Dziennik snów Onejromanty
#21
Dla mnie to oczywiste, że jeżeli rzeczywiście istnieje coś takiego jak niezależna senna " przestrzeń ", która jest niczyja i inni mogą ją odbierać - to ludzie będą widzieli ją różnie, zależnie od pryzmatu ich życiowych doświadczeń. W końcu to nie jest materia, nie ma tam światła dla zmysłu wzroku ani ośrodków dla fal dźwiękowych. To mogą być jakieś formy z niepoznanej formy energii, które nasz mózg tylko nieporadnie stara się przybliżyć do znanych obiektów ze świata fizycznego ( drewna, domu, duchów itp )
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Przeniesione do mapa snu
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Ponieważ wczoraj nie zrobiłem oczyszczenia z wrażeń dnia przez pół nocy dalej pracowałem w sadzie jak za dnia, ale na szczęście nie było to tak męczące jak na jawie. Nad ranem jak to się przewaliło miałem trochę inny sen:
 
Jestem na jakiś bliżej nie określonych studiach. Zaczynam je dopiero i nie bardzo się orientuję we wszystkim. Akademik w którym mieszkam przypomina dom wczasowy w Płoni i jest tam wielu różnych ludzi. Jest mój brat ze swoją rodziną, rodzina ze strony jego żony, różni znajomi i osoby zupełnie mi nie znane.
Właśnie dowiaduję się od brata, że mieliśmy mieć rano jakieś zajęcia, ale nie ma już szans na nie zdążyć więc odpuszczam sobie, natomiast brat idzie. Ja kręcę się po akademiku i próbuje znaleźć kogoś, kto by znał plan lekcji mojej grupy. Spotykam siostrę, która mówi, że następne zajęcia mamy dziś dopiero wieczorem. Rozmawiamy chwilę o tym po czym idę dalej.
W innej Sali spotykam bratową. Jest z nowym pieskiem znajdą, piesek jest malutki i bardzo wesoły, żartuję sympatycznie na jego temat. Wchodzi mama bratowej, więc zachowuję się grzecznie, wymaniam parę uprzejmych uwag i idę dalej.
W kolejnej sali widzę ludzi ubranych w kimona. Dowiaduję się, że są to studenci akupunktury z mistrzem. Kiedy się o tym dowiaduję zastanawiam się czy mógłbym zapytać ich o zdrowie i o zioła, ale mistrz mnie onieśmiela bo nie wygląda na sympatycznego. Mistrz gdzieś wychodzi zostaje dwóch studentów, którzy suszą zioła w piekarniku. Jest też ktoś z mojej grupy, kto pyta mnie o plan zajęć jaki mam. Odpowiadam, że jesteśmy w jednej grupie więc mamy taki sam, ale jaki to nie wiem. Następnie zagaduję studentów akupunktury o zioła, ale kiedy zastanawiam się jak sformułować pytanie budzę się.

Te studia to jest to forum gdzie próbuję uczyć się metod rosyjskiej szkoły śnienia, ponieważ dla mnie to nowość więc nie orientuję się w niczym. Akademik z różnymi pokojami to działy forum gdzie są różni ludzie. Nie ma zajęć bo czekam na tekst o mapach snu, chodzę tak sobie bo poznaję dopiero forum.
 
