Koszmary
#21
Mi te sny z motywami włamywania pojawiły się przez strach, jaki czułem w nocy. Po przedpokoju ktoś chodził... Po prostu dźwieki. Oczywiście nic tam nie było. Zawsze się bałem i powoli zaczęły się pojawiać te sny. A dźwięki kogoś na przed pokoju to pojawiły się po śmierci mojego 15 letniego psa (dokładniej to taty). Kochane psisko, trochę mi jej żal.
Tak na marginesie, to zniknęły z rok po tym jak dostaliśmy kota. Mam nadzieję, że piesek się nie zasmucił.
Chyba mi odbija, heh...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Mój ostatni koszmar był 2 tygodnie temu. Nie był krwawy ale dziwny chodziło o to ,że mój kolega z klasy tajemniczo znikną a jego najlepszy przyjaciel wprowadził mnie w temat o co mniej więcej chodzi. Nie mogłem na początku uwierzyć w to co twierdzi ale pomimo tego rozpocząłem własne śledztwo i z czasem odkryłem że dyrektor w naszej szkole jest kanibalem a mój kolega z klasy został zjedzony. Przez większość czasu snu próbowałem udowodnić jego winę ale pomimo tego że moja klasa uwierzyła w moją teorie nie mogłem nic zrobić okazało się że jest to walka z wiatrakami ponieważ zamieszani są w to wszyscy nauczyciele i przez to że wiedziałem za dużo chcieli mnie się pozbyć. Sen nie miał żadnych drastycznych scen ale sam fakt że o coś takiego chodziło przyprawiało o dreszcze a przez cały ten koszmar panowała napięta i niepewna atmosfera.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Polecam poczytać książki H. P. Lovecrafta, na dobre koszmary :)

Jak ma koszmary to najczęściej z motywem zombie, wampirami. UFO też się zdarza.
We are all of you in the future that is rapidly becoming the present.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Ja miałam kiedyś koszmar, że moja mama poszła po wodę do studni przed domem (skąd się tam studnia wzięła? Czyżbym sie bała studni xD?) i kiedy włożyła do niej rękę studnia wybuchła. Mama wróciła do domu bez ręki (to chyba było najstraszniejsze), a potem coś się stało z piekarnikem i też wybuchł. Ledwo udało mi się uciec.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Ja miałem dość niedawno sen w którym moja mama umarła a kilka dni poźniej we śnie umarła moja siostra... Odczucia jakie miałem w owych snach nie do opisania. Nie polecam nikomu. Czułem sie jakby to była prawda
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
A ja widziałam kikut ręki mojej mamy. Taki zakrwawiony i poszarpany... brr... i w dodatku nadal się nie obudziłam, a koszmar trwał dalej...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Ostatnio miałem też chory sen, w którym przyglądałem się jak jakiś gościu zjada twarz innego ziomka... Może i dobry sen ale dla kanibali.
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !

"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar

LD 6

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Zazwyczaj w snach koszmarnych głównym atrybutem jest lęk a treść jest drugorzędna, takie sny budzą częściej nadmierny strach w stosunku do treści. Dzisiaj miałem na odwrót, we śnie nieadekwatnie słabo zareagowałem na coś, co po odzyskaniu przytomności dopiero wywołało dreszcze :

Myłem się w łazience gdy spostrzegłem, że część prawej stopy z połową ostatniego palca jest jakby równo odcięta i kończy się jak postrzępiona gąbeczka. Podczas kąpieli co chwilę męczyły mnie muchy, obijały się o twarz przeszkadzając w higienie. Po toalecie wróciłem do kuchni i zauważyłem, że muchy wydostają się spod rękawa. Rozebrałem i zacząłem się obszukiwać. Dopiero gdy uniosłem lewe ramię pod kątem 90 stopni do oczu mogłem dostrzec niewidoczną z innej perspektywy delikatną gąbczastą sieć wyżłobień na skórze. Na moich oczach wygrzebała się stamtąd poczwarka muchy. Przyjrzałem się bliżej i ujrzałem, że przez oczka ubytków skórnych widać głębokie drążące korytarze zajmujące niemal całe wnętrze przedramienia. Kątem oka dostrzegłem w ich głębi, w miejscu gdzie widać było już biel stawu łokciowego, średniej wielkości pająka o okrutnie długich odnóżach, które drgały nerwowo prując tkankę mojej kończyny i bezboleśnie dla mnie poszerzając sobie domek :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
Moje koszmary w ciągu ostatnich 3 lat stały się mało "spektakularne" -brak potworów, krwi, Niemców z karabinami, upadków z wysokości i deformacji ciała. Takie nudno realistyczne i bardzo silnie związane z tym, co w danym czasie mnie męczyło. Jak na przykład w czasie planowania apostazji co kilka - kilkanaście dni śniłam o kłótniach na argumenty z księżmi albo wierzącą matką czy babcią. Ostatnio w snach prawie identycznie jak na jawie martwię się o bliską mi osobę i w podobny sposób rozważam te problemy. Niedawno też pojawił się nawracający co jakiś czas bardziej gwałtowny motyw, w którym ojciec próbuje mnie zabić gołymi rękami, ja się bronię, ale nagle okazuje się, że jego ciało jest twarde jak kamień albo gumowate, z jakiejś plastycznej masy, więc jest niezniszczalny i nic nie mogę zrobić, a on może mnie spokojnie zabić. Aż mnie to zdumiewa, jak bardzo dosłowne może być to przedstawienie podświadomie towarzyszących człowiekowi emocji.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Widzę, że mam tendencje do odkopywania starych tematów :D

Koszmar, który zapadł mi w pamięć na lata, wywołany chyba jakimiś filmami... Przyśnił mi się dawno ale do dziś wywołuje ciary na plecach.

Śmigam sobie po jakiejś szkole, może szpitalu, nie jestem pewien. Wszędzie pusto, puste sale i korytarze, stare budownictwo. Szukam wyjścia. Odczuwam coraz większy niepokój związany z niemożnością opuszczenia budowli, uświadamiam sobie, że coś jest nie tak, dociera do mnie, że jest tu coś jeszcze.
To coś mnie szuka, wypatruje. (ku*wa nawet to pisząc mam ciary) Zaczynam uciekać, desperacko szukam wyjścia z pułapki jaką jest ten budynek. Wypadam przez drzwi, czołgam się po trawie pod żywopłotem, przeskakuję przez płot z siatki. Odwracam się i rzucam okiem na budowlę z której uciekłem - czerowna cegła, stare, białe okna, kilka pięter. 
I widzę ją... biała postrzępiona suknia, czarna odchłań oczu, burza rozczapierzonych ciemnych włosów - stoi w oknie.
-ja pie*dole! biegnę, widzę jakiś kościól/zakon, przed wejściem stoją zakonnice.
-pomocy! ściga mnie demon! 
Zakonnice stają w okół mnie, jedna bierze moją głowę w dłonie, coś tam mruczy.
Nagle krzyczy:
-o Boże!!!! on jest opętany!!!!

Budzę sie w kałuży własnego potu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1