Kroniki Astralnych Motyli
#22
 Dzień 12


Dziury w ścianie nad łóżkiem zniknęły. Gdyby nie to, że tutaj takie rzeczy się zdarzały, musiałabym zacząć zastanawiać się nad kondycją swojego umysłu. Albo, jeśli uparcie postanowiłabym bronić swoich zdrowych zmysłów, uznałabym, że ktoś próbuje mnie wrobić.
W bibliotece znalazłam trochę książek dotyczących psychotroniki. Z tego, co zdążyłam zauważyć, o seansach spirytystycznych tam było, co do poltergeistów nie jestem jeszcze pewna. Pomyślałam, że tutaj złośliwy duch miałby znacznie większe możliwości niż banalne ciskanie szklankami po kuchni. Zresztą do rzucania szklankami znalazłaby się cała kolejka chętnych. Przez chwilę nawet zaczęłam nasłuchiwać odgłosów z dołu, czy przypadkiem stworzenia w kuchni nie rozpętały kolejnej wojny. Nic. Tym razem panowała błoga cisza.
Usiadłam ze skrzyżowanymi nogami, wzięłam pierwszą książkę z brzegu. Może wygodniej byłoby mi usiąść przy biurku albo stole, ale tu też nie było źle. Zaczęłam czytać. Spodziewałam się, że literatura dotycząca seansów spirytystycznych i pokrewnych zjawisk może być dwojakiego rodzaju. W jednych książkach historie opisane są w sposób sugerujący, że wszystkie te paranormalne zjawiska należy traktować poważnie, inne wprost przedstawiają to czy inne medium jako oszusta żerującego na naiwności ludzkiej, czasem podając jeszcze wyjaśnienia stosowanych przez niego sztuczek. Tutaj miałam akurat do czynienia z tym pierwszym przypadkiem. Zanurzyłam się w opowieściach o przekazach z zaświatów, lewitujących stołach, duchach tak namacalnych, że można było obciąć im pukiel włosów i pozostających na pamiątkę spotkania woskowych odlewach dłoni. Przez to wszystko obficie przelewały się jeszcze hektolitry ektoplazmy.
Skojarzenie było oczywiste. Czy właśnie tym była ta dziwna substancja? Uniosłam rękę i spróbowałam tego trochę wygenerować. Inne nastawienie już teraz wpływało na efekt. Świecić zaczęła cała dłoń, nawet bardziej jej środek niż palce a po chwili znad skóry uniosła się zabarwiona mgiełka. Jakiś czas temu prędzej wyobraziłabym sobie ektoplazmę jako gęstą ciecz niż gaz, ale teraz musiałam na wszystkie zasłyszane gdzieś teorie nałożyć poprawki. Może to zresztą była kwestia odpowiedniego zagęszczenia… Może gdybym bardziej się postarała, uzyskałabym ciecz.
Pozwoliłam żeby mgiełka domniemanej ektoplazmy rozpłynęła się w powietrzu i czytałam dalej. Koncentrowałam się teraz na opisach ektoplazmy podczas seansów. Poprawki poprawkami, ale chciałam mieć jakiś punkt zaczepienia, co powinnam doświadczalnie zbadać. Jak dotąd mogłam potwierdzić, że ta substancja dość szybko się ulatniała, kiedy przestawałam się starać ją uwalniać – chociaż to znowu mogło być tylko kwestią zbyt małej ilości. No i świeciła. Nawet jeśli nie na biało ani jadowicie zielono.
Postanowiłam zrobić sobie przerwę, wstałam. Kilka razy już w tym pokoju bywałam – wystarczająco, żeby pewien nawyk wyrobić. Dlatego w stronę drzwi ruszyłam już raczej machinalnie. I zatrzymałam się po pierwszych trzech krokach. Tak, właśnie tak. Drzwi nie było. W ich miejscu była lita ściana, tak jak pozostałe w tej sypialni pokryta wytłaczaną tapetą koloru jasno szafirowego ze srebrnymi wstawkami. Z pełną świadomością, że sensu to nie ma, postukałam w ścianę i nacisnęłam ręką. Ciągłość zresztą zachowana, czego innego mogłam się spodziewać… Teoretycznie jako ciało astralne powinnam przechodzić przez ściany, ale jakoś nic nie wskazywało, że mam taką możliwość. Gdzieś obiła mi się o uszy anegdotka o badaczu, który próbował tej sztuki, aby sprawdzić teorię, iż sporą przestrzeń w atomach zajmuje pustka.
