Kontynuacja
#1
Witam
Przed ogólnym omówieniem wątku chciałbym podkreślić, że niektóre elementy tego tematu mogą być powiązane z moim poprzednim wpisem.

Miałem kolejne 2 sny (muszę dodać, że pamięć do snów ćwiczę już spory czas. Zapisuję sobie moje wizje tuż po przebudzeniu).

《18+》

Pierwszy sen był bardzo brutalny, ale z niewiadomych powodów przyniósł mi dość przyjemne uczucia. Dopiero Kiedy obudziłem się w nocy stwierdziłem że to było złe. Znalazłem się w jakiejś galerii handlowej z dużą torbą, towarzyszyli mi jacyś nieznani mi ludzie o wyrazu twarzy mówiącym o złych intencjach z ironicznym uśmiechem. Przewodziłem im aż do pewnej skrytki. Zaczęliśmy się przebierać, ubraliśmy się w kamizelki kuloodporne, maski i hełmy rodem z filmów o antyterrorystach. Byliśmy uzbrojeni w LKM'y, noże i pistolety... na dodatek jeden z nas miał piłę mechaniczną. Cały czas czułem podekscytowanie po czym wyszliśmy z ukrycia. Tłum ludzi dosłownie zamarł, patrzyli się na nas ze strachem wyrytym na twarzach. Wtedy ze spokojem założyłem słuchawki i włączyłem radosną i rytmiczną piosenkę, odblokowałem swój karabin i zaczęliśmy strzelać w tłum. Krew była wszędzie a krzyki przebijały się przez moje słuchawki, wtedy młody chłopiec zaczął biec w moją stronę, wyrwał mi z uszu słuchawki a ja w złości wbiłem mu nóż przez ucho "na wylot", podniosłem go jak szmacianą lalkę i powoli zdjąłem z noża. Masakra była kontynuowana, weszliśmy do jakiegoś rodzaju basenu... Było tam pełno ludzi, wrzucilismy kilka granatów do środka i woda zamieniła się w czerwoną.
Rozdzieliliśmy się, poszedłem do pokoju gdzie była wanna, w niej była blond dziewczyna (z poprzedniego tematu). Zobaczyła mnie, jej twarz była przepełniona strachem... wziąłem suszarkę do rąk i wrzuciłem jej do środka trzymając ją za głowę pod wodą aż przestała się ruszać.
(Proszę mnie nie brać za jakiegoś socjopatę, staram się odwzorować sen poprawnie)
Po czym sen się skończył. Moje samopoczucie było neutralnie do tego nastawione, ale dopiero po zapisaniu tego wszystkiego poczułem się źle.

《Sen pozbawiony nadmiernej brutalności》

Podczas następnego snu śniłem o wycieczce w bardzo wysokie góry, na szczycie których była jakaś szara konstrukcja (budynek). Wędrowałem czując się silny, bez problemu pokonywałem przeszkody i wysoki śnieg. Zauważyłem wtedy grupę młodych ludzi ale unikałem kontaktu wzrokowego z nimi. Doszedłem dosyć wysoko, pogoda była piękna. Po czym nadeszła burza śniegowa, a ja mimo to kontynuowałem swoją nieskrępowaną wędrówkę ku szczytowi. Usłyszałem krzyki grupy wcześnie spotkanej, pospieszyłem im na pomoc ześlizgując się z wysokiego miejsca. Złapałem się wielkiego sopla i robiłem co w mojej mocy żeby im pomóc, nagle zobaczyłem dziewczynę z poprzedniego tematu, Nanę...
Była ona w największych kłopotach na dachu tej wielkiej szarej konstrukcji, serce mi biło jak szalone i nienaturalnie szybko wdrapywałem się po skałach zostawiając krwawe ślady od moich poranionych dłoni. Kiedy dotarłem na dach tej konstrukcji budynek rozleciał się w połowę spadając na bardzo strome zbocze, mimo tego że miałem śmierć w oczach złapałem ją, przytuliłem i zeskoczyłem ze zbocza mając Nanę w rękach... Nie oglądałem się w dół, trzymałem ją mocno nadal spadając na pewny zgon. I w pewnym momencie ze sporym impetem uderzyłem w twardy grunt umierając. Nagle pogoda się zmieniła ukazując piękne pomarańczowo niebieskie niebo, unosiłem się nad powierzchnią jako duch patrząc na swoje zwłoki, Nana przeżyła, moje ciało zamortyzowało upadek. Zauważyłem wtedy kolejną dziewczynę z poprzedniego tematu... Tą, która mi powiedziała że "Zło to nie jest nic innego jak obojętność." 
Śpiewała spokojną, smutną piosenkę patrząc się w zachód słońca. Poczułem radość i jednocześnie żal patrząc jak Nana w płaczu trzęsie moim ciałem powtarzając żebym nie umierał, że nie mogę, że musi mi coś powiedzieć... Tajemnicza dziewczyna kontynuuje śpiew z blaskiem odbijającym się z jej oczu, zauważyłem resztę grupy która była z nią biegnąca w moją stronę dziękując za uratowanie życia jednocześnie robiąc wszystko żeby mi pomóc, słońce robiło się coraz jaśniejsze po czym niczego już nie widziałem i sen dobiegł końca.



Mam mętlik w głowie, pełno sugerowanych znaczeń przechodzi przez mój umysł, ale chciałbym znać waszą opinię. 

Bardzo dziękuję za przeczytanie, mam nadzieję że doczytam się tutaj czegoś ciekawego na ten temat.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
W pierwszym śnie nie miałeś poczucia winy, więc to chyba zwykłe ujście tłumionej agresji, ogólnej przeciw światu, społeczeństwu, porządkowi. Nie wydaje mi się, żeby ta agresja była jakaś duża, bo sen ma znamiona fantazji na jawie, przypomina scenę akcji z gry lub filmu. Każdy chyba choć raz sobie wyobrażał jak by to było wejść w jakieś zatłumione miejsce i posiać śmierć z różnych broni. To też tłumaczy twoje neutralne nastawienie emocjonalne. Nie wkręcaj sobie znowu poczucia winy.

Drugi sen to już w 100 % żywa fantazja :) Marzenie o miłości, determinacji i poświęceniu. Absolutny patos, zero odwzorowania realności. Nawet zakończony śpiewanym outrem, brakowało tylko napisów na końcu :D Tak więc ten sen nic nie oznacza poza tym, że chcesz kochać i być kochany.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Ja po dosyć długim namyśle stwierdziłem, że co do pierwszego snu jeśli zmianę zacznę zbyt szybko to mogę stracić zaufanie innych, mogę rozwinąć się w złą stronę... Czy coś w tym stylu
(Oglądam bardzo mało filmów i rzadko gram w takie gry)

A co do drugiego snu to racja, to było zbyt piękne:D


Edit: Z takimi snami chyba zacznę pisać powieści :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Chciałam zauważyć,że-choć poprzednich snów nie czytałam-dziwne zestawienie jest tutaj snów,pierwszy brutalny,gdzie mordujesz i drugi,w którym ratujesz.Myślę,że nad tym warto byłoby pomyśleć,są to dwie skrajności,które mogą wskazywać na rozdarcie wewnętrzne.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1