Ponieważ dziś leje więc nie będzie pracy w sadzie po śniadaniu położyłem się spać i spałem do południa, miałem kilka dość rozbudowanych snów. W jednym na początku widziałem wiele run, następnie znalazłem się nad morzem. Było tam wielu ludzi, pływaliśmy i bawiliśmy się nieźle dopóki nie pojawiły się wredne syreny i nie zaczęły wciągać nas na dno. Próbowałem ratować ludzi i walczyć, ale na próżno poszedłem w końcu na dno z wszystkimi. Okazało się, ze jak syreny dociągają ofiary do dna, wpasowują się każda w swoją jamkę i zaczynają hibernować. Natomiast my znaleźliśmy się w Walhali. Tam już był cały fabularny film, ale większości nie zapamiętałem :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Jestem kimś w rodzaju Jedi, następcą starego mistrza. Po jego odejściu potężny rycerz kroczący ciemną stroną mocy chcąc nas zniszczyć i zaczął nas tropić.
Ponieważ nie byłem jeszcze gotowy z nim się zmierzyć ukrywaliśmy się doskonaląc nasz kunszt. Wiedzieliśmy jednak, że władca ciemności może nas w każdej chwili wytropić i że nie mamy ani chwili do stracenia. Przenosiliśmy się z miejsca na miejsce w największej konspiracji czując, że zły rycerz jest coraz bliżej i starcie jest nieuniknione.
Kiedy ćwiczyliśmy fechtunek w zakonspirowanej sali treningowej poczuliśmy, że władca ciemności jest tuż tuż – moi towarzysze kazali mi uciekać z pierścieniem i mieczem mistrza, podczas gdy sami zobowiązali się opóźnić pościg najdłużej jak potrafią.
Uciekłem z towarzyszącą mi dziewczyną słysząc za plecami pogróżki i szyderstwa czarnego rycerza. W końcu czarny rycerz osaczył mnie i wyzwał do walki.
Mimo iż dalej nie czułem się gotów, stanąłem do walki obiecując sobie dać z siebie wszystko. Towarzysząca mi dziewczyna zachęcała mnie do uwierzenia w siebie i dumnego stawienia czoła wrogowi.
Nałożyłem pierścień mocy, symbol tego iż jestem mistrzem i wydobyłem z futerału naładowany przez starego mistrza mocą miecz i odważnie stanąłem do walki. Czarny rycerz zbladł i w jego sercu pojawiła się trwoga, wymierzyłem w niego miecz druzgocąc jego moc i butę. Wybacz - powiedział - pokonałeś mnie. Nie wiedziałem, że stary mistrz napełnił mocą te artefakty. Spojrzałem na czarnego rycerza i zobaczyłem go słabym nie stanowiącym już żadnego zagrożenia. Wiedziałem, że już nigdy nie odważy się rzucić nam wyzwania.
Kiedy odszedł pojawił się stary mistrz, wyrażając swoją aprobatę. Poprosiłem go aby jeszcze wzmocnił moc moich insygniów. Mistrz uśmiechną się i jego postaci wypłynęły płomienie napełniając pierścień i miecz.
 
Jestem gdzieś na wschodzie, w jakiś górach, tam gdzie mieszka Bohdan. Sen wygląda jak typowe moje ld jest stabilny, jest w nim dużo światła, dominuje tu biel. Pierwszej części snu nie pamiętam za dobrze, jakoś tam się dostaliśmy z Andrzejem? Bartkiem? Obydwoma? W każdym bądź razie Bohdan robi jakąś dziwną ceremonię ofiarną. Przygotowuje jedzenie, jakiś ryż, ciastka, układa w trzech miseczkach, które ustawia na tacce. Okrąża z tą tacka pomieszczenie przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, zatrzymując się na chwilę przed każdym z uczestników. Kiedy zatrzymuje się przede mną, te trzy miseczki zsuwają się z tacki i ładnie w rządku ustawiają przede mną. Jestem zażenowany i myślę, że to moja wina, ze te tacki się zsunęły, próbuje je uporządkować i kładę ponownie na tackę Bohdana, ale on nie denerwuje się, mówi tylko, że ma kolegę, który wszędzie dopatruje się znaków i wszystko interpretuje, miałby wiele do powiedzenia na temat interpretacji tego zdarzenia. Odpowiadam, ze też mógłbym je zinterpretować.
 
