Dziennik snów Dreamera
#1
Witajcie w moim dzienniku, drodzy czytelnicy!
To tu będę zapisywał swoje sny, zwykłe, jak również świadome (mam nadzieję). Ten dziennik będzie przedstawiał wam również moje pierwsze kroki w drodze ku świadomości w moich snach.
W późniejszym czasie może zagoszczą tu mapy moich marzeń sennych, ale to wymagałoby takiego doświadczenia jak ma choćby @Onejronauta, które mam nadzieję, kiedyś zyskam. Chciałem wymyślić jakaś ciekawą nazwę dziennika jak ma choćby @Nalewa, ale wyszło tak, że postawiłem na prostotę ;) .

Zaznaczam, że dziennik raczej nie będzie dość ciekawy.
Chodzi o to, że jestem w takim wieku... Jeśli można by tak nazwać: "okresie życiowym", który jest jednym z najgorszych "okresów" do przeżycia.
Sny są monotonne i nudne, do tego większa część to jak to nazywam sny "lustra", czy po prostu zwykle sny erotyczne.
W moim wieku życie jest po prostu nudne i monotonne, więc "lustra" jeszcze bardziej mnie nużą. Są to sny, które pokazują jeszcze bardziej spłycony obraz życia codziennego.
Czytam książki dla urozmaicenia snów, ale przez wakacje znalazłem dwa tytuły, które mi odpowiadają
(Chodzi o A True & Faithful Relation
Książka autorstwa: John Dee ii
Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Książka autorstwa: Carlo Rovelli)


Nawet nie zdążyłem przeczytać 1/4 treść tych książek: wakacje się skończyły a z nim jakikolwiek czas wolny na czytanie książek.
Jak wcześniej wspomniałem, miewam też sny erotyczne. Dla niektórych może się to wydawać fajne... No tu nie jest tak kolorowo. Dosłownie.

No cóż, więcej mogę dodać, mam nadzieje, że już niedługo zagoszczą tu opisy moich snów :) .
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
(08-10-2018, 15:46 )Dreamer napisał(a): Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Książka autorstwa: Carlo Rovelli)

Jeżeli uda Ci się przeczytać tą książkę do końca, coś z niej rozumiejąc to propsuję :D ostatnie rozdziały wywracają mózg na drugą stronę  Oesu Oesu
Ktoś tu na forum się podjął, chyba freskum?
@Freskum jak idzie lekturka? :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
(08-10-2018, 21:48 )sz4m4n napisał(a):
(08-10-2018, 15:46 )Dreamer napisał(a): Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje
Książka autorstwa: Carlo Rovelli)

Jeżeli uda Ci się przeczytać tą książkę do końca, coś z niej rozumiejąc to propsuję :D ostatnie rozdziały wywracają mózg na drugą stronę  Oesu Oesu
Ktoś tu na forum się podjął, chyba freskum?
@Freskum jak idzie lekturka? :D
Trzeci rozdział ;)




Wiadomo też już czasu brakuje, aczkolwiek postawiłem sobie na cel doczytać do listopada.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Dość szybko pojawił się tu wpis od założenia dziennika ;) .

Pisze bez żadnego przygotowania czy notatek więc będę improwizował. Z góry przepraszam za możliwą nieczytelność tego wpis.

Po lekcjach poszedłem z moimi kumplami na szkolną siłownię trochę się rozładować po tych wszystkich nudnych i niepotrzebnych wiadomości wpajanych nam na siłę do głów.

Mieliśmy dostęp tylko do paru przyrządów i niestety w ich gronie nie znalazła się ławeczka ze sztangą, która przechodziła naprawę.

Biegaliśmy na bieżni. Była domyślnie nastawiona na ćwiczenia pod maraton, ale uzgodniliśmy, że nie będziemy nic zmieniać.


Bieganie można było porównać do biegania pod dość stromą górę. Wytrzymaliśmy około 25-40 min
Potem poszliśmy pograć w pokera i piłkarzyki a na koniec poszliśmy do sali kinowej.
Ktoś rzucił jakiś tytuł filmu z końca sali i zaczęliśmy oglądać.
Film był po prostu jednym wielkim nieporozumieniem facepalm . Szczerze to mało mnie to obchodziło, bo szybko usnąłem.

