Dziennik snów Onejromanty
#21
Dla mnie to oczywiste, że jeżeli rzeczywiście istnieje coś takiego jak niezależna senna " przestrzeń ", która jest niczyja i inni mogą ją odbierać - to ludzie będą widzieli ją różnie, zależnie od pryzmatu ich życiowych doświadczeń. W końcu to nie jest materia, nie ma tam światła dla zmysłu wzroku ani ośrodków dla fal dźwiękowych. To mogą być jakieś formy z niepoznanej formy energii, które nasz mózg tylko nieporadnie stara się przybliżyć do znanych obiektów ze świata fizycznego ( drewna, domu, duchów itp )
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Rzecz działa się w przyszłości w jakimś podupadłym mieście, które pamiętało lepsze czasy a zarazem jest to moje miasto koło kościoła farnego.

Sen był długi i wiele szczegółów mi umknęło. W każdym razie na początku było coś o grach komputerowych i różnych dziwnych programach, akcja toczyła się w jakiś pomieszczeniach po czym wyszedłem na zewnątrz.
Idę sobie ogromnymi schodami w dół i widzę, że jacyś Niemcy – chłopak i dziewczyna - stoją przy straganach i czymś handlują. Na stoisku Niemca dostrzegłem zioła więc mnie to zainteresowało. Kiedy podszedłem bliżej zobaczyłem napis na szybie Calea, były tam piękne dorodne zioła z kawałkami czerwonych owoców w innych gablotkach były inne senne i halucynogenne zioła zastanawiałem się skąd ten Niemiec tyle tego wytrzasną. Zacząłem z nimi rozmawiać i Niemiec stwierdził, że tu powinny te zioła nieźle iść, chwilę pogadaliśmy, ale nie był ciekawym rozmówca więc podszedłem do straganu Niemki.

Ona miała bardzo piękne rzeczy, jakieś małe figurki z dziwnych materiałów i wiele innych ciekawych rzeczy. Była bardzo sympatyczna i dobrze się z nią rozmawiało. Z rozmowy wynikało, że jak i wszyscy bardzo obawia się jakichś stworów. Te stwory wyglądały jak ludzie, ale ludźmi nie były, górowały nad nimi siłą szybkością, przebiegłością i innymi przymiotami. Ich celem było wygubienie resztki ludzkości, aby to uczynić potrzebowały klucza, który strzeżony był w tym mieście. Mimo iż strzegli go najbardziej oddani i najsprawniejsi z ludzi wspierani przez wszystkich pozostałych szanse na ochronę klucza były bardzo mizerne.
Powiedziała mi, że jedyni ludzie, którzy zdolni byli do walki z tymi stworami to przeklęci. Tylko ich te stwory obawiały się i tylko oni dysponowali zdolnościami pozwalającymi im dorównać. Zacząłem ja pocieszać i z ciekawości zapytałem kim są owi przeklęci, ona przyjrzała mi się i powiedziała, że to potomkowie Polaków.

Ucieszyła się i wykrzyknęła, że ja jestem jednym z przeklętych i teraz jest nadzieja na zwycięstwo.
Miałem zapytać dlaczego nazywa Polaków przeklętymi i skąd jej przyszło do głowy, że mamy jakieś niezwykłe zdolności przewyższające resztę ludzkości, ale pomyślałem, że jeśli kogoś nazywa się przeklętym to może nie przypominać dlaczego, bo pewnie powód nie budzi sympatii, ponadto uświadomiłem sobie, że posiadam pewną kontrolę nad snem (znowu paradoks nie wiem, że śnię a jednak wiem, że to sen) faktycznie przekraczającą ich możliwości.
Dziewczyna poprosiła mnie abym wykorzystując swoje możliwości zaniósł, ją na szczyt miasta abyśmy mogli strzec klucza, udało mi się to dopiero za trzecim razem poprzez przyśpieszenie ruchów. Na górze zbliżyliśmy się do siebie i wielokrotnie kochali jak szaleni było ekstra.

