Moja spuścizna :D
#1

*Zwykły sen
*Świadomy sen
*Moje wtrącenia i przemyślenia

Kursywa - Dialogi we śnie
Drukowane litery - Myśli we śnie
_________________________________________________________________________________________________________



Noc 452 [Godzina pójścia spać- 22:30]
Sen nr. 601
Na początku sen był narratorowany przez jakiegoś gościa, który opowiadał o widocznym w oddali kosmodromie. Był on wielkim niewypałem budującej go firmy...- tłumaczył. Po chwili przeniosłem się na jego teren, a dokładniej na jakiś balkon, wysoko nad ziemią. Postanowiłem wspiąć się na podest wyżej i trochę się rozejrzeć. Użyłem do tego metalowej kraty. Spacerowałem przyglądając się dziwnym śrubom. Gościu obok wyjaśnił mi, że powinny być niewidoczne, żeby startująca rakieta nie zaczepiała o nie... Potem zszedłem tą samą droga na balkon niżej, z tym że to było trudne i o mało co nie spadłem. Zawył alarm. Ziomki za oknem biegali szukając kogoś, aż zobaczyli mnie. Zostałem pomylony z uciekinierem. Szybko zszedłem kilka pięter niżej. Na pierwszym spotkałem prawdziwego winowajcę. Razem po drabinie zeszliśmy na ziemię i szybko bez słów oddaliliśmy się z terenu kosmodromu.
Dotarliśmy do starej i obskurnej chatki. Postanowiliśmy się tam schować. W środku panował półmrok i ogólnie ponury klimat. Miałem wrażenie, że jestem w grze, a te nowe drzwi na przeciwko odblokują się na sam jej koniec... Razem z nowym koleżką ruszyliśmy korytarzem w nieznane. Nic szczególnego się nie działo, aż do momentu, gdy przed nami pojawiła się wielka sterta śmieci :) Bynajmniej ją przypominało. W oczy szybko rzucił mi się mały żółty przedmiot. Podniosłem go i okazało się, że to klocek z czerwonym przyciskiem. Wcisnąłem go i ukazała się wiadomość, którą przeczytał mój ziomek. Mowa była o jakimś przeznaczeniu itd. On wcale się tym nie przejął, a ja miałem złe przeczucia. Spojrzałem w stronę gdzie korytarz skręcał w prawo i po kilku chwilach zza winkla wyłonił się niedźwiedź. Szedł na dwóch łapach i trzymał do tego mały miecz. Ewidentnie chciał mnie dorwać i do tego gadał (tak w skrócie to, że mi nogi z dupy powyrywa). Zacząłem się cofać aż do drzwi.
-Myślisz, że przejdę za tobą przez te drzwi? Nie dam się tak łatwo wystawić na atak... !!!
Chciałem go jakoś minąć, bo za plecami miałem ślepy zaułek. Niestety mnie złapał.
-A teraz przywitasz się z moimi kolegami...
Kątem oka zobaczyłem zbliżającą się hordę zombie...
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Noc nr. 479
*Godzina pójścia spać- 22:30
Sen nr. 89
Byłem z ziomkami pod gimbazą. Poczułem kłucie w brzuchu
---Brzuch mnie boli od coli...- oznajmiłem.
Przechodząca obok pani zaproponowała mi jakieś cudownie działające krople. Poszedłem za nią po schodach w stronę wejścia do szkoły. Była późna noc a ja musiałem znaleźć jakoś klucze leżące gdzieś na ziemi... Zapaliłem latarkę w telefonie dla ułatwienia.
---Zgaś to bo nas znajdą!!! - ostrzegła mnie szeptając:
KTO??? - pomyślałem i rozejrzałem się pobieżnie.
Olałem ją, myśląc że bredzi. W końcu namierzyłem klucze. Gdy byliśmy przy drzwiach dodała zdenerwowana:
---Oni juz tu są...
---Kto?
---Duchy!!!

