Incestus
#21
Miałem dzisiaj remont i byłem pewny, że z jakiegokolwiek snu nici. Przeszywające wiercenie co 10 minut okazało się jednak nienajgorszą techniką na LD :D
W ciągu półtorej godziny przerywanego świadomego snu zdążyłem wykonać wszystkie moje ostatnie plany:

1.Seks grupowy :P To wcale nie był najważniejszy z planów :P

2.Sprawdzenie skuteczności przesiewowego TR - zamykania szpary głośni i próby oddechu. Miało to mieć na celu zastąpienie TRa z nosem w sytuacjach w ktorych nie wolno używać rąk - czyli czekając na paraliż senny.
Mogłem w sumie się dłużej nad tym zastanowić zamiast to sprawdzać - Zarówno zamykanie głośni jak i oddychanie przez usta natychmiast wybudzają, ponieważ tylko przepona nie jest objęta paraliżem a drogi oddechowe po prostu są zawsze drożne. Nie można prty użyć wyobraźni do poruszenia m. krtani i żuchwy.

3.Trochę zwiedzania
Wycieczka krótka bo wiercenie by psuło widoki. Ale była galeria zawieszona w białej pustce - w powietrzu dryfowały w niej jak w wodzie liczne terraria na różnych poziomach i odległościach. W każdym naczyniu czarne , włochate nieruchome stwory, które przypominały albo meduzy, albo gąbki , strzykwy, generalnie jakieś gębogłowy :) Trochę dalej akademia sztuk pięknych, która zamiast filarów, wieżyczek i innych pionowych elementów wykorzystywała drzewa.

4.Pytanie do podświadomości
Miało dotyczyć sposobu w jaki mogę pozbywać się namolnych projekcji, ktore ostatnio zacząłem podejrzewać, że wcale nie pochodzą z mojego snu :P Odpowiedź była wymijająca i bagatelizująca. Postanowiłem więc na bieżąco nakazywać podśwaidomości usuwać pasożyty ze snu.
Gdy użyłem takiej sentencji w tłumie, wyparowały 3 projekcje które ze mną rozmawiały i natychmiast zyskałem większą świadomość. Użyłem jej jeszcze kilka razy w tym samym miejscu, nic się nie stało, aż po chwili do tego budynku wbiła ekipa 3 policjantów FBI z psem i zaczęli wypytywać obecnych :D
Zapytałem szefa czy to może on w końcu reprezentuje moją podświadomość to mówi:
"Taki jaaa?... co pan, panie...no wie pan"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Gratuluje postępów !!! Robisz same rt ? Czy jeszcze coś przed snem?
memento mori
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Dopiero się ucze robić TRy regularnie. Na razie częśto myśle o snach w ciągu dnia, rozpamiętuje ostatni sen w myśli, po czym próbuje Wilda, jak nie wychodzi to się zazwyczaj uświadamiam się podczas snu.

Poza tym zawsze albo coś biorę przed snem, albo to odstawiam, w efekcie czego budzę się o losowych godzinach i zasypiam znowu po losowym czasie - takie wymuszone WBTB :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Z dniem dzisiaj przyznaję sobie dyplom świadomego śnienia :)
Dzięki Płomyczkowi i mojemu wczorajszemu doświadczeniu potrafię już przeciągać LD do realnego czasu półtorej godziny.
W efekcie miałem 2 ld, długi i krótszy, uświadomiony pod koniec Remu.

Dryfując głównie między ponurymi korytarzami, dziecięcymi pokoikami, przedpotopowymi stołówkami i gorzkimi bunkrami ( gorzkie bo je lizałem ) natrafiłem na dwie ciekawsze lokalizacje:

Pierwsza złożona była ze stosów kamieni i żwirków leżących w płytkiej wodzie o kryształowo czystej tafli, w której idealnie odbijało się niebo, tak, że nie można było poznać gdzie jest góra a gdzie dół lokacji. Całość okraszona bystrymi strumyczkami, wodospadzikami i kolumnami doryckimi :P Niestety niebo było ubogie i mało trójwymiarowe.