Jak to mówią – jak nie drzwiami to oknem. Wyszłam zatem przez okno. Z pierwszego piętra, które chwilowo tym pierwszym piętrem raczej nie było. Ześlizgnęłam się z parapetu i stanęłam na grząskim gruncie mokradła, zapadając się po kostki.
Otaczały mnie zbutwiałe czarne pnie i trzymające jeszcze pion drzewa, równie martwe jak te dawno zwalone i tonące w zielonkawej wodzie. Wszystko zresztą miało tu niezdrowy zielonkawy kolor, łącznie z niebem, jak się przekonałam, kiedy spojrzałam w górę. Odwróciłam się. Czułam za sobą drewno, które brałam po prostu za drewnianą zewnętrzną ścianę domu, bez znaczenia na którym piętrze. Jednak tu kolejna niespodzianka, domu nie było. Tylko niewiarygodnie gruby pień drzewa a raczej jego pierwsze trzy metry ścięte dość równo powyżej dużej owalnej dziupli.
No pięknie, Maddigan. Po prostu cudownie.
Po chwili namysłu ruszyłam w swoja prawą stronę. Tylko dlatego, że wydawało mi się, że w ten właśnie sposób musiałabym obejść dom, aby znaleźć się przy frontowych drzwiach. Z braku lepszego i ten głupi pomysł wydał mi się dobry. 
Nie mając wyboru, musiałam wejść w tę wodę. Wcześniej znajdowałam się na nieco wzniesionej wysepce, tutaj średnia głębokość sięgała mi pod kolana a stopy po każdym kroku zapadały się w muł. W niektórych miejscach teren nieco się podnosił, w innych stosy poczerniałego, rozkładającego się drewna niemal wynurzały się nad powierzchnię. Małe to było ułatwienie, o te leżące pod wodą kłody łatwo dało się potknąć. Złapałam jakiś mniej więcej prosty kij, nieprzyjemnie śliski w dotyku i pokryty zielonym osadem glonów, żeby sprawdzać nim dno przed sobą. W sposób naturalny szłam mniej więcej tam, gdzie było najbardziej równo i najwygodniej, brodząc w wodzie przynajmniej do pół łydki. 
Połamane konary i pnie, z których zwieszały się prawie zwarte zasłony nitkowatych glonów zdawały się tworzyć ściany korytarza, którym podążałam.
Szłam korytarzem? Do licha, po to właśnie znalazłam się na jakimś odludziu w środku bagna bez oznak życia w promieniu paru kilometrów, żeby iść wytyczonym korytarzem?!
Zaczęłam szukać jakiejś wyrwy w tym naturalnym murze. I nic nie wskazywało na to, że szybko ją znajdę, o ile korytarz sam nie postanowi skręcić albo się rozwidlić. Po prawej stronie było kilka wysepek, na jedną z nich na chwilę tak dla zasady wyszłam. Spróbowałam przejść z niej na niski odcinek wału z pni, gałęzi, kamieni i innego naturalnego śmiecia. Z trudem utrzymałam równowagę, w końcu śliskie to było jak diabli, ale satysfakcję uzyskałam. Na satysfakcji się skończyło, bo i tak musiałam zeskoczyć na dół, żeby iść dalej. Przynajmniej wrednie rozpryskałam dookoła tę ciemną brudną wodę.
Wokół mnie rozeszły się kręgi, które nieoczekiwanie przecięły się z kręgami mającymi źródło kilka metrów przede mną. W centrum tego źródła pojawiły się bańki, następnie spod wody wynurzył się stwór o zgniłozielonej, błyszczącej jak u płaza skórze. Miał całe czarne skośne oczy jak stereotypowy kosmita i spiczaste uszy jak każdy gnom czy inny chochlik. Czubkiem głowy sięgał mi może do połowy uda jak stanął wyprostowany i był przeraźliwie chudy.
