Dziennik snów Onejromanty
#1
Jestem młodym amerykańskim murzynem mam za sobą kryminalna przeszłość, obdarzono mnie jednak zaufaniem i dano mi jeszcze jedną szansę. Niestety trudno się odciąć od przeszłości i znowu wmieszałem się w jakiś rabunek. Wiem, że nie powinienem tego robić i jeśli to zrobię to zawiodę zaufanie wszystkich którzy mi pomogli i praktycznie nie będę miał dokąd wrócić – będę skończony. Mimo wszystko angażuję się w ten skok i niestety jest wpadka – muszę uciekać policja jest na moim tropie, pętla zaciska się.....
Jestem złym człowiekiem, kiedy patrzę na siebie jestem przerażony właśnie planuję zabójstwo żony. Idę ulicą dyskretnie rzucając się w oczy, jest wieczór. Ważne jest aby wiele osób mnie zapamiętało to ma zapewnić mi alibi. Wchodzę do samu kupuje rurkę z kremem i kilka czekoladek idę do kasy. Przy kasie siedzi bardzo swarliwa ekspedientka i o wszystko robi awantury – wkurza mnie, jednak aby zaplanowane morderstwo przebiegło gładko nie mogę zbyt długo tu się kłócić. Ekspedientka nie popuszcza zaczynam podejrzewać, że ona może cos wiedzieć o planowanym morderstwie.
Już po zabójstwie jest tylko jeden problem ta ekspedientka wie o nim i szantażuje mnie. Nie może jej się nic stać bo złożyła list u notariusza. Jestem nieszczęśliwy muszę żyć ze swarliwą babą wykorzystującą swoja władzę jaka daje jej znajomość mojej zbrodni i do tego muszę ją chronić. Kocham się z nią na fotelu kiedy pojawia się wiele jaszczurek i węży odganiam jaszczurki i w tym czasie staję się obserwatorem tej sceny jestem bezcielesnym duchem mającym na usługach olbrzymią kobrę. Wysyłam ją aby chroniła ich przed wężami – nie podoba mi się to, ale obiecałem chronić tego faceta którym przed chwilą byłem.

Jestem białym emigrantem z polski mieszkającym na skraju murzyńskiej dzielnicy – nie jest to bezpieczne miejsce. Jestem sfrustrowany i czuję gniew na otaczającą mnie rzeczywistość. Muszę schodzić z drogi murzyńskim gangom, jestem zły na sytuacje ekonomiczną która zmusiła mnie do emigracji, jestem zły na amerykę, że jestem tu człowiekiem drugiej kategorii. Idę ulica widzę jakąś defiladę z okazji jakiejś rocznicy, słyszę patetyczne przemówienia o amerykańskiej wolności i inne tego typu bzdury – wkurza mnie to i dziele się swoimi uwagami z siostrą, która ku mojemu zdziwieniu szuka dobrych stron w ameryce. Idę do pracy. Pracuję w supermarkecie – sprzątam, układam towary – jestem tu popychadłem – wkurza mnie to. Sypiam na zapleczu. Nienawidzę wszystkich i chce się na nich odegrać. Odkrywam, że grasuje tu demon – zamiast ostrzec wszystkich ukrywam ten fakt i aranżuję sytuację w którym demon po kolei dopada wszystkich. Ten demon w snach jawi się jako śmierć i zabija we śnie. Wszyscy boją się czując, że dzieje się cos bardzo złego. Pierwszą ofiarą jest pracująca ze mną dziewczyna – nie zrobiła mi nic złego jednak nie mam żadnych skrupułów cieszy mnie kiedy umiera. W końcu zasypiam i demon przychodzi do mnie – nie boję się go ufny w swoją siłę. Demon mówi do mnie, że wszyscy nie żyją i teraz kolej na mnie. Odpowiadam mu, że nie może mnie pokonać. On mówi tak było kiedyś, teraz kiedy uczyniłeś tyle zła nie masz prawa się bronić. Uświadamiam sobie, że ma rację poddaję się a jego koścista dłoń wciąga mnie w otchłań śmierci.