Co innego w drugiej lokalizacji: położone w oddali małe miasteczko, nad którego dachami wznosiły się wieże kościelne smukłe a wysokie na kilometry. Sięgały one deszczowych chmur, które nad środkiem tego miasta
formowały się w zbiór zórz polarnych. Gdy podleciało się troche bliżej, można było zauważyć jak z tych zórz polarnych ogromne krople deszczu z niesamowitą prędkością bombardują wybrane budynki, po czym wracają już powoli w przeciwnym kierunku, bocznym strumieniem do obrzeży tych zórz :)

Krótszy sen był zdecydowanie bardziej zmysłowy i realistyczny.
Jedyne co mi teraz zostało, to myślenie co zrobić, żeby ld były jeszcze bardziej szczegółowe, twórcze i angażujące wszystkie zmysły :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Łał, no fajnie, gratulacje! ;)

Ale czekaj, możesz napisać jak dokładnie udało Ci się osiągnąć te LDeki? ;o Sorry, ale jestem trochę nieogranięta.. ostatnio i pewnie coś przegapiłam.. ;|
SSDD
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Ten ostatni był w dwóch różnych REMach. Wstałem po jakichś 4 godzinach, poczekałem i wszedłem w pierwszy REM Wildem, dzięki czemu załapałem się na sam początek tej fazy.

Zastosowałem prosty pomysł Płomyczka, żeby po wyrzuceniu z LD nie otwierać oczu tylko Wildować znowu. W ten sposób miałem 10minutowe LDki z przerwami trzyminutowymi przez półtorej godziny. Po tym czasie Rem się skończyła, i nie szło już Wildować dalej.

Posterczałem jeszcze giodzine i zasnąłem znowu, ale świadomosć we śnie odzyskałem po długim czasie od zaśnięcia, więc tej drugiej fazy nie udało mi się już tak monstrualnie przeciągnąć
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Powoli wracam do nawyku LD, w końcu po tygodniu śnienia udało mi się przelecieć parę metrów bez zostania zmasakrowanym przez projekcje :)

Zaraz po Wildzie wyleciałem przez okno i oczom mym ukazało się miasteczko sklecone całkowicie z mojego chyba głównego znaku sennego - kościoła :) Każdy budynek otoczony balaskami , z wejściem w kształcie prezbiterium , płoty wykończone filarami , gdzieniegdzie drobiazgowe obrazy świętych person zamiast okien , szerokie ołtarze zamiast stołów na tarasach, ogrody złocącymi się zastawione rzeźbami , chóry zamiast balkonów i maaasaa drobnych elemencików sterczących z każdego rogu tych domków. Szczególną uwagę zwracały dachy wszystkie wykonane z zimnego srebra, każdy z innym ogromnym symbolem : albo oko , albo słońce, albo przęsło płotu albo nawet $ .

Mimo tego wyglądu to miasteczko posiadało swój kościół - był to najzwyklejszy meczet, tyle że zaraz za nim rozciągał się obleśny cmentarz - wszystkie płyty nagrobne miały malinowy kolor i w miejscu gdzie powinno być zdjęcie zmarłego - było piżdżąco różowe serduszko.

Zaraz za tym musiałem przerwać sen bo zacząłem pęcznieć. Żadne TR , ani uspokojenia się na to nie pomagają, wydaję mi się, że być może jak mam LD to drętwieje w łózku. W każdym razie obudziłem się i mimo tego że był to początek REMu nie mogłem wrócić do LD. Dziwne :)

Aha, a w innym śnie słuchałem piosenki " Krew i zimne Bogo " - znacie to? :D :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Sen schizofreniczny :)

Sen w jednej lokacji, w którym cały czas kłóciły się 2 interpretacje rzeczywistości, prawie jak w schizofrenii :)
W efekcie wszsytko w nim było bez sensu i sobie przeczyło ale mimo to pamiętałem go perfekcyjnie heh

Sen zaczął się gdy zaczęła się walić jakaś kopalnia. W wyniku intrygi robotników nie udało mi się uciec ale dzięki mojemu towarzyszowi robotowi udało mi się przeżyć. Byłem z nim skazany na czekanie na ratunek w mrocznej klatce schodowej grożącej całkowitym zawaleniem. Jednocześnie część mnie wiedziała że to mój umysł jest tą kopalnią i zawalił się podczas snu i muszę się z niego jakoś wydostać. Z tym, że zdawało mi się że śnię w tej samej kopalni w przeszłości :)
Moje zadanie polegało na zbieraniu danych z drewnianych elementów kopalni i zapisywaniu ich do dziennika snów, który następnie został przekopiowywany do mojego robota, który miałby rzekomo zostać w tej kopalni po obudzeniu się. Czas upływał bardzo realnie , odczułem go na jakieś 3 godziny, tam upływało to jako 3 dni: po każdym dniu spałem, miałem tam sny i zapisywałem je do tamtego dziennika, nawet rysowałem w nim jakieś twarze :)
Gdy zebrałem wystarczająco dużo danych w " ostatni dzień" miałem zamiar obudzić się w przyszłości tej kopalni, więc otwierałem oczy ostrożnie tak, żeby nie obudzić się w zbyt zamierzchłej przyszłości czyli w rzeczywistości:) Wtedy już wiedziałem, że tak naprawdę śpię u mnie w pokoju.
Otwarłem więc oczy w jakiejś saunie konspiratorów, którzy zawalili tą kopalnię ( notabene byli to moi znajomi, których we śnie nazywałem jakby po rzymsku - sławus, julius , janus ) wyszedłem zakrywając twarz ręcznikiem i starałem się dobiec do właściciela kopalni aby przekazać mu informacje z przyszlości o dzialaniach konspiratorów w przeszlosci ktorzy zyją w teraźniejszości :D. Ale oczywiście krok przed oddaniem mu dziennika sen rozmył się :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
Znowu zrobiłem sobie 3 dniową sesję LD-alkoholową