 Jakiś czas temu również śniłem sen o tych okolicach i był on bardzo wyrazisty i dobrze go zapamiętałem, był to sen pełen mocy w którym oczyszczałem dom Bohdana, było tam też wielu szarlatanów jak i ludzi, którym wydawało się, ze to potrafią, którzy mi przeszkadzali, ale i tak udało mi się zharmonizować i wzmocnić chi w całym domu.
 
Były też Jakieś klarowne dość rozbudowane i spójne zielone pozytywne sny, ale po przebudzeniu całkiem uleciały, choć budząc się chciałem je zapamiętać bo wydawały mi się interesujące. Był też jakiś sen o oraniu pola, co dawniej było łatwe, a teraz trudne i nie wiadomo jak się do tego zabrać.
 
Obudziłem się spokojny, ale kiedy później medytowałem przez kwadrans jak to mam we zwyczaju, zauważyłem, ze jednak jest we mnie wiele napięć i trochę niepokoju, które w rozpuszczały się w medytacji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Prowadzę z siostrą sklepik naprzeciw papierniczego. Nie wiem czym tam handlujemy, ale interes wydaje się słabo iść. Problemem jest taż to, że siostra zwyczajnie olewa pracę. Siedzę więc sam w ogromnym sklepie i czekam na klienta, ale nikt się nie zjawia. Wychodzę przed sklep. Na chodniku dziewczynka z psem, robi występ a ludzie rzucają monety. Wydaje mi się, że wśród obserwujących jest mój dawny kumpel, ale nie widzę wyraźnie twarzy więc nie jestem pewien. Opieram się o słup ogłoszeniowy i przyglądam się mu, ale nadal nie jestem pewien czy to on. Myślę: „Jeśli to on to powinien mnie poznać, ale z drugiej strony czy ma to teraz znaczenie skoro nasze drogi dawno się rozeszły”.
Wracam do sklepiku gdzie nadal żywego ducha. Wkurza mnie, że siostra olewa sprawę bo pasowało by mi gdzieś wyskoczyć na chwilę, ale nie mogę bo może się zjawić klient. Przychodzi znajomy i mówi, że jadą do Rzeszowa. Chętnie też bym się wybrał więc pytam kiedy i jak. Okazuje się, że ma być jakiś konwój karetek i można się tam załapać rejstrując się w necie. Wybrał bym się, ale okazuje się, że siostra już się zarejestrowała więc ja nie pojadę bo będę musiał zajmować się sklepem jestem wkurzony na nią a co za tym idzie na wszystkich.
 
W innym śnie rozmawiałem z moim znajomym lekarze akupunktury. Był u mnie w domu i chciałem się z nom umówić na wizytę i badanie, chciałem też by zbadał moją mamę skoro już tu był. Niestety rozmowa nie kleiła się i ciężko się było dogadać. Pomyślałem, że pewnie myśli, że ja chcę aby zrobił to za darmo po znajomości więc powiedziałem mu, że oczywiście będę mu płacił jak każdy inny, ale on dalej coś mętnie mówił i ogólnie nie mogliśmy się dogadać.

W kolejnym śnie byłem w jakiejś nie znanej mi miejscowości na północnym zachodzie, było tam ładnie, dużo zieleni, piękna pogoda, wokół natura. Też przewijał się lekarz akupunktury ten sam co w powyższym śnie, gdzieś jeździłem samochodem, ale dość słabo to pamiętam – sen był raczej spokojny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Wczoraj miałem męczący i do tego stresujący dzień na koniec zasnąłem oglądając film, sny miałem więc chaotyczne i słabo je pamiętam. Ponieważ jednak musowo trzeba coś zapisać w dzienniku snów jak podaja księgi więc piszę :-)

W jednym śnie zmuszono mnie do walki. Nie chciałem walczyć, ale nie było wyjścia i ku mojemu zdumieniu szło mi bardzo dobrze i zwyciężyłem więc myślę, że to był dobry sen :-)