W końcu jednak z podziemi wypadł stwór, którego wszyscy się obawiali i zanim ktokolwiek się zorientował zdobył klucz. Rzuciłem się na niego z pozostałymi strażnikami i po ciężkiej walce udało się go załatwić i odebrać mu klucz. Przy okazji zobaczyłem wiele niedopatrzeń w ochronie. Co prawda klucz ukryty był w telewizorze w równoległej przestrzeni, a telewizor stał na skale otoczonej przepaścią, ale nie chroniły go żadne zaklęcia przez co stwór zgarną go od razu.
Po drugie stwór nie został zniszczony tylko pozbawiony mocy i w każdym momencie mógł się ponownie zaktywizować. Postanowiłem się więc do niego dobrać i załatwić go na dobre. Niestety bestia się zorientowała i wskoczyła w podziemia, ja oczywiście za nią, jednak wykorzystując cenne sekundy przeniknęła przez kraty i dała nogę. Na szczęście domyśliłem się, że poszła z powrotem na górę i tam ją dopadłem pozbawiając ją resztek mocy. Teraz musiało upłynąć trochę czasu, aby bestia ponownie zebrała moc, który postanowiłem wykorzystać na ostateczne jej zniszczenie i z tym zmagałem się do końca snu, ale chyba mi się udało bo obudziłem się w świetnym nastroju;-)))

Do mapy snu inny stary sen też dziejący się koło fary:

Jestem w starym domu katechetycznym koło fary, z tym, że teraz jest to obszerne mieszkanie kolegi. Po pokoju biegają olbrzymie króliki i inne zwierzątka. Kolega mówi, że ma z nimi utrapienie – jest ubrany dziwnie – ma na głowie wieniec z kwiatów i jakąś luźna szatę; przypomina hippisa z lat 70-tych. Opowiadam mu o wczorajszym zakupie domu (z wczorajszego snu) jest bardzo podekscytowany gdyż pasjonują go tamtejsze tereny narciarskie. Po chwili niespodziewanie wychodzi na dwór. Z kąta wyłania się upiór i sunie w kierunku drzwi próbując mnie pocałować. Bawi mnie ten nieudolny podstęp, mówię o tym koledze ten jednak coś mętnie odpowiada po czym się zmywa. Domyślam się, że poszedł w konspiracji do kościoła co też mnie rozbawiło.

Ponieważ nie miałem nic lepszego do roboty poszedłem pokręcić się koło kościoła. Przed kościołem zobaczyłem dziwny karawan pełen robactwa powożony przez potwora, wszystko było potworne. Było jakieś wielkie święto wszędzie były szpalery odświętnie ubranych księży, mnóstwo ludzi, procesje itp. Nie chciałem wchodzić do kościoła spacerowałem więc wokół rozglądając się.
W bocznej nawie spotkałem znajomą z jakimś bardzo brzydkim dzieckiem chorym na coś. Kierowany współczuciem powiedziałem do niego kilka ciepłych słów. Dziecko podziękowało za współczucie i zostało uzdrowione dalej jednak pozostało brzydkie, chociaż już nie tak jak przedtem.

Idąc dalej natknąłem się na katechetę z ogólniaka, ucieszył się, że mnie widzi przywitaliśmy się i zaczął mi opowiadać o ceremonii która właśnie się odbywa. Pokazał mi gościa przebranego za potwora z olbrzymią płomienistą twarzą i trzema ognistymi stopami, robił niesamowite wrażenie. Mówił, że robią to pierwszy raz i nie są pewni jego wyglądu pokazując mi fragment tekstu. Ponieważ ciekawiła go moja opinia po zapoznaniu się z tekstem powiedziałem, że jak zwykle księża źle interpretują pismo święte i wskazałem na pomnik tłumacząc jak należy rozumieć ten opis. Ksiądz powiedział – no jasne, jak zwykle twoje interpretacje są trafne i oryginalne – po czym zaprosił mnie do kościoła. Pokręciliśmy się po kościele – w ramach ceremonii odbywał się tam też remont sufitu – wytłumaczyłem księdzu, że powinien pozwolić pracować ludziom samym skoro robią to za darmo i nie patrzeć im na ręce jak wtedy gdy płacił.

Później poszedłem do lewej nawy gdzie dwie dziewczyny pisały jakiś test, jak domyśliłem się na zakonnice. Mówiły, że teraz testy coraz bardziej przypominają testy na księgowe, odpowiedziałem, że jeśli nie widza w tym duchowości niech idą za głosem serca.

