Dziennik snów Onejromanty
#11
Zainspirowany snem o świątyni kul, usiadłem rano na łóżku opierając się o ścianę i zacząłem sobie wyobrażać wysoko przed sobą błękitną kulę, relaksując się. Nastawiłem zegarek aby zadzwonił za 15 min. Początkowo trudno mi było utrzymać wyobrażenie kuli, ciągle przesłaniała ją mgła, ale nie przejmowałem się ani nie wysilałem. Spokojnie próbowałem utrzymywać wyobrażenie kuli. Po chwili poczułem jakby mi ktoś z głowy ściągnął przyklejoną pajęczynę i w tym momencie poczułem się lepiej, a wyobrażenie stało się bardziej wyraziste. Po pewnym czasie poczułem jak ogarnia mnie przyjemne wyciszenie, znów po jakimś czasie,  jak znikają napięcia wokół głowy i tak coraz głębiej i głębiej przyjemnie się relaksowałem. Pod koniec mgła zniknęła i było jakbym widział kulę na podświetlonym, papierze. Po 15min kiedy przysypiałem zegarek zaczął pikać więc zakończyłem medytację zauważyłem, że czuję się spokojny, pogodny i zrelaksowany, super tak jak mówi sen, kula harmonizuje :-)

Kilka godzin później znów zrobiłem tę medytację z kulą i odczucia na początku były zbliżone. Też po jakimś czasie ta „pajęczyna” zaczęła odchodzić choć było jej zdecydowanie mniej, potem napięcia zaczęły się rozluźniać i tez ich było mniej. Potem zrobiło się ciekawie bo ta błękitna kula zaczęła mnie wciągać jakby w inny wymiar ciszy, przejrzystości, głęboki stan medytacyjny i trwało to do momentu aż zadzwonił zegar więc powoli wróciłem do zwyczajnej świadomości.

Wieczorem zrobiłem medytację kuli po raz trzeci. Jako, że po południu nagoniono mnie do pracy na działce, wieczorem byłem tak zmęczony i obolały, że ledwo dowlokłem się na górę. Kiedy zamknąłem oczy i zacząłem się obserwować pomyślałem, że mam tyle napięć, że nie ma dziś szans na nic, ale postanowiłem spróbować sennej medytacji. O dziwo podobnie jak w dwu poprzednich razach stopniowo rozpuściła ona napięcia w moim ciele i umyśle, a później zacząłem czuć, ze się rozszerzam, rosnę, staję coraz większy i pojawiły się symptomy właściwej medytacji tak jak podane są w „Sekrecie złotego kwiatu” po kwadransie zadzwonił zegarek i stopniowo wyszedłem z medytacji czując się całkiem dobrze :-)





 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Stałem z dwoma znajomymi jednym był chyba mój brat drugim sąsiad na pięknej kolorowej leśnej polanie i uświadomiłem sobie, że śnię.

Mówię sąsiadowi, że to sen i zaczęła się rozmowa. Zacząłem tłumaczyć mu czym jest świadomy sen i co można w nim robić, latałem i robiłem różne rzeczy - wtedy on poprosił mnie abym nauczył go jakiś użytecznych rzeczy. Zastanowiłem się co mógłbym go nauczyć w czasie jednego snu i zacząłem mu wyjaśniać wpływ świadomych snów na psychikę. Powiedziałem mu, że dziś skupimy się na jednej rzeczy a mianowicie na wizualizacji w LD. Wyjaśniłem mu, że na jawie wizualizacje są trudne wymagają wielu wysiłku, a efekty są mało widoczne, natomiast w LD jeśli rozpoczniemy intensywna wizualizację i przekroczymy pewien próg koncentracji wizualizacje stają się stabilne i wywierają wyraźny wpływ na śniącego, można też od razu kontrolować ich efekt.