Pamiętam, że w innym śnie nad czymś deliberowaliśmy i było to wciągające, ale o co chodziło nie mam pojęcia. Był jeszcze jakiś sen i nawet coś pamiętałem, ale kiedy wstałem uleciało mi.
Obudziłem się z napięciami i niepokojem dopiero po pól godziny medytacji doszedłem do siebie więc dobrze by było dla odmiany dziś się nie stresować :-)

Wniosek: jak się chce pamiętać sny to nie zasypiac przy oglądaniu filmu :))
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Wczoraj, po przeczytaniu tekstu o mapach snu, zastanawiałem się nad zamierzeniem śnienia o drewnianym domku, ale nie widziałem na to szans jako, że po całym dniu stresu i ciężkiej pracy, rano malowanie, potem sad padłem wieczorem obolały bez ducha.

Z nocy zapamiętałem jeden wyraźny sen. W tym śnie było dużo światła jak w moich najlepszych ld i był dość trwały, tyle, że absolutnie nic się w nim nie działo. Siedziałem sobie błogo zadowolony i patrzyłem na drewniany domek babci, gdzie panował całkowity bezruch, nie było nikogo. Pewnie gdzieś tam czaiły się duchy bo w atmosferze było coś z jednego dawnego snu o tym domku, tam też była taka leniwa letnia atmosfera a duchy ukrywały się pod innymi postaciami zanim zaatakowały, ale tu ich nie było, myślę, że to światło je powstrzymywało.
To mi przypomina jeszcze jedno stabilne wyraziste ld z tego miejsca w którym najpierw poszedłem do sąsiada na wschód (senny kierunek bo realnie to południe) i uzdrawiałem go a potem poszedłem do sąsiada na zachodzie gdzie oczyszczałem dom energią ld. Te światła w tamtych ld jak i to którym rozpuściłem ducha w innym ld przypominało światło z tego snu, choć pod spodem było to leniwe światło z ukrywających się duchów.

Obudziłem się obolały i spięty do tego zdecydowanie za wcześnie, zastanawiałem się co tu zrobić. Zażyć hydroksyzynę, albo walerianę? Siadłem i zrobiłem sobie 15min medytację i o niebo lepiej, ale jeszcze nie dobrze więc zdecydowałem się na kolejną po tej już było całkiem dobrze więc położyłem się by sobie dospać.

Po chwili znalazłem się w scenie z filmu „Ucieczka z kina wolność”, którego kawałek widziałem kilka dni temu. Też zakład psychiatryczny, podobny absurdalny klimat tylko ludzi niewielu. Najpierw sprzeczałem się o coś z ojcem co mnie zestresowało a potem przyszedł dyrektor tego zakładu, którym w moim śnie był Kłosowski i też zaczął się awanturować. Ogólnie to pomieszczenie, miało coś z mojej sypialni choć wyglądało ja sala z filmu. Na środku był stary dywan, który tam położyłem bo podłoga była brudna a na tym zielonym dywanie stał fotel i było to całkiem miłe. Kłosowski o to się awanturował i wydzierał tak się wkurzyłem, że wybiłem się ze snu.
 
Po chwili znalazłem się przy domku babci, był piękny słoneczny dzień, trawa była soczyście zielona. Siedziałem na schodach i syciłem się tym widokiem. Kiedy tak się przyglądałem zauważyłem, że na trawie odciśnięte są koleiny od kół samochodu psując symetrię. Wstałem i ruszyłem w tamtym kierunku aby się przyjrzeć i wówczas ktoś się tam potknął i wywrócił. Kiedy zbliżyłem się do niego by mu pomóc ze zdziwieniem stwierdziłem, że to ja. Kiedy spojrzałem dalej na zachód zobaczyłem piękną wiatę pod siatką. Miała dwie ściany z ładnych deseczek, wsparta na beleczkach miała blaszany dach. Podłogą była czarna ziemia, ale czyściutka i równiutka – bez wątpienia było to najbardziej zadbane miejsce w całym gospodarstwie. Pod wiatą stał długi stolik, przy którym siedziała jakaś kobieta i zrelaksowana paliła papierosy. Poszedłem tam bo myślałem, ze to moja mama, poza tym było to najprzyjemniejsze miejsce. Kiedy usiadłem tam straciłem pewność co do tego, ze to moja mama bo mimo iż tak czułem, kobieta ta była o wiele młodsza i wyglądała zupełnie inaczej, biła od niej pewność siebie i charyzma.