Skutkiem mojej działalności w kościele jeden z księży poszedł za głosem serca i odszedł z kościoła, za nim zaś ruszyły demony więc musiałem go bronić. Kiedy demony otoczyły go stanąłem w jego obronie z ametystowym biczem. Dwa z pięciu demonów pokonałem pozostałe trzy okazały się odporne i powiedziały, że tą bronią ich nie pokonam. Odparłem, że wcale nie muszę ich pokonywać wystarczy abym nie dopuścił żeby skrzywdziły tego człowieka. Dlaczego go bronisz - zapytały – przecież go nie znasz a on służył kłamstwu. Nie jest złym człowiekiem dlatego nie pozwolę go skrzywdzić – odparłem. Ktoś zapytał jak możesz pertraktować z demonami czy pozwalać im się do siebie zbliżać. Kiedy ktoś ma prawdziwe współczucie w sercu troszczy się nawet o demony a one nie mogą i nie chcą go skrzywdzić, nie skala go nawet kontakt z demonem – odparłem i pocałowałem przywódczynię demonów długim namiętnym pocałunkiem.
Był to bardzo miły, głęboki, tajemniczy i radosny sen.

Po powyższym wpisie czułem się senny, więc najpierw zrobiłem sobie 20min medytacji a potem postanowiłem zrobić sobie 20 minutową drzemkę:
Znów jestem na ulicy na północno wschodnim rogu mojego ogrodu jak przedwczoraj. Z uliczki wychodzi jakiś grubas w krótkich spodenkach. Kiedy mu się przyglądam widzę, że to potężny typ o wrednym wyglądzie z ruchów i postury przypomina kowala z diablo a do tego ma ogromny młot. Kiedy na niego patrzę bierze zamach i wali młotem w chodnik, pojawiają się pęknięcia. Uderzenie nie jest zbyt szybkie, ale nie mam wątpliwości, ze jak trzeba może być znacznie szybszy, budzi to mój niepokój.

Scena się zmienia. Jestem w mojej sypialni, siedzę na łóżku. Przez sypialnię przebiega jakaś dziewczynka, a za nią potężny typ z wredną gębą w koszulce w czerwone paski i kręconymi bląd włosami. Przechodzą do sąsiedniego pokoju i czegoś tam szukają w moim biurku. Nie podoba mi się to, ale siedzę i spokojnie sobie obserwuję. Patrzę na szafkę w sypialni i widzę tam wiele naczyń.

Znów scena się zmienia i jestem na dole w gabinecie ojca, wynoszę stare meble. Gabinet wygląda jak stara sala wykładowa na uczelni w Krakowie, ale bez cienia wątpliwości to gabinet. Kiedy udaje mi się wypchać jakąś szafkę na zewnątrz zrzucam ją ze schodów, a ona rozpada się na kuleczki, które toczą się ulicą w dół i wpadają do studzienki ściekowej. Przy którejś szafce wychodzi ojciec i już wiem, że koniec sprzątania bo przecież on nie pozwoli wyrzucić nawet najbardziej obleśnego grata irytuje mnie to, ale tak samo jest na jawie :-)
Zadzwonił budzik więc powoli zmobilizowałem się i wstałem. Rano sny są płytkie więc na cuda nie ma co liczyć  ;)





Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Ponieważ wczoraj nie zrobiłem oczyszczenia z wrażeń dnia przez pół nocy dalej pracowałem w sadzie jak za dnia, ale na szczęście nie było to tak męczące jak na jawie. Nad ranem jak to się przewaliło miałem trochę inny sen:
 
Jestem na jakiś bliżej nie określonych studiach. Zaczynam je dopiero i nie bardzo się orientuję we wszystkim. Akademik w którym mieszkam przypomina dom wczasowy w Płoni i jest tam wielu różnych ludzi. Jest mój brat ze swoją rodziną, rodzina ze strony jego żony, różni znajomi i osoby zupełnie mi nie znane.
Właśnie dowiaduję się od brata, że mieliśmy mieć rano jakieś zajęcia, ale nie ma już szans na nie zdążyć więc odpuszczam sobie, natomiast brat idzie. Ja kręcę się po akademiku i próbuje znaleźć kogoś, kto by znał plan lekcji mojej grupy. Spotykam siostrę, która mówi, że następne zajęcia mamy dziś dopiero wieczorem. Rozmawiamy chwilę o tym po czym idę dalej.
W innej Sali spotykam bratową. Jest z nowym pieskiem znajdą, piesek jest malutki i bardzo wesoły, żartuję sympatycznie na jego temat. Wchodzi mama bratowej, więc zachowuję się grzecznie, wymaniam parę uprzejmych uwag i idę dalej.
W kolejnej sali widzę ludzi ubranych w kimona. Dowiaduję się, że są to studenci akupunktury z mistrzem. Kiedy się o tym dowiaduję zastanawiam się czy mógłbym zapytać ich o zdrowie i o zioła, ale mistrz mnie onieśmiela bo nie wygląda na sympatycznego. Mistrz gdzieś wychodzi zostaje dwóch studentów, którzy suszą zioła w piekarniku. Jest też ktoś z mojej grupy, kto pyta mnie o plan zajęć jaki mam. Odpowiadam, że jesteśmy w jednej grupie więc mamy taki sam, ale jaki to nie wiem. Następnie zagaduję studentów akupunktury o zioła, ale kiedy zastanawiam się jak sformułować pytanie budzę się.