Tłumaczenie było bardzo szczegółowe obejmowało różne aspekty wizualizacji i różne techniki w końcu przeszliśmy do ćwiczeń praktycznych.
Zacząłem tworzyć kule światła polecając badać mu ich strukturę i wpływ na sen i jego psychikę, potem uczyłem go tworzyć takie kule - kiedy już załapał poleciłem mu dalej ćwiczyć samodzielnie. Na zakończenie stworzyłem jaskrawą kulę energii skumulowałem w niej dużo energii i pozwoliłem jej wpłynąć w jego trzecie oko co miało ułatwić mu osiąganie LD i pracę z nim.

Kiedy przekazywałem tą kulę sen rozpuścił się w światło i odpłyną a ja znalazłem się w przestrzeni między snami. Mogłem wrócić do snu, albo poszukać innego, doszedłem jednak do wniosku, że powinienem się obudzić bo inaczej mogę całkowicie zapomnieć ten sen - tak więc zrobiłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
Dziś koło dziesiątej poczułem znużenie więc postanowiłem się położyć i zdrzemnąć ćwicząc WILDA. Skupiłem się na świadomości ciała. Początkowo było wiele napięć więc stopniowo przesuwałem świadomość z jednej części ciała na drugą aż po pewnym czasie poczułem, że jakoś uwolniłem się od napięć i leże sobie komfortowo na plecach nie doświadczając już napięć w ciele, moja świadomość stopniowo zaczęła się zatrzymywać i zacząłem zapadać w drzemkę – po 20min zaczął pikać zegarek i wybił mnie z tego stanu.

Nastawiłem znów na 20min i tym razem położyłem się na boku w pozycji lwa. Wolnienie ciała od napięć teraz poszło mi dość sprawnie i nawet zdziwiłem się nieco, że tak szybko mogłem osiągnąć komfort w tej pozycji. Stopniowo przeniosłem uwagę z ciała na oddech i zauważyłem, ze świadomość zaczyna mi pływać i rwać się tak, ze zapadam raz po raz w drzemkę.
Po chwili wybiło mnie machnięcie maczetą jakie wykonałem moim sennym ciałem, bo aż drgnęła mi ręka, potem ciemność i jakieś nieokreślone rzeczy.
W pewnym momencie zobaczyłem wyraźnie moje dłonie, były jakby mokre, pokryte czymś wilgotnym. Wpatrywałem się w nie przez jakiś czas po czym spontanicznie zacząłem powtarzać: „Widzę moje dłonie we śnie i wiem, że śnię”. Dość długo przypatrywałem się moim dłoniom, po czym nagle znalazłem się w jakimś starym, nie znanym mi domu, było tam mroczno, czułem niepokój, przewijały się tam jakieś osoby. Pomyślałem: dlaczego znalazłem się w tym domu, co tu robię? Nie podobało mi się to miejsce, ale pozostawałem w nim przez jakiś czas w nadziei, że coś się wyjaśni.
Znów zmieniła się scena: nosiłem gałęzie na podwórku, zastanawiałem się co z nimi zrobić, to było męczące. Po chwili zdecydowałem się, ze ułożę je w rogu. Kiedy położyłem te gałęzie poczułem ulgę i pomyślałem, że niepotrzebnie się tym przejmuję. Te sceny, obrazy z krótkimi akcjami, miały związek z napięciem, które odczuwałem i którego nie mogłem do końca się pozbyć. Moja świadomość raz po raz odpływała tak w drzemkę a kiedy sobie to uświadamiałem próbowałem sprowadzić ją do ciała i utrzymać tam, ale było to coraz trudniejsze. Te próby utrzymania świadomości wybiły mnie ze snu więc po chwili pomyślałem, że zobaczę ile czasu mi pozostało czy warto kontynuować. Okazało się, że zostało mi ok. pól minuty więc zacząłem oddychać głęboko by się wybudzić i wstałem. Drzemka pomogła uwolniłem się od senności i zmęczenia.

