Incestus
Doświadczyłem 5 minutowego snu świadomego, który w mojej świadomej ocenie musiał by trwać ze 20-30 minut, bo przecież działo się w nim bardzo dużo. Wydawało mi się nierealne, że pamiętam tyle szczegółów, zwrotów akcji, powtórzeń, własnych myśli i przede wszystkim okresów pustego czekania, że taki krótki czas trwania jest niemożliwy.
Niepokojące dlatego, że LD które szacowałem na półgodzinne w rzeczywistości mogły mieć z 10 minut itd :)


Spróbuję to inaczej zobrazować. Kiedy patrzysz przez szybę pędzącego samochodu możesz oszacować czas podróży po prędkości zmieniającego się widoku. Prędkość jest prawdziwa a zmieniające się elementy z niej wynikają. We śnie prędkość nie istnieje, to tłoczące się elementy są prawdziwe i fałszywie każą nam szacować prędkość snu, a co za tym idzie - czas jego trwania.

Droga i odległość jaką pokonujemy np podczas lotu we śnie także jest nieprawdziwa, nam się wydaje jakbyśmy przemieszczali się na konkretnym dystansie, ale to przecież wynika tylko ze sposobu w jakim elementy snu powiększają się i zmniejszają, jakie tworzą między sobą układy. Tak tworzy się iluzja trasy, która również zniekształca nasze poczucie czasu.

Ważną rzeczą jest też tak zwane subiektywne poczucie czasu. Za dnia, przy spoczynkowym stanie psychicznym, ono działa właśnie na podstawie ilości doświadczeń w danym okresie. Na przykład teraz możesz oszacować ile minęło czasu, na podstawie liczby przeczytanych tu liter i twoich własnych myśli w międzyczasie.
Kiedy jednak zajmujesz się czymś bardzo intensywnym, używającym całej uwagi, to subiektywne poczucie czasu ma zupełnie inną skalę. Np wydaje nam się, że intensywny bieg na monotonnej bieżni na przeciw ściany trwa większą ilość czasu niż realnie. Tylko, że kiedy biegamy na jawie między bodźcami z mięśni, ciała i własnymi odczuciami dyskomfortu znajdują się bardzo małe powtarzające się lub puste " klatki " bez żadnych doświadczeń. Wysunąłem więc wniosek, że we śnie są one wycięte, ponieważ sen składa się wyłącznie z doświadczeń, nie ma w nim praw fizyki. Dlatego właśnie odbiera się go jeszcze intensywniej niż najbardziej skomasowane wrażenia z reala.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
W dzisiejszym odcinku pełnoprawna wizja, jakiej nie było dawno :)

Po serii mniej wyrazistych LD fabuła doprowadziła mnie z grupą projekcji na obszerną stację kolejową. Nie zdążyłem na odjazd, więc czułem się zmuszony podążać lotem za pociągiem. Sznur torów w miarę dystansu stopniowo odrywał się od podłoża, aż w końcu pojedyncza para szyn z zabudowami pokierowały się w chmury. Z okolic torów prowadzących w górę pięły się korony drzew fikuśnie okalające szczyty semaforów i innych wysokich kolejowych wihajstrów. Nad linią trakcji konary grubszych, położonych lateralnie drzew, okalały ją na kształt kokardy. Wokół całego lesisto - industrialnego kompleksu wiła się spiralnie mniejsza szynowa konstrukcja przypominająca przezroczystą zjeżdżalnię z akwaparku, w niej zgodnie z ruchem pociągu poruszała się srebrna kula, tworząc złudzenie orbitowania wokół lokomotywy. Co kilka kilometrów przyłączone do torów ,mechaniczne masywy wybijały nową kulę, na podobieństwo mechanizmów spustowych pinballa. Po przebiciu gęstej warstwy chmur pociąg zatrzymał się na stacji miasta z budynkami tak drobiazgowymi i futurystycznymi, że z trudem przypominały zabudowania. Skojarzyły mi się, że miasto strukturą i kształtem elementów bardziej upodabnia się do wnętrza maski samochodu. W pewnym momencie naturalne światła przygasły pozostawiając tylko głęboko niebieską łunę rzeki między budynkami. Tak dotarłem do przepięknej monstrualnej bramy złożonej z kulistych, ciepło i ostro świecących lamp, co szybko odebrałem jako mimikrę bożonarodzeniowych bombek.