Te studia to jest to forum gdzie próbuję uczyć się metod rosyjskiej szkoły śnienia, ponieważ dla mnie to nowość więc nie orientuję się w niczym. Akademik z różnymi pokojami to działy forum gdzie są różni ludzie. Nie ma zajęć bo czekam na tekst o mapach snu, chodzę tak sobie bo poznaję dopiero forum.
 
Ponieważ dziś leje więc nie będzie pracy w sadzie po śniadaniu położyłem się spać i spałem do południa, miałem kilka dość rozbudowanych snów. W jednym na początku widziałem wiele run, następnie znalazłem się nad morzem. Było tam wielu ludzi, pływaliśmy i bawiliśmy się nieźle dopóki nie pojawiły się wredne syreny i nie zaczęły wciągać nas na dno. Próbowałem ratować ludzi i walczyć, ale na próżno poszedłem w końcu na dno z wszystkimi. Okazało się, ze jak syreny dociągają ofiary do dna, wpasowują się każda w swoją jamkę i zaczynają hibernować. Natomiast my znaleźliśmy się w Walhali. Tam już był cały fabularny film, ale większości nie zapamiętałem :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Jestem kimś w rodzaju Jedi, następcą starego mistrza. Po jego odejściu potężny rycerz kroczący ciemną stroną mocy chcąc nas zniszczyć i zaczął nas tropić.
Ponieważ nie byłem jeszcze gotowy z nim się zmierzyć ukrywaliśmy się doskonaląc nasz kunszt. Wiedzieliśmy jednak, że władca ciemności może nas w każdej chwili wytropić i że nie mamy ani chwili do stracenia. Przenosiliśmy się z miejsca na miejsce w największej konspiracji czując, że zły rycerz jest coraz bliżej i starcie jest nieuniknione.
Kiedy ćwiczyliśmy fechtunek w zakonspirowanej sali treningowej poczuliśmy, że władca ciemności jest tuż tuż – moi towarzysze kazali mi uciekać z pierścieniem i mieczem mistrza, podczas gdy sami zobowiązali się opóźnić pościg najdłużej jak potrafią.
Uciekłem z towarzyszącą mi dziewczyną słysząc za plecami pogróżki i szyderstwa czarnego rycerza. W końcu czarny rycerz osaczył mnie i wyzwał do walki.
Mimo iż dalej nie czułem się gotów, stanąłem do walki obiecując sobie dać z siebie wszystko. Towarzysząca mi dziewczyna zachęcała mnie do uwierzenia w siebie i dumnego stawienia czoła wrogowi.
Nałożyłem pierścień mocy, symbol tego iż jestem mistrzem i wydobyłem z futerału naładowany przez starego mistrza mocą miecz i odważnie stanąłem do walki. Czarny rycerz zbladł i w jego sercu pojawiła się trwoga, wymierzyłem w niego miecz druzgocąc jego moc i butę. Wybacz - powiedział - pokonałeś mnie. Nie wiedziałem, że stary mistrz napełnił mocą te artefakty. Spojrzałem na czarnego rycerza i zobaczyłem go słabym nie stanowiącym już żadnego zagrożenia. Wiedziałem, że już nigdy nie odważy się rzucić nam wyzwania.
Kiedy odszedł pojawił się stary mistrz, wyrażając swoją aprobatę. Poprosiłem go aby jeszcze wzmocnił moc moich insygniów. Mistrz uśmiechną się i jego postaci wypłynęły płomienie napełniając pierścień i miecz.
 