- Raczej nie wydaje mi się, żebyś był poltergeistem – stwierdziłam. Stwór wydął usta i rozłożył ręce. Miał w dłoniach po cztery palce, długie, chude i ostro zakończone.
- Dlaczego miałbym być? - spytał.
- Nieważne. Powiedz mi, gdzie jesteśmy.
- To nadal twój teren, jeśli o to pytasz – wyjaśnił stwór. Podeszłam bliżej, zmniejszając dystans, stwór również ruszył przed siebie. Nie uciekał, szedł normalnie, nie wyglądało na to, żeby się mnie bał.
- Czyli da się stąd wrócić do domu? - spytałam. Stwór musiał w tym momencie stanąć w jakimś zagłębieniu, bo nagle zapadł się prawie cały pod wodę. Kiedy znów znalazł się na równiejszym gruncie, odwrócił się do mnie, przekrzywiając głowę.
- Pytasz się? - zdziwił się – A co właśnie robisz?
Patrząc na niego pomyślałam, że taka istota nie mogłaby w żadnej sytuacji mieć autorytetu. Stworzenie było wręcz przeciwieństwem każdego wyobrażenia autorytetu. Dlatego właśnie uznałam, że chyba mogę mu zaufać. Siłą wyrywając stopy z mułu przyspieszyłam, zmniejszając dystans jeszcze bardziej. Położyłam rękę na ramieniu stwora, zmuszając go, żeby na chwilę się zatrzymał.
- Powiedz mi – odruchowo zniżyłam głos – To możliwe, żeby dom próbował mnie zaatakować?
Nie miałam na myśli tylko tej obecnej sytuacji i przyczyn, dla których się w niej znalazłam. Pytanie było efektem nieco dłuższych rozważań. I znów zdołałam nim zaskoczyć tę chudą śliską istotę.
- Dlaczego miałby to robić? - odpowiedział stwór pytaniem na pytanie – Jesteś pewna, że cię atakował?
Nie, nie byłam pewna i pewna być nie mogłam. Właściwie tu nie mogłam być pewna niczego, co widziałam. I może właśnie od tego powinnam wyjść.
- Może jest odwrotnie – zasugerował stwór. 
Owszem, wszystko jest na odwrót. Dosłownie stoi na głowie.
- Może to ty się chaotycznie miotasz – ciągnął – Świadomie chcesz zrozumieć to wszystko i przez to podświadomie stawiasz opór a jednocześnie jakaś część ciebie, tam w głębi, będzie podążać za przeczuciem i stale się uczyć.
- A dom?
- Reaguje na ciebie. Na energię, myśli, emocje…
W którymś momencie podjął marsz. Znów za nim szłam, pozwalając mu wybierać drogę. Z tym że ja szłam bardziej po prostej, on skręcał, lawirował meandrami, wdrapywał się na wały z pni i kamieni albo na krótką chwilę przystawał na wystających ponad wodę wzniesieniach. Idąc rozgarnialiśmy warstwę rzęsy i glonów na wodzie, tak, że mogłam przez chwilę zaglądać pod powierzchnię. Czasami dostrzegałam umykające przede mną ciemne wydłużone kształty. Astralne pijawki?
- Mogę wpływać na dom? - spytałam i prawie od razu swoje pytanie uściśliłam – To znaczy ŚWIADOMIE wpływać.
- Nie widzę przeszkód – odrzekło stworzenie – Trochę wysiłku i się nauczysz. Po prostu go poznawaj. Równocześnie poznawaj dom i siebie. Swój umysł i jego możliwości tutaj.
Pechowo stanęłam w jakimś bardziej grząskim miejscu i noga zapadła mi się w muł kolejne kilkanaście centymetrów. Uwolnienie jej wymagało pewnego wysiłku, potem musiałam przyspieszyć, żeby dotrzymać stworowi tempa. Spodnie miałam już mokre do połowy ud.