Poczułem zimny powiew na plecach. ///Ludzie którzy "obcują" z duchami twierdzą, że czują zimny strumień powietrza na różnych częściach ciała///. Jakoś nie bardzo wierzyłem w to wszystko, ale miałem dziwne przeczucie i uciekłem zaraz za nią :D
________________________________________________________________________________________________________


Noc nr. 485
*Godzina pójścia spać- 22:00
Sen nr. 94
Przede mną były szklane drzwi i witryna jakiegoś sklepu? Jakiś starszy pan go otworzył, zrobił kilka rzeczy w środku po czym wyszedł, zamykając drzwi za sobą. Zauważyłem ogień na ramie drzwi od wewnętrznej strony. Jednak dziadek już gdzieś wsiąkł. Nie wiedziałem co mam robić. Złapałem gruby kawałek drąga i zacząłem naparzać nim w szybę. Po chwili ustąpiła. Jednak ku zdziwieniu i zaskoczeniu ziomek który był ze mną cały czas zaczął się śmiać...
---Trochę się pospieszyłeś, ogień już sam zgasł...
Stałem wryty z głupia miną. Jeszcze nigdy nie czułem takiego zażenowania.
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Noc nr. 512

*Godzina pójścia spać- 2:00
Sen nr. 120
Miałem widok z 3 osoby na nietypowy mecz. Zawodnicy musieli rozwalać się samochodami jak w grze Flatout - tryb derby. Jedna pinda "kampiła" i dzięki temu wygrała. Wszyscy ją wyklęli. Potem wracałem do domu. Wiał straszny wiatr i bałem się, że przydrożne brzozy się na mnie wywrócą. Zacząłem biec na czworaka, wbrew pozorom dość szybko. Znalazłem się w garażu podziemnym. Na przeciwko mnie stałą jakaś baba, wlepiając swoje ślepia we mnie. W końcu się odezwała:
---Jesteś chory...
Faktycznie nie czułem się najlepiej i chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu.
P.S. Może to wyglądać na zbieg okoliczności, ale od soboty (dziś jest środa) mam problem z zatokami i aktualnie jestem na zwolnieniu lekarskim... Sen miałem w nocy z soboty na niedzielę, więc zapewne to tylko podświadomość wszystko wykreowała. W poprzednim tygodniu w pracy mnie przewiało, więc podejrzewałem to jako przyczynę choroby - stąd ten motyw z wichurą :D

Nad ranem przydarzyło mi się jeszcze coś do czego mam mieszane uczucia. Ogólnie to słabo wszystko pamiętam i stąd moje wątpliwości czy było to LD. W pewnym momencie snu coś mnie zdziwiło i postanowiłem zrobić TR. Ucieszyłem się, że mogę oddychać przez zatkany nos jednak sen momentalnie się rozsypał. Nie wiem co było dalej... Możliwe, że uświadomiłem się na samym końcu fazy REM :(
________________________________________________________________________________________________________

Noc nr. 515

*Godzina pójścia spać- 22:30
Sen nr. 124
Pojawiłem się w ciasnej jaskini. Miałem tylko dwie drogi - w górę lub w dół. Jako, że tą drugą blokował ogromny żółw zacząłem się wspinać, zapierając się nogami o ściany tunelu. Dotarłem do miejsca gdzie przebijało się światło słoneczne. Było tu wyjście przypominające pewną część kobiecego ciała (GIMBY nie znajo). Widząc je od razu wszedłem :D "Wynurzyłem" się do połowy. Moim oczom ukazał się prehistoryczny widok sawanny otoczonej górami. Obok mnie przeszło kilka mamutów. Jak tylko droga się oczyściła postanowiłem wyjść. Jednak coś złapało mnie za nogi i próbowało wciągnąć z powrotem do jaskini. Od razu domyśliłem się, że to ten żółw.
---Nie będziesz miał rzemyk!!! Zabiorę ci go... - powiedział tępym głosem.
Potem czułem już tylko łaskotanie po stopach :D

P.S. Wczoraj wieczorem oglądałem sobie gameplay z nowego FarCry:Primal i stąd ten sen. Przypomina dość znacząco początkowe fragmenty gry, tylko lekko zmienione przez mózg.
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Noc nr. 535