Jestem na pięknej leśnej polanie wszystko przeniknięte jest czystym białym światłem niedaleko widzę mała świątynię jest cudownie – uświadamiam sobie, że śnię – podziwiam otoczenie. Z pomiędzy drzew na białym wilku wyjeżdża odziana w biel dziewczyna trzymająca lancę. Rozpoznaję w niej dziewczynę którą zabiłem w poprzednim śnie – za nią pojawia się stary druid w białej szacie. Dziewczyna krzyczy: „Morderco nic ci nie zrobiłam a ty wydałeś mnie na pastwę demona zapłacisz teraz za moją śmierć” i rozpoczyna szarżę. Odpowiadam: Masz rację jestem winien i rozumiem swą zbrodnię. Nie chcę z tobą walczyć, kierując się gniewem i chęcią zemsty staniesz się równie zła jak ja. Moje słowa jednak nic nie znaczą dla opanowanej gniewem dziewczyny jest zaślepiona. Nie chcę jej skrzywdzić więc teleportuję się w inne miejsce polany i próbuję ja przekonać. Nic to nie daje a druid z dziewczyną coraz bardziej mnie osaczają. Nie mam dość mocy aby przenieść się w inny sen zostaję zmuszony do walki i niechcący doprowadzam do śmierci obojga – jest mi bardzo przykro.

Znowu pracuję w supermarkecie tym razem gdzieś nad wschodnia granicą są też ze mną ludzie z amerykańskiego snu – wyglądają inaczej i są kimś innym, ale od razu rozpoznaję ich i wiem, że muszę jakoś spłacić swój dług. W tym sklepie robi się nielegalne interesy z mafią ukraińską pracują tu też na czarno Ukraińcy – układ jest taki, że Polaków nikt nie rusza, Ukraińcy są traktowani jak zwierzęta i za byle przewinienie czy podejrzenie są zabijani przez mafię. Właśnie taka egzekucja się szykuje. Postanawiam im pomóc mimo iż wiem iż prawdopodobnie zostaniemy przez to zabici. Pomagamy ofiarom ukrywamy je sami próbujemy uciekać. W końcu szef ukraińskiej mafii dopada nas na dachu i każe nam się poddać obiecując, że zastrzeli nas jak psy. Mówię do gościa co jest ze mną, że musimy umrzeć godnie walcząc do końca odpycham Ukraińca i skaczemy w dwie różne strony – kula zabija mnie w locie.

Jestem teraz duchem Ukrainiec idzie zadowolony ja obok niego słyszę jak myśli. Jest zadowolony ze swojej siły z tego, że mnie zabił i pokonał. Mówię do niego tak zabiłeś mnie, ale nie pokonałeś. Jesteś silnym zdecydowanym człowiekiem, ale źle wykorzystujesz swoje przymioty. Widzę, że on nawet nie zdaje sobie sprawy, że źle robi jest mi go szkoda. Postanawiam mu pomóc uświadamiając mu, że jest też coś innego ważniejszego niż pieniądze i własna siła. Rozmawiam z jego podświadomością, aż zaczynam dostrzegać efekty, zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem i szukać dobrego sposobu wykorzystania swojej siły.

Jestem teraz gdzieś w średniowieczu trwa jakaś bitwa dostrzegam Ukraińca z poprzedniego snu wygląda zupełnie inaczej jest atamanem kozackim pełnym dumy robiącym to co uważa za słuszne i wzniosłe – znalazł swoje miejsce. Bitwa wre nasza strona przegrywa wojska cofają się w nieładzie pod naporem wrogów wiem, że aby odkupić swoje winy muszę to powstrzymać chociaż prawdopodobieństwo tego, że zostanę podczas tego zabity jest prawie 100%. Staję przed wycofującym się wojskiem i zaczynam organizować obronę wskazując skuteczną taktykę – jest ostro, ale utrzymujemy się w końcu kiedy wszyscy załapują o co chodzi przechodzimy do ofensywy. Nacierający orientują się, że teraz już po nich. Sam się dziwię, że przeżyłem, ale skoro tak to pędzę po posiłki. Natykam się na oddział szlachty – pytają mnie co z księżną. Jest bezpieczna – odpowiadam – natarcie zatrzymane przez czeskich tarczowników, teraz nacierają w szyku. Szlachta wyraźnie się rozluźnia – czescy najemnicy to doskonałe wojsko więc nie musimy już martwić się o księżnę – poprowadzimy nasze oddziały okrążając przeciwników z drugiej strony.