Dalej jestem przy domu babci i maluję murek białą farbą, farba jest zdecydowanie za gęsta, a murek nierówny więc męczy mnie to, obok szwenda się ojciec i to mnie dodatkowo stresuje (odbicie wczorajszego dnia) w końcu ojciec gdzieś znika a ja dalej się męczę. Kiedy tak maluję zaczynam rozmyślać tak jak na jawie przy zbieraniu porzeczek czy innej monotonnej pracy. Zastanawiam się czy to czego doświadczam jest snem. Oczywiście wiem, że nie jest to jawa, ale jest to niestabilne, wiem że łatwo mógłbym się z tego wybić czy cokolwiek zmienić, albo mógłbym przenieść się w inną scenę, więc choć nie czuję ciała i jestem zaangażowany w akcję to pewnie są omamy hipnagogiczne w które łatwo wsiąknąć nad ranem.
 
W końcu udaje mi się skończyć malowanie murka i kiedy wstaje zauważam okno przesłonięte dzikim winem. To mnie intryguje bo wiem, że na tej ścianie nie powinno być żadnego okna. Przyglądam mu się, jest stare w lewym górnym segmencie ma pękniętą szybkę. Otwieram je i widzę wewnętrzny segment otwierający się do wewnątrz a za nim ciemność – chyba zamurowane. Wiercę mały otworek w rogu i zaglądam do środka. Widzę moją sypialnię, która jest tam w rzeczywistości i wygląda tak samo. Widzę ją zdeformowaną jak przez wziernik w drzwiach. Obchodzę dom i wchodzę do sypialni, podchodzę do ślepej ściany i ostrożnie zdejmuję tynk odsłaniając okno. Jest stare więc zaczynam go malować. Mam takie nowoczesne urządzenie, że tylko wodzę wzdłuż malowanej powierzchni a farba rozchodzi się po niej równo pokrywając ścianą. Szybko pomalowałem okno i włączyłem lampę uv bo farbę mam nowoczesną światło utwardzalną. Tak samo maluję wewnętrzny segment. Wychodzę na zewnątrz aby pomalować okno z zewnątrz i ze zdumieniem stwierdzam, że okno zniknęło jest tylko lita ściana jak na początku, staje się dla mnie jasne, że ono zamanifestowało się tylko po to by się odnowić.

Obudziłem się bardzo zaspany bo i długo nie drzemałem, ale czułem się dobrze nie tak obolały jak przy wcześniejszej pobudce i bez tych przykurczów i napięć. Oczywiście czuję w mięśniach wczorajszą pracę, ale w granicach do wytrzymania :-)

Ogólnie to sukces bo udało mi się zrealizować zamierzenie o śnieniu o moim domku duchów i oczyszczaniu go :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Koło południa ogarnęła mnie nieprzeparta senność więc się położyłem chcąc zastosować Onejromancję by ustalić przyczynę mojego stresu. Zasypiając próbowałem jeszcze oczyszczać sypialnię runami, ale zaraz mi się film urwał i już stałem na środku sypialni a z runy płynęło światło oczyszczając sypialnię.