Zaczęłam pytać, czy chodzi mu między innymi o otwieranie umysłu poprzez spokój, ale urwałam. Zauważyłam w otoczeniu pewną zmianę. Woda w niektórych miejscach stawała się chłodniejsza, czułam też słaby prąd. Płynęła, w kierunku przeciwnym do naszego marszu. Była też mniej mętna, zielony kożuch na powierzchni nie był już zwartą całością. Widziałam przepływające przy dnie stworzenia podobne do węży, małe rybki i coś podobnego do beznogich brunatnych ropuch z wyposażonym w błonę ogonem. Kijanki, które dorosły, nie przechodząc metamorfozy. Poza tymi przejawami życia, coraz częściej widziałam coś, co przypominało wyrzucone szmaty. Mokre i brudne elementy garderoby unosiły się wśród smug glonów. Chuda istota w pewnym momencie potknęła się albo zapadła głębiej, zanurzając się całkowicie w brudnej wodzie. Kiedy znów wynurzyła się nad powierzchnię, na głowie miała coś, w czym rozpoznałam bardzo zniszczone kalesony.
Na wszystkich astralnych bogów, zdejmij to z siebie, pomyślałam. Stwór był mizerny, respektu nie mógłby wzbudzać w żadnych okolicznościach, nie musiał jeszcze narażać się na śmieszność. Teraz idąc tak przyozdobiony, jak gdyby w ogóle tego nie zauważył, wydawał się pokraczny, jakby stracił nagle całą swą gibkość i zwinność, dające mu prawo do traktowania go z jakąś powagą. I poza śmiechem widok tej małej biedy budził jakiś smutek i żal we mnie, tak, że w końcu sama pozbawiłam go tej korony błaznów. Dopiero wtedy mogłam zadać do końca swoje pytanie.
- Wyciszenie zawsze pomoże – stwierdziło stworzenie – Jak przestanie cię rozrywać we wszystkich kierunkach jednocześnie, będziesz wiedziała co robić. I jak. No i zapewne przestanie ci się wydawać, że dom działa przeciw tobie.
Odwrócił się i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Miał w pyszczku całe mnóstwo drobnych ostrych ząbków. Starał się patrzeć na mnie, ciągle idąc. Teraz mogliśmy zwolnić, docieraliśmy do kolejnego wzniesienia, znacznie większego, porośniętego drzewami i trawą. Przede wszystkim znajdował się tu sypiący się mur z jasnych kamiennych łupków, z którego wyłaniał się wylot szerokiej rury. Wydobywał się z niej ciągły strumień wody, wyraźnie bardziej czystej niż ta wokół, która rozcieńczała bagienny brud. Tylko czasem razem z wodą z ciemnego otworu wypływała piana albo kolejne elementy odzienia. Kiedy stwór podchodził do wylotu, minął po drodze kilka niesparowanych skarpetek.
- Możesz tędy wrócić, ta droga jest równie dobra jak inne – wyjaśnił – I dobrze by było, jakbyś przemyślała, to co powiedziałem.
Przytaknęłam, bo chyba nic innego w tym momencie nie mogłam zrobić. Zanim jednak opadłam na kolana i zagłębiłam się w mroczny tunel, położyłam stworowi rękę na ramieniu, zmuszając, żeby na mnie spojrzał.
- Zanim pójdę, powiedz mi jeszcze jedno – poprosiłam – Czy ktoś tutaj może próbować mnie wrobić?
Stworek otworzył szeroko swoje czarne oczy. Teraz wyczuwałam wyraźnie, że jego zdziwienie jest autentyczne.
- Dlaczego jesteś taka podejrzliwa? - prychnął – Jeśli potrzebujesz zapewnienia, mogę ci to powiedzieć. W domu wszyscy życzą ci dobrze. Chcesz oświadczenia na piśmie?
- Przepraszam – właściwie nie wiedziałam, czy już powinnam przepraszać, ale zrobiłam to na wszelki wypadek – Tutaj czasami trudno zachować spokój i zdrowe zmysły.
- To w końcu przestań oczekiwać ataku i zacznij ufać. Dopiero tak otworzysz się na ten świat.
Wpełzłam na kolanach do wnętrza rury. Może nie było tu wystarczająco dużo miejsca, żebym szła wyprostowana, ale tak mogłam poruszać się dość swobodnie. Poziom płynącej w przeciwnym kierunku wody był wystarczający, żebym położyła się na powierzchni i przeciągała się rękami po dnie. I tak byłam już praktycznie cała mokra, więc nie robiło mi to różnicy. Zresztą dlaczego w ogóle miałoby to być problemem?