Jadę z oddziałem szlachty przez czeskie ziemie, patrzymy na zorganizowanych czeskich mieszczan – szlachcic mówi ze smutkiem – To dobrzy żołnierze i wspaniale się biją niestety to protestanccy fanatycy i wcześniej czy później będziemy musieli ich zetrzeć inaczej doprowadza wszystko do zguby – to bardzo smutne.

Idąc stwierdzam, że jestem bardzo pijany, stawiam ostrożnie kroki starając się nie przewrócić - obawiam się policji, która w takim stanie niewątpliwie odwiozła by mnie do izby wytrzeźwień postanawiam więc iść opłotkami. Skręcam w bramę i muszę usiąść bo nie mogę się utrzymać na nogach - zauważam, że oprócz mnie w bramie jest jeszcze kilku menoli - jeden z nich oferuje się mnie kawałek odprowadzić. Kiedy po przejściu ogródka Jordanowskiego wychodzimy na ulicę jest ciemno i zaczyna się straszna burza - błyskawice uderzają z niezwykłą siłą.
Spoglądam w niebo widzę jak błyskawice uderzają w jakąś siatkową konstrukcję rozciągniętą nad miastem stopniowo niszcząc ją z góry sypią się snopy iskier. Wraz z każdym uderzeniem trzeźwieję coraz bardziej i uświadamiam się, że ta konstrukcja, która jest właśnie niszczona to byłą supernowoczesna rządowa broń do kontroli umysłów obywateli.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Wow, nie jestem pewien czy to jeden sen, czy cała twoja senna biografia :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
To kilka snów z jednej nocy, które następowały po sobie, wiem że to długie, ale ciekawe - przynajmniej dla mnie :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Dzisiejszy sen: Śniłem sen w którym byłem w sąsiednim mieście u dawnego znajomego. Jakaś dziewczyna zaprowadziła mnie na wzgórze nad jego domem gdzie rosło drzewo pod którym były kryształy. Początkowo bardzo się ucieszyłem bo choć były małe, ale wyglądały przejrzyście, jednak kiedy ich dotknąłem okazały się nietrwałe więc ich nie ruszałem. Dostrzegłem tez zakurzony ametyst i kryształ dymny, ale nie dotykałem ich więc nie wiem czy były trwałe.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
Wczoraj dzień ogólnie był bardzo męczący i wieczorem było ciężko, bolały mnie krzyże i nie mogłem chodzić. Podczas wieczornej medytacji oczyściłem się z wrażeń dnia i trochę się zrelaksowałem. Pomyślałem, że okadzanie może mi pomóc i w ogóle warto spytać sen co zrobić aby uwolnić się do stresu, który męczy mnie od kilku dni. Było już późno więc zapisałem onejromantyczną modlitwę od Odyna, okadziłem siebie i pomieszczenie, założyłem runiczny naszyjnik dywinacji i położyłem się spać z tym pytaniem.
Sen:
Śniłem, że jestem w dawnej Islandii  i gromadzę wszystko czego potrzebował Islandczyk, zajęło mi to większą część snu, miałem drakara, towary itd. Zajrzałem do notatek i dowiedziałem się, że potrzebuję jeszcze 10 tys monet szantażu. Ponieważ sen był płytki z powodu napięć w ciele wiedziałem, ze śnię i pomyślałem, że dziwaczni byli Ci Islandczycy :-) Potem patrząc na spis rozpoznałem, że jest to forum Isen. Potem znów była jakaś akcja i znów zobaczyłem stronę forum Isen i choć zapamiętałem niewiele z tego snu to już śniąc wiedziałem jakie jest ogólnie znaczenie tego snu.
znaczenie snu:
Otóż aby się odstresować powinienem skupić się przynajmniej na jakiś czas na snach, prowadzeniu systematycznie dziennika snów i czytania snów innych. Ponieważ cnotą dawnych Islandczyków była zawziętość powinienem się w to zaangażować i być konsekwentny. Cnotą dawnych Islandczyków było gromadzenie majątku, więc powinienem zgromadzić na tym forum wiele cennych snów. Nie wiem tylko co znaczy te 10tys monet szantażu :-)




Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
A ja pozwolę sobie na zawodową interpretację :)