Po największej bibie przyśniło mi się lekko obskurne miasto nadmorskie otoczone czarną plażą ( pewnie dlatego że zwiedzałem hałdę dzień wcześniej ) W miejscu gdzie " piasek" stykał się z morzem woda unosiła się ponad jego poziom i stała tam w postaci pagórka, jak zaczynająca się fala. Na środku plaży stał mały posążek głowy jakiegoś gniewnego kolesia a wzdłuż całego szelfu dzieci budowały masy czarnych zamków, fortec i katapult z piasku dla uhonorowania pamięci bohaterskiej obrony tego miasta przed atakiem z wody
( jak mi podpowiedział sen ) :P
Herbem tego miasta był taki falowany czerwony miecz z Lego - średniowiecze :D

Ale najdziwniejsza rzecz zdarzyła mi się we śnie pod koniec chlania - wchodziłem w sen z Wilda i przed oczami miałem już ostry obraz, ale nie mogłem w nim poruszać kończynami bo bym je ruszył w rzeczywistości.
Sen zamiast czekać ruszył z pełną prędkością i po prostu przesunął mi całe życie przed oczami. Obraz wypełnił się toną przedmiotów, osób , budynków , zdjęć i istot które widziałem od dzieciństwa do teraźniejszości, zawieszonych w powietrzu bez grawitacji, a ja bezwiednie poruszałem się coraz szybciej między nimi. Rejestrowałem jakieś zegary, chomiki , urzędy , piłki , jabłonie , robotników, lasy deszczowe , galaktyki i wszystko co w życiu widziałem i słyszałem a obraz cały czas przyspieszał dając odczucie okrutnego przeciążenia, chłodu wiatru i skóry rozciąganej przez prędkość, która przez ostatnie sekundy była już tak monstrualna że nie dało rady rozpoznawać przedmiotów w polu widzenia.

Jak wstałem to czułem się jakbym wysiadał z roller coastera :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Wniosek nr17 - długość jednej sesji LD ( bez przerw ) jest wprost proporcjonalna do ilości czasu pod wpływem alkoholu w dzień poprzedni :D

Ekstremalnie długi ld po weselisku : przez chyba 20 minut był snem o LD, dopiero potem skapnąłem się że nie jestem świadomy i zacząłem wykonywać typowy plan.
Spieszyłem się z tym lataniem bo czułem że niedługo się wybudzę ale ld twało i trwało: Leciałem nad krajami z samych pól uprawnych wypełnionych po brzegi chińczykami z koszami , nad drewnianymi dzielnicami ze świątyniami japońskimi , nad poligonami z boisk do piłki nożnej najeżonych rurami wystającymi z ziemi , pamiętam też posągi czekoladowych króliczków wielkanocnych.

W końcu po kolejnych 20 minutach zacząłem czuć że sen się kończy w typowy dla mnie sposób : Przedramiona pęcznieją żeby urodzić drugą parę kończyn, która zasłoni mi całkowicie pole widzenia. Ta iluzja jest prawdopodobnie wynikiem realnego mrowienia rąk podczas snu.
Tym razem jednak udało mi się je uchwycić, przerzucić z zawartością jakiejś projekcji i złamać jej kark :)
Obraz wrócił i uraczył mnie jeszcze widokiem przedziwnych futurystycznych domków jednorodzinnych z cukierkowym wystrojem i zakręcanym dachem jak lód włoski. Stały w cieniu wielkich blokowisk i na tle dwukolorowego nieba w deseń puzli :)

9 godzin łożarcia dało więc godzinę LD, aż do samego końca fazy rem :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1