*Godzina pójścia spać- 21:00
Sen nr. 142
Stałem na podeście opartym o mur. Zza niego dobijały Się do mnie 3 roboty, z czego jeden był sporo większy od pozostałych. Zbugował się i jego głowa częściowo przenikała przez mur. Miałem chęć go w nią kopnąć, ale sie powstrzymałem.
Gonił mnie, a ja próbowałem go zgubić. Spojżałem w górę i mym oczom ukazał się obraz ogromnej metalowej konstrukcji. Przypominała rafinerię paliw. Wszędzie pełno było drabinek i stalowych platform. Pomyślałem, że tam go zgubię, bo roboty chyba nie potrafią się wspinać. Pomyliłem się, zaczął mnie nawet doganiać.W końcu doszło do przepychanki. Zwisając z platformy opierałem się tylko na łokciach jednocześnie próbując zwalić z niej robota... Chyba się udało!
Po chwili pojawił się znajomy gość. Zadzwonił po "taryfę". Z tego co mówił za chwilę miał tu być śmigłowiec. Wyjął pilota, którym się lądowało, a ja mu go wyrwałem zarzekając się ze też potrafię to ustrojstwo obsługiwać. Jednak zamiast helikoptera pojawił się tylko jakiś rozklamocony samochód, z którego wysiadł sam WŁADIMIR WŁADIMIROWICZ PUTIN!!! Obiecał, że za chwilę zjawi się też i śmigłowiec...

Sen nr. 144
Zszedłem do kuchni. Dostałem jakieś zadanie do wykonania. W dłoni trzymałem nie za dużą kostkę podobną do rubika tylko z obciętymi rogami. Trochę się bałem tego co mogę spotkać w kuchni, nie chciałem aby zgasło teraz i tak słabe światło. Po chwili zrobiło się ciemno, a następnie znów jasno. Pomyślałem, że to za sprawą tej kostki mogę robić takie rzeczy. Skoro mogę zgasić myślami światło to może to jest sen ??? Wszedłem wgłąb kuchni i zrobiłem 2 TR'y z nosem. Nie mogłem oddychać przez zatkany nos :( Pierwszy raz miałem taką sytuację...
Zostało mi już tylko dokończyć gotowanie makaronu z dodatkiem kiełbasy!
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
Dlaczego nie mogłeś oddychać - nie wyczuwałeś przepływu powietrza? Jeśli tak, to warto skupić się na innym, pewniejszym aspekcie TRa - uczuciu braku tchu. Poszedłem za tą radą, gdy miałem podobny problem i mimo kilkunastu sekund próby wciągania powietrza we śnie nie udusiłem się. :P Co prawda byłem już "częściowo uświadomiony", więc TR był głównie formalnością, choć to samo mogłoby dotyczyć również twojego snu.
LD - 198 || Inces jest bogiem, TR nałogiem, WBTB podstawą, a eLDe zabawą.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
Noc nr. 547

Świadomy sen nr. 6
Technika: Spontan wsparty motywacyjną afirmacją na bazie nagrań Bytofa

Szedłem wzdłuż betonowego ogrodzenia mniej więcej mojej wysokości. Nagle moim oczom ukazał się ponury widok szarego morza. Kolory jak podczas deszczowego dnia... Podobno sny są czarno białe, a przynajmniej tak twierdzą Amerykańscy naukowcy. Fale były dziwnie wzburzone jak w kreskówce każda była identyczna i "jakby narysowana". Od razu w głowie zaświtała mi myśl, że coś jest tu nie tak. A MOŻE TO JEST SEN ?! Myśli próbowały mnie rozproszyć, ale je ogarnąłem krzycząc - skup się!!! Zrobiłem test rzeczywistości z nosem, przyglądając się głowie potwora wynurzającej się gdzieś w głębi morza. Mogłem oddychać przez zatykany nos. Nie miałem wątpliwości, że to sen. NO TO LECIMY! Wzbiłem się momentalnie w górę, ale obraz przed oczami poszarzał. Już myślałem, że mnie wywali. Usłyszałem głos jakiejś dziewczyny mówiący:
---Za chwilę wrócisz do snu...
Opadłem na usłaną mnóstwem kamieni plażę. Na brzegu morza siedziało kilku forumowiczów, wśród których poznałem Fallena i Incesa. Ten drugi zapytał:
---Jak dajesz znak świadomości, że chcesz latać???
---Krzycząc "lecimy"!