(Tak tu zaczyna się opis snu ziew )

Znajduje się w jakimś pomieszczeniu, wygląda jak mój pokój... Jest jakiś inny. Nie wiem, czy to ma sens, ale wydawał mi się bardziej prawdziwy, nie ważne, na co spojrzałem, po prostu czułem radość, błogi spokój, połączony z przyjemnym odgłosem uderzania kropel deszczu o szyby.
Wystarczy wsłuchać się chwilę, aby uświadomić sobie, że to na pozór nic nieznaczący deszcz układa się w piękną melodię.


Patrzyłem się na szybę, krople spływały w dość poukładany i regularny sposób. Patrzyłem się ślepo w szybę bez celu, bez... Bez niczego? Patrzyłem się, bo chciałem... Chciałem poczuć nic? Szukałem swojego rodzaju spokoju i odcięcia. Długo się patrzyłem na szybę, aż w końcu deszcz ustał i pokazało się słońce. Wyszedłem na dwór, po drodze znalazłem stary plac zabaw. Bawiła się na nim dwójka dzieci. Malutka dziewczynka ubrana na biało i równie mały chłopiec ubrany na czarno.
Najwidoczniej zwróciłem ich uwagę.
Obraz robił się coraz bardziej czarny.
Czułem lekkie mrowienie w nogach.
Dzieci uciekły, gdy tylko mnie zobaczyły.
Zobaczyłem coś na wzór wielkiej kuli ognia.
Starałem się uciec.
Przez to, że opadłem cały z sił, co jakiś czas upadałem na kolana ze zmęczenia. Biegłem coraz wolniej, ponieważ robiło się coraz bardziej stromo. Czułem gorąco na plecach, a jednocześnie wbiegałem na jakąś górę, która z każdym krokiem staje się coraz bardziej stroma. W końcu nie dałem rady.
Upadłem i zacząłem zjeżdżać z całej góry. Rozpaczliwie próbowałem się złapać jakiegoś większego kamienia, by przestać spadać. Cała góra była nimi (kamieniami) pokryta. Od tego zjeżdżania nie miałem już prawie skóry na klatce piersiowej a moje kolana wręcz były "przesiąknięte krwią".
W końcu złapałem się jakiegoś kamienia i zacząłem biec dalej. Adrenalina we mnie wręcz buzowała jednak to i tak nie pomagało na zmęczenie...
Wymęczony, we krwi i pocie. Biegnę, by uniknąć tego, co i tak nastanie. Staram się biec, ale uciekam tak długo, że moje nogi już odmawiają posłuszeństwa. Wiem, że to nie ma sensu... Upadłem na kolana ze zmęczenia. Cały obraz przed oczami zrobił się cholernie jasny.

Zauważyłem wielką kulę ognia zmierzającą w moją stronę. Nie zastanawiałem się, co zaraz się stanie, popłynęła mi łza po policzku. Zdążyłem jeszcze zacisnąć mocno wargę i spojrzałem jeszcze chwilę z nostalgią na niebo, które zaczęło przybierać krwisty, czerwony kolor.

Przypuszczam, że tu sen się skończył.
Był to naprawdę wyraźny sen i nie wiem, dlaczego, ale bardzo mi się spodobał.

Ten moment, gdy biegam i czuję tę adrenalinę... no coś pięknego po prostu :> .






Najgorsze było to, że zostawili mnie samego i musiałem się tłumaczyć sprzątaczce, dlaczego śpię w sali kinowej.
To było najgorsze 2 minuty mojego życia.

2018-10-19
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
Nie wiem jak tam się dostałem.

Pamiętam tylko jakieś przebłyski: autobus, bardzo głośny hard bass na głośnikach i jakieś tabletki, a dalej pustka w głowie.

Jechałem nim bodajże do jakiejś szkoły w Londynie coś na wzór wycieczki klasowej.

Z samej podróży nie wiele pamiętam. Na miejscu okazało się, że będziemy przez tydzień spać w salach lekcyjnych.