Zacząłem tańczyć wirując i znalazłem się przed ogólniakiem gdzie kontynuowałem swój taniec, ktoś podszedł do mnie i dał mi duża runę bym z nią tańczył, znów zacząłem wirować i znalazłem się w ogrodzie koło domu tańcząc i oczyszczając wszystko światłem runy. Pojawił się mój ojciec więc oczyszczałem go światłem runy, ale co dziwne kiedy wirując przeszedłem do innego snu on również tam się znalazł. Wówczas doznałem olśnienia i stało się dla mnie jasne, ze to on jest źródłem mojego stresu bo działa przez niego jakiś duch. Skierowałem na niego moc runy i gdzieś zniknął a ja znalazłem się w korytarzu przed jego gabinetem, popatrzyłem na gabinet i kolejne olśnienie – w moim domu tez są miejsca gdzie manifestują się demony to właśnie ten korytarz i gabinet. Korytarz był mroczny, ale teraz nie było tu duchów.

Znalazłem się na innym korytarzu, gdzieś na poddaszu przy jakimś strychu (u mnie w domu czegoś takiego nie ma, był to jakiś duży drewniany dom, ale miał coś w nastroju z mojego domu) i nie trzymałem już runy, ale krzyż egipski. Próbowałem go osadzić w podłodze bo ktoś tam zamieszkał i ten krzyż miał odwrócić wszelkie negatywne wpływy. Podłoga była zakurzona, ze starych desek, na środku kilku desek brakowało, więc umieściłem tam krzyż na jakiś drewnianym pręcie i zaczął on oczyszczać pomieszczenie.

Znalazłem się w ogólniaku przed salą gimnastyczną. Odbywała się tu jakąś duża impreza, jak studniówka, kiedy szedłem do drzwi z powoli posuwająca się kolejką, zauważyłem przy drzwiach bramkarzy. Jednego znałem z dawniejszego snu to potężnie zbudowany blondyn z kręconymi włosami, przypominający marynarza. Usłyszałem, że muszą ustalić kto nosi przy sobie oko Udżat lub oko Horusa i policzyć ilu jest takich ludzi. Przypomniałem sobie, ze ma to jakiś związek z badaniami snów robionymi przez jakiś gangsterów, ale przypomniałem sobie też, że przecież ja mam przy sobie oko Udżat a za późno aby się wycofać więc mnie capną. Miałem tylko nadzieję, że zaprowadzą mnie do szefa bo to ja pomagałem opracować te badania więc mnie puszczą. Oczywiście capnęli mnie i zaprowadzili do szefa i szef uwierzył, ze to w ramach eksperymentu i nie należę do loży Udżat, ale nie byłem pewny czy mi do końca dowierza. Coś się tam jeszcze działo, ale zacząłem się budzić i mi uleciało.

Sen płytki, wiedziałem, że śnię, ale wciągał mnie, było tam dużo emocji, skupiałem się na oczyszczaniu stresu i zapamiętaniu go jako iż był to planowany sen onejromantyczny więc wszystko w nim ważne było. Wyjaśnił mi kilka rzeczy, choć niektóre nie są jasne np. o co chodziło z tymi co nosili oko Udżat i dlaczego chciano ich wyłapać?

Tego dokładnie nie zapamiętałem, wiem tylko, że oni tworzyli swoją bańkę snu, pole mocy w śnie i przez to mogli stanowić zagrożenie dla rządzącej tam ruskiej mafii. Mafia chciała zbadać ilu ich jest i jak są zorganizowani i czy stanowią dla niej zagrożenie, ale jaki to ma związek z moim stresem? Może powinienem zacząć nosić oko Udżat lub oko Horusa jak w tym śnie aby pozbyć się stresu?