Ok. 17 po piwku poczułem senność więc pomyślałem sobie, że się na chwilę położę i poćwiczę Wilda. Nastawiłem zegarek na 20 minut i położyłem się. Rozpocząłem rotację świadomości by uśpić ciało i dość szybko zacząłem tracić poczucie ciała więc skupiłem się na oddechu. Oddech też szybko sam zaczął się oddychać, więc nie miałem już nic do roboty. Po chwili zobaczyłem i poczułem, ze stoję przy drzewie z jakąś lancą z zagiętym na końcu ostrzem. Było mroczno i nieprzyjemnie, po jakimś czasie drzewo się wywróciło i odkryłem, że jestem w moim sadzie. Po jakimś czasie znów sceneria się zmieniła, ale ciągle byłem z lancą w tej samej okolicy i tak raz po raz. W końcu znalazłem się z dwoma lancami na strychu kuźni. Tu było przyjemniej, świeże, jasne, deski pachnące żywicą o wiele przyjemniejsze miejsce. W dole widziałem jak ojciec w drzwiach kuźni mocuje się z gałęziami, ale tam nadal było mrocznie i nieprzyjemnie. Po raz n-ty zmieniała się scena, lance w moich rękach stały się gałęziami, które opierałem o ścianę domu, pomagały mi w tym siostrzenice, ale zaraz uciekły przed deszczem. Wybudził mnie dźwięk deszczu padającego za oknem, moja świadomość powróciła do sypialni gdzie drzemałem i zacząłem odczuwać ciało, ale nie chciało mi się ruszać. Zmobilizowałem się i pogłębiłem oddech i zacząłem liczyć mówiąc sobie, że przy 5 otworzę oczy, gdy doszedłem do pięciu otworzyłem oczy i obudziłem się wypoczęty i odświeżony. Minęło 10 minut.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Wczorajsze Wildy wskazywały, ze sny mogą być nieciekawe a kiedy zasnąłem bez przygotowań to cudów się nie spodziewałem:

Wędrowałem uliczkami w okolicach mojego domu, było tam dużo ludzi jakby gdzieś w okolicy odbywała się jakaś duża impreza. Spotkałem jakiegoś znajomego, który dał mi komórkę. Ucieszyłem się bo moja komórka nie nadawała się już do użytku. Za jakiś czas wracałem tą samą trasą i znów spotkałem tego znajomego, powiedział, że potrzebuje tej komórki więc mu oddałem a on w zamian dał mi dwie. Wracając do domu przyglądałem się im i wtedy dostrzegłem, że przy krawężniku leży rozwalona komórka. Podniosłem ją, działała – pomyślałem, że położę ją w widocznym miejscu bo ktoś może jej szukać. Sen trochę mroczny, ale nie najgorszy.

W innym śnie mieszkałem koło asfaltowej drogi na pustkowiu i miałem duża kolekcję magicznych kul z różnych minerałów jak i ze szkła.

Znów idę ulicą koło mojego domu, również jej prawą stroną. Spotykam pijanego sąsiada i pomagam mu otworzyć bramkę on gada coś bez sensu. Odprowadzam go do domu on zaprasza mnie na gurę, ale odmawiam choć przez chwilę ciekawi mnie jak mieszka.

W kolejnym śnie jestem w „agronomówce”. Ten sen ma zdecydowanie lepszy klimat niż wcześniejsze i więcej światła. Są tu jacyś ludzie, jakaś kobieta o czymś mówi, ale nie pamiętam o co chodziło.

Kilka domów dalej na podwórku Janusza wsiadam w samochód i próbuję wyjechać, jest mało miejsca, ale udaje mi się zawrócić (podobnie jak przedwczoraj na jawie). Widzę, że u jednego z samochodów brakuje opony. Gość daje gazu i spod felgi idzie dym, ale to nie moja sprawa, ja spokojnie wyjeżdżam.

Kilkadziesiąt metrów niżej przy głównej drodze robię jakieś wino z truskawek (przedwczoraj robiłem moszcz z porzeczek). Moszcz jest bardzo słodki i klarowny jak sok. Widzę, że ktoś ułamał termometr od baniaka, ale się tym nie przejmuję. Pomieszczenie w którym to robię jest czyściutkie i przytulne.

