Cosmic & Fallen Sound Lab
#21
“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.”
― David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Dzisiaj zrecenzujemy nowy kawałek NeuroCosmica, (nie)znanego pod artystycznym pseudonimem Abstrakcyjna Podróżniczka, również (nie)dorosłego użytkownika i-senu, który nie traci zapału do pracy i aktywnie kontynuuje swoją (nie)popularną twórcą pracę.

Abstrakcyjne Sny 2, bo tak bowiem tytułuje się ten utwór, to kontynuacja (nie)popularnej serii muzyk medytacyjnych... a przynajmniej tyle może wywnioskować przeciętny słuchacz, sugerując się nazwą katalogu na serwisie, na którym jest ona udostępniana. Rzeczywistość okazuję się jednak inna, a użytkownik naiwny mógłby nawet pokusić się o przedefinowanie "medytacji" w jego ubogim słowniku. Nim jednak wydamy ostateczny werdykt na te, wierząc ślepo nazwie, "abstrakcyjne" dźwięki, zerknijmy na historię twórczości.

Abstrakcyjne Sny jako pierwsze ukazały się na portalu chomikuj.pl w 2013 roku, jednak na światło dzienne istot żywych (a dokładniej materialnych, uprzedzając zapędy autora) wyjrzały dopiero w 2016, w wątku, który właśnie drogi czytelnik czyta. Mało obiecujący wstęp nie okazał się zdradliwy - sama produkcja, choć długa, bo aż 20-minutowa, mogłaby spokojnie zostać obcięta do dwudziestokrotnie krótszego czasu, a i tak ilość zaoszczędzonego miejsca na dysku nie zrehabilitowałaby mojego straconego czasu. No tak, ktoś mógłby trafnie zauważyć, że muzyka z gatunku "medytacjna" nie jest stworzona po to, żeby aktywnie w niej uczestniczyć i cieszyć się jej każdą sekundą (no chyba że jesteś oświecony czy inny fallen), ale by spokojnie przygrywać w tle, podczas gry oddajesz się relaksowi. Racja, punkt dla owego osobnika, jednak w omawianym dziele nie zostało to osiągnięte, a wręcz przeciwnie. Aby to udowodnić spójrzmy na waveforma:


Jedno, cenne spostrzeżenie może uchronić potencjalnego masochistę przed zhańbieniem siebie i swoich głośników - okazuje się, że druga połowa utworu to plus minus odbicie lustrzane tej pierwszej. Co najciekawsze, po przekroczeniu połowy teoretyczny słuchacz nie odczuje różnicy - mózg zmęczony po kilku minutach nieudolnej próby złapania uwagi chociaż na najbardziej wyraźnych elementach utworu, po prostu odda się w objęcia Morfeusza, jeśli nie zapadnie się pod ziemię... aczkolwiek, i nawet przed tym jest chroniony! Te cztery potężne piki występujące na początku, w środku i na końcu to smaczek, który twoją medytacyjną sesję (sjestę?) i skumulowany spokój rozbije jak bańkę mydlaną. Ej no, poważnie, podskoczyłem na krześle, jak pierwszy raz to usłyszałem, bynajmniej nie z zachwytu.

Kończymy tym samym krótkie podsumowanie części pierwszej, ale nie ostatniej. Czy następca abstrakcyjnego szumu-plus-parę-random-dźwięków-no-i-dżumpsker zasługuje na zlinczowanie przed wciśnięciem magicznego play? Cóż, okazuje się, że nie do końca. Co pierwsze rzuca się w oczy, to skrócona długość utworu do zaledwie siedmiu minut. Duży plus za to, choć w przypadku nowej części medytacyjnej przygody to nadal za długo. Nim jednak dowiemy się dlaczego, spójrzmy na dwie pierwsze minuty utworu, w praktyce najistotniejsze.

Słuchacz zostaje od razu wprowadzony w akcję utworu, dziejącej się gdzieś pomiędzy niedociśniętymi stykami w starej serwerowni. Przelotny, pulsujący szum wrzuca nas w terkoczący, machinalny bełkot, który jednak po pewnym czasie zostaje zduszony monotonnym, jednolitym dźwiękiem. Walka obu tych dźwięków kończy się w punkcie, gdy schemat ulega zmienia, zacierając stopniowo efekty stoczonej batalii. Do gry wchodzi rytmiczna sekwencja industrialnych, brudnych i (koniecznie) zaszumionych dźwięków, o dziwo składających się w jakąś zgrabną całość. Narzekać można na brak podkreślenia eksperymentalnego charakteru - poszczególne partie dźwięków wydają się statyczne, sztywno ułożone... jednak porównując do poprzednika to niebo a astral. Zaczyna to mieć jakąś strukturę, choć nadal skąpaną w tonie nieprzefiltrowanego komputerowego zgrzytu, syfu, jakiejś ogólnej niekonsekwencji. Brakuje celu. Ma się wrażenie, że autor sklecił owy utwór pośpiesznie albo kolejne bajty uległy deformacji przy transferze z astrala.

Po dwóch i pół minuty utwór umiera, więc poprzestańmy na tym.

Pierwsze wrażenie to zaskoczenie (i to całkiem pozytywne w stosunku do poprzednika), choć stopniowo słuchacza przytłaczają niedoskonałości. Przy obecnym tempie rozwoju szacuję, że dwunasta generacja Abstrakcyjnych Snów przedstawi nam coś ciekawego, wychodzącego poza ramy znanych utworów, ale jednak trzymającego się całości i chcącego jednak przyciągnąć odbiorcę niż pozostawić u niego zmieszanie. Zachęcam tym samym do dalszych eksperymentów.

A ja od siebie dodam, że niektóre elementy przypominają moje utwory, wysrane bez pomysłu, byle "szumiało i napierdalało". Dobre noise'y to jednak coś więcej niż losowe pssssssh.
cosmic.checkReality();
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1