Islandia i i-sen to słowa bardzo bliskie sobie fonetycznie. Islandia i jej ludzie zostali więc podstawieni, jako obiekt twoich realnych wrażeń na temat użytkowników i-senu. Czyli, że jesteśmy dziwni ( nazwijmy to, że cię intrygujemy :P ) i że będziesz musiał się tu napracować ( na reputację prawdopodobnie ) :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
Dzięki. To podobieństwo fonetycznie Islandia i-sen całkowicie uszło mojej uwadze i właśnie dlatego warto być wśród śniących, którzy wskażą nam to co nam umknie :-) Ogólnie to od jakiegoś czasu czytam sagi starosilandzke więc nie dziwi mnie, że Odyn odpowiadając na moje pytania we śnie odwołuje się do tych wyobrażeń. Szczególnie, że sny i ich wyjaśnianie odgrywało duża wagę w tej kulturze przykłady:

„Opowiadają, że pewnego razu powtórzył Thorkell swój sen żonie Gudrun.
- Śniło mi się – mówił – że miałem tak dużą brodę, że pokryła cały Breidafjord.
Thorkell prosił, by Gudrun wytłumaczyła ten sen. Gudrun zapytała: - A jak ty sam tłumaczysz go sobie?
- Nie ulega chyba wątpliwości, że znaczy to, iż moja władza będzie się rozciągała na cały obszar Breidafjordu.
- Być może, że tak będzie – odrzekła Gudrun – ale mnie się raczej wydaje, że umoczysz brodę w Breidafjordzie.”

W istocie Thorkell zakończył życie topiąc się w Breidafjordzie, a Gudrun wiedziała o tyym albowiem ona w młodości również miała sny:
„Śniło mi się wiele tej zimy, ale szczególnie cztery sny są przyczyną mojego niepokoju. Nikt nie zdołał mi ich wyłożyć jasno i zadowalająco, a przecież nie wymagam, by mi je wykładano tak, jakbym tego najbardziej pragnęła. Śniło mi się, że stałam nad jakimś stumieniem, miałam na głowie czepek, uważałam, że mi w nim nie do twarzy, miałam wielką ochotę nałożyć inny, ale ludzie odradzali mi, mówili, że nie mam tego robić. Nie usłuchałam jednak ich rady, zerwałam go z głowy i rzuciłam do strumienia. I tu sen się skończył.

Gudrun ciągnęła dalej: - Drugi sen zaczął się tak: stałam nad jakimś jeziorem i miałam na ręku obrączkę ze srebra, była ona moją własnością i bardzo mi się podobała, uważałam, że to cenny klejnot, i myślałam, że będę mogła się nią długo cieszyć. Ale gdy najmniej się tego spodziewałam, spadła mi z ręki do jeziora i nigdy już jej nie zobaczyłam. Wydawało mi się to wówczas stratą bardziej bolesną, niż gdybym w rzeczywistości straciła jakiś klejnot. Potem obudziłam się.

Gudrun opowiadała dalej: - w trzecim moim śnie wydawało mi się, że miałam złotą obręcz na ramieniu, uważałam, że dostałam ją w zamian za straconą srebrną obrączkę. Myślałam, że będę się nią cieszyć dłużej niż poprzednią, choć bynajmniej nie ceniłam jej więcej, jak na ogół ceni się wyżej złoto niż srebro. Potem upadłam i chciałam podeprzeć się ręką, złota obrączka uderzyła przy tym o kamień, pękła na dwoje i krew płynęła z obydwu części. Ogarnęło mnie bardziej uczucie żalu niż straty i przypomniałam sobie, że na obrączce była rysa, a kiedy wzięłam do ręki obydwie cząstki i zaczęłam im się uważnie przyglądać, zauważyłam, że było tam więcej rys. ale mimo wszystko mogła by pozostać cała, gdybym się ostrożniej z nią obchodziła. Tak się sen skończył.

Gudrun mówiła dalej: - a oto czwarty mój sen. Zdawało mi się, że na głowie miałam złoty hełm zdobiony drogocennymi kamieniami. Był jednak bardzo ciężki, tak że z trudem nosiłam go i musiałam mieć głowę pochyloną. Mimo wszystko nie przypisywałam winy hełmowi i nie miałam zamiaru pozbywać się go. Jednak stało się: zsunął się z głowy i spadł w wodę do Hwammfiordu. Potem obudziłam się. Tak więc usłyszałeś wszystkie moje sny.
 