Ze snu na sen oczyszczało się i ten ostatni już był w przyjemnym nastroju. Zaczynam zwracać uwagę na geografię snu, okolice z trzech ostatnich snów zdecydowanie jaśniejsze były.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Koło południa położyłem się i użyłem rotacji świadomości aby uśpić ciało po czym rozpocząłem „medytację miedziaka” by wprowadzić się w stan transu – zaraz utraciłem poczucie ciała i zacząłem pojawiać się w różnych scenach, które były bardzo wyraziste zapadając w drzemki.
Znalazłem się na podwórku, dzień był słoneczny, opierałem się o rozgrzany dach samochodu, było cieple i leniwie, nie chciało mi się ruszać, więc stałem sobie delektując się ciepłem.

Znalazłem się na południowy wschód od mojego domu przed bramą sąsiada. Ekipa ogrodników robiła coś z trawnikiem. Trawnik był wyschnięty, zbrązowiały i wilgotny. Mówili co tam trzeba robić, ale przestało mnie to interesować bo zacząłem popatrzyć na mój dom, który wyglądał całkiem nieźle, nie był tak mroczny jak trawnik sąsiada był nieco radośniejszy.
Po chwili znalazłem się w mrocznym korytarzu mojego domu, nie był tak mroczny jak zazwyczaj. Drzwi do gabinetu ojca były otwarte, a przez okno świeciło słońce, jego promienie skrzyły się na kwietniku przy oknie, pomyślałem, że to słońce oczyszcza, rozjaśnia wszystko i napełnia radością usuwając to co posępne i złe.
 
Znalazłem się przed domem z południowej strony tam gdzie wczoraj układałem gałęzie w trakcie drzemki – bliżej bramy. Rosła tam wysoka trawa w którą świeciło słońce, pomyślałem, że całkiem przyjemnie i radośnie się Ti zrobiło, nie tak szaro i męcząco jak wczoraj. Po chwili sceneria niepostrzeżenie przekształciła się w wejście do sadu. Również na wysokie trawy świeciło słońce dając jakąś radość. Znów przekształcenie i była to dróżka koło domu kuzyna, która na jawie nie istnieje, ale widziałem ją wiele razy we śnie, tez było tam teraz wiele zieleni i słońca, które napełniało to radością. Znów zmiana i dróżka koło domu kuzyna z drugiej strony, która na jawie też nie istnieje, ale widywałem ją w snach, wiele zieleni i słońca, które napełniało to radością. Kolejne dwa przekształcenia w uliczki po wschodniej i zachodniej części mojego domu, a zarazem cały czas jakby to było jedno miejsce tylko z każdym przekształceniem nabierało światła i radości.

W końcu znalazłem się z tył dworu gdzie kogoś trzymano, rozmawiałem tam z dziewczynami po czym pobiegliśmy po pomoc, ale kiedy wyszedłem na zewnątrz zobaczyłem tyle zieleni, że zatrzymałem się i napełniałem się radością rezygnując z udziału w fabule drzemki.
Na koniec zaczął dzwonić budzik i powróciłem do sypialni w której drzemałem, stopniowo zacząłem odczuwać ciało i wybudzać się.
 
