Incestus
Zapomniałem, że miałem opisać najbardziej przerażający sen dotychczas :)

Coś tam się działo, gdzieś tam biegałem, ostatecznie akcja zakończyła się tym, że upadłem w jakiejś wielkiej katedrze. Miałem trudności wstać, więc przewracałem się co jakiś czas na różne pozycje, w pewnym momencie poczułem wyraźne głębokie ukłucie w pośladek. Ból otrzeźwił moją świadomość, po kilku sekundach dalej w pozycji leżącej byłem już w pełni zorientowany, że to sen, choć nie miałem pojęcia jaka może być realna data w rzeczywistości. Tylko, że nie mogłem już wykonać najmniejszego ruchu, niczym całkowicie sparaliżowany. Jedyne co się działo, to różne doznania dotykowe w okolicy pleców, tak jakby ktoś kładł na mnie jakieś drobne,chłodne przedmioty i zakrywał prześcieradłem. Nagle doszło do mnie, że pozycja w której leżę niby przypadkiem jest pozycją, w jakiej układa się pacjenta do operacji jelita grubego - zgięte kolana i biodra, ręka pod głową. Dopiero w tym momencie połączyłem z przerażeniem wszystkie fakty i doszedłem do koszmarnego wniosku, że musiałem uświadomić się podczas całkowitego znieczulenia ! Desperackie próby poruszenia się i wybudzenia spełzały na niczym, byłem zmuszony biernie czekać jak smarują brzuch środkiem odkażającym i naznaczają miejsce cięcia,
jak zaczepiają chirurgiczne peany o skórę. Po kilku minutach zdołałem już się psychicznie nastawić na 2 godziny percepowania koszmarnego bólu bez możliwości drgnięcia, aż ku mojemu szczeremu zdziwieniu obudziłem się w swoim łóżku... Nawet po pobudce nie mogłem uwierzyć, że to był tylko sen... Nie mogę sobie wyobrazić, żeby mózg mógł wyrządzić okrutniejszy dowcip :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ej no tego jeszcze nie było! :D Hahaha Twój mózg naprawdę umie się "bawić" :D
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiaj po bardzo długim czasie zagościłem wreszcie pełnoprawną wizję :)

Z okoliczności snu wynikało, że jest to hotel w Rzeszowie. Ocknąłem się w tłumie tańczących ludzi, sunących wzdłuż suto zastawionych stołów. Ogromna drewniana sala bankietowa z parkietem ułożona była na kształt krzyża, oddzielając ramiona symbolicznymi bramami, co wymuszało właśnie taką choreografię zgromadzonych, że z każego miejsca sali trzeba było oglądać przesuwającą się masę ludzi w obu kierunkach, którzy dalej zataczają w krucyfiks. Ze skrzydeł sali można było dostać się do wąskich drewnianych korytarzy, prowadzących w chaotyczny sposób, do bogatych sypialń ; korytarz kończył się szklaną okienicą, z której można było zobaczyć ogromny pokój ograniczony labirentami oszklonych ksiąg, ciągnących się w nieskończoność w dół, gdyż nie było podłogi, a sufit wykonany był z lustra. Ramiona głównej sali prowadziły do szerokiego przedsionka, który posiadał wyjście skierowane na przeciwko i na boki. Boczne drzwi prowadziły do miasta czystego i nowoczesnego, frontalne - do zniszczonego biedą, niedbałego i dotkniętego niekończącą się ulewą deszczu.
Między głównymi salami, w miejscach gdzie oddzielała je od siebie brama, płynęło wyścielone złotem koryto, przez które serwowano alkohol. Koryto prowadziło przez cały budynek rwącym potokiem na kształt kwadratu, na każdym rogu odbijało na zewnątrz budynku, gdzie wydawało się ślepo kończyć żółtym witrażem w kształcie krzyża, ale po dotknięciu tegoż okazywało się, że szkło zachowuje się jak ściana wody pod ciśnieniem - rozbryzguje się i przepuszcza.

Ponieważ zaniedbywałem dziennik wspomnę sobie jeszcze o dwóch mniejszych wizjach, które miałem :

Wylatując z wieżowca mieszkalnego zaobserwowałem, że sąsiaduje on bez przerwy z kolejnymi wieżowcami ze wszystkich stron. Im bardziej się oddalałem, tym bardziej jasne było, że wieżowiec to tylko maleńka komórka monstrualnego konglomeratu mieszkalnego. Gdy wreszcie zobaczyłem niebo, ten megabudynek przypominał już wielkością nieregularne pasmo górskie zbudowane z lego. Za mną powoli pomiędzy industrialnymi górami sunął kolejny blok drapaczy chmur ~2000/9000 w charakterze autobusu :)