Jestem gdzieś na wschodzie, w jakiś górach, tam gdzie mieszka Bohdan. Sen wygląda jak typowe moje ld jest stabilny, jest w nim dużo światła, dominuje tu biel. Pierwszej części snu nie pamiętam za dobrze, jakoś tam się dostaliśmy z Andrzejem? Bartkiem? Obydwoma? W każdym bądź razie Bohdan robi jakąś dziwną ceremonię ofiarną. Przygotowuje jedzenie, jakiś ryż, ciastka, układa w trzech miseczkach, które ustawia na tacce. Okrąża z tą tacka pomieszczenie przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, zatrzymując się na chwilę przed każdym z uczestników. Kiedy zatrzymuje się przede mną, te trzy miseczki zsuwają się z tacki i ładnie w rządku ustawiają przede mną. Jestem zażenowany i myślę, że to moja wina, ze te tacki się zsunęły, próbuje je uporządkować i kładę ponownie na tackę Bohdana, ale on nie denerwuje się, mówi tylko, że ma kolegę, który wszędzie dopatruje się znaków i wszystko interpretuje, miałby wiele do powiedzenia na temat interpretacji tego zdarzenia. Odpowiadam, ze też mógłbym je zinterpretować.
 
 Jakiś czas temu również śniłem sen o tych okolicach i był on bardzo wyrazisty i dobrze go zapamiętałem, był to sen pełen mocy w którym oczyszczałem dom Bohdana, było tam też wielu szarlatanów jak i ludzi, którym wydawało się, ze to potrafią, którzy mi przeszkadzali, ale i tak udało mi się zharmonizować i wzmocnić chi w całym domu.
 
Były też Jakieś klarowne dość rozbudowane i spójne zielone pozytywne sny, ale po przebudzeniu całkiem uleciały, choć budząc się chciałem je zapamiętać bo wydawały mi się interesujące. Był też jakiś sen o oraniu pola, co dawniej było łatwe, a teraz trudne i nie wiadomo jak się do tego zabrać.
 
Obudziłem się spokojny, ale kiedy później medytowałem przez kwadrans jak to mam we zwyczaju, zauważyłem, ze jednak jest we mnie wiele napięć i trochę niepokoju, które w rozpuszczały się w medytacji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Prowadzę z siostrą sklepik naprzeciw papierniczego. Nie wiem czym tam handlujemy, ale interes wydaje się słabo iść. Problemem jest taż to, że siostra zwyczajnie olewa pracę. Siedzę więc sam w ogromnym sklepie i czekam na klienta, ale nikt się nie zjawia. Wychodzę przed sklep. Na chodniku dziewczynka z psem, robi występ a ludzie rzucają monety. Wydaje mi się, że wśród obserwujących jest mój dawny kumpel, ale nie widzę wyraźnie twarzy więc nie jestem pewien. Opieram się o słup ogłoszeniowy i przyglądam się mu, ale nadal nie jestem pewien czy to on. Myślę: „Jeśli to on to powinien mnie poznać, ale z drugiej strony czy ma to teraz znaczenie skoro nasze drogi dawno się rozeszły”.
Wracam do sklepiku gdzie nadal żywego ducha. Wkurza mnie, że siostra olewa sprawę bo pasowało by mi gdzieś wyskoczyć na chwilę, ale nie mogę bo może się zjawić klient. Przychodzi znajomy i mówi, że jadą do Rzeszowa. Chętnie też bym się wybrał więc pytam kiedy i jak. Okazuje się, że ma być jakiś konwój karetek i można się tam załapać rejstrując się w necie. Wybrał bym się, ale okazuje się, że siostra już się zarejestrowała więc ja nie pojadę bo będę musiał zajmować się sklepem jestem wkurzony na nią a co za tym idzie na wszystkich.
 
W innym śnie rozmawiałem z moim znajomym lekarze akupunktury. Był u mnie w domu i chciałem się z nom umówić na wizytę i badanie, chciałem też by zbadał moją mamę skoro już tu był. Niestety rozmowa nie kleiła się i ciężko się było dogadać. Pomyślałem, że pewnie myśli, że ja chcę aby zrobił to za darmo po znajomości więc powiedziałem mu, że oczywiście będę mu płacił jak każdy inny, ale on dalej coś mętnie mówił i ogólnie nie mogliśmy się dogadać.