Poczytałem sobie książkę aby się rozbudzić i zrelaksować po czym postanowiłem wykonać jeszcze jedną 15min medytację tym razem z kulą. Oparłem się wygodnie o ścianę i bez wysiłku wizualizowałem kulę tym razem żółtą po pewnym czasie kula zmieniła się w ciepłe słońce na błękitnym tle nieba, był piękny dzień a przede mną była wspaniała polana otoczona lasem. Na jej skraju zobaczyłem białą katedrę kiedy jej się przyglądałem spostrzegłem, ze zwieńczona jest krzyżem Odyna, przyglądałem się jej przez pewien czas po czym się ocknąłem i znów skupiłem się na wizualizacji kuli, znów po jakimś czasie kula zmieniła się w cudowne słońce na błękitnym tle bezchmurnego nieba, ale nie przeszkadzało mi to. Znów upłynął jakiś czas i tarczę słońca przesłoniły dwa kruki Odyna Hugin - Myśl i Munin - Pamięć na metalowej tarczy, jakiś głos mówił: „Odyn, Adin, jedyny Bóg, Ojciec Bogów, Bóg Ojciec jego syn Thor poprowadzi dzielnych do ostatniej bitwy z silami zła i nastanie dobry świat gdy syn boży Baldur zmartwychwstanie”. Po jakimś czasie zmobilizowałem się i znów widziałem biała kulę a nie metalową tarcze z krukami Odyna, ale za to wyraźnie zobaczyłem siebie siedzącego, w płaszczu z kapturem z kruczych piór – po chwili zadzwonił zegarek i obudziłem się. Pomyślałem, że ta medytacja  w znacznym stopniu oczyściła moją bańkę snów i wolę kruki Odyna od martwych drzew :-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
Siedzę ze znajomym zawodnikiem mma i oglądamy zapis jego walki z jego mistrzem. Na początku idzie mu nieźle, ale w końcu jego przeciwnik bierze nad nim górę i mój znajomy przegrywa. Jestem pod wrażeniem umiejętności znajomego, nie przypuszczałem, ze jest taki dobry, ale jego przeciwnik był sprytniejszy. Znajomy jest załamany swoją porażką. Mówię mu, że nie ma się czym przejmować bo jest naprawdę rewelacyjny i to, że o włos przegrał tę walkę to żaden powód do załamki.

Walka toczyła się w dużym mieszkaniu, którego pokoje przypominały sale treningowe natomiast oglądaliśmy ją w jakimś budynku z wieloma pokojami, jakby szkole, przerobionej na schronisko gdzie byliśmy na jakimś obozie. Nie wiem co to był za obóz, ale wiedziałem, że mam wiele zajęć i niewiele czasu więc chciałem przez chwilę odpocząć. Pokój w którym mieszkałem z dwoma innymi ludźmi był malutki i stały tam trzy prycze, warunki były dość spartańskie i przypominało to moją obleśną piwnicę, która jednak wyglądała zupełnie inaczej. Przed wyjściem chciałem jeszcze skorzystać z wc, ale ta naprzeciw sypialni była zajęta więc musiałem zrezygnować. Było to gdzieś na południu mojego sennego świata.

  Wyszedłem i zacząłem iść prosta asfaltową dróżką między łąkami, przypominała ona dróżkę w miejscowości mojej babci za rzeką. Przed mostem po prawej stronie było tu pole namiotowe na którym miałem swój namiot. Przy zejściu trzech gości rozbijało namiot więc zacząłem coś do nich mówić, ale pomyślałem, ze jestem jeszcze za daleko aby mnie słyszeli. Kiedy podszedłem bliżej pojawił się szum jakby wiatru tak, że zagłuszał wszystko więc gadać się nie dało. Pozdrowiłem ich tylko, zauważyłem, że oprócz trzech facetów jest tam roznegliżowana laska leżąca przy ścieżce.

Kiedy szedłem do mojego namiotu zobaczyłem, ze jest tu strasznie dużo ludzi. Na środku w ogromnym kręgu na piasku grali w jakąś grę. Zauważyłem, ze jestem dziwnie ubrany, głowę mam owiniętą niebieską chustą i ogólnie cały jestem opatulony jakby było zimno, postanawiam wyminąć krąg bo musiałem dotrzeć do namiotu a nie miałem dużo czasu bo później musiałem iść na jakieś zajęcia.

Potem przebudziłem się i zacząłem ponownie zasypiać - znów zobaczyłem ten krąg na piasku, ale zmienił się on w ogromna drewnianą arenę nad przepaścią, byłem tam z wieloma ludźmi, ale obawiałam się czy to wszystko nie runie. Pomodliłem się do Bogini i ku mojemu zdziwieniu pojawiły się stalowe przęsła utrzymujące arenę, niepokój zniknął, ale zaraz później zapadłem w głęboki sen i nic już nie pamiętałem.