Ja razem z kilkoma znajomymi zwiedzałem całą szkołę, szkoła była naprawdę duża, jednak nie była większa od tej, do której obecnie uczęszczam.
Po dłuższej wędrówce dotarliśmy do sali gimnastycznej. Jako że było dość ciemno, reszta klasy na czele z nauczycielami spała chcieliśmy wyważyć dziwi. Po wejściu na salę ukazał się moim oczom piękny duży basen. Chcieliśmy popływać, ale problemem było to, że nie było w nim wody. Poszliśmy do przebieralni zobaczyć czy różnią się one od tych w polskich szkołach. Szczerze zawiodłem się... w męskiej nie było nic ciekawego, zużyta prezerwatywa i rysunki na ścianach. Jednak w szatni damskiej... Tu było ciekawiej... Oprócz paru biustonoszy naszą uwagę przykuła masa małych karteczek pod ławkami. Na każdej było coś napisanie. Wymieniliśmy tylko parę spojrzeń i zaczęliśmy napełniać nimi kieszenie.
Na kartkach było parę bazgrołów i kilka sprośnych wiadomość wysyłanych między kilkoma dziewczynami.
Przy niektórych nie obyło się bez złośliwych komentarzy :> .

Dałbym sobie głowę uciąć, że zamknąłem oczy tylko na malutką chwilę, zaraz znalazłem się w lesie. Nikogo innego nie było no oprócz sowy, która wlepiała swe duże oczyska prosto we mnie, no i tego czegoś człekokształtnego w krzakach, które się powoli do mnie zbliżało, ale tak to byłem sam.
Nagle zauważyłem, że tego człekopodobnego stwora nie ma. Ja jednak coś czułem na plecach, coś jak ciepły, cuchnący zgniłym mięsem oddech. Odwróciłem się tak... To był on, a raczej to. Stworzenie patrzyło mi prosto w oczy, byłem dwa trzy metry od niego.
W końcu nie wytrzymałem i powiedziałem:

Yyy... Hej?

Swój wzrok zwróciłem na ziemię, wiedziałem, co mnie czekało. Gdy podniosłem wzrok "tego" już nie było znaczy jego truchło było, ale brakowało kilku sekund, aby szczury wielkość psa zjadły go w całości nie zostawiając nawet kości.
Sowa wszystko obserwowała, przyleciała teraz i usiadła na gałęzi naprzeciwko mnie i powiedziała:

Masz ognia?

Wyjąłem coś podobnego do zapalniczki z kieszeni i dałem sowie.

Czekaj!

Co? Zapytałem.

Nastaw zapalniczkę.

Postąpiłem według instrukcji.

Teraz sowa siedziała na gałęzi i wypuszczając dym powiedziała...

Wiesz co?

Co?

To wszystko kiedyś pierdolnie...
- powiedziała prawdziwym niczym lektor głosem.

Sowa odleciała a ja znowu byłem w sali gdzie spaliśmy.

Nudziło mi się, więc zwiedzałem dalej budynek.
Dotarłem w końcu na dach.
Widok z niego był przepiękny, głównie to gwiaździste niebo, które co jakiś czas rozjaśniało się przez przelatujące spadające gwiazdy... Coś pięknego.
Zauważyłem, że na krawędzi dachu ktoś siedzi.
Ostrożnym krokiem przybliżyłem się do owej postaci i usiadłem zaraz koło niej.
Po ubiorze i charakterystycznych włosach poznałem, że to ja, jedyną różnicą między nami była maska. Na twarzy. Jedna połowa była czarna a druga biała, były tylko dziurki na nos. W tej masce było coś intrygującego...
Nagle ja zdjął maskę, spojrzał mi w oczy i zaczął rozwodzić się nad tym, kim jestem i kim my jesteśmy...
Powiedział coś na wzór, że on jest tym lepszym, tym prawdziwym, po czym dodał:

- ale to tylko "moja opinia i moje wartości" wiec nie bierz sobie ich do serca... Znasz siebie i wiesz, że tylko ja mam rację bytu.

Pamiętam dosłownie jakieś urywki o samobójstwie i jakieś stronie internetowej, ale za mało pamiętam, aby opisać coś bardziej szczegółowo, mogę tylko dodać, że znalazłem na tej stronie jakiś opis coś w stylu: To kwestia czasu... I-sen będzie miało aktywnych użytkowników liczonych w setkach a w mgnieniu oka słynny "upadły brodacz" wraz ze swoim towarzyszem napełnią stronę główną reklamami...

Do tego znalazłem zdjęcia innych użytkowników ajsenu. Pamiętam tylko parę zdjęć, ale trudno mi dopasować dane zdjęcie do danego forumowicza...