W kolejnym śnie byłem w jakiejś nie znanej mi miejscowości na północnym zachodzie, było tam ładnie, dużo zieleni, piękna pogoda, wokół natura. Też przewijał się lekarz akupunktury ten sam co w powyższym śnie, gdzieś jeździłem samochodem, ale dość słabo to pamiętam – sen był raczej spokojny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Wczoraj miałem męczący i do tego stresujący dzień na koniec zasnąłem oglądając film, sny miałem więc chaotyczne i słabo je pamiętam. Ponieważ jednak musowo trzeba coś zapisać w dzienniku snów jak podaja księgi więc piszę :-)

W jednym śnie zmuszono mnie do walki. Nie chciałem walczyć, ale nie było wyjścia i ku mojemu zdumieniu szło mi bardzo dobrze i zwyciężyłem więc myślę, że to był dobry sen :-)

Pamiętam, że w innym śnie nad czymś deliberowaliśmy i było to wciągające, ale o co chodziło nie mam pojęcia. Był jeszcze jakiś sen i nawet coś pamiętałem, ale kiedy wstałem uleciało mi.
Obudziłem się z napięciami i niepokojem dopiero po pól godziny medytacji doszedłem do siebie więc dobrze by było dla odmiany dziś się nie stresować :-)

Wniosek: jak się chce pamiętać sny to nie zasypiac przy oglądaniu filmu :))
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Wczoraj, po przeczytaniu tekstu o mapach snu, zastanawiałem się nad zamierzeniem śnienia o drewnianym domku, ale nie widziałem na to szans jako, że po całym dniu stresu i ciężkiej pracy, rano malowanie, potem sad padłem wieczorem obolały bez ducha.

Z nocy zapamiętałem jeden wyraźny sen. W tym śnie było dużo światła jak w moich najlepszych ld i był dość trwały, tyle, że absolutnie nic się w nim nie działo. Siedziałem sobie błogo zadowolony i patrzyłem na drewniany domek babci, gdzie panował całkowity bezruch, nie było nikogo. Pewnie gdzieś tam czaiły się duchy bo w atmosferze było coś z jednego dawnego snu o tym domku, tam też była taka leniwa letnia atmosfera a duchy ukrywały się pod innymi postaciami zanim zaatakowały, ale tu ich nie było, myślę, że to światło je powstrzymywało.
To mi przypomina jeszcze jedno stabilne wyraziste ld z tego miejsca w którym najpierw poszedłem do sąsiada na wschód (senny kierunek bo realnie to południe) i uzdrawiałem go a potem poszedłem do sąsiada na zachodzie gdzie oczyszczałem dom energią ld. Te światła w tamtych ld jak i to którym rozpuściłem ducha w innym ld przypominało światło z tego snu, choć pod spodem było to leniwe światło z ukrywających się duchów.

Obudziłem się obolały i spięty do tego zdecydowanie za wcześnie, zastanawiałem się co tu zrobić. Zażyć hydroksyzynę, albo walerianę? Siadłem i zrobiłem sobie 15min medytację i o niebo lepiej, ale jeszcze nie dobrze więc zdecydowałem się na kolejną po tej już było całkiem dobrze więc położyłem się by sobie dospać.

Po chwili znalazłem się w scenie z filmu „Ucieczka z kina wolność”, którego kawałek widziałem kilka dni temu. Też zakład psychiatryczny, podobny absurdalny klimat tylko ludzi niewielu. Najpierw sprzeczałem się o coś z ojcem co mnie zestresowało a potem przyszedł dyrektor tego zakładu, którym w moim śnie był Kłosowski i też zaczął się awanturować. Ogólnie to pomieszczenie, miało coś z mojej sypialni choć wyglądało ja sala z filmu. Na środku był stary dywan, który tam położyłem bo podłoga była brudna a na tym zielonym dywanie stał fotel i było to całkiem miłe. Kłosowski o to się awanturował i wydzierał tak się wkurzyłem, że wybiłem się ze snu.
 