---Tak też można - odparł zmieszany.
Nie chciałem tracić więcej czasu na głupie rozmowy z projekcjami. Wszedłem do morza, gdzie woda była po kolana. Zastanowiłem się chwilę co chce zrobić... SKUTER WODNY!!! Próbowałem go sobie wyczarować, ale sen nie współpracował i pierwsza próba zakończyła się na zbugowanym skuterze kilkanaście metrów dalej. Za drugim razem zamiast skutera pojawiło się coś przypominającego sanki o_O
Potem próbowałem jeszcze postrzelać z Dragonball'i. Juz złożyłem odpowiednio ręce, ale rozpraszała mnie ciągle myśl o siedzących na brzegu forumowiczach i że mogę się całkiem zbłaźnić jak mi nie wyjdzie...
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
Noc nr. 563

*Godzina pójścia spać- 21:00
Sen nr. 178
Siedziałem po turecku na podłodze wraz z kilkoma innymi klasami. W sali kilku księży prowadziło jakiś wykład. Jeden w końcu podszedł do mnie z opłatkiem. Odwróciłem się i zacząłem szukać swojego w jednej szafce, a potem w drugiej. Całość przypominała ołtarzyk a druga szafa okazała się być tabernakulum... Chyba nie powinienem tam grzebać? Coś złotego mignęło w środku, a ja szybko sie odwróciłem. Ksiądz podzielił się swoim opłatkiem ze mną i drugim księdzem. Prawie jak na wigilii :) Zaczął się przy tym modlić. Próbowałem po nim powtarzać, ale mi nie szło. Zrobiło mi się dziwnie głupio... Kompletnie nie ogarniałem co się dzieje!!!
Ksiądz zaczął opierdzielać Ewkę za jakąś błahostkę, którą zrobiła. Nie interesowała mnie ta dyskusja. Zająłem się oglądaniem ściany. Wypatrzyłem na niej logo PitchBlack'a (tego z YT od Minecrafta).
Wykład się skończył i czekałem aż wszyscy wyjdą, żeby z drugim ziomkiem sprzątnąć belki leżące na ziemi. Już się za nie brałem, gdy Wiszu (nauczyciel, który mnie nigdy nie uczył) przyczepił się o brak rękawic ochronnych...
---A co umrę bez nich?!
Wszyscy się roześmiali, a ja uświadomiłem sobie co zrobiłem... Jeden typek poklepał mnie po ramieniu mówiąc, że mam przechlapane.

Szedłem chodnikiem do szkoły, gdy podbiegł do mnie brat Pietrasa (którego on nie ma!). Zaczęliśmy się przepychać i szaleć na trawniku (bez skojarzeń). Pobiegłem dalej do szkoły. Kilkanaście metrów przed drzwiami wejściowymi wybiłem się w górę. Ze skulonymi nogami przeleciałem cały dystans robiąc przy tym półkole, potrącając jakąś dziewczynę i lądując za progiem drzwi. Ktoś powiedział, że jestem mistrzem takich lotów! Faktycznie miło się leciało, prawie jak w LD.
Udałem się schodami na górę w stronę sklepiku. Tuż pod nim upadłem. Właściwie to jakaś inna osoba upadła, a ja czułem się jak jej dusza. Gdy ona była już blisko podłogi ja wyszedłem z jej ciała. Potem przyglądałem się kałuży krwi jak powstała. Ciało przemieściło się bliżej ściany i ucieleśniony ja zacząłem ją reanimować. Chyba wyciąłem jej serce :) Ładna reanimacja... Po chwili przybiegła moja była wychowawczyni i wszystko ogarnęła...