Sen taki nijaki, niewiele się tam dzieje, nie ma jakiś fajnych rzeczy, ani mocnych emocji, miejsce na mapie snu bardzo rzadko odwiedzane na południe od mojego domu, niebezpiecznie bliskie domku duchów, przy drodze do innej nieciekawej sennej miejscowości rzadko odwiedzanej, dalej już są góry graniczne mojej sennej geografii, tam jest fajnie a sny z tym związane są pełne mocy, dzikiej mocy, ale rzadko tam bywam.

Domek duchów w mojej sennej geografii to niebezpieczne i często ponure miejsce. Na jawie jest tam dom mojej babci, który lubię i z którym wiąże się masę dobrych wspomnień, natomiast we śnie można tam spotkać duchy, demony, zmarłych i w ogóle najczęściej to nieciekawe miejsce, choć czasami można tam spotkać tez nauczycieli duchowych.

Po spisaniu snu siadłem na łóżku oparłem się o ścianę i zacząłem swoją 15 minutową medytację z harmonizującą kulą snu – niebieską. Zauważyłem, ze czuję ciągle wokół siebie bańkę snu, widzę tych gości przy namiocie i laskę - czuję ich obecność, a cała bańka snu jest trochę przymulająca, depresyjna, wywołująca lekkie napięcie i niepokój w ciele. Sen ogólnie wyglądał nieco ciemno jak w deszczowy dzień. Medytując z kulą snu zacząłem czuć to wyraźnie. Po chwili pojawiło się wyciszenie a po pięciu minutach uświadomiłem sobie, ze kula snu promieniuje światłem choć go nie widzę i rozprasza ten mrok jaki został po śnie. Po następnych pięciu minutach czułem lekkość, światło a to napięcie pozostało już tylko na obrzeżu.

Po śniadaniu znów zrobiłem 15min medytację i zauważyłem, ze choć moje ciało jest świetliste top tam dalej ta bańka snu jest wyczuwalna. W sumie uświadomiłem sobie, ze jest ona od wielu dni, chyba od tygodnia i ostatnio moje medytacje i praktyki wilada ją oczyszczają.

Ogólnie to jak przeczytałem o hakerach snu myślę nie tylko o bańkach snu, ale próbuję sobie poukładać geografię moich snów i powoli chyba mi to idzie. Wbrew tego co na początku myślałem, wygląda, że geografia snów jest dość prosta. Powyżej opisałem południe, w centrum jest mój dom ,a zachodzie są ogólnie fajne miejsca, na wschodzie i na północy też. Chyba już mam pewne rozeznanie w sennej geografii, ale zobaczy się dalej :-)
 
Myśląc o dzisiejszym śnie przypomniało mi się co kiedyś pewna śniąca mówiła o kolorach snu i dochodzę do wniosku, że to również ważne więc i na to mam zamiar zwrócić uwagę, dzisiejszy sen był w kolorze deszczowych chmur.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#17
Twoja zdolność do uważnego śnienia jest naprawdę imponująca, mam nadzieję, że zostaniesz z nami dłużej :)

Kiedyś się zastanawiałem nad tą całą kartografią snu i stwierdziłem, że w domenie duszy/ energii/ umysłu, w przeciwieństwie do świata materii fizycznej - nie może być takiego pojęcia jak przestrzeń. Myślę, że senne ciało jest tylko punktem odniesienia, ograniczeniem które wynika z naszego wyobrażenia fizycznej rzeczywistości. Senne motywy i " lokacje " mogą się za to ze sobą wiązać skojarzeniami informacyjnymi np pola drzew układów scalonych leżące między lasem ptasich piór a łąką mechanicznej trawy :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#18
Dzięki, ale myślę, że pochwala nieuzasadniona gdyż jak wyżej opisuję moja bańka snu ostatnio nie wygląda dobrze :-)
Co do sennej geografii to zetknąłem się z tą koncepcją tu czytając o rosyjskiej szkole śnienia. W pierwszym momencie pomyślałem, że to absolutnie nie możliwe, ale po kilku dniach obserwując swoje sny i zastanawiając się nad tym z najwyższym zdumieniem stwierdziłem, że jest dokładnie tak jak ruscy piszą i mapa snu wcale nie jest duża, a kiedy się tak zastanawiam wydaje się żałośnie mała :))