Gest powiedział: - Widzę jasno, co te sny znaczą, lecz tobie wyda się to może nudne, bo wszystkie wyłożę w ten sam sposób. Będziesz miała czterech mężów. Obawiam się, że gdy wyjdziesz pierwszy raz za mąż, nie będzie to małżeństwo z miłości. To, że zdawało ci się, iż miałaś na głowie strój, który cię nie zdobił i nie odpowiadał ci, to znaczy, że nie będziesz go kochała, a że zerwałaś strój i rzuciłaś go do wody, oznacza, że odejdziesz od niego. Mówi się „rzucone do wody” gdy ktoś wyzbędzie się czegoś, a nic w zamian nie dostanie.

Dalej mówił Gest: - W drugim śnie zdawało ci się, że miałaś srebrną obrączkę na ręku. Znaczy to, że wyjdziesz po raz drugi za mąż za wybitnego człowieka, będziesz go kochać, ale szczęście to będzie trwać krótko. Nie zdziwię się, jeśli usłyszę, że utonął na morzu.

…W trzecim śnie zdawało ci się, że miałaś złotą obrączkę na ręku. Znaczy to, że wyjdziesz po raz trzeci za mąż, ale człowiek ten nie będzie twoim zdaniem o tyle przewyższał poprzedniego, o ile złoto jest cenniejsze i trudniejsze do przebycia niż srebro. Przeczucie mówi mi, że w tym czasie nastąpi zmiana wiary i twój trzeci mąż przyjmie nową wiarę, która będzie uchodziła za lepszą i szlachetniejszą. To zaś, że zdawało ci się, że obrączka się złamała poniekąd przez twoją opieszałość i że krew ciekła z rozbitych cząstek, znaczy, że twój mąż zostanie zabity; wtedy dopiero ujrzysz z całą wyrazistością, że były rysy i pęknięcia w waszym małżeństwie.

Gest mówił dalej: - W czwartym śnie zdawało ci się, że miałaś na głowie złoty hełm zdobiony drogocennymi kamieniami i że był za ciężki. Znaczy to, że będziesz miała czwartego męża. Ten będzie wielkim wodzem i będzie napawał cię przerażeniem, hełm grozy wisieć nad tobą będzie. We śnie widziałaś, że hełm spadł w wodę do Hwammfiordu, tak też i mąż twój tam spotka swoje przeznaczenie w ostatnim dniu życia. Oto wszystko.”

Jak widać Islandia i-sen mają z sobą coś wspólnego :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
Jestem w sklepie ze spodniami. Sklep przypomina salę katechetyczną, mieści się w prywatnym domu. Różnego rodzaju spodnie z firmowymi znakami wiszą na ścianach, mają różne kolory i krój, niektóre są bardzo ładne. Kiedy je oglądam zauważam wyeksponowaną starą fotografię. Podpis pod nią brzmi: "Rotfeld nasza pra pra pra babka". Domyślam się, że to żydowski sklepik rodzinny gdzie od pokoleń handluje się spodniami. Kiedy wychodzę ze sklepiku spotykam małą dziewczynkę, która mówi, że mnie kocha i chce abym z nią został. Ma bardzo poważny i smutny wyraz twarzy. Odpowiadam jej, że jest za mała - porozmawiamy kiedy dorośniesz - dodaję widząc jej smutek. Dziewczynka zaczyna płakać mówi, kiedy ja nie potrafię dorosnąć.

Wychodzę, ze szkolnej świetlicy i ze zdziwieniem stwierdzam, że zginęły gdzieś moje buty. Szukam ich bezskutecznie aż w końcu zauważam dziewczynkę wpatrującą się we mnie. Domyślam się, że to ona schowała mi buty - pytam dlaczego to zrobiła. Dalej cię kocham odpowiada czy zostaniesz teraz ze mną? - pyta. Poznaję tą samą dziewczynkę ze sklepu jest starsza o kilka lat. Uśmiecham się i mówię zaczekam, aż będziesz starsza.