Ta scena przy sklepiku mnie dość długo zastanawiała. Nie wiem co o tym myśleć. Mam wrażenie, że to coś oznacza, ale nie wiem co. Także Incestus cieszyłbym się niezmiernie jakbyś mi pomógł rozwikłać tę zagadkę...
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
Ja myślę, że to raczej przebłyski świadomości pomieszane z śnieniem odmiennej orientacji autopsychicznej :P
Jeżeli miałoby to cokolwiek znaczyć, to standardowo musisz opisać co po kolei czułeś ( jakie emocje ) na tym etapie snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
Jako, że ostatnio mam krótkie i nudne sny oraz nie pamiętam ich tak jakbym chciał to zamieszczam kilka starych snów. 


20/21 marca 

Jak co dzień spokojnie jechałem sobie rowerem skrótem przez lasek, który prowadził do żwirówki, która z kolei prowadziła do przystanku autobusowego, na którym zazwyczaj wsiadam. Dojechałem do małej kładki na jeszcze mniejszej rzeczce. Kładka składała się (tak jak i w rzeczywistości) z kilku zbitych ze sobą, cienkich okrąglaków. Przednie koło utknęło mi między nimi. Trochę mnie to zdziwiło, bo normalnie nie ma między nimi aż takich szpar jak w moim śnie. Miałem świadomość tego, ale uznałem, że pewnie się tak powyginały od ciepła i wilgoci. Pojechałem dalej, podążając za kablem tuż przy ścieżce. Dojechałem do zakrętu, a przy nim było coś podobnego do portu. Były tam poustawiane kontenery i wysokie ogrodzenie. Jakoś wszedłem na teren tego, jak to nazwałem portu. Szedłem wzdłuż kontenerów. W oddali zobaczyłem mamę. Ogrodzenie zmieniło się na zwykłą siatkę. Za nim, na żwirówce, stała mama. Mówiła coś o internecie i o kablu, który wcześniej widziałem. Był to kabel internetowy, który się uszkodził. Chciałem przejść przez ogrodzenie, ale zakleszczyłem się między siatką a drutem kolczastym. Na szczęście mama pomogła mi się uwolnić. Chwile porozmawialiśmy, po czym postanowiłem udać się z powrotem na teren portu w celu znalezienia rozwiązania zepsutego kabla. Znów szedłem przy kontenerach, z tym że w kierunku, z którego przyszedłem. Po drodze zobaczyłem kota między kontenerami. Pogoda się zmieniła, zaczął padać deszcz. Po kilku metrach zauważyłem się lejącą strumieniem wodę. Wylewała się znikąd na wysokości ok. 2 metrów. Bardzo mnie to zdziwiło... Jednak stwierdziłem, że to pewnie przez to, że tekstura się nie wczytała i dlatego nie widać skąd leje się ta woda. To była najgłupsze z możliwych wytłumaczeń ze strony podświadomości, no ale we śnie uwierzymy we wszystko co nam zaserwuje, niestety. Doszedłem do miejsca, w którym było pełno kabli, trochę w nich pogrzebałem, ale dałem sobie spokój. Nawet nie wiedziałem, który jest właściwy i jak w ogóle go naprawić. ~~Dumnie krocząc ze zmokniętą głową uniesioną ku górze, wśród rozświetlonych nielicznymi promieniami, wyglądającego zza chmur słońca, kroplami deszczu wróciłem do mamy.~~
* Nie mogłem się powstrzymać od ubarwienia końcówki snu. Poeta raczej ze mnie słaby, ale próbować można ... 