Po chwili znalazłem się przy domku babci, był piękny słoneczny dzień, trawa była soczyście zielona. Siedziałem na schodach i syciłem się tym widokiem. Kiedy tak się przyglądałem zauważyłem, że na trawie odciśnięte są koleiny od kół samochodu psując symetrię. Wstałem i ruszyłem w tamtym kierunku aby się przyjrzeć i wówczas ktoś się tam potknął i wywrócił. Kiedy zbliżyłem się do niego by mu pomóc ze zdziwieniem stwierdziłem, że to ja. Kiedy spojrzałem dalej na zachód zobaczyłem piękną wiatę pod siatką. Miała dwie ściany z ładnych deseczek, wsparta na beleczkach miała blaszany dach. Podłogą była czarna ziemia, ale czyściutka i równiutka – bez wątpienia było to najbardziej zadbane miejsce w całym gospodarstwie. Pod wiatą stał długi stolik, przy którym siedziała jakaś kobieta i zrelaksowana paliła papierosy. Poszedłem tam bo myślałem, ze to moja mama, poza tym było to najprzyjemniejsze miejsce. Kiedy usiadłem tam straciłem pewność co do tego, ze to moja mama bo mimo iż tak czułem, kobieta ta była o wiele młodsza i wyglądała zupełnie inaczej, biła od niej pewność siebie i charyzma.

Dalej jestem przy domu babci i maluję murek białą farbą, farba jest zdecydowanie za gęsta, a murek nierówny więc męczy mnie to, obok szwenda się ojciec i to mnie dodatkowo stresuje (odbicie wczorajszego dnia) w końcu ojciec gdzieś znika a ja dalej się męczę. Kiedy tak maluję zaczynam rozmyślać tak jak na jawie przy zbieraniu porzeczek czy innej monotonnej pracy. Zastanawiam się czy to czego doświadczam jest snem. Oczywiście wiem, że nie jest to jawa, ale jest to niestabilne, wiem że łatwo mógłbym się z tego wybić czy cokolwiek zmienić, albo mógłbym przenieść się w inną scenę, więc choć nie czuję ciała i jestem zaangażowany w akcję to pewnie są omamy hipnagogiczne w które łatwo wsiąknąć nad ranem.
 
W końcu udaje mi się skończyć malowanie murka i kiedy wstaje zauważam okno przesłonięte dzikim winem. To mnie intryguje bo wiem, że na tej ścianie nie powinno być żadnego okna. Przyglądam mu się, jest stare w lewym górnym segmencie ma pękniętą szybkę. Otwieram je i widzę wewnętrzny segment otwierający się do wewnątrz a za nim ciemność – chyba zamurowane. Wiercę mały otworek w rogu i zaglądam do środka. Widzę moją sypialnię, która jest tam w rzeczywistości i wygląda tak samo. Widzę ją zdeformowaną jak przez wziernik w drzwiach. Obchodzę dom i wchodzę do sypialni, podchodzę do ślepej ściany i ostrożnie zdejmuję tynk odsłaniając okno. Jest stare więc zaczynam go malować. Mam takie nowoczesne urządzenie, że tylko wodzę wzdłuż malowanej powierzchni a farba rozchodzi się po niej równo pokrywając ścianą. Szybko pomalowałem okno i włączyłem lampę uv bo farbę mam nowoczesną światło utwardzalną. Tak samo maluję wewnętrzny segment. Wychodzę na zewnątrz aby pomalować okno z zewnątrz i ze zdumieniem stwierdzam, że okno zniknęło jest tylko lita ściana jak na początku, staje się dla mnie jasne, że ono zamanifestowało się tylko po to by się odnowić.

Obudziłem się bardzo zaspany bo i długo nie drzemałem, ale czułem się dobrze nie tak obolały jak przy wcześniejszej pobudce i bez tych przykurczów i napięć. Oczywiście czuję w mięśniach wczorajszą pracę, ale w granicach do wytrzymania :-)

Ogólnie to sukces bo udało mi się zrealizować zamierzenie o śnieniu o moim domku duchów i oczyszczaniu go :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Koło południa ogarnęła mnie nieprzeparta senność więc się położyłem chcąc zastosować Onejromancję by ustalić przyczynę mojego stresu. Zasypiając próbowałem jeszcze oczyszczać sypialnię runami, ale zaraz mi się film urwał i już stałem na środku sypialni a z runy płynęło światło oczyszczając sypialnię.