Jeszcze parę słów na koniec:

Pierwszy raz zastosowałem swoją autorską technikę, naprawdę mało brakło, czułem już jak... nawet nie wiem jak to nazwać... jak byłem "wciągany w sen". Podczas robienia tej techniki czułem jak bezpośrednio, wchodzę w sen, najdziwniejsze w tej technice jest to, że zacząłem ją robić koło 22:00, cały czas wiedziałem, że nie śpię... Cały czas słyszałem odgłos filtrów, czułem butelkę... Wiedziałem po prostu, że nie śpię a w momencie, gdy już "wchodziłem w sen" po prostu pod wpływem emocji nic z tego nie wyszło... Otworzyłem oczy, patrzę na zegarek i... Jest 2:50. Po prostu położyłem się już normalnie spać. Może nie miałem LD, ale zapamiętałem zadowalająco  ten sen :) .

19-11-2018
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
Ładnie zaindukowany ostatnimi godzinami przed zaśnięciem, spędzonymi na dyskusjach metafizycznych :)
I ta puenta z ust symbolu mądrości :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
Po kilku dniach bezsensownego próbowania i udoskonalania mojej techniki zacząłem tracić motywację. Można powiedzieć, że zakochałem się w owej technice "od pierwszego wejrzenia". Ten moment, gdy spadasz i jesteś wciągany przez sen... Nie wiem jak to określić nawet, "podnieca mnie emocjonalnie" :P .


W każdym razie dziś się udało, zrobiłem sobie dość długą drzemkę i przystąpiłem do "rytuału". Chce wierzyć, że nie był to przypadek i technika działa, ale sam w to powątpiewam 8-> .


(Opis Snu)



Wszystko potoczyło się tak, jak się tego spodziewałem... 
Na początku straciłem czucie potem nawet nie słyszałem już pracujących filtrów.
 Całość w tym momencie jest trochę dziwna jednak jak najbardziej cała "otoczka" jest można powiedzieć "ekscytująca". Nic nie czuję (nawet mojego ciała), nie odbieram żadnych bodźców z zewnątrz. Wiem, że jestem, jednak czuje, że mnie nie ma yyyy . Nic innego prócz moich myśli "nie ma"... Nawet kolorów. Nie ma czarnego, białego, różowego. Nawet jak to pisze, nie mogę sobie tego wyobrazić. Nie jest to dla mnie do opisania, to po prostu trzeba przeżyć, żeby zrozumieć. Do pewnego etapu jest to nawet przyjemne i nie ma nic w tym "dziwnego". Jednak w takim stanie upływ czasu to coś naprawdę dziwnego. Teoretycznie ciężko mi określić ile w takim stanie przebywam (nawet z mojej perspektywy).
 Nie mam nawet do czego się odnieść. Przedwczoraj starałem się odliczać i na tej podstawie określić czas przebywania. Problem jest taki, że gdy tylko w myślach przejawiła się chęć do odliczania, można powiedzieć, że się "obudziłem" (choć nie jest to adekwatne słowo do owej sytuacji).
 Dziś wyjątkowo udało mi się dojść do następnego etapu. 
Odzyskałem czucie i czułem, jak spadam. W pewnym momencie wylądowałem we własnym łóżku. Na początku nic nie widziałem, przetarłem oczy i powoli jakość obrazu się poprawiała. Teraz tak naprawdę dopiero otwieram oczy, spokojnie podnoszę głowę i wygodnie opieram ją o poduszkę...
Wiem, że coś jest nie tak... coraz szybciej oddycham... Po chwili uświadomiłem sobie, że to sen... Nie mogłem przyjąć tego do wiadomości. Rozglądałem się po pokoju i śmiało mogłem stwierdzić, że to nie jest sen. Wszystko jest za bardzo realistyczne, wątpię, aby ktokolwiek znalazł różnicę między jawą a snem. Głos wewnątrz mnie mówi mi, że to sen. Patrzę na zegar... Pokazuje godzinę 10:10, a po chwili przeskakuje na 10:11. Hmmm wygląda, że zegar działa normalnie. Patrzę na moje ręce.... Są w 100% normalne! Dobra... porozglądałem się jeszcze po pokoju. Promienie słońca pięknie przebijają się przez wolne miejsca między roletami. Co jakiś czas można usłyszeć jak te większe osobniki w akwarium, wyskakują z wody i tworzą odgłos rzuconego kamienia w taflę wody. Jest to na swój sposób relaksujące. Błogą ciszę przerywa również piękny śpiew Skowronka, który przysiadł sobie na parapecie... Widać jego cień, który w zależności od tego, czy jest bliżej, czy dalej jest bardziej wyraźny lub mniej i zmienia swoje rozmiary... Nie da się do niczego przyczepić... Już miałem wstać i kontynuować codziennie życie, gdy jeszcze w tym samym czasie zrobiłem TR z nosem... Tak... Mogę oddychać! Jeszcze kilka razy powtórzyłem ten sam test i wszystko działało, a raczej nie działało, jak powinno... Jestem... Lekko mówiąc zaskoczony (w swoim życiu miałem koło 9 LD, ale "ciężko to nazwać" świadomymi snami, wszystkie były takie jakby oglądane przez mgłę i bardzo krótkie).
Cały czas robiłem jeszcze ten test, aby na pewno upewnić się, że jestem we śnie. Normalnie moje libido "wystrzeliłoby w górę" i w sumie na tym by się skończyła świadomość, ale teraz było inaczej. 
Patrzyłem się pusto w ścianę, zacząłem dostrzegać najmniejsze nierówności i chropowatą powierzchnię. Wyszedłem na dwór, usiadłem na miękkiej trawie i wtedy sobie zdałem sprawę z tego, jak bardzo jeszcze początkujący jestem facepalm

