Niestety pilnował ich wielki czarny wilczur. Jedno z tych "dzieci" wbiło mu w brzuch ostro zakończony patyk i wszyscy zbiegliśmy śmiejąc się. W połowie schodów odkryłem inne ciekawe drzwi. Wiedziałem, że to jest jakiś ukryty pokój wujka, o którym tylko on wie, że się tam znajduje. Wchodzimy tam. Pokój jest bardzo duży. Kilka razy skręcamy przechodząc do następnych części tego ciągnącego się pomieszczenia. Okazuje się, że jest to jakby wielka biblioteka. Mnóstwo półek, a na nich zamiast książek... alkohol. Różnego rodzaju wódki, wina, szampany, jest też piwo w puszkach (zauważam jedną koloru niebieskiego). Tego jest tak wiele i tak wiele rodzajów, że musiało być sprowadzane z różnych krajów. Jestem pewien, że jak nikt nie widzi, wujek się tam wkrada i zabiera ze sobą jedną buteleczkę i nikt jeszcze nie odnalazł jego sekretnej alkoholowej biblioteki. Dochodzimy do ostatnich drzwi, jest to przejście do jego właściwego pokoju. Usłyszał nas. Uciekamy. Zgaszam kilka świateł, resztę zostawiam zapaloną i wychodzimy stamtąd. Przed drzwiami siedzi ten pies (trochę teraz podobny do krowy), nadal z tym patykiem w brzuchu. Wyciągam patyk i opuszczam to miejsce. Później mam jeszcze jedną senną wizję z tymi alkoholami. Wydaję mi się teraz, że to było na korytarzu, gdzieś na zewnątrz. Wizja jednak szybko się rozwiewa.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Sen zaczyna się w nieznanej łazience. Przeglądam się w lustrze stojącym po lewej stronie przy zlewie. Mam przeczucie, że moje odbicie w jakiś sposób się zmieni. I tak się dzieje, tyle, że przed lustrem stoi dziewczyna, a ja w oddali jako obserwator widzę jej zakrwawione odbicie. Krzyknęła przestraszona. Odbicie po chwili wróciło do normy. Chciała umyć ręce. Odkręciła wodę, poleciała czerwona. Nie mogła zakręcić przez co krew strumieniem popłynęła za drzwi tworząc na zewnątrz kałużę. Przyszła sprzątaczka. Powiedziała, że tak się dzieje z wodą, ponieważ coś jest nie tak ze stężeniem krwi i poszła poprawiać wężyk przy umywalce. Dziewczyna uwierzyła, że krew w rurach to normalne. Ja natomiast przeczuwałem, że tam panują wampiry. Wyszła, a ja za nią. Szliśmy ciemnym korytarzem. Zaczął nas zaczepiać jakiś wielkolud mający skórę o zabarwieniu oliwkowym. Zaczął się do mnie przymilać. Udało mi się go wyminąć. Przyszli następni, podobni. Pomyślałem, że nie dość, że wampiry to jeszcze geje... Zatrzymali nas tam. Udało mi się jednak odejść i się oparłem o ścianę zamiast wyjść z tunelu. Czekałem na tą dziewczynę. Wydaje mi się, że chyba już zniknęła, ja już byłem sobą. Teraz ci geje wampiry zaczęli jakieś swoje ćwiczenia albo tańce. Jeden z nich był stary i miał grubą szarą skórę jak u słonia.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Znajduję się w sklepie spożywczym. Za czymś się ukryłem i przykucnąłem. Przyszły dzieci. Za pomocą telekinezy zacząłem lewitować wielkie ciastka w kształcie czerwonych kwiatków albo jakichś zwierzątek znajdujących się na drewnianych półeczkach za szybą. Wręczyłem po jednym takim trzem dzieciom, dzięki czemu miały darmowe ciastka. Wyszedłem z ukrycia i poszedłem na prawą stronę przy drewnianej ladzie. Jedna dziewczyna domyśliła się, że to ja przenosiłem te ciastka i też chciała takie dostać. Twierdziła, że tam w głębi za ladą na stoliku leży ciastko. Stolik był w cieniu, na nim stały różne blaszane garnki. Nigdzie nie widziałem żadnego ciastka. W międzyczasie przechodził sklepowy i jego pomocnica. Jeszcze głębiej zauważyłem takie miejsca jakby piwniczne. Przed drzwiami były postawiane jeden na drugim różnokolorowe szklane wazoniki. Właśnie z tamtego pomieszczenia wychodziła jakaś pani i chciałem jej zrobić żarcik i (oczywiście za pomocą telekinezy) strącić jeden fioletowy wazonik. Niestety runęła cała ścianka wazoników. Tamta pani myślała, że to ona drzwiami przewróciła wszystkie, a ja się powoli wymknąłem ze sklepiku.

Coś tam było jeszcze o tym jak na dużej sali sportowej odbywały się zawody. Ktoś zły (jakaś królowa?) chciał zrobić krzywdę dziewczynce, pewnie tej ze sklepu i ja miałem ją ratować. I możliwe, że nie wyszedłem z tego sklepu tylko przeszedłem właśnie tymi piwnicznymi korytarzami do innego większego budynku.

***

Idę słabo oświetlonym tunelem, pewnie takim pod ulicą. Przystaję na końcu, nie ma tam wyjścia. Opieram się przy ścianie na coś czekając. Ktoś pali papierosa. Przychodzą dzieci, zapewne cała klasa. Jakiś blondyn, którego identyfikuję jako Lajkonika pali swojego e-papierosa, coś tam mówi o liquidach. Inny starszy czarnowłosy chłopak (Slavia?) daje wszystkim dzieciom, a także mnie po dwie słomki. Myślę, że to pewnie oranżada czy coś i wciągam ustami. Tamten co rozdawał te rurki z białym proszkiem pyta się kogoś stojącego bok mnie czy posłodzone jest lepsze i się śmieje. Domyślam się, że to nie żadna oranżada tylko pewnie kokaina. Robi mi się sucho w ustach. Nie wiadomo skąd przychodzi tata i siostra. Tata jest na coś zdenerwowany, pewnie coś podejrzewa. Idę za nimi do wyjścia.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dawny kolega przyszedł do mnie na urodziny (chociaż wcale nie miałem wtedy). O czymś tam rozmawialiśmy na kanapie i zajadaliśmy się różnymi słodyczami, kulkami czekoladowymi. Nie wiadomo skąd mieliśmy skrzynkę ze sztabkami złota. Powiedziałem, że jakbyśmy mieli takie sztabki złota (no, ale przecież mieliśmy, więc nie wiem o co chodziło) to byśmy mogli za nie dostać dużo pieniędzy, śmialiśmy się. W którymś momencie, tak się jakoś zapytałem, że może to sen przecież są te sztabki złota, ale chyba nie wziąłem tego na poważnie. Potem on poszedł, niby miałem z nim też gdzieś się przejść, ale chyba zapomniałem. Zostawił mi w prezencie butelkę wódki, schowałem do biurka. Posprzątałem papierki po cukierkach.
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
~ David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1