Katastrofa samolotu
#1
Witam, jestem tu nowy i nie za bardzo znam się na temacie, sny dręczą mnie już od bardzo dawna min. 3 lata, przeważnie są są to sny nieprzyjemne/straszne przy których na dodatek występuje paraliż senny. Dziś jednak śnił mi się chyba najciekawszy ze wszystkich, po którym gdy się obudziłem byłem spokojny, a nawet zaciekawiony stąd też ten post, a więc do rzeczy. 

Śniło mi się, że spotkałem kolegów z dzieciństwa z którymi kontakt urwał mi się z dobre 10 lat temu, najpierw byliśmy w mieszkaniu jednego z nich, wyszliśmy z niego po drodze minęliśmy Panią z dziwnym psem, miał tylko dwie tylne łapy i ogólnie był jakiś powykrzywiany, weszliśmy do windy,  która jechała najpierw w dół, potem w bok, co sprawiło mi radość .. znaleźliśmy się na polanie/parku gdzie było dużo ludzi, a my bodajże w 4 odbijaliśmy sobie piłkę do siatki. Nagle znalazłem się u kolegi z którym utrzymuje kontakt już na codzień w jego mieszkaniu, tam chyba odbywała się jakaś posiadówka z której każdy się jakoś wymykał, więc stwierdziłem że ja też pójdę do swojej dziewczyny.. (tu następuje najciekawszy moment) wychodzę z mieszkania jest ciemno, w koło domki jednorodzinne w  co po niektórych palą się dachy i kominy żywym ogniem, postanowiłem pobiegnąć do jednego z nich pod domem stała policja na koniach a obok był martwy Pan na rowerze-składaku policja zabrała mnie to tego domu a tam była zwęglona grzanka a oni usiedli i zaczęli jeść owoce, wyszedłem z tego mieszkania i na niebie widzę jak leci samolot iskrzy się z niego i zaczął spadać przy czym też zaczął płonąć przez chwilę.. w tym momencie zadzwoniłem do dziewczyny i mówię że widziałem katastrofę lotniczą, że samolot spadł i żeby się nie ruszała nigdzie, cały czas było ciemno, oprócz płonących dachów i kominów nie było światła, naglę drugi samolot zaczął spadać i się palić, spadł nico bliżej więc postanowiłem tam pobiec, gdy dobiegłem była tylko jedna część samolotu wygięta w łuk na niej leżało 4 martwych ludzi chyba 2 starsze kobiety i 2 starszych mężczyzn, a obok leżał martwy mężczyzna na składaku, którego widziałem już wcześniej...wszyscy martwi ludzie liczyli na pewno ponad 70 jak nie więcej lat....

Był to na pewno najdziwniejszy sen chyba od miesiąca jaki miałem, czy on mógł coś oznaczać ? jak już mówiłem nie znam się zupełnie na tym, z góry dzięki za pomoc i pozdrawiam :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Wow bardzo ciekawy sen, dużo pozornie niezwiązanych ze sobą symboli. To też niestety oznacza, że symbolika będzie wyjątkowo osobista dla ciebie i nam może być trudno naprowadzić się na prawidłową interpretację.

Najbardziej uniwersalnym motywem tego snu jest moment zamiany sielanki w atmosferę katastrofy. Po wyjściu z oświetlonego mieszkania nagle jest ciemno, pali się, są trupy, spadają samoloty. Wszystkie te elementy trzeba rozpatrywać jako jeden. Punktem wyjścia jest tu " wrażenie, że coś złego się dzieje ". Kiedy we śnie odczuwa się niepokój, to fabuła nagina się, żeby ten niepokój uzasadnić - dzieją się przykre zdarzenia, których obawiamy się na jawie. Jedna możliwość jest taka, że sen w tym momencie odbijał lęk, który czułeś ostatnio w rzeczywistości. Spróbuj sobie przypomnieć, czy był jakiś taki okres stresu, podczas którego miałeś wrażenie, że dzieje się coś złego mimo że wszyscy zachowują się spokojnie. Może właśnie bałeś się o dziewczynę. Druga możliwość to taka, że jakiś motyw wcześniej w tym śnie, który źle ci się kojarzy, wywołał ten lęk - zastanów się, w jakich okolicznościach opuściłeś tą imprezę znajomego we śnie, czy coś tam powodowało dyskomfort psychiczny ?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
przez cały sen czułem ogromny spokój w sobie, nawet widząc martwe ciała,ale miałem dziwne uczucie, że byłem pokłócony z dziewczyną przez moment, grając właśnie w siatkę.. wielkie dzięki za odpowiedz!
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1