Wykonywałem technikę, wiedząc, że istnieje prawdopodobieństwo, że osiągnę świadomość we śnie i nawet nie miałem planu, co będę robił podczas snu. Byłem trochę przytłoczony całą sytuacją... 
Wszytko, było takie "prawdziwe"... Piękne... Wiedziałem, że mogę zrobić wszystko, ale jednak nie robiłem nic.
 Po chwili namysłu usiadłem po turecku, ponieważ chciałem lewitować, ale coś mi nie wyszło. 
Latanie chyba nie jest dla mnie  :) . Spróbowałem jeszcze raz trochę innym sposobem. Wdrapałem się na szczyt jakiegoś budynku blisko mnie i skoczyłem. Skończyło się tym, że po prostu spadłem na ziemię... Wiem, że coś robię źle... 
To chyba kwestia nastawienia. Cały czas tkwiłem na swoim zadupiu, więc nie miałem nawet jak się zrelaksować. Po chwili pod wpływem impulsu wróciłem do domu i po prostu wszedłem do pełnej wody wanny. Zanurzyłem się cały pod wodą i ku mojemu zdziwieniu... Wanna była "trochę" głębsza niż mi się wydawało. Zacząłem zwiedzać świat pod wodną. Za dużo się nie nacieszyłem "nurkowaniem", bo poczułem, że brakuje mi tlenu. Odruchowo zacząłem płynąć w górę. Wypłynąłem już na powierzchnię jednak w trochę innym miejscu. 

Hmmm... Żadnego lądu nie widać. Płynę przed siebie i płynę, i płynę... I na szczęście znalazłem się w końcu na pięknej plaży. Położyłem się na piasku i wsłuchiwałem się w delikatny szum fal przerywany co jakiś czas przez przelatujące mewy. 
Jestem na plaży całkiem sam, nikogo nie ma, kto by mi przeszkodził w tym błogim odpoczynku. To uczucie: tej beztroski tej wolności to było coś, czego mi tak bardzo brakowało od dawna. Po woli się ściemniało, po niedługiej chwili na niebie widać było już całe konstelacje gwiazd... Przez chwilę nawet można było pomylić taflę morza z niebem, wygląda to po prostu pięknie. 
Wstałem z piasku i postanowiłem popływać sobie w świetle gwiazd. Po kilku minutach położyłem się na plecach i wpatrywałem się w nocne niebo. Co jakiś czas byłem podnoszony przez fale a innym razem ciemne niebo rozjaśniały spadające gwiazdy.
Chyba nigdy nie byłem aż tak zrelaksowany. Niestety po chwili się obudziłem.
 Na szczęście udało mu się nie ruszać i szybko wrócić do snu. Tym razem jednak było ciemno, a za oknem padał śnieg. Odruchowo spojrzałem się na zegarek. Wskazywał godzinę 29:43. Uświadomiło mnie to na krótki okres. Potem niestety przy próbie teleportacji starciem świadomość. Potem z dalszej części snu nic nie pamiętam, tylko koniec jak skakałem z mostu. 
Miałem jeszcze jedną okazję dzisiaj, aby osiągnąć świadomy sen. Na sam koniec mojej "sennej przygody" pojawiło się fałszywe przebudzenie, a nawet kilka. Obudziłem się we własnym łóżku, zjadłem śniadanie i żyłem codziennością, aż nagle budzę się  tym razem w szpitalu, a lekarz stwierdza mój zgon, chwilę leżałem w łóżku szpitalnym i... 
Obudziłem się w swoim pokoju...
 nawet nie zdążyłem zjeść całego śniadania! 
Tym razem się obudziłem w moim łóżku chyba już naprawdę. Zacząłem spisywać moje sny na kartce papieru, zjadłem śniadanie... Poszedłem do szkoły... Czekaj co? Do szkoły? W niedzielę... JEB, znowu mnie cofnęło do łóżka... Teraz nawet tylko na zegarek spojrzałem i... W końcu się obudziłem. Teraz gdy już się naprawdę obudziłem, akurat zrobiłem TR  :(