Wokół mnie panowała praktycznie całkowita ciemność. Kilka razy próbowałam wyemitować tę ektoplazmę, czy czymkolwiek była świecąca żołta mgiełka, ale nie byłam w stanie na zbyt długi czas oderwać ręki od dna, od razu prąd zaczynał mnie znosić. Smugi światła rozmywały się w wodzie, co byłoby pomocne, gdyby płynęła w przeciwnym kierunku. W którymś momencie wyczułam wokół zmianę. Początkowo była subtelna, właściwie niezauważalna, potem musiałam stwierdzić, że woda chyba przestała być wodą. A powietrze nad nią również raczej nie było powietrzem. Grawitacja gdzieś zniknęła, zastąpiona przez siłę odśrodkową, a jedyną prawie pewną rzeczą pozostał ciągły wirowy ruch wokół osi rury. Gdy w ciemności moje zmysły się wyostrzyły, bez szczególnego wysiłku wyczułam pole siłowe, również częściowo na ów ruch podatne, na przemian zagęszczające się, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch i ustępujące. W którymś momencie mogło już tylko ustępować, a wtedy wirowanie ustało. Ciśnienie zaczęło spadać, podobnie jak poziom wody. I w końcu ujrzałam światło na końcu tunelu.
Najpierw jeden jasny punkt, potem szczelinę, potem coraz bardziej powiększający się otwór, w miarę jak ktoś z drugiej strony stopniowo usuwał to, co blokowało okrągły wylot. Przeczołgałam się w tamtą stronę i wypadłam z pralki na podłogę.
- Ech, panienko! - Dudu jęknął i pokręcił głową, ciągnąc po podłodze prawie większą od siebie miednicę z praniem – Jak chciałaś uprać swoje rzeczy, mogłaś je wcześniej z siebie zdjąć. Takie to pokolenie, najprostszej rzeczy dobrze nie zrobi!
Wstałam i uśmiechnęłam się czarująco.
- Powiedzmy, że miałam, nazwijmy to, drobne problemy natury technicznej.
Otrzepałam się jak pies po kąpieli. Woda zaczęła spływać ze mnie na podłogę. W kilka chwil byłam już całkiem sucha. Nieźle.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wyblakłe jasnobrązowe kafelki, chropowate, źle otynkowane i pomalowane ściany, małe okna pod niskim sufitem. Do drzwi prowadziło kilka krzywych stopni. Pod jedną ścianą stały trzy duże pralki, po przeciwnej stronie półki i kosze zawalone stertami ubrań i ręczników. Zostawiłam Dudu przy pracy i wyszłam do nieco większego, a przynajmniej dłuższego pomieszczenia, wyglądającego jak magazyn na przypadkowe obiekty. Po ścianach i suficie światłowody rozrosły się jak korzenie jakiejś dziwacznej rośliny. To pomieszczenie już rozpoznawałam a przynajmniej potrafiłam zlokalizować. Z dwóch par drzwi te po mojej prawej prowadziły bezpośrednio do Wieży.
Tak, to chyba jasne, że drzwi do sypialni znów były na swoim miejscu, kiedy weszłam na górę. Książki i mój notatnik też leżały na łóżku, tam, gdzie je zostawiłam. Wszystko wydawało się tak uroczo, wręcz nieprzyzwoicie normalne.
Na szafce nocnej czekała na mnie Kiri. 
- Będziesz to czytać? - spytała – Zamierzasz zostać medium?
- Może już się nim staję – odpowiedziałam – Zamierzam po prostu sprawdzić parę rzeczy. Doświadczalnie. Zbadać możliwości. A potem się zobaczy.
- Teraz też je badałaś?
- Teraz błądziałam w mrokach swojego umysłu. I tak, mogę powiedzieć, że to też było badaniem.
W głosie miałam znacznie więcej pewności siebie niż rzeczywiście czułam.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 5 213 07-11-2017, 01:22
Ostatni post: wampia

Skocz do:

UA-88656808-1