Jestem przy jakiejś szkole obserwuję mecz w jakąś dziwna grę. Czuję, że ktoś mi się przygląda. Odwracam się i widzę na dachu szkoły jakąś młodą dziewczynę. Kiedy dostrzega, że na nią patrzę nonszalancko zjeżdża po linie z wystudiowaną swobodą ubiera buty i dołącza się do grających. Gra bardzo dobrze wyraźnie chcąc zrobić na mnie wrażenie. W końcu rozpoznaję w niej tamtą małą dziewczynkę, teraz ma 14 - 15 lat. Podchodzi do mnie i ponawia swoje pytanie - uśmiecham się i mówię, że jeszcze nie jest dorosła.

Jestem w studium nagraniowym wykonuję specjalne nagrania na indywidualne zamówienia. Widzę, że ktoś przygląda mi się przez okno - jakaś dziewczyna na oko 18 letnia stoi z chłopakiem. W jej wzroku widzę coś znajomego. Kiedy wchodzi do studia mówiąc, że chce abym zrobił nagranie jestem pewien, że to ona. Rozmawiamy bez przekonania o tym nagraniu w końcu pyta mnie ze łzami w oczach czy teraz ją pokocham. Mówię jej, że jest piękna i teraz każdy ją pokocha całuje mnie i odchodzi.

Jestem na wsi rozmawiam z cieślami o naprawie stodoły. Dwóch fachowców reklamuje swoje umiejętności mam jednak poważne zastrzeżenia co do ich fachowości - co więcej jestem przekonany, że łgają jak psy. W końcu fachowcy idą sobie a ja przyglądam się stodole zastanawiając się jak się do niej zabrać. Czuję na sobie czyjś wzrok odwracam się i widzę dwudziesto-paroletnią dziewczynę. Jej twarz jest dziwnie znajoma poznaję ją. Rozmawiamy przez chwilę w końcu mówię jej, że jak chce może zamieszkać ze mną o ile nadal mnie kocha.
Moje uczucia się nie zmieniły - odpowiada - przyjdę do ciebie za kilka dni jeśli nie zmienisz zdania.

Siedzę na ganku jest pochmurny dzień przez okno widzę jak z sąsiedniego domu wychodzi jakaś kobieta w ciąży z dziećmi, jej twarz wydaje mi się znajoma. Kiedy przyglądam się jej z drzwi wyłania się druga kobieta bardzo do niej podobna domyślam się, że są siostrami. Ta druga to moja wieczna miłość. Bawię się z dziećmi spacerujemy w końcu wieczorem wracam do domu. Leżąc sobie w pokoju na poddaszu zastanawiam się czy będzie jej się tu podobało. Przylatuje do mnie olbrzymia sowa - mój przyjaciel - z która tu mieszkam rozmawiam z nią bez słów. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnią.

Nie mam pojęcia co może znaczyć ten sen, ale bardzo mnie intryguje.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
przed zaśnięciem skupiłem się na pytaniu, co powinienem robić /jak ćwiczyć aby zwiększyć wyrazistość snów, ich jakość, lepiej je pamiętać i zwiększyć ilość świadomych snów. Zapamiętałem taki sen:

W wyniku jakiegoś zamieszania znalazłem się w stanach. Spotkałem tam wielu Polaków wszyscy byli zagonieni i rozentuzjazmowani tym, że są w stanach i mogą tu nieźle zarobić. Gratulowali mi, że jestem w stanach po czym gdzieś biegli. Zorientowałem się, że raczej nadrabiają miną i żyją jak na haju, ponieważ w istocie nie mieli ani dobrej pracy ani nie zarabiali specjalnie, ciągle jednak mają nadzieję, że im się powiedzie.

Ciągłe zabieganie, skupianie się na sprawach materialnych i napięcie uniemożliwia śnienie przejrzystych snów. Aby sny były wyraziste potrzebujemy się zatrzymać, zrelaksować i skupić na tu i teraz a nie na pogoni za mrzonkami i udawaniu, że jest dobrze. Tak właśnie żyję jak większość śniąc amerykański sen w pogoni za sukcesem i to nie ma sensu.

Później spotkałem jakiegoś murzyna, który też był Polakiem i mieszkał w jakimś bloku. Wyglądał mi na rozsądnego więc powiedziałem mu jak to widzę i spytałem co zrobić aby wrócić do Polski.