Ten sen też jest sukcesem bo zbadałem kawałek mapy, więc zamierzenie znów się powiodło.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
Wcześniej miałem jakieś sny, które bardzo słabo zapamiętałem, potem pojawił się sen po którym się obudziłem:

Jestem w jakimś mieście. Przyjechałem tu z jakąś delegacją, ale zaraz po oficjalnych powitaniach odłączyłem się. Miałem się opiekować jakimś chłopakiem, ale ten zaraz gdzieś pobiegł. Pobiegłem za nim i cudem nie rozjechał mnie maluch, więc zwiększyłem ostrożność. Po przejściu szerokiej drogi dotarłem na dworzec. Chłopak, za którego odpowiadałem stał w kolejce do kasy, więc poszedłem do kiosku. Tu również długo stałem w kolejce tak, że kiedy przyszło do kupowania zapomniałem co miałem kupić. Sprzedawała moja znajoma więc głupio było, powiedziałem po chwili, że potrzebuję paczkę zapałek. Dostałem mała paczkę, gdzie było z sześć pudełek i zapłaciłem 20 złotówką. Sprzedawczyni spytała czy nie mam drobnych wiec wyciągnąłem plik z kieszeni, ona coś tam powybierała i poszedłem. Odchodząc od kasy zorientowałem się, że grubej gotówki tez mi nie oddała więc w sumie zapłaciłem za tę paczkę strasznie dużo i miałem wątpliwości czy mi starczy na bilet powrotny. Znalazłem w kieszeni jakieś banknoty więc pomyślałem, ze powinno starczyć a jakby co to pożyczę i jakoś będzie.
Wróciłem na dworzec. Dalej stała tam kolejka. W przejściu przepychałem się z jakimiś skinami, ale nie było problemu. Chciałem się zorientować jakie mam połączenia, ale było za dużo ludzi. Sprzed dworca wzięli mnie jacyś ludzie do samochodu i opowiadali mi o sekcji karate w tym mieście ja w rewanżu opowiadałem o naszej sekcji, zawodnikach osiągnięciach itd. W tym momencie to miasto przypominało Sanok a raczej ta część miasta przez którą jechaliśmy. Dworzec przypominał nieokreślone miasto na północy – w sumie miasto było nieokreślone. Chciałem przyjrzeć się miastu więc poszukaliśmy jakiegoś wysokiego punktu. W końcu coś takiego znalazłem i zacząłem rozglądać się. Miasto mimo, że wydawało się miasteczkiem ze względu na zabudowę ciągnęło się po horyzont. Dość długo się przyglądałem próbując je ogarnąć. Pojawiła się przy mnie jakaś dziewczyna i zaczęła wyjaśniać, że południe miasta zostało przebudowane i jest nowoczesne, ale reszta jest stara. Pokazała mi mapę. Całą mapę zajmowało miasto na południu był biały prostokąt i to była ta odnowiona część miasta. Za nim na południe stały trzy ogromne budynki, jednym z nich był stadion i on był dumą tego, kto nas zaprosił do tego miasta. Mieliśmy przede wszystkim oglądnąć ten stadion i sąsiednie obiekty sportowe, ale ponieważ od razu pobiegłem na północ odłączając się od delegacji nie zobaczyłem go. Studiowałem mapę do przebudzenia.
 
Jak widać znów powiodło się zamierzenie snu i poznałem ważny kawałek mapy snów czyli miasto. Miasto intrygowało mnie od kilku dni i nadal nie wszystko jest jasne, ale ogólnie na podstawie dawnych snów wydaje się, ze jest zlokalizowane na zachód od mojego domu i potrafi się ciągnąć i ciągnąć. To na pewno było na zachód.

Potem jeszcze drzemałem ale sen był płytki a sny niestałe, niewyraźne trudne do zapamiętania.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Nad moim łóżkiem wisi piękna tablica z chińskimi napisami. Z jej prawej strony znajdują się pióra i łapacz snów w centrum duży kryształ górski i coś jakby ołówek naładowany silna bordową energią. Całość jest jakby czymś w rodzaju sztandaru, centrum mocy, centrum siły, na który składa się wiążące przysięgi czego nikt nie może zlekceważyć.
Pojawia się AW demoluje mi łóżko i ogólnie zachowuje się wrednie. Zaczyna opowiadać gdzie on to nie był, co nie robił i mówi, że ma centrum mocy. Pokazuje mu przedmiot nad łóżkiem i mówię, żeby spadał bo jak widzi ja mam swój sztandar.