Owszem miejsca w moich snach wyglądają różnie i zmieniają się, ale jak się załapie czego szukać to rozpoznanie wydaje się bardzo łatwe np. teraz jak już wiem o co chodzi mógłbym przytoczyć dziesiątki snów związanych z drewnianym domkiem tam gdzie mieszkają duchy. Co więcej przypomniałem sobie jak kiedyś znajomy mi opowiadał, że ma tak samo też ma swój drewniany domek i jak tam się we śnie pojawi to kłopoty z duchami gwarantowane :)  Najzabawniejsze w tym jest to, ze mimo iż miałem opisanych dziesiątki snów o domku babci i problemach z duchami dopiero teraz zajarzyłem, że przecież to dokładnie to samo co jego drewniany domek z duchami  :))

Jestem tu krótko a już tyle genialnych odkryć, mapa snu, bańki snu więc warto u was być i jak mnie coś nie zje, ani nie wykopiecie mnie to mam nadzieję tu chwilę zabawić  ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#19
W psychologii Jungowskiej jest coś takiego jak archetyp. Dotyczy to całych motywów, zbiorów zachowań albo kompleksów wyobrażeń, które są wrodzone i wspólne dla wszystkich ludzi, mimo że nie powstałe w wyniku indywidualnych doświadczeń. Wśród nich wymienia się też właśnie całe senne symbole, mogą więc to też być lokacje i krajobrazy, które powtarzają się w snach niezwiązanych ze sobą ludzi :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#20
Próbuję czytać tą rosyjską szkołę śnienia, ale opornie mi to idzie bo po tłumaczeniach google tłumacza ciężko dojść co tam dokładnie jest napisane - jednak napisano tam, że ten model stworzono na podstawie analizy tysięcy snów różnych ludzi, czyli mamy tu fakty a jak to sobie wytłumaczyć do jakiej teorii dopasować to już indywidualna sprawa :D 
Mnie bardziej ciekawi praktyka. Skoro mapy snu różnych ludzi mają podobną strukturę choć oczywiście treść inną faktycznie można taką mapę potraktować jak archetyp, wzorzec, ale i tak trzeba ją napełnić swoimi treściami. Np. mój drewniany domek gdzie spotykam duchy jest konkretnym miejscem z mojej przeszłości, podczas gdy ten o którym opowiadał mi znajomy jest dla niego czymś abstrakcyjnym nie odnoszącym się do konkretnego miejsca z jawy. Jednak zbieżność jest porażająca, gdyby zebrać kilkadziesiąt relacji różnych ludzi o snach z drewnianym domkiem i duchami i przeanalizować to może wiele rzeczy stało by się jasnych i zrozumiałych. Może zresztą hakerzy snu już to dawno zrobili, szkoda, że nie znam rosyjskiego na tyle by znaleźć jakieś konkretne opisy mapy snu :(  Być może próbuję wywarzać otwarte drzwi, ale nie mam wyjścia ;) 

Od dawien dawna wiedziałem, że nastroje i scenerie snów mogą być trwałe i więzić nas miesiącami a wyrwanie się z tego może być bardzo trudne, poznawszy koncepcję baniek snu mogę spojrzeć na to z innej perspektywy np. wiem dzięki temu gdzie i jak szukać źródła i być może łatwiej będzie to zrobić - nie wiem, ale warto spróbować i zamierzam próbować, szczególnie, że ostatnio mam właśnie taki problem ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów Aylo Aylo 26 1,122 Wczoraj, 16:21
Ostatni post: Aylo
  Dziennik snów z mojej czaszki. P91 5 92 15-11-2018, 21:17
Ostatni post: incestus
  Dziennik snów didejdroga :) didejdroga2 22 697 10-11-2018, 12:13
Ostatni post: didejdroga2
  Kys - Dziennik snów Kys 15 760 01-11-2018, 15:49
Ostatni post: Kys
  Mapa Snu Onejromanty Onejronauta 21 944 25-10-2018, 10:58
Ostatni post: Onejronauta

Skocz do:

UA-88656808-1