Brudnopis
#41
Płynę sobie łódką po oceanie błogości
Łódka zaczyna tonąć. Boję się głębokości.
Wszechbłogiej świadomości ocean mnie pochłania
Tymczasem tyle egzaminów jest do zdania.
Osuwam się w nicość, zero problemu,
A w lodówce nie ma ni szynki, ni dżemu.
Pochłania mnie pustka niczym ruchome piaski.
Ginie tu wszelki dualizm, życia cienie i blaski.

Co zrobić, by nie wciągało, czasu przecież jest tak mało.
Wciąż oszukuję siebie, że czuję się jak w niebie.
Zniżam się do fizycznego poziomu, czuję się jak kupa złomu.
Bajzel mam w pokoju, na biurku sterta gnoju.
Mam dosyć swojej roli, milczenie już mnie boli.
Ogranicza mnie moje ciało, snu wciąż mi za mało.
Nie jadam kolacji, pogrążam się w medytacji.
Uciekam w mistyczne doznania, znów błogostan mnie pochłania...
Umysł nadal mi się zawiesza, nikt mnie nie pociesza.
Jakie jest moje życiowe zadanie - czy tylko studiowanie?


(z tomiku "Odchody umysłu" (Departures of the mind), 2016)
clear light of insanity
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1