Rura mu mięknie, chytre oczka zaczynają biegać, widzę w nich zawiść, chęć zdyskredytowania tego, ale uświadamia sobie, że to niemożliwe. W związku z tym mówi, że powinniśmy współpracować i nawzajem się szanować. Wiedząc, że mu nie ufam mówi, że złoży przysięgę na mój sztandar tylko żebym go gdzieś tam przyniósł. Wybucham śmiechem mówiąc: - psie jeśli chcesz dostąpić zaszczytu złożenia przysięgi na ten sztandar to klękaj tu i uczyń to tu i teraz. Obaj wiemy, że ten sztandar jest potężniejszy i czystszy od tego który ty w swej pysze wyłudziłeś kierując się niegodziwymi intencjami i tylko dlatego to zaproponowałeś.

AW próbuje się tłumaczyć ile poświęceń i trudów kosztowało go zdobycie swojego sztandaru więc liczył na władzę i prestiż jaki przez to osiągnie, liczył na to, że zostanie tu szefem, więc kiedy zobaczył, że jestem strażnikiem potężniejszego sztandaru to nerwy mu puściły.
Odpowiadam, że nie tylko on poniósł wyrzeczenia, Wojtek przez trzy miesiące wędrował przez lasy Birmy - mówiąc nawiązując do pewnego dawniejszego snu. Mój sztandar jest sztandarem samoobrony, przybył tu by chronić ubogich, ten sztandar to stalowa pięść chroniąca serce pełne dobroci.

Gdzieś na wschodzie?
W kolejnym śnie stałem z jakąś kobietą w pomieszczeniu w którym wznosiły się dwie czarne kryształowe płyty. Była to sala prawdy. Objaśniałem jej jak to działa; te kryształy reagowały na myśli i emocje osób zbliżających się do ścian. Jeśli ich emocje były czyste wolne od fałszu i negatywności, kryształy zaczynały jaśnieć emanując czystym, jasnym, przyjaznym światłem. Kiedy jednak w umysłach zbliżających się ludzi pojawiały się wyrachowanie, egoizm, fałsz, ściany ciemniały i stawały się niebezpieczne. Jeśli taka osoba nie wycofała się ginęła. Tłumaczyłem, że poddanie się próbie jest kwestią wyboru nikt do niej nikogo nie mógł zmusić jeśli jednak ktoś zły chciał do końca trwać w swoim kłamstwie i uporze sam ponosił odpowiedzialność za efekty tego.
Bolałem przy tym, że tak wielu ludzi ma w sobie tyle zła zakłamania i buty, że do końca wierzą iż uda im się oszukać ściany prawdy.
 
Widziałem też mój turkus we śnie i awatara @[b]Nalewa.[/b] Rano śniło mi się, że maluję białą farbą, najpierw malowałem ścianę w kuchni a potem różne dziwne rzeczy w końcu wszystko stało się bielą. Było przyjemnie tak sobie leniwie leżeć w tej bieli, ale zadzwonił budzik i niechętnie musiałem się obudzić.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  DZIENNIK SNÓW ? pajak.sen 0 7 14 minut(y) temu
Ostatni post: pajak.sen
  Dziennik snów Aylo Aylo 3 100 21-09-2018, 21:23
Ostatni post: Aylo
  Dziennik snów by Kazuto Kazuto 39 1,328 21-09-2018, 06:19
Ostatni post: Kazuto
  Kys - Dziennik snów Kys 9 305 20-09-2018, 12:08
Ostatni post: Kys
  Dziennik Zmorą Żyjący czyli Przygody Freskum w świecie snów i paraliżu Freskum 50 8,512 10-09-2018, 17:52
Ostatni post: Onejronauta

Skocz do:

UA-88656808-1