27/28 marca

Chcąc uniknąć przeciwnika razem z Gandalfem próbowaliśmy, idąc okrężną drogą przejść niepostrzeżenie. Plan prawie się udał. Gdy byliśmy już w miarę daleko wróg nas zobaczył. Plan ucieczki z cudownym drzewem mógł spalić na panewce. Nie mogliśmy do tego dopuścić. Pobiegliśmy czym prędzej w stronę magicznego lasu. Był dość ponury. Rosły w nim świerki, ale w ściółce był prawie tylko i wyłącznie drobny, bladozielony mech. Chcąc przechytrzyć przeciwnika postanowiliśmy zasadzić w nim nasze święte drzewko. Plan był genialny w swej prostocie (kto by się domyślił że ukryliśmy drzewko w lesie :D). Musieliśmy tylko znaleźć odpowiednie miejsce. Trochę się to przedłużało, ale zbliżające się odgłosy pogoni trochę zagęściły nasze ruchy. Teraz pozostało tylko uciec... 
Gandalf cwaniak wskoczył na konia i pogalopował nie oglądając się za siebie. Taki z niego kolega, że nawet nie zareagował na moje krzyki. Biegłem sprintem ile fabryka dała wąską ścieżką. Zdzierałem gardło, krzycząc do Gandalfa, aby poczekał i mi pomógł. Zostało mi tylko oglądanie jego oddalających się pleców. PIERDZIELĘ NIE ROBIĘ Z NIM WIĘCEJ INTERESÓW- pomyślałem. Nie miałem zamiaru dać się wziąć żywcem. Psy gończe były coraz bliżej, prawie czułem ich oddech na karku. Biegłem ile sił w nogach, ale z psem nie mogłem wygrać. Jeden mnie dogonił, ale miałem dla niego niespodziankę. Gdy tylko znalazł się w moim zasięgu dostał soczystego kopniaka w łeb. Nawet nie zdążył zajęczeć tylko upadł bezwładnie w pobliskie krzaki. 

Wyglądając zza winkla hali zauważyłem moją ciężarówkę, którą ktoś wcześniej mi zholował. Podszedłem do ludzi, stojących przy niej i zmusiłem ich do oddania mojej własności. Za przednim zderzakiem wsadzony był wielki ciemnoszary miecz. Wziąłem go, starannie oglądając ostrze i wsiadłem do ciężarówki. Przeciwnik jednak mnie znalazł, czarny jak smoła, trójgłowy smok z przerażająco jaskrawymi ślepiami doganiał mnie. Ruszyłem. Wnętrze ciężarówki wyglądało jak wnętrze traktora :D Przednia szyba była tak mała, że prawie nie widziałem drogi. Jednak kiedy wrzuciłem dwójkę wróg nie miał szans. Jechałem spokojnie, a gdy się odwróciłem zobaczyłem wiszącego za moim siedzeniem smoka. Wyglądał na martwego, ale dla pewności potraktowałem go moim mieczem. Jego ciało było z metalu i niewiele mu zrobiłem, ale jednak ślad został. Ewidentnie był nieżywy. Skąd się wziął nie miałem pojęcia, ale nie obchodziło mnie to...
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
Noc nr. 568

Sen nr. 181
Jechałem spokojnie znajomą drogą do domu samochodem. Do domu było daleko. Niby nic ciekawego. Codzienna rutyna, ale? Nagle zauważyłem na jezdni zwłoki. Dalej leżało ich coraz więcej...
CO TU SIĘ STAŁO?- zapytałem siebie bijąc się z myślami.
Nikt sie nie zatrzymywał, żeby sprawdzić co z tymi ludzmi. Nikt nie wzywał pomocy. Wszystkim było to obojętne. Ja też poszedłem w ich ślady. Jechałem powoli obserwując to "pobojowisko". Droga przypominała pole bitwy. Krew płynęła po asfalcie. Poznałem jedną osobę. Były to zwłoki byłego wójta. Cała ta sytuacja była dziwna i straszna zarazem. Po kilkunastu metrach zobaczyłem tira leżącego w rowie. Mało z niego zostało. Kabina była pogięta i doszczętnie spalona. 
Jadąc dalej za lawetą postanowiłem, jako że była pusta, wjechać nań. Po prostu za dużo się filmów naoglądałem :D Kierowca jednak szybko się zorientował i podnosząc najazd zwalił mnie z powrotem na asfalt. Samochodem mocno zatelepało po czym zgasł i już nie odpalił... Zacząłem się śmiać...

Ten sen dobrze obrazuje jak mózg zmienia sobie na potrzeby snu wydarzenia, które przeżywamy za dnia. Otóż tego dnia jadąc do pracy byłem świadkiem wypadku. Tir jakimś cudem wpadł do rowu jednocześnie wywracając się na bok. Przy okazji wysypało sie całe zboże z wywrotki...
Trochę dziwne, że zboże zamieniło sie na martwych ludzi, ale kto zrozumie logikę mózgu... 
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1