Ostatni sen w całości dobywał się w ogromnym zamkniętym pomieszczeniu, mającym kształt placu zabaw. Zamiast podłoża ocean kolorowych piłeczek, ściany zapełnione drabinkami prowadzącymi na groteskowo wysokie i powykręcane zjeżdżalnie. Sufit obwieszony gumowymi piłkami do siedzenia zawieszonymi na napiętych linach, na podobieństwo huśtawek, ale dających realnie wrażenie bungee. Przestrzeń w środku wielką pustką, w której tylko okresowo pojawiał się jakiś człowiek śmigający w dziwacznej trajektorii, odbity od trampolin. W trakcie snu również postanowiłem maksymalnie rozpędzić się w locie i wderzyć w znajomego zajętego rozmową na gumowej piłce bungee. Efekt mnie zaskoczył, w momencie kolizji z samą gumą na której siedział, obiekt w momencie zniknął i zobaczyłem go kątem oka, jak dopiero orientuje się gdzieś na końcu sali co się stało, po kilku balistycznych przygodach z innymi kontrapcjami - obudziłem się spłakany ze śmiechu :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Sen był już w fazie przebijania się świadomości - po odbyciu rozmowy z żeńskim głosem wewnątrz głowy, który twierdził, że znajdujemy się w jej śnie, znalazłem się w jakimś piwnicznym obszernym lochu na fotelu dentystycznym. Tam, jakaś kobieta oraz jej ojciec troskliwie opiekowali się mną i pielęgnowali, ponieważ w treści nie byłem w stanie się ruszyć. Miłą atmosferę po 15 minutach zakończyło zerknięcie do lustra, odryłem, że obcięli mi włosy " na hełm " i zostawili dziwacznego wąsa złożonego z wielu drobnych rozdwojonych włosków ułożonych obok siebie rzędami. Wściekły i coraz bardziej świadomy, wydostałem się stamtąd lotem i z jakiegoś powodu postanowiłem wyżyć się na weselu organizowanym w tym samym lochu. Kilka chwil później projekcje nieskutecznie próbowały uciec od płomieni przez leżący w poprzek lochu posąg buddy :) Jednakże jednej się udało i jej chęć zemsty zmusiła mnie do eksploracji otoczenia :)

Szybko zorientowałem się, że loch to w istocie jeden korytarz z czterema zakrętami w prawo :). Jednak w jego bocznych ścianach wypatrzyłem szklane drzwi, za którymi w przyduszonym świetle odbywała się jakaś pogańska ceremonia, w kolejnym korytarzu podzielonym na pokoje i segmenty. W każdym z tych pokoików znajdowało się kilka krzeseł, postać i zastawiony stół. Bibeloty, kamienie, rzemyki z supłami, jakieś zioła skrzętnie ułożone na tym stole uderzały zupełnie nieznaną mi symboliką i budziły niepokój, chyba najbliżej było im do celtyckich. Z kolei każda postać manipulująca przy tych dewocjonaliach, nosiła długi płaszcz i groteskowo wysuniętą do przodu maskę w różnych kształtach, na podobieństwo np dziobu tukana. Okazało się, że ten mistyczny kompleks również od bocznej strony posiadał przejście do kolejnej linii korytarzowej, a te do kolejnej. Mijałem więc dalsze połacie już zdecydowanie przyjemniejszych, szerokich, ciepło choć dziwacznie i przesadnie arystokratycznie wystrojonych pasaży, koncentrycznie ułożonych wokół startowego lochu. Ostatnia warstwa ścian zawierała już okna na łono natury, gdzie z ulgą się przedostałem. Miałem okazję z góry już obserwować opuszczony prostokątny budynek, oraz otaczające go kamienne ruiny z zakopanymi do połowy nagrobkami. Takie pole ciągnęło się ze wszystkich czterech stron kilka kilometrów, aż do ściany lasu. Po tej granicy przechadzał się z patrolującym wzrokiem biały lew. W powietrzu rozbrzmiewała jakaś pielgrzymkowa melodia grana na kilka gitar, lecąc można było minąć co najmniej kilka źródeł tego dźwięku - z dziur w ziemiach albo wybrakowanego klocka w kamieniu nagrobnym. Na końcu mój wzrok przyciągnęła spora walcowata struktura, odgrywająca rolę tawerny. Na pokrytej mchem i bluszczem ścianie obecne były liniowe ubytki zieleni, które tworzyły na budynku podobiznę zwierzęcia oraz nazwę " Lisia Nora ". Po przebudzeniu stwierdziłem, że opisany walec ewidentnie przypomina czekającą na wypicie flaszkę Pana Tadeusza właśnie w opakowaniu takiego kształtu :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Świetne sny a przy tym wyglądają na łatwe do zmapowania :-) Szczególnie ten drugi jest interesujący wręcz mistyczny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
W moich snach bardzo często pojawiają się natłoki mistycznych elementów, które tylko ogólnikowo znam z życia. W tym notatniku nie spisuje wszystkich snów, a tylko ten jeden rodzaj LD, który zawiera albo krajobrazowe, albo pseudoreligijne wizje :)

Kiedyś zwracałem wyraźną uwagę w którą stronę kieruję lot po uświadomieniu się w domu rodzinnym i co tam znajduję. Bardzo szybko skończyły mi się kierunki a motywy zawsze były różne, niezależnie gdzie się skierowałem. Część była dla mnie oczywista, bo kojarzyła się ze strukturami, które faktycznie w takim położeniu się znajdują ( np w miejscu snu o sięgającej niebios wyciągarce do tirów w realu mieści się słup elektryczny zbiorczy, który w dzieciństwie mnie fascynował :) Jedyne, co faktycznie muszę przyznać, że w górnym prawym rogu mapy na tyle często spotykały mnie przykre wizje, że przestałem obierać ten kierunek.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1