Powrót do polski oznacza, otrząśnięcie się z zabiegania i pogoni za mrzonkami, powrót do tu i teraz, osadzenie w realności, spokoju czyli odnalezienie siebie w spokoju.

Murzyn powiedział mi, że jest kilka możliwości; jeśli mam paszport i wizę mogę pójść na lotnisko i zwyczajnie wrócić samolotem. Zastanowiłem się, paszport miałem, ale co do wizy nie byłem pewny. Ponadto załatwianie formalności jakoś mnie zniechęcało. Zapytałem więc o inne możliwości.
Murzyn zaproponował, że załatwi mi bilet w jakimś francuskim biurze podróży i też wrócę tylko, że potrwa to dłużej bo będziemy podróżowali autokarami i zbaczali z trasy na zwiedzanie. Ta opcja miała ten minus, że podróż miała potrwać kilka tygodni co budziło moje wątpliwości.

Następnie spotkałem japonkę, która tu mieszkała i pracowała. Jedliśmy razem obiad i opowiadała mi o pracy w stanach. Mówiła, że pracuje się tu mało wydajnie, zarabia się mało i ogólnie panuje tu zamieszanie, nie to co w Japonii, żałowała wyjazdu z Japonii mówiła, że musi wrócić i zachęcała mnie do wyjazdu do Japonii. Pomyślałem, że ma rację Japonia to jest to i zacząłem zastanawiać się co mógłbym robić w Japonii.
Znalazłem się w Japonii z sąsiadem, który jest doskonałym stolarzem i pracowałem jako jego pomocnik przy naprawie dachu, pracowaliśmy gorliwie, praca sprawiała nam dużo satysfakcji i byłem bardzo zadowolony.

Następnie znalazłem się w czystej przestrzeni, pojawiła się fala energii zmieniając i porządkując moja energię, po tym pojawiła się druga fala energii oczyszczając moją energię i w końcu trzecia fala wzmocniła moją energię.

Znalezienie się w stanach, zamieszanie, rozproszenie i rozkojarzenie z tym związane, zabieganie ilustruje moją sytuację psychologiczna w jakiej się znalazłem i wskazuje na to, że jest to przyczyną małej efektywności śnienia. Nie można się łudzić, że w takiej sytuacji można osiągnąć sukces. Musze wrócić do domu, nie wydaje się to jednak proste. Kiedy zastanawiam się nad tym jak to zrobić pojawia się Japonka, która jeszcze raz wyjaśnia to co podejrzewam i wskazuje na Japonię jako rozwiązanie tej sytuacji. Japonia dla mnie to Zen, dyscyplina, zaangażowanie satysfakcja znajdowana w systematycznej pełnej zaangażowania pracy w jasnym celu. Zastanawiałem się w śnie przez chwilę czy jestem do tego zdolny jednak sen pokazuje mi, że wystarczy tylko zacząć a wszystko potoczy się doskonale pozwalając osiągnąć cel i uzyskać satysfakcję. Następnie otrzymuję konkretna metodę, najpierw klarownie jasno nastawić się emocjonalnie na cel, oczyścić przeszkody i wzmocnić energię. Czyli oczyszczenie musi być ukierunkowane na określony cel, a nie jak moja dotychczasowa koncepcja, że trzeba się oczyszczać a później dopiero określić cel.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
Śniły mi się piękne świetliste zamki, jeden był niebiesko biały - drugi pomarańczowo biały. Ktoś wskazywał mi na nich krzyżujące się linie i wyjaśniał jak bardzo negatywne inklinacje ma symbol krzyża pojawiający się przy różnych okazjach – zaburzają harmonię i pojawiają się w najmniej spodziewanych miejscach. Wprowadzenie symbolu krzyża w przypadkowych przedmiotach i elementach architektury – szczególnie krzyża otwartego jest przyczyną agresji i innych negatywności.
 
Stoję przed wspaniałą świątynią zwieńczoną symbolem kuli. Kolory świątyni są czyste jest ogromna. Spoglądając na kulę doznaje olśnienia, to symbol doskonałości i jedności. Samo patrzenie nań napełnia mnie harmonią i spokojem - czuję się doskonale. Ta scena powtarza się kilkakrotnie.
 
Rzucam na siebie czar odwrócenia zaklęć i mój umysł rozjaśnia się. Znika niepokój i negatywne emocje. Uświadamiam sobie, że ten symbol z gry przez to, że go znam jest dla mnie realny i działa.
 