Zacząłem tańczyć wirując i znalazłem się przed ogólniakiem gdzie kontynuowałem swój taniec, ktoś podszedł do mnie i dał mi duża runę bym z nią tańczył, znów zacząłem wirować i znalazłem się w ogrodzie koło domu tańcząc i oczyszczając wszystko światłem runy. Pojawił się mój ojciec więc oczyszczałem go światłem runy, ale co dziwne kiedy wirując przeszedłem do innego snu on również tam się znalazł. Wówczas doznałem olśnienia i stało się dla mnie jasne, ze to on jest źródłem mojego stresu bo działa przez niego jakiś duch. Skierowałem na niego moc runy i gdzieś zniknął a ja znalazłem się w korytarzu przed jego gabinetem, popatrzyłem na gabinet i kolejne olśnienie – w moim domu tez są miejsca gdzie manifestują się demony to właśnie ten korytarz i gabinet. Korytarz był mroczny, ale teraz nie było tu duchów.

Znalazłem się na innym korytarzu, gdzieś na poddaszu przy jakimś strychu (u mnie w domu czegoś takiego nie ma, był to jakiś duży drewniany dom, ale miał coś w nastroju z mojego domu) i nie trzymałem już runy, ale krzyż egipski. Próbowałem go osadzić w podłodze bo ktoś tam zamieszkał i ten krzyż miał odwrócić wszelkie negatywne wpływy. Podłoga była zakurzona, ze starych desek, na środku kilku desek brakowało, więc umieściłem tam krzyż na jakiś drewnianym pręcie i zaczął on oczyszczać pomieszczenie.

Znalazłem się w ogólniaku przed salą gimnastyczną. Odbywała się tu jakąś duża impreza, jak studniówka, kiedy szedłem do drzwi z powoli posuwająca się kolejką, zauważyłem przy drzwiach bramkarzy. Jednego znałem z dawniejszego snu to potężnie zbudowany blondyn z kręconymi włosami, przypominający marynarza. Usłyszałem, że muszą ustalić kto nosi przy sobie oko Udżat lub oko Horusa i policzyć ilu jest takich ludzi. Przypomniałem sobie, ze ma to jakiś związek z badaniami snów robionymi przez jakiś gangsterów, ale przypomniałem sobie też, że przecież ja mam przy sobie oko Udżat a za późno aby się wycofać więc mnie capną. Miałem tylko nadzieję, że zaprowadzą mnie do szefa bo to ja pomagałem opracować te badania więc mnie puszczą. Oczywiście capnęli mnie i zaprowadzili do szefa i szef uwierzył, ze to w ramach eksperymentu i nie należę do loży Udżat, ale nie byłem pewny czy mi do końca dowierza. Coś się tam jeszcze działo, ale zacząłem się budzić i mi uleciało.

Sen płytki, wiedziałem, że śnię, ale wciągał mnie, było tam dużo emocji, skupiałem się na oczyszczaniu stresu i zapamiętaniu go jako iż był to planowany sen onejromantyczny więc wszystko w nim ważne było. Wyjaśnił mi kilka rzeczy, choć niektóre nie są jasne np. o co chodziło z tymi co nosili oko Udżat i dlaczego chciano ich wyłapać?

Tego dokładnie nie zapamiętałem, wiem tylko, że oni tworzyli swoją bańkę snu, pole mocy w śnie i przez to mogli stanowić zagrożenie dla rządzącej tam ruskiej mafii. Mafia chciała zbadać ilu ich jest i jak są zorganizowani i czy stanowią dla niej zagrożenie, ale jaki to ma związek z moim stresem? Może powinienem zacząć nosić oko Udżat lub oko Horusa jak w tym śnie aby pozbyć się stresu?

Ten sen też jest sukcesem bo zbadałem kawałek mapy, więc zamierzenie znów się powiodło.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów by Kazuto Kazuto 18 398 10 godzin(y) temu
Ostatni post: Onejronauta
  Mapa Snu Onejromanty Onejronauta 6 149 Wczoraj, 10:31
Ostatni post: Onejronauta
  Dziennik Zmorą Żyjący czyli Przygody Freskum w świecie snów i paraliżu Freskum 9 1,075 Wczoraj, 01:19
Ostatni post: incestus
SSILD - dziennik snów świadomych (szeew1985) szeew1985 24 13,417 11-07-2018, 22:27
Ostatni post: Skipper
  Dziennik snów by Wolfie WolfiePL 1 187 02-05-2018, 14:11
Ostatni post: WolfiePL

Skocz do:

UA-88656808-1