Widząc, że chyba nie śpię, usiadłem na brzegu łóżka i powiedziałem do siebie: "Huh... Więc tak wygląda to całe fałszywe przebudzenie Oesu "...

2018-11-25
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
(25-11-2018, 19:39 )Dreamer napisał(a): Błogą ciszę przerywa również piękny śpiew Skowronka, który przysiadł sobie na parapecie...

Rozumiem, że sowa z poprzedniego snu jest napisana małą literą, aby chronić dane osobowe.
404 body not found
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
Pięknie :)
Z tego co czytam bardzo długo utrzymałeś te jedno LD z nieprzerwaną uważnością. Uważam też, że dobrze je spożytkowałeś. Pierwsze LD są najbardziej realistyczne a kontrola jest w nich bardzo trudna, ponieważ umysł nie jest przyzwyczajony że może wpływać na rzeczywistość, nie wyobraża też sobie technicznego aspektu latania. Nauka lotu polega na stopniowym przekraczaniu granic fizyki w LD, od coraz wyższych skoków, przez upadki z wysokich budynków, odrywanie się od ziemi pojazdami, po faktyczne utrzymywanie się w powietrzu. Muszę jednak powiedzieć, że podejrzewam, że intensywne wykorzystywanie kontroli w LD, w tym latanie, może osłabiać jego odbiór w dalekiej przyszłości. Moje najpiękniejsze LD pochodzą z pierwszego roku świadomego śnienia, potem stopniowo traciły realizm, a obecnie latanie odczuwam bardziej jako suche przemieszczanie się na podobieństwo zoomu z kamery. Wydaje mi się, że dzieje się to w związku z tym samym mechanizmem co nauka latania - umysł przyzwyczaja się, że wszystko jest tylko wyobraźnią i kontrola traci koloryt.
Dlatego polecam ci teraz kontynuować sposób w jaki wpływasz na LD - subtelnie, jak najbardziej zbliżenie do rzeczywistości. Spróbuj wykorzystywać samochody albo motolotnie do poruszania się po śnie. Być może uratuje cię to od mojego losu za kilka lat :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
(25-11-2018, 20:32 )Isabela napisał(a):
(25-11-2018, 19:39 )Dreamer napisał(a): Błogą ciszę przerywa również piękny śpiew Skowronka, który przysiadł sobie na parapecie...

Rozumiem, że sowa z poprzedniego snu jest napisana małą literą, aby chronić dane osobowe.

Dokładnie  :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów Aylo Aylo 47 2,019 14-12-2018, 19:01
Ostatni post: Isabela
  Dziennik snów Patryqqx 2 78 13-12-2018, 00:32
Ostatni post: Patryqqx
  Dziennik snów Onejromanty Onejronauta 125 5,918 12-12-2018, 12:41
Ostatni post: Onejronauta
  Dziennik snów didejdroga :) didejdroga2 23 855 11-12-2018, 16:49
Ostatni post: didejdroga2
  Dziennik snów Mikik X Mikik X 1 85 27-11-2018, 23:24
Ostatni post: Mikik X

Skocz do:

UA-88656808-1