Studiuje jakąś świętą księgę, mającą w sobie coś z Gity. Książka leży w płynącej wodzie. Skończywszy, wyciągam ją i zamykam. Wiem, że to właściwe, nie chce jednak aby kolega się o tym dowiedział ponieważ wiem, że nie zrozumiał by tego i zarzucił mi nie szanowanie świętego tekstu.
 
Siedzę przy dziwnym pochyłym stoliku i chyba modlę się, ta modlitwa jest syntezą kilku religii; hinduskich, słowiańskich i są tu elementy Chrześcijańskie – wszystko w doskonałej harmonii wolne od sztuczności, form, podziałów - jest to czyste. Jestem ubrany w jasne szaty symbolizujące czystość. Mimo iż nie widzę nikogo wiem, że oprócz mnie jest tu kilka świętych kobiet.
 
Byłem gdzieś w Bieszczadach, chociaż okolica przypominała bardziej Beskid Niski. Była ze mną jakaś dziewczyna – studentka z Wrocławia z którą wcześniej rozmawialiśmy o bezpieczeństwie dworców w różnych miastach. Byliśmy na wycieczce w jakiejś stadninie wraz z grupa ludzi. Stadninę tę prowadził jakiś murzyn w moro, trochę go znałem ponieważ byłem już wcześniej w tym śnie w tej stadninie. Jeździliśmy na jakiś dziwnych fantastycznych ptakach.
 
Zaraz przy wyjeździe ze stadniny był sklepik w którym można było kupić pięć kryształów snu (zastanawiam się czy nie jest to nawiązanie do ziół, które ostatnio pijam). Jeden z tych kryształów był najważniejszy, chociaż dobrze było mieć trzy zasadnicze kryształy, a najlepiej wszystkie pięć. Ja już miałem te kryształy, chciałem jednak kupić jeszcze taki zestaw tej dziewczynie. Niestety po przeliczeniu pieniędzy okazało się, że mogłem kupić jej tylko jeden, co tez uczyniłem.
 
W trakcie tych zakupów ptak zmienił się w konia i pojawiła się jeszcze siostra tej dziewczyny, przez co miałem kłopoty z utrzymaniem się na koniu, ponieważ koń był tak tresowany, że jeśli siadało się z tył to on stawał dęba.
Dziewczyny chciały zwiedzać miejscowe atrakcje więc ruszyliśmy za grupą. Zaproponowałem aby zmienić kolejność zwiedzania i najpierw udać się do wieży uzdrowicieli, która jest bardziej atrakcyjna od wystawy kryształów i tak zrobiliśmy.
 
Wieża uzdrowicieli stała w lesie i należało wyjść na jej szczyt po schodach. Po drodze był włącznik syreny, który nieopatrznie włączyłem, ale nie było z tego żadnej afery. Na szczycie wieży w trakcie specjalnej ceremonii brało się do ust wodę i później wypluwało się ją wraz ze wszystkimi chorobami i zanieczyszczeniami oraz dostawało się uzdrawiającą wodę. Wziąłem w tej ceremonii udział kilkakrotnie.
Ze szczytu wieży uzdrowicieli rozciągał się fantastyczny widok na okolicę. Dziewczyna miała ze sobą kryształ snu, który rozrósł się do dużych rozmiarów, ale nie przeszkadzał. Potem była wystawa kryształów na której można było oglądać duże piękne kryształy. Był to miły sen pełen magii, tajemniczości i piękna.
 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik Zmorą Żyjący czyli Przygody Freskum w świecie snów i paraliżu Freskum 4 375 30 minut(y) temu
Ostatni post: Freskum
  Dziennik snów by Kazuto Kazuto 16 337 Wczoraj, 11:34
Ostatni post: Onejronauta
SSILD - dziennik snów świadomych (szeew1985) szeew1985 24 13,351 11-07-2018, 22:27
Ostatni post: Skipper
  Dziennik snów by Wolfie WolfiePL 1 186 02-05-2018, 14:11
Ostatni post: WolfiePL
Dziennik mych snów powalonych. Shaby Pederastian 24 6,065 06-02-2018, 02:34
Ostatni post: Shaby Pederastian

Skocz do:

UA-88656808-1