Za bramą niestety przykry widok. Cały horyzont w jednolitej cieczy, nawet niezbyt odbijającej światło. Zanurzenie w niej było trudne, dostrzec nic w niej nie szło. W jednym punkcie cieczy znalazłem jednak ciasną kwadratową dziurę.Ubogo zdobiony tunel prowadził na skos w dół, mijając drobnych pielgrzymów podświadomość podpowiedziała mi, że to święty tunel. Zdałem sobie sprawę, że skoro tory prowadziły do podniebnego miasta, to tunel prowadzi w kierunku Ziemii. W końcu dotarłem do ostatniej prostej, która zwieńczała się pojedynczą okiennicą. Gdy patrzałem na nią z daleka dostrzegłem już skomplikowany odległy ruch, który powodował we śnie silne zawroty głowy ! Okazało się, że jest to wąski punkt widokowy wysoko nad ziemią, z którego widać było z wysokości samolotu miasto podzielone na setki małych okrężnych segmencików po kilka budynków, z których każdy obracał się jak w zegarku w przeciwne do siebie strony a między którymi jeszcze jeżdźiły pojazdy. Już na mały skrawek tej aglomeracji patrzyło się jak na niesamowite perfekcyjne urbanistyczne mrowisko. Jednak po bliższym podejściu do okienka w celu poszerzenia widzenia okazywało się, że mózg nie potrafi już przetworzyć takiej skomplikowanej informacji - zawroty głowy eskalowały się a obraz ulegał przymgleniu. W tym momencie oddalony z tyłu pielgrzym z pretensjami rzucił, że to przecież święte miejsce i nie wolno tak się w nie wgapiać, mam obserwować przez świętą lunetę ! Faktycznie, po złożeniu pięści w okular można było wpatrywać się do woli :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hehe świetna rozmowa. Też czasami śnią mi się takie rzeczy. Pozdrawiam
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Na syndrom poweekendowy plus przeziębienie zawsze można liczyć. Ocknąłem się w ciemnym ciasnym wąwozie. Za moimi plecami ograniczały go kolejne piętra zaniedbanego parkingu podziemnego, przede mną z kolei wznosił się piękny drewniany kompleks złożony jakby z domków kempingowych położonych ciasno jeden na drugim i obok siebie. Oplatała go gęsta sieć ogrodzonych kładeczek i schodków. Każdy domek zawierał mniejszy lub większy wiatrak młyński oraz oraz zdobioną literkę alfabetu. Skrzydła sąsiadujących ze sobą wiatraków poruszały się w przeciwnych kierunkach, co powodowało, że całość przypominała mechanizm zegarkowy, lub tryby lokomotywy. Wzdłuż wąwozu rosły krwisto czerwone maki. Z jednej strony wąwóz kończył się przepaścią wypełnioną nieprzeniknioną ciemnością, w której majaczyły plejady gwiazd. Za przepaścią widniały daleko światła miasta z szerokimi drapaczami chmur. Przeciwna strona wąwozu prowadziła z kolei do przejścia podziemnego, z którego wydostać się można było na zielone rozświetlone wzniesienie. Zbocze stoku usiane było murkiem na kształt gęstej kratki, w której każde oczko posiadało jedno drzewo. U podnóża góry ujrzałem niesamowity placyk, swojego rodzaju ryneczek. W jego centrum znajdowała się fontanna, która roztaczała koncentrycznie coraz szersze kręgi. Na każdym kręgu ułożone było kilka różnych, bardzo symbolicznych elementów. Zdołałem zapamiętać, że przedostatni krąg zawierał 12 kryształowych run przypominających różne owady, pierwszy krąg był złożony z sześciu wystających dłoni wskazujących różny układ palców, a trzeci krąg zawierał trzy największe złote rzeźby, przedstawiające kolejno : pół rybę-pół lwa, pół lwa- pół orła z trzema ogonami oraz pół rybę-pół byka. Uderzająca ilość symboli i położenie w okręgu wokół źródła kojarzyło mi się z
mapami układów planetarnych. Cały sen raczył mnie trybalną muzyką z dźwiękami fletni, które mogłem generować za pomocą pociągania nosem :P Spałem na lewym boku :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Mi też śnił się plac domków kempingowych otoczonych siatką. Obok była asfaltową droga i pola. Najpierw myślałam, że to Anglia bo słyszałam ludzi mówiących po angielsku. Po przyjrzeniu się przyrodzie okazało się jednak, że jestem w Australii. Potem zrobiło się ciemno.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Coś tęsknimy do jakichś wakacji :) U mnie pachniało raczej stereotypami z Holandii :)

W międzyczasie choroba mi nie ustąpiła, więc dzisiaj też zostałem uraczony ciężkim motywem. Latałem sobie po parku zbudowanym z lego-technik, w czym przeszkadzała mi jednak wyjątkowo namolna projekcja. Po próbach ciepłego upominania postaci i emanowania miłością, sfrustrowałem się i przeszedłem do czynnej agresji. O dziwo przyniosło to skutek i usłyszałem " no dobra, już nie będę, tylko przynieś mi ten no, zapomniałem jak to było, no ten, kieliszek Boga ". Uznałem pomysł za bardzo ciekawy i głośno przyzwałem Grala. Z gęsto i ciemno zachmurzonego nieba uderzyła kiczowata poświata oświetlając pod sobą piękne połacie pól uprawnych o kolorystyce przypominającej katedralne witraże. Wyciągnąłem rękę w przebijające się promienie, z nieboskłonu na moje ręcę dostała się mieniąca się bańka mydlana wielkości piłki, w której tafli odbijały się trzy fioletowe struktury kojarzące się trochę z piórami. Podniosłem naczynie do ust i wyssałem zawartość. Nie miało smaku, ale po tym posiłku natychmiast straciłem kontrolę nad dolną częścią twarzy. Zamiast tego zacząłem czuć i słyszeć swoje burzliwe chrapanie. Po kilku chwilach wybudziłem się całkowicie :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
"Incestus Bug i ostatnia krucjata". Pamiętaj, że wypicie wody z Graala daje życie wieczne, więc wygrałeś ;)
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Specjalnie dla was, prosto z przyszłej płyty Bogusława Lindy - wyciekł tytuł i linia melodyczna refrenu pierwszego utworu - " jechałem 7 lat w kraju moich braci ". Lini melodycznej oczywiście nie potrafię zapisać, ale pachnie trochę dawnym Perfektem niż poprzednim Lindą :) Piosenka być może nie istnieje jeszcze w głowie samego wykonawcy, ale zapisuję tutaj, żeby uniknąć oskarżeń, jako bym nie potrafił śnić przyszłości :P Na ten moment po wpisaniu frazy w internecie najbardziej bliskoznaczny tekst muzyczny brzmi " gdy miałem 7 lat, mój brat